Laicka świętość: liberté. Czy ty też jesteś Charlie?

Kraj totalnie laicki, taki jak Francja, musi stać jednak na straży jakichś świętości, z których najważniejszą i niepodlegającą dyskusji jest świętość liberté, wolności słowa. Jest to świętość traktowana we Francji, a i w znacznej części Europy podobnie jak dogmat, prawo niepodważalne i obowiązujące powszechnie. Wolność chodzi w parze (a raczej trójcy) z równością i braterstwem. Te trzy cnoty, podstawy francuskiej republiki, czasem są jednak w konflikcie. Wolność ma swój koszt w postaci zaprzeczenia równości, a jeszcze bardziej w postaci rezygnacji z braterstwa. Czy można bowiem kogoś obrażać, czując się jednocześnie na równi z tym obrażanym? Czyż raczej obrażając kogoś i jego poglądy nie czujemy maleńkiej choćby wyższości (uchylenie zasady równości)? Zatem tutaj zasada równości nie obowiązuje – poniżający czuje się bowiem kimś lepszym niż poniżany. Jeszcze gorzej jest z zasadą braterstwa. Czy można poniżać i obrażać swego „brata”? Czy zajadła krytyka czyniona z premedytacją nie oznacza, że osoba w ten sposób przez krytyków potraktowana nie mieści się już w kategorii „brat”? Czy Charlie Hebdo nie nadużywał swojej świętej wolności kosztem równości i braterstwa? Zjadliwa satyra ma swoje koszty i konsekwencje. Żądanie dystansu do swych najgłębszych przekonań religijnych jest podobne do żądania dystansu do „religii” świętej wolności laików. Charlie, daj spokój, wyluzuj z tą swoją wolnością słowa! Naprawdę bierzesz ją tak serio? Będziesz za nią ryzykował i oddawał życie? Jeśli można śmiać z oddawania życia za wiarę, to można śmiać się z oddawania życia za wolność słowa. Ale ja się nie śmieję, bo życie i śmierć to za poważna sprawa. Dla mnie istnieją granice wyśmiewania, za którą stoi poczucie wyższości i pogarda.

Weźmy taki oto rysunek: nagi Mahomet na czworakach tylną częścią ciała zwrócony do „czytelnika”, przepraszam za określenia, dziurę w tyłku zakrywa mu złota gwiazda, spod której widać wyraziste i duże narządy płciowe, a tytuł tego wysoce satyrycznego obrazka to: „Mahomet, narodziła się gwiazda!” Czy ktoś może mi wytłumaczyć komizm tego obrazka? Cel tego przedstawienia? Jakąś myśl, która temu przyświeca?

Kolejny przejaw wolności słowa i rysunku: obrazek przedstawia „trójcę świętą” podczas seksu analnego. Na czele obrazka widnieje „ojciec” z aureolą i siwą brodą, schylony aby umożliwić czynności seksualne gołemu „synowi” w koronie cierniowej, natomiast w tyłek „syna” wsadzony jest trójkąt z okiem podpisany jako „duch święty”, aby nie było wątpliwości. Dodam jeszcze, że z ust „ojca” i „syna” zwisają jęzory mające świadczyć o ich seksualnej satysfakcji, jak mniemam. Podpis na rysunku głosi: „Jego eminencja Vingt-Trois ma trzech ojców” i ma być komentarzem do gejowskich małżeństw. Rzeczywiście istnieje ktoś taki:  kardynał Andre Vingt-Trois, arcybiskup Paryża. Rysunek sugeruje, że jego trzema ojcami jest „trójca święta” żyjąca z sobą w homoseksualnym związku. Naprawdę, kogoś to śmieszy?

Kolejny przykład francuskiego humoru: papież Benedykt trzyma nad swoją głową kondom, mówiąc: „To jest ciało moje!”, a komentarz rysownika: „Papież idzie za daleko”. O co tu chodzi? W czym tkwi dowcip?

Następny przykład humoru porno: muzułmanin leży goły na trawie z wypiętym tyłkiem, z tyłu kamerzysta go filmuje. Napis głosi: „Film, który rozpala świat muzułmański”. Leżący muzułmanin pyta: „A mój tyłek? Czy podoba ci się mój tyłek?”. To się uśmiałam!!! Wyborny dowcip zaiste.

I kolejny zwalający z nóg żart na temat rzezi w Egipcie. Muzułmanin zasłania się Koranem przed kulami karabinowymi, które przebijają księgę, a zaraz potem jego samego. Komentarz rysownika: „Koran jest gów…, nie zatrzymuje kul”.

Żarty w magazynie Charlie Hebdo są prymitywne, wulgarne, na żenująco niskim poziomie, a rysownicy są najbardziej podekscytowani seksem, narządami płciowymi i wulgaryzmami. Ogólnie mówiąc, wszystko im się kojarzy z jednym.

Przeraziły mnie słowa ks. Bonieckiego, że on też jest Charlie. Wolność słowa jest warta każdej ceny? Naprawdę? I cóż to wspaniałe wolne słowo nam komunikuje? Czy może tylko ja tego nie pojmuję i tylko ja nie mam poczucia humoru i dystansu? Gdyby taki satyryk przyszedł do mnie do domu i wymalował mi na kawałku papieru tego typu pornograficzne dowcipy, wyprosiłabym go za drzwi. Nigdy nie kupiłabym magazynu typu Charlie, nie mówiąc o tym, że miałabym się identyfikować z jego autorami! Oczywiście nie znaczy to, że pochwalam terror i zabijanie. Proszę tylko, żeby nie zmuszać wszystkich do poprawności politycznej typu: „Jestem Charlie”! Nie jestem, nie chcę być i nigdy nie będę Charlie!

7 myśli nt. „Laicka świętość: liberté. Czy ty też jesteś Charlie?”

  1. Ale dlaczego od razu przerażają Panią słowa ks. Bonieckiego, że ‚Jest Charlie’? Litości…Ma do tego PRAWO, mnie nie przerażają, przeraża mnie natomiast ‚święte oburzenie’ niektórych, bo ktoś identyfikuje się z grzesznikami…toż to ten Jezus też powinien PRZERAŻAĆ, bo zidentyfikował się z KAŻDYM CZŁOWIEKIEM BEZ WYJĄTKU! Pozdrawiam i pokoju serca życzę.

  2. No faktyczznie przerazac to za mocne slowo. Raczej dziwi mnie uznanie tych rysownikow za bohaterow. No i oczywiscie ks. Boniecki ma prawo sie identyfikowac z kim chce. Odwoluje slowo przerazac.

  3. Pani Aldono Wieczorek
    Czy chce Pani powiedzieć, że Jezus gdyby dziś żył, identyfikowałby się z Charlie? Przecież On z faryzeuszami toczył spory, a z saduceuszami w ogóle nie rozmawiał.
    Czym jest wolność? To nie jest jak w tej piosence: „Nie ma już nic… Jesteśmy wolni… możemy iść”. „Bo to już koniec.”

    Ku chrześcijańskiej wolności uwolniony zostaję dopiero przez Chrystusa; jest darowaną wolnością związaną z Chrystusem, tak ze należę do niej tak jak Chrystus należy do Boga /Por Ga 5,1,13; 1 Kor 3,21 –23/. Jest to wolność która nie burzy ani nie rujnuje, lecz buduje. „ Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”/ 1 Kor 6,12/. Wolność jest dla ludzi mądrych i odpowiedzialnych.

    Chrześcijańska wolność – to po pierwsze: wolność od grzechu, / por. Rz 6,18 –23; J 8, 31 –36/, a pozytywnie – wolność ku Bogu w Jezusie Chrystusie.
    Chrześcijańska wolność – to po drugie :wolność od śmierci / wiecznej albo duchowej/. To nie oznacza, ze nie ma już cierpienia i śmierci fizycznej. Ale zmienia się optyka. Wolność ta od śmierci w sensie pozytywnym to przemożna wolność życia, to wolność, która nie bez lęku i bez niepokoju potrafi się w pełni w życie angażować. Także w walkę z europejskim duchem ateistycznym.

    Inaczej chrześcijaństwo w Europie zaniknie.
    Gdzie są dzisiaj tak bogate w starożytności centra chrystianizmu? Aleksandria, Antiochia, siedem apokaliptycznych Kościołów Azji? Jeno ruiny. Centrum chrześcijaństwa przesuwa się do obu Ameryk.
    Oczywiście możemy olać uwagi Franciszka o EUROPIE JAKO STAREJ, BEZPŁODNEJ KOBIECIE. My chcemy być sobą, wykrzyczeć „Jesteśmy wolni”, jednocześnie zagłaskać ateistycznego kota, czy on sobie tego życzy, czy tez nie.

    A jeśli już wolność to w miłośći, ale nie fałszywej, ale prawdziwej.

  4. Pani Aldono Wieczorek!
    Czy chce Pani powiedzieć, że Jezus, gdyby dziś żył, identyfikowałby się z mordercami? Przecież On nawet jadał z faryzeuszami, z którymi toczył spory (zob. Łk 7, 36-50), miał wśród nich dobrych przyjaciół (zob. Łk 13, 31) i nie unikał rozmów z Saduceuszami (Mk 12, 18-27)…

  5. Jest taka strofa w piosence Marka Grechuty „Wolność„, myślę, że bardzo adekwatna do tekstu Anny Connolly:

    Wolność to skrzypce z których dźwięku cud
    Potrafi wyczarować mistrza trud
    Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz
    To słychać będzie tylko pisk, zgrzyt, płacz

  6. Fajny tekst Grechuty, całkowicie się zgadzam, a niestety Charlie Hebdo to „pisk, zgrzyt i płacz”. Polecam artykuł w dzisiejszej Wyborczej T. Halika na ten temat, jakże ja się z nim zgadzam:

    http://wyborcza.pl/magazyn/1,143015,17268272,Dlaczego_nie_jestem_Charlie.html

    Co do tego, czy Jezus by sobie przypiął plakietkę „Jestem Charlie” to mam nadzieję, że nie. Nie wiem, czy dzisiejszą sytuację społeczną można porównywać do tej sprzed 2000 lat w Palestynie, ale jedno jest pewne: jeśli Jezus miałby się z kimś identyfikować to z warstwami najniższymi, poniżanymi. Czy autorzy Charlie się dziś do takich zaliczają? Mam wątpliwości.

  7. „Weźmy taki oto rysunek: nagi Mahomet na czworakach tylną częścią ciała zwrócony do „czytelnika”, przepraszam za określenia, dziurę w tyłku zakrywa mu złota gwiazda, spod której widać wyraziste i duże narządy płciowe, a tytuł tego wysoce satyrycznego obrazka to: „Mahomet, narodziła się gwiazda!” Czy ktoś może mi wytłumaczyć komizm tego obrazka? Cel tego przedstawienia? Jakąś myśl, która temu przyświeca?”….

    Mnie osobiście to również nie bawi uważam to a wulgarne i niesmaczne, ale w tym wypadku być może autorom chodziło o fakt, że był to pospolity gwałciciel i pedofil jak również morderca. Wielu muzułmanów idąc za śladami swojego „proroka” robi dokładnie to samo. Czego wymownym przykładem jest to co zrobili w Charlie Hebdo. Te obrazki jakkolwiek odrażające nikogo nie zamordowały. Natomiast islamiści mordują ludzi masowo i programowo. Coraz częściej na ulicach cywilizowanych miast pozwalają nam poczuć namiastkę Bliskiego Wschodu w tym najbardziej okrutnym wydaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *