Na bezdrożach Drogi św. Josemarii Escrivy – cz. 2 „Kierownictwo duchowe”

KIEROWNICTWO DUCHOWE

Warunkiem osiągnięcia świętości i upodobnienia się do Jezusa jest według Escrivy „wielkie posłuszeństwo wobec kierownika duchowego i wielka uległość wobec łaski Bożej”. Posłuszeństwo kierownikowi zdaje się mieć u Escrivy większe znaczenie niż uległość wobec Bożej łaski. Jak święty rozumie ową łaskę i jak radzi się na nią otwierać? Opisuje to raczej zdawkowo, w wielkim skrócie. Śpieszy się, żeby po streszczeniu swoich lektur duchowych zająć się czymś naprawdę istotnym: niekwestionowanym poddaniem się przewodnikowi duchowemu. Otóż aby doznać łaski należy obcować często z Duchem Świętym, który ma nas uświęcić. Należy pamiętać, że jesteśmy świątynią Boga i przebywa w nas Pocieszyciel. Należy zjednoczyć się z Chrystusem w Jego cierpieniu: poczuć obelgi, policzki, ciernie, ciężar krzyża, gwoździe rozdzierające ciało, trwogę konania, wejść do otwartego boku Pana Jezusa, aby znaleźć schronienie w Jego zranionym Sercu. Sposobowi poddania się Bożej łasce poświęca Escriva zaledwie trzy punkty swego rozdziału liczącego punktów 24. Reszta rozdziału opisuje duchowe przewodnictwo kapłanów wobec świeckich.

Po pierwsze Escriva radzi zrezygnować ze słuchania własnego rozumu, który jest „złym doradcą, złym sternikiem”. Zatem najlepiej poprowadzi nas przez życie Mistrz, który posiada wiedzę i jasność umysłu. Nie wiadomo, czy ów Mistrz to Jezus, Duch Święty, czy też może kierownik duchowy. Jeśli to kierownik duchowy, to dlaczego jego rozum nie jest złym doradcą? Tego Escriva nie wyjaśnia. Oczywistością negowaną przez Escrivę jest fakt, że rezygnacja z używania rozumu jest niebezpieczna. Dlaczego mamy rezygnować z czegoś tak przydatnego i fascynującego jak rozumowe dociekania? Owszem, rozum ma swe ograniczenia, ale chyba żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie wyrzeknie się korzystania z niego. Widać tu wyraźnie wielkie uproszczenia i powierzchowność sądów św. Josemarii.

„Skoro bez pomocy architekta nie przystąpiłbyś do budowy porządnego domu, żeby mieszkać w nim na tej ziemi, jakże bez kierownika duchowego chcesz budować twierdzę swego uświęcenia, aby zamieszkać na wieki w niebie?” Escriva sugeruje, że ci pozbawieni przewodników zbudują sobie na ziemi zaledwie jakąś marną twierdzę zbawienia, jakiś lichy domeczek i przez to nie osiągną wiecznego nieba z takim wysokim prawdopodobieństwem jak ci szczęśliwcy z przewodnikiem. Próbuje się tu przekonać adeptów Drogi do uwierzenia w zależność między posiadaniem kierownika duchowego a zbawieniem. Wiadomo, że tylko elita, bardzo niewielka liczba ludzi może pozwolić sobie na posiadania kierownika duchowego, który nie jest dobrem ogólnodostępnym. Wszyscy nie mogą mieć dostępu do niego choćby z racji proporcji między liczebnością stanu duchownego a świeckich. Posiadanie takiego kierownika świadczyć może zatem o statusie duchowym świeckiego, który co prawda nie sięga tak wysoko jak status osoby duchownej, ale jednak wyróżnia cię z tłumu skazanego na amatorskie budowanie twierdzy własnego zbawienia. Co do niższego statusu świeckich Escriva nie pozostawia nam żadnych wątpliwości: „Gdy człowiek świecki czyni się nauczycielem moralności, często błądzi: świeccy mogą być tylko uczniami”. Ponadto, wiadomo, że przewodnik duchowy to zawsze kapłan. Hierarchia zostaje przez Escrivę jasno określona od samego początku: na samym dole świecki nie-Drogowy, trochę wyżej świecki Drogowiec, a na szczycie – kapłan, kierownik duchowy.

Zatem konieczność przewodnika zostaje uzasadniona bezużytecznością naszego rozumu, brakiem kwalifikacji osób świeckich do oceny moralnej swego życia oraz podwyższeniem statusu duchowego posiadacza kierownika. Kolejną ważną sprawą, do której niezbędna jest pomoc kierownika duchowego jest poznanie tego, czego chce od człowieka Bóg. „Potrzebujesz przewodnika, który znałby twoje apostolstwo, który wiedziałby, czego chce Bóg”. To znaczy, że przewodnik z racji jakichś jego przewag duchowych lepiej wie, czego chce Bóg w odniesieniu do człowieka niż sam zainteresowany. Skąd jednak mamy pewność, że ten przewodnik wie, czego chce Bóg? Pewności nie mamy, wierzymy, że tak jest, bo tak nam to objawia Escriva. Przewodnik staje się pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. Niebezpieczeństw takiej sytuacji bezkrytycznego zdania się na opinię innego człowieka nie muszę opisywać. Drogowiec jest zniechęcany do używania własnego rozumu i zachęcany do totalnego zaufania przewodnikowi. Pośrednio chodzi o naderwanie zaufania do własnych przeczuć i osądów, aby łatwiej sprawować władzę absolutną.

Kierownikowi duchowemu należy bez wahania zwierzać się ze wszystkiego: „Skąd ta niechęć do przyjrzenia się samemu sobie i do pokazania się takim, jakim naprawdę jesteś, swojemu kierownikowi? Odniesiesz wielkie zwycięstwo, pozbywając się lęku przed tym, aby dać się poznać”. Sytuacja, w której jedna osoba ma pełną wiedzę o drugim człowieku, niezrównoważoną wiedzą w odwrotnym kierunku – taka niesymetryczność informacyjna może stwarzać wielkie zagrożenie dla wolności i niezależności człowieka. Zwierzanie się ze wszystkich przeżyć i słabości kierownikowi duchowemu, który pozostaje na poziomie od nas wyższym i rzecz jasna nam się nie zwierza – jaka to niekomfortowa psychicznie i poniżająca wręcz sytuacja.

Escriva uważa księży za nadludzi: „Kapłan – jakikolwiek by był – jest zawsze drugim Chrystusem”. „Duch Święty powiedział: Nolite tangere Christos meos. – Nie tykajcie moich Chrystusów”. Nie przypominam sobie, żebym gdzieś czytała w Piśmie Świętym o tykaniu Chrystusów, więc sprawdziłam przypisy podane w książce Escrivy: 1 Krn 16,22 oraz Ps 105, 15. Pierwszy List do Koryntian 16,22 brzmi: „Jeśli ktoś nie kocha Pana, niech będzie wyklęty. Maranatha”. Psalm 105,15: „Nie dotykajcie moich pomazańców i prorokom moim nie czyńcie krzywdy!” Staje się jasne, że Escriva utożsamia księży z Panem z Listu do Koryntian oraz z pomazańcami i prorokami z Psalmu 105. Takie utożsamienie uprawnia go do żądania czci, szacunku i podziwu dla kapłanów: „Skoro starość zasługuje na cześć, pomyśl, o ile bardziej powinieneś czcić kapłana”, „Jakże powinniśmy podziwiać czystość kapłańską! – To skarb. – Żaden tyran nigdy nie zdoła odebrać Kościołowi tej korony”, „Nie narażaj kapłana na sytuację, w której mógłby utracić swoją powagę. To cecha dla niego niezbędna, a nie oznacza ona wcale wyniosłości”, „Kochać Boga i nie szanować kapłana … jest rzeczą niemożliwą”. Wydaje się przy tym, że kapłan nie musi czynić nic, aby zasłużyć sobie na taki powszechny szacunek i cześć. Oprócz może zachowania czystości, tego skarbu Kościoła. Pamiętajmy, że gdy Escriva pisał te słowa, sam już był księdzem, więc domagał się bezwzględnego szacunku także dla siebie samego. Zastanawia, o co chodzi św. Josemarii w związku z powagą, która jest niezbędna księdzu. Chciałby mieć powagę osiemdziesięciolatka. Cóż ona może oznaczać? Czy chodzi o powagę jako przeciwieństwo wesołości? Czy o jakąś zupełnie inną powagę, rodzaj doświadczenia życiowego, poważne traktowania spraw? Niestety, powaga jakiej oczekuje Escriva od księży nie jest wyjaśniona (chyba nie chodzi o poważną minę i powolny, stateczny krok?).

Ostatnie 5 punktów rozdziału poświęca Escriva wychwalaniu porządku, choć nie jest jasne, jaki ma to związek z kierownictwem duchowym. „Jeśli nie masz planu życia, nigdy nie będziesz osobą uporządkowaną”. „Jeżeli nie będziesz wstawać o wyznaczonej godzinie, nigdy nie wypełnisz swojego planu życia”. „Cnota nieuporządkowana? – Jakże dziwna to cnota!”. Zachowanie porządku pomnoży czas, który będzie można poświęcić na wydajną pracę w służbie Boga. Escriva uważa, że powinno się mieć coś, co nazywa „planem życia”. Nie wyjaśnia na razie, co taki plan miałby mianowicie zawierać ani kiedy należałoby go ułożyć. Plan i porządek, podobnie jak posłuszeństwo odgrywają u Escrivy bardzo istotną rolę. Należy zatem być osobą uporządkowaną, a przejawiać się to ma głównie we wstawaniu o określonej przez plan godzinie. Cnoty także muszą być uporządkowane, ponieważ w innym wypadku są one po prostu „dziwne”. Uporządkowana pracowitość, uporządkowana pokora, uporządkowana hojność, uporządkowana czystość, uporządkowane umiarkowanie? Zastanawia, czym różniłaby się na przykład uporządkowana hojność od nieuporządkowanej. Może regularnością wpłat na konta organizacji charytatywnych? Czyli gdybyśmy wpłacali w sposób przypadkowy i nieregularny, nasza hojność byłaby dziwną cnotą. Ale jednak ciągle cnotą? Zastanawia też fakt uzależnienia powodzenia życiowego od wstawania o określonej porze. Wszelka nieregularność i spontaniczność jest przez Escrivę rugowana z życia Drogowca, tak aby stał się on sprawnym narzędziem w rękach duchowych kierowników, automatem niesłuchającym swego rozumu, ale bez sprzeciwu oddającym się w ręce księży, którzy są drugimi Chrystusami. Zachodzi tu wielkie podejrzenie, że chrześcijaństwo jest tu tylko środkiem do celu Escrivy, który w rzeczywistości dąży do podporządkowania sobie armii pracowitych poddanych wykonujących plan życia Escrivy, nie swój własny.

Jedna myśl nt. „Na bezdrożach Drogi św. Josemarii Escrivy – cz. 2 „Kierownictwo duchowe””

  1. Jan Paweł II, Przemówienie Jana Pawła II do uczestników kanonizacji św. Josermaríi. 7 października 2002 r.
    „Założyciela Opus Dei wyróżniało umiłowanie woli Bożej. Istnieje niezawodne kryterium świętości: wierność w wypełnianiu woli Bożej ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dla każdego z nas Pan ma swój plan, każdemu powierza na ziemi pewną misję. Święty nie jest zdolny zrozumieć siebie w oderwaniu od Bożego planu: żyje wyłącznie po to, by go realizować.

    Św. Josemaría został wybrany przez Pana, by głosić powszechne powołanie do świętości i ukazywać, że codzienne życie i zwykła praca są drogą do świętości. Można powiedzieć, że był on świętym zwyczajności. Był bowiem przekonany, że ten, kto żyje w świetle wiary, we wszystkim widzi okazję do spotkania z Bogiem, wszystko jest dla niego bodźcem do modlitwy. W tej perspektywie odsłania się nieoczekiwana wielkość codziennego życia. Świętość okazuje się naprawdę dostępna dla wszystkich.

    Escrivá de Balaguer był świętym wielkiej dobroci. Wszyscy, którzy się z nim spotykali, niezależnie od swej przynależności kulturowej czy społecznej, widzieli w nim ojca poświęcającego się całkowicie służbie bliźnim, był bowiem przekonany, że każda dusza to drogocenny skarb. Istotnie, każdy człowiek wart jest całej Chrystusowej Krwi. Ta postawa służby widoczna jest w jego oddaniu się posłudze kapłańskiej oraz w wielkoduszności, z której zrodziło się tak wiele dzieł na rzecz ewangelizacji oraz poprawy warunków życia najuboższych. „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *