A po co chrześcijaństwo? Inne religie też są dobre. Pluralizm jako dobroć Boga

 

Wolność wyboru, tolerancja i równouprawnienie, które podkreślane są w świecie współczesnym, nie omijają również płaszczyzny religijnej. Człowiek wychowany w tradycji chrześcijańskiej, stając wobec problemu wielości religii, nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania, które pojawiają się w wyniku refleksji na ich temat i miejsca, jakie ich własna religia zajmuje pośród nich. Czy chrześcijaństwo jest wyjątkową religią? A jeśli tak, to dlaczego? Czy inne religie są gorsze, a chrześcijaństwo lepsze? Czy inne religie są równoprawnymi drogami, prowadzącymi ich wyznawców do zbawienia? Jeśli to prawda to wszystko jedno, jaką religię się wyznaje, a jeśli nie, to dlaczego akurat chrześcijaństwo ma być tą religią wyjątkową?

Powyższe pytania dotykają zwłaszcza ludzi młodych, bo otwartych na szeroko rozumianą równość. Jednocześnie wywołują ogromne zamieszanie i prowokują do dyskusji czy warto być chrześcijaninem, a nawet niekiedy wywołują obojętność religijną, ponieważ dla wielu samo życie zgodne z zasadą, aby „być dobrym człowiekiem”, zupełnie wystarcza do osiągnięcia Królestwa Bożego.

Niniejszy artykuł będzie próbą odpowiedzi na zagadnienia związane z miejscem chrześcijaństwa pośród innych religii, znaczenia występowania religii niechrześcijańskich i występujących w nich możliwości zbawienia oraz Osoby Kluczowej (nie tylko dla chrześcijaństwa), jaką jest Jezus Chrystus, mającej wyjątkowy i donośny wpływ również na inne tradycje religijne.

 

Pluralizm jako dobroć Boga

 

Bóg w całej historii ludzkości, w której realizuje się historia zbawienia, obierając za cel zbawienie człowieka, od zawsze do niego przemawiał, skłaniając go do zbawczego dialogu. Autokomunikacja Boża, wyrażająca się w słowach i czynach, przybierała coraz wyraźniejsze kształty aż do osiągnięcia punktu kulminacyjnego, jakim było Słowo Wcielone – Jezus Chrystus. Przyszedł na świat w postaci ludzkiej, by zrealizować w pełni zamysł Stwórcy względem człowieka, by stać się swemu Ojcu posłusznym aż do śmierci (zob. Flp 2,8).

Wraz z nadejściem Jezusa objawianie się Boga człowiekowi w całej historii zbawienia osiąga zatem swój szczyt. W Jezusie Chrystusie Bóg objawia siebie i swój zamysł w sposób doskonały. Już nic więcej, co może człowiekowi służyć do osiągnięcia zbawienia, nie zostanie objawione. Odtąd nic ani nikt nie może przynieść żadnej nowości w odniesieniu do ekonomii zbawczej, bo Jezus Chrystus jest kresem rewelatywnym (zob. KO 3). Co bowiem można jeszcze więcej ukazać, powiedzieć, objawić po ukazaniu, powiedzeniu, objawieniu wszystkiego?

Pojawia się jednak pytanie o zasadność i zbawcze walory religii niechrześcijańskich. Czy istnieje możliwość zbawienia się w religiach, które nie odkrywają w Jezusie Syna Bożego? Wydaje się, że tak, ponieważ wolą Boga jest zbawienie wszystkich ludzi (zob. 1Tm 2,4-6). Bóg bowiem zbawiał ludzi od samego początku, prowadząc ich ku sobie ścieżkami różnych religii. Starożytne tradycje religijne takie jak judaizm, hinduizm, zaratusztranizm, buddyzm i inne, dawały możliwość spotkania z Bogiem w akcie religijnym poprzez kult, przywódców religijnych czy moralność, a także poprzez nadprzyrodzoną ingerencję Boga w ten świat.

Przed historycznym pojawieniem się Jezusa Chrystusa na ziemi przecież nie brakowało ludzi żyjących pobożnie, zyskujących uznanie w oczach im współczesnych, wywodzących się nie tylko z Narodu Wybranego. Przykładem może być księga Starego Testamentu, która ich opisuje w dobrym świetle, mimo że nie należą do Izraela (Abel, Henoch, Noe, Melchizedek, Lot, królowa Saby, Daniel, Hiob, Jetro, Rachab, Rut, Naaman, Cyrus, Balaam, Jonasz)[1]. Oprócz ludzi wymienionych na kartach Świętej Księgi podobnych im było z pewnością o wielu więcej i nie tylko żyjących w cieniu Narodu Wybranego, ale żyjących od początku ludzkości na wszystkich kontynentach ziemskiego globu i w każdym czasie.

Jeśli zbawiali się przed Chrystusem, rzeczą słuszną jest przyjąć hipotezę, że i po Chrystusie taka możliwość istnieje. Zarówno Żydzi jak i inni niechrześcijanie dzięki wierze mogą osiągnąć zbawienie w swoich tradycjach religijnych, pozostając im wiernymi[2] i przestrzegając obowiązujących w nich prawd.

Osobowa Miłość, którą jest Bóg, domaga się bowiem jasnego stwierdzenia, że Królestwo Niebieskie przygotowane jest dla wszystkich ludzi niezależnie od czasu ich życia i wyznawanej religii. Religia nie jest bowiem przeszkodą w osiągnięciu pełnej relacji z Absolutem w Eschatonie, lecz raczej drogą, środkiem i sposobem prowadzącymi do osiągnięcia tego celu. A zatem nie tylko religia chrześcijańska, ale również inne religie mają takie zadania do wypełnienia, co pośrednio może potwierdzać akt stworzenia.

Stwórca jest Panem, który wszystko tworzy z ogromnym przepychem, w niesamowitym bogactwie i nadmiarze, ukazując w ten sposób swoja boską Wszechmoc, Potęgę i Nieograniczoność. Wszystko, co jest Jego dziełem, choć może wydawać się podobne, jest przy bliższej analizie jedyne, wyjątkowe i niepowtarzalne. Podobnie każdy człowiek jest unikatowym dziełem Jego rąk, bo mimo że podobny do pozostałych ludzi,  jednak odmienny, wyróżniający się spośród nich. Jeśli taka wariacja występuje w obrębie stworzenia, a nawet samego gatunku ludzkiego, to dlaczego Bóg, który ukochał różnorodność i niepowtarzalność, nie miałby pozwolić docierać do siebie na drodze różnych religii? Wielość religijna wcale nie musi być karą Wieży Babel (zob. Rdz 11,1-9), lecz może być przejawem dobroci i błogosławieństwa, nieustanną Obecnością w tym świecie, radością Pana Wszechrzeczy z tego, że każda droga wiodąca na Górę Zbawienia wyróżnia się spośród innych.

 

Osoba Kluczowa

 

Aby rozwikłać powyższe zagadnienia należy zastanowić się wpierw nad Jezusem Chrystusem. Jest On Osobą Kluczową, ponieważ pozwala otworzyć bramę wiodącą do zrozumienia uniwersalizmu zbawczego Stwórcy oraz znaczenia pluralizmu religijnego i wyjątkowości chrześcijaństwa.

Dla chrześcijan Jezus jest drugą Osobą Boską, jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi (1Tm 2,5). To dzięki Niemu ludzkość zostaje odkupiona i odzyskuje utracone dziecięctwo Boże. Tylko Jego dzieło, dokonane przez życie, a zwłaszcza mękę, śmierć i zmartwychwstanie, daje pełne pojednanie z Ojcem.

W odniesieniu do zbawienia wyznawców religii niechrześcijańskich przed wydarzeniem Jezusa nie ma większych trudności. Przychodząc na świat i zakładając nową religię, ogarnia ich swoim dziełem odkupienia oraz staje się dla nich Kluczem otwierającym Królestwo Boże. Pojawia się jednak problem dotyczący sensu istnienia tych religii po Jego przyjściu. Skoro nie przyjmują Chrystusa czy są zdolni otworzyć sobie Bramy Niebios? „Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni” (Mt 11,12) powie Jezus, a gwałt ten polega na zadawaniu gwałtu swojej naturze, poprzez wybranie trudniejszego sposobu docierania do Boga. Po wydarzeniu inkarnacji Syna Bożego pozostawanie wyznawcami własnej religii, pozwala wprawdzie osiągnąć zbawienie, ale czyni to zadanie o wiele trudniejsze, ponieważ naraża na liczne niebezpieczeństwa. Wydaje się zatem, iż o wiele łatwiej jest przyjąć dar w postaci Klucza-Jezusa i postępować zgodnie z zasadami chrześcijańskimi, które wprost prowadzą do wieczności. Wraz z zaistnieniem chrześcijaństwa pojawiła się pewność podążania wprost do Boga, swoista „autostrada” w postaci Chrystusa, który jest jedynym Pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, a także Gwarantem dotarcia do Celu (Boga), bo jako pierwszy przebył tę drogę.

Jak pokazuje stan aktualny, wyznawcy innych religii nie deklarują przyjęcia osoby Jezusa z Nazaretu jako Boga, są natomiast otwarci na przyjęcie Go jako wyjątkowego człowieka. W hinduizmie przyjmuje się Go jako pośrednika, jogina, nauczyciela moralności, proroka, przewodnika ludzi na drodze do pokoju, wolności i  szczęścia, idealnego człowieka, jedno z wcieleń Boga czy jako symbol Misterium[3]. Buddyzm  widzi w Nazarejczyku mądrego Nauczyciela, pełnego współczucia (Dalajlama), Wyzwoliciela wewnętrznego (od materii i doczesności), a przez to inicjatora drogi do Boga, do pełnego wyzwolenia (Buddhadasa Indapanno). Niektórzy buddyści postrzegają Go jako przewodnika, uczącego wyzbycia się własnego „ja”, w celu osiągnięcia wyzwolenia i oświecenia (therawada), co Jezus osiągnął poprzez krzyż czy jako postać bodhisattwy – „Buddy przyszłości”, który wiedzie nieoświeconych do doskonałości i osiągnięcia nirwany (mahajana)[4]. W judaizmie z kolei jest On na nowo stopniowo odkrywany i postrzegany jako „człowiek centralny”, „starszy brat” (M. Buber), „Rabbi z Nazaretu”, „Nieporównywalny” (P. E. Lapide), „mój żydowski brat”, a obok rabinów Hillela i Szamaja autorytet w interpretacji Prawa Mojżeszowego (S. Ben Chorin). Bywa porównywany z Sokratesem, Buddą, Lao-Tsy (R. Schaeffer), postrzegany jest jako nauczyciel wzniosłej, ale wymagającej i trudnej do przyjęcia moralności (Klausner),wielki kaznodzieja,  humanista, bojownik, miłośnik Prawa, wielki humanista pełen akceptacji, życzliwości  i wyrozumiałości (M. Broda, A. Schwartz-Bart, A.R. Kabak), pobożny Żyd[5]. Islam również nie przyjmuje Jezusa jak Boga. Docenia się doniosłość Jego nauczania zwłaszcza dotyczącego bojaźni i miłości Stwórcy, oddania się Mu, cierpliwości w obliczu próby, doniosłości ubóstwa i ascezy oraz miłości każdego człowieka, nawet nieprzyjaciela. Koran określa Go imionami: Mesjasz (Al-Masih), Słowo od Boga (Kalima min Allah), słowo od Boga posłane Maryi, wysłannik Boga, Prorok (Nabi), Sługa Boży (Abd Allah), słowo Prawdy, święty, zwiastun Pisma św., duch z Boga, sprawiedliwy czy błogosławiony[6]. Podobnie w teologii afrykańskiej stara się Jezusa przybliżyć za pomocą rodzimych pojęć oraz środków z kultur i wierzeń afrykańskich, choćby stosując określeń „władca”, „przodek”, „uzdrowiciel”, które akcentują raczej ziemski wymiar, ludzką naturę Syna Bożego[7].

Przyjęcie Słowa Wcielonego, nie tylko bóstwa, ale i ludzkiej natury, co było przedmiotem obrad Soboru Chalcedońskiego, pozwala dziś znaleźć nić porozumienia z wyznawcami innych religii na płaszczyźnie czysto ludzkiej. Jezus jako wzór, ideał, Człowiek Doskonały może być celem, do którego każdy człowiek nie tylko może, a nawet powinien dążyć, pomijając „barierę” własnej religii. Każda osoba wykazująca się otwartością, dobrą wolą i zdrowym rozsądkiem, jest w stanie zachwycić się[8] i skłonić do przyjęcia człowieczeństwa Nazarejczyka i objawionych przez Niego prawd o człowieku[9].

Dzieło odkupienia dokonane przez Jezusa, zwłaszcza w wydarzeniach centralnych poprzez krzyż i zmartwychwstanie ,obejmuje wszystkich ludzi, niezależnie od ich religii. Tradycja religijna może ludzi dzielić, ale łączy ich ludzka natura, przyjęta również przez Mistrza z Nazaretu i odkupiona z miłości do człowieka. Jezus odkupił ludzkość, a ta winna stawać się coraz lepsza poprzez upodabnianie się do Doskonałego Człowieka. Odkupienie nie zależy od człowieka, od niego zależy stawanie się lepszym, dorastaniem do wzoru, jakim jest Syn Boży[10]. W tym rozumieniu wyznawcy innych religii nie muszą stawać się chrześcijanami, lecz pozostając wiernymi swojej religii, mają stawać się dzięki niej wzorem do naśladowania dla swoich współwyznawców.

Powyższe wnioski nie udzielają jednak wyczerpującej odpowiedzi, bo gdyby tak było, nie znalibyśmy zjawisk nawracania czy konwersji. Jaki bowiem sens byłby w nawracaniu lub zmienianiu własnej religii na inną, jeśli wszystkie są równoprawnymi i równowartościowymi drogami, które prowadzą do Boga? Problem tkwi w odkrywaniu i dążeniu do większego dobra. Każdy człowiek ma wpisane w swoją naturę rozwój i dążenie do osiągnięcia najwyższego poziomu w każdym wymiarze swojej egzystencji. Przyjęcie Daru Syna Bożego pozwala człowiekowi osiągnąć maksimum możliwości. Można odnieść się do słów wypowiedzianych przez starostę weselnego: „Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory” (J 2,10). Na określonym etapie historii Słowo Boże inkarnuje, by rozjaśnić mroki świata, by rozradować wszechświat niczym doskonałe wino weselników w Kanie Galilejskiej. Chrześcijaństwo jest zatem najlepszą drogą i staje się niezasłużoną łaską dla każdego wyznawcy, który dzięki Chrystusowi może, kierując się Jego przykładem i żyjąc w komunii z Nim, osiągnąć szczęście już na ziemi, stając się jak Bóg[11]. W dodatku dzięki Ofierze Jezusa nie potrzeba ponawiać jakiekolwiek ofiary ani też skrupulatnie zachowywać różne przepisy prawa[12], ponieważ jedynym Prawem jest Przykazanie Miłości Boga i człowieka (Mt 22, 27-30)[13]. Z tego powodu bycie chrześcijaninem jest szczególnym wybraniem, będącym powodem do dumy, ale skłaniającym także do odpowiedzialności za ten dar[14].

 

Praxis życia

 

Współcześni chrześcijanie, zwłaszcza młodzi, uczestniczący w katechezie, podczas dyskusji dotyczących chrześcijaństwa na tle innych religii oraz osoby Jezusa Chrystusa, prezentują brak jasnego przekonania, że ich religia, a w konsekwencji przynależność do Kościoła jako owoc wiary w Chrystusa, jest dla nich darem, „Jezusową autostradą” do Boga. Wychodząc z płaszczyzny własnej tradycji religijnej nie potrafią zauważyć wyjątkowości chrześcijaństwa, sprowadzając je do tego samego poziomu co inne religie.

Przeprowadzona na potrzeby niniejszej pracy ankieta[15] pokazała, jak wielka nieświadomość charakteryzuje młodzież dyskutującą o sprawach odnoszących się do wiary.

Badanie wykazało jak wiele niejasności i sprzeczności rozumowania wprowadzają poruszane w powyższym artykule zagadnienia. Na pytanie czy chrześcijaństwo jest religią wyjątkową pozytywnie odpowiedziało blisko ¾ badanej młodzieży (73%). Jednak już tylko 24% wyraźnie wyraziło wyjątkowość swojej religii z powodu osoby Jezusa Chrystusa, a 11% w jakimś odniesieniu do wyznawanych prawd wiary. Ponad połowa (38%) uznała wyjątkowość chrześcijaństwa bez podania istotnego (czy wręcz żadnego) powodu, co zdaje się niestety wskazywać na bezrefleksyjność młodego pokolenia związaną z zagadnieniem wiary i recepcją jej prawd, a w konsekwencji brak teleologicznego postrzegania własnej egzystencji. Ponadto aż 27% ankietowanych odpowiedziało, że chrześcijaństwo nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród innych religii, a właściwie wszystkie religie są do siebie podobne. Twierdzący w ten sposób młodzi chrześcijanie, niewidzący wartości własnej religii, raczej nie będą gotowi, by w przyszłości przekazać wiarę kolejnym pokoleniom, ponieważ dla nich wszystko jedno, jaką wiarę wyznaje się. Jeżeli bowiem założyć, że wszystkie religie mają taką samą wartość zbawczą, zrezygnowanie z chrześcijaństwa na rzecz innej religii lub stanie się ateistą, nie stanowi żadnego problemu. Zwłaszcza, że odpowiadając na pytanie: czy poza „widzialnym” Kościołem (chodzi o przynależność wynikającą z sakramentów i praktyki wiary) można się zbawić, aż 21% respondentów uznało, że „wystarczy być dobrym człowiekiem”[16]. Zdecydowana większość badanych (84%) stwierdziła, że można zbawić się poza „widzialnym” Kościołem, jeśli było się wychowanym w innej tradycji religijnej i nie zaistniała możliwość poznania Jezusa Chrystusa, a postępowało się zgodnie z własnym sumieniem czy zasadami wyznawanej wiary. W wielu udzielonych na to pytanie pozytywnych odpowiedziach przejawiała się obojętność wobec Kościoła i widoczny brak zrozumienia, co wnosi przynależność do Wspólnoty Chrystusowej. Młodzi ludzie nie umieją właściwie spojrzeć na swoje miejsce na wspomnianej „autostradzie Chrystusowej” prowadzącej pewną drogą do Nieba i docenić owoce z niej płynące. To z kolei sprawia, że stają się głusi na potrzeby ducha i coraz bardziej oddalają się od Boga, stając się w konsekwencji wyalienowanymi nie tylko ze społeczności, ale wręcz skonfliktowanymi wewnętrznie i niezrozumiałymi dla samych siebie.

Nawet jeśli już posiadają jakieś rozeznanie i wiedzę, to brakuje im zapału, a chrześcijaństwo traktują jak ciężar. Wskazują wówczas, że w innych religiach nie ma tak uciążliwych przykazań, nie trzeba chodzić na Mszę Świętą ani spowiadać się. Nadto wiele zarzutów kierują pod adresem Kościoła, nie tyle czując się jego członkiem, ile raczej przyjmując postawę surowego krytyka stojącego poza nim.

Z powyższego opisu wyłania się obraz chrześcijanina-niewolnika, który jest zmuszany do praktyk religijnych. Wykonywanie czegokolwiek pod przymusem, a zwłaszcza dla młodego człowieka, rodzi bunt, dlatego wszelkie nakazy i wynikające z nich wskazówki dotyczące postępowania, są odrzucane. Wydaje się, że dzisiaj mamy do czynienia z ludźmi ochrzczonymi, ale już niewierzącymi. Wierzący jest człowiekiem cieszącym się bliskością Boga i przeżywającym swoją relację z Nim jako ogromny dar, wypełniającym słowa Jezusa w swoim życiu i chcącym podzielić się łaską wiary z innymi, a nie osobą, robiącą wszystko, byle tylko nie wypełniać Bożych nakazów i by nie spotkać się z Tym, którego kocha. Czego zatem brakuje? Odpowiedź, będąca pewnym uproszczeniem, skłania do wniosku, że zaspokojenia fundamentalnej potrzeby miłości i otwarcia się na Jej Źródło w Osobie Jezusa. Jednak w świecie nastawionym wyłącznie na osiągnięcie sukcesu w doczesności, nie ma miejsca na głębszą refleksję nad przyszłością po tym życiu. Wszyscy wprawdzie mówią o wieczności, ale jawi się ona jako bliżej nieokreślona przyszłość, w dodatku raczej otwarta dla wszystkich, bowiem – zgodnie z dzisiejszą narracją pełną bezkrytycznego optymizmu – Miłosierdzie Boże nie może nikogo pominąć. Potrzebna jest zatem solidna katecheza, mówiąca o człowieku umiłowanym przez Boga, który już dzisiaj we współpracy z Jego łaską przyjmuje zbawienie, gdy pracuje nad jakością swojego chrześcijańskiego życia, wpływając na wieczność oraz żyjąc owocami odkupienia Chrystusa w tym świecie, stając się pełnym nadziei radosnym świadkiem Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.

 

Sens istnienia innych religii

 

Nowa religia w postaci chrześcijaństwa zrodzona wraz z historycznym przyjściem na świat Jezusa nie mogła zastąpić wszystkich innych. Wielość religii i różnorodność ich tradycji nie mogły zniknąć natychmiastowo czy choćby w krótkim czasie, gdyż Jezus mówi: „Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania” (Mk 2,21) i „nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków” (Mk 2,22). Rzeczywistość pokazuje, że inne religie wciąż istnieją (pluralizm de facto), a nawet przeżywają rozkwit poprzez rozszerzanie swojego zasięgu i zdobywanie nowych uczniów. Jak zatem je postrzegać? Przecież Jezus Chrystus, wysyłając apostołów na misje, nakazuje, by szli i udzielali chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (Mt 28,19), zdobywając nowych wyznawców. Czy tak mówiąc, pragnie przyjęcia chrześcijaństwa przez wszystkich ludzi? A może mamy tu do czynienia z koncepcją wybrania Narodu Żydowskiego, która została przez samego Jezusa, posługującego się koncepcją sobie współczesnych, przeszczepiona na Nowy Lud Boży?

Nakaz misyjny, choć zawiera w sobie imperatyw głoszenia Ewangelii i udzielania chrztu wszystkim narodom, wcale nie zakłada, że wszyscy staną się chrześcijanami. Pluralizm religijny jest raczej szansą dla chrześcijan, aby mogli pełnić wolę swego Mistrza, idąc i głosząc Ewangelię niewierzącym (zob. Mk 16,15). Dopóki są tacy, uczniowie Jezusa wciąż mają szansę wypełniać Jego nakaz. Co więcej, dzięki niewierzącym mają możliwość dawania świadectwa swojej wiary poza własną wspólnotą. W tym wyraża się argument martyrologiczny za wiarygodnością chrześcijaństwa, że chrześcijanie są gotowi oddać życie za swoją wiarę z powodu miłości do Boga i człowieka. A zatem niewierzący są dla nich błogosławieństwem, bo dzięki nim wciąż mają okazję świadczyć, że Jezus jest Panem, nie zważając przy tym na jak dotkliwe konsekwencje się narażają. Tak było od początku chrześcijaństwa, przez całe wieki jego istnienia, aż do czasów nam współczesnych, gdzie nieustannie przelewana jest krew wiernych Jezusowi. Co ciekawe, to właśnie tam, gdzie nie brakuje „szaleńców Chrystusowych”, wiara jest żywa i płodna, siejąc plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny (Mk 4,20), pociągając niewierzących do wyznawania Chrystusa i umacniając zalęknionych.

Chrześcijaństwo jednakże nie osiągnie swojego wypełnienia w momencie, gdy zabraknie niewierzących do nawracania. Ono swoją realizację osiąga tu i teraz, w tych, którzy Chrystusem żyją, którzy płoną Jego Miłością, będąc gotowymi oddać siebie aż do przelania krwi. Takich sytuacji w naszych czasach wcale nie brakuje. Byłoby nawet źle, gdyby zabrakło wrogów chrześcijaństwa. Komu wówczas głosić Ewangelię? Komu dawać świadectwo wiary? Komu okazywać Miłość Chrystusa obecną w chrześcijanach gotowych aż do męczeństwa? Brak wrogów, ucisków i prześladowań chrześcijaństwa to najlepsza droga do marazmu, gnuśności i obojętności, a nawet śmierci wiary, czego jesteśmy świadkami w świecie tradycyjnie chrześcijańskim, jakim jest Europa, gdzie owoców chrześcijaństwa nawet się nie dostrzega, ponieważ stały się one oczywiste. Kościół zaś jako Mistyczne Ciało Chrystusa został sprowadzony wyłącznie do instytucji w wymiarze horyzontalnym, dotykającej spraw ziemskich, która niesie w sobie wyłącznie same negatywy, która jest organizacją zacofaną i odpowiedzialną za wszelkie zło i z którą, z obowiązku, w imię światłej oraz wyzwolonej[17] ludzkości, należy walczyć.

 

Podsumowanie

 

Podjęta refleksja była próbą pogodzenia nauczania Kościoła o wyjątkowości chrześcijaństwa i niepowtarzalnym charakterze osoby Jezusa Chrystusa z istniejącym w świecie pluralizmem religijnym. Postawiona została hipoteza, że religie niechrześcijańskie są widocznym znakiem Wszechmocy Boga i mogą być traktowane jako drogi wiodące do zbawienia dla ich wyznawców na mocy odkupieńczego dzieła Jezusa Chrystusa, który nikogo nie wyłączył z owoców swojej Paschy. To On staje się dla wyznawców innych religii wzorem doskonałego człowieczeństwa, do którego mają dążyć przez wypełnianie przykazań swojej wiary. Ponadto religie te są wyzwaniem dla chrześcijan, by realizowali posłannictwo misyjne Chrystusa i byli świadkami Jego miłości[18].

Dla samych wyznawców Chrystusa wiara chrześcijańska jest darem, który powinni w sobie pielęgnować i rozwijać, by wzrastała, a nie umierała. Należy pamiętać, że chrześcijaństwo w dziejach ludzkości było religią dla ludzi otwartych, gotowych do jej przyjęcia z całym radykalizmem i pięknem. Nie jest wprawdzie darem tylko dla wybranych, lecz dla wszystkich, co jednak nie oznacza, że powszechnie przyjmowanym i poświadczonym wiarą w Jezusa jako Boga. Niemniej ci, którzy są chrześcijanami, obrali najlepszą z dróg zbawienia poprzez przynależność do Kościoła, który jest miejscem spotkania z żywym Chrystusem.

 

 

 

 

 

 

 

Tekst pierwotnie pojawił się w czasopiśmie „Teologia – Kultura – Społeczeństwo” 1 (2015): http://www.kul.pl/teologia-kultura-spoleczenstwo,17902.html.

 

[1] Zob. I.S. Ledwoń, I nie ma w żadnym innym zbawienia, Lublin 2012, s. 497-502; Tenże, Wprowadzenie do teologii religii. Skrypt dla studentów, Lublin 2010, s. 48. Zob. A. Kuśmirek. Zbawienie narodów w Starym Testamencie, w: Stary Testament a religie, red. I. Ledwoń, Lublin 2009, s. 259-288. Zob. A. Tronina, Jahwe królem narodów. Perspektywa zbawienia pogan w Starym Testamencie, w: Stary Testament a religie, s. 152-154.

[2] Zob. Rz 4,13. Usprawiedliwienie z wiary, które św. Paweł odnosi do Żydów jako adresatów swojego listu, wydaje się słusznym rozciągnąć i na inne religie.

[3] Por. H. Waldenfels, O Bogu, Jezusie Chrystusie i Kościele – dzisiaj, Katowice 1993, s. 216-220; M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, Kraków 2007, s. 694-696.

[4] Por. M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, s. 699-700; H. Waldenfels, O Bogu, Jezusie Chrystusie i Kościele – dzisiaj s. 221-222.

[5] Zob. M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, s. 701-706; Tenże, Traktat o religii, Warszawa 2007, s. 460-461; H. Waldenfels, O Bogu, Jezusie Chrystusie i Kościele – dzisiaj, s. 206-210.

[6] Zob. H. Waldenfels, O Bogu, Jezusie Chrystusie i Kościele – dzisiaj, s. 36, 212-214; M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, s. 706-708.

[7] Zob. M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, s. 708-713. Więcej na ten temat zob. w: S. Grodź, Chrystologia afrykańska w rodzimym kontekście kulturowym, Lublin 2005, s. 49-221.

[8]  Zob.  H.U. von Balthasar, Wiarygodna jest tylko miłość, Kraków 1997, s. 45, 47. Zob. K. Rahner, Wierzę w Jezusa Chrystusa, Paryż 1977, s. 82-85.

[9]  Por. M. Rusecki, Traktat o Objawieniu, s. 607-608.

[10] Por. K. Rahner, Przez Syna do Ojca, Kraków 1979, s. 186.

[11] „Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego” (Ps 82,6). „Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże…” (J 10,34-35).

[12] Zob. Hbr 9,9-15.24-28.

[13] Por. H.U. von Balthasar, Duch chrześcijański, Poznań 2013, s. 67; I. Ledwoń, I nie ma w żadnym innym zbawienia, s. 520. Zob. K. Rahner, Wierzę w Jezusa Chrystusa, s. 85-86. Zob. M. Rusecki, Traktat o wiarygodności chrześcijaństwa, Lublin 2010, s. 269-273.

[14] „Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2Kor 4,7). Por. I. Bokwa, Wprowadzenie do teologii Karla Rahnera, Tarnów 1996, s. 147-148.

[15] Badanie było przeprowadzone na grupie stu uczniów szkoły średniej technicznej.

[16] Zawierają się tu również odpowiedzi związane z nie poznaniem chrześcijaństwa z przyczyn niezależnych.

[17] Wyzwolonej w znaczeniu bez żadnych norm, stawiającą na piedestale niczym bożka subiektywizm i przyjemność, nie liczącą się z ogólnymi wartościami i dobrem obiektywnym.

[18] Solą dla ziemi i światłem świata (Mt 5, 13-14).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *