Chrześcijaństwo a cywilizacja informatyczna

Żyjemy w epoce, w której drżą fundamenty, na jakich oparliśmy nasze życie i grunt wydaje się usuwać spod nóg. Stephan Hawking, który razem z Rogerem Penrose badał czasoprzestrzeń, jej osobliwości i czarne dziury, dziś różni się z nim w poglądach na świat myśli i świat natury. Obydwaj są wybitnymi naukowcami, profesorami na katedrach Oxfordu i Cambridge. Jeden jest platonikiem, dla którego świadomość jest tajemnicą (Penrose), a drugi pozytywistą, twierdzącym, że „rozwój od mózgu dżdżownicy do mózgu człowieka nastąpił wskutek darwinowskiego doboru naturalnego” (Hawking). (R. Penrose, Makroświat, mikroświat i ludzki umysł, s. 168)

Francis Galton – kuzyn Darwina – spopularyzował niegdyś pogląd, że płytki sentymentalizm społeczny, podtrzymywany przez mity religijne, sprzysiągł się, by powstrzymać naturalny proces rewolucji, chroniąc idiotów i innych mięczaków przed sprawiedliwym wyrokiem natury.

Sam Darwin wtórował Galtonowi; jeżeli nie gdzie indziej, to przynajmniej w pracy „O pochodzeniu człowieka” mówi całkiem beznamiętnie o szkodzie, jaką wyrządza się rasie ludzkiej w krajach rozwiniętych przez nienaturalną ochronę osób z ułomnościami i umożliwienie im prokreacji, i przewiduje ostateczne unicestwienie ras prymitywnych przez rasy cywilizacyjne”. (D.B. Hart, Chrześcijańska rewolucja a złudzenia ateizmu, s.282)

Na gruzach chrześcijańskiego przekonania o integralności ludzkiej natury i absolutnej wartości każdej osoby powstała eugenika. W sposób magiczny traktuje się we współczesnym świecie technikę i nauki przyrodnicze jako źródła szczególnej wiedzy i mocy. Wiedza jako moc i siła, oderwana od przykazania miłości, zdaje się ostateczną prawdą, ku której ciąży kultura postchrześcijańska. Skąd wiemy, czy uczeni otwierający przed nami nowe perspektywy nauki, nie podejmą przedsięwzięć, które usuną ludzkość z powierzchni ziemi, nie wyprodukują superludzi wyposażonych w broń biologiczną i nuklearną, zdolnych do wszystkiego?

Luis Pauling, dwukrotny laureat nagrody Nobla, proponował, by z osób mających gorsze geny wyodrębnić rozpoznawalną natychmiast kastę, umieszczając im nad brwiami trwałe znamię, i twierdził, że społeczeństwo mogłoby z pożytkiem dla siebie wykorzystać inżynierię genetyczną do stworzenia kasty niewolników. (Tamże, s.289) Lee Silver zaś, profesor biologii molekularnej, w swej książce Remaking Eden: How Genetic Engineering and Cloning Will Transform the American Family (1998) zajął pozytywne stanowisko w kwestii klonowania ludzi oraz modyfikacji genetycznej. Wprowadził w niej pojęcie „reprogenetyki” oznaczające połączenie genetyki i metod planowania rodziny. Wraz z innymi trans „humanistami” wyczekuje dnia, gdy zniesione zostaną wszelkie ograniczenia dla inżynierii genetycznej, by przekształcić przyszłe pokolenia w bogów. Wyobraża sobie jakąś postczłowieczą poligenezę, by wyhodować inteligentne hybrydy: mężczyzn ze słuchem psa, kobiety ze skrzydłami i mackami mątwy, typy androgeniczne oddychające pod wodą, zmieniające ubarwienie i widzące w ciemności.

Ale już całkiem serio: czemu miałaby służyć ta potrzeba „udoskonalenia” rasy ludzkiej? Czy ten „wiek rozumu” nie jest pod wieloma względami wiekiem doskonałej bezrozumności? O kogniwistyce (której już otwarła drzwi eugenika), tym najmłodszym dziecku epoki, pisał Dariusz Kot w artykule Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę… w cywilizacji informatycznej?. A jeśli te przerażające eksperymenty i wizje ziszczą się naprawdę? Co stanie się z chrześcijaństwem i Kościołem?

Jest niewątpliwie faktem, ze potęga zła i ateizm na dobre rozgościły się w naszym świecie. I trzeba przyznać, że Kościół znalazł się w sytuacji rozproszenia na niespotykana dotąd skalę. Jest przecież faktem, że poza Polską (być może) i Rosją nie ma już w Europie krajów chrześcijańskich. Być może, że w innych częściach świata rodzi się nowa cywilizacja chrześcijańska, w Ameryce Południowej, w Afryce i w Azji, nie wiadomo jednak, co z tego wyniknie. Jednak wszędzie na świecie chrześcijaństwo naprawdę przeżywane stanowi ilościową mniejszość. Narody zachodnie nie powinny porzucić chrześcijaństwa.

A jednak Bóg-człowiek zapowiedział, że dzieło Jego będzie znakiem sprzeciwu. Pan nasz przepowiedział, że miłość ostygnie, że Jego uczniowie będą prześladowani, walka będzie coraz bardziej bezwzględna i że zwycięstwo chrześcijaństwa nie będzie wynikiem jego rozwoju i rozpowszechnienia w świecie, lecz wynikiem akcji Boga, który przyjdzie osądzić historię ludzką i doprowadzić ją do mety.

Póki co Kościół staje się coraz bardziej żyjącym wśród niechrześcijan, w kontekście kulturowym, ekonomicznym, politycznym i naukowym. Wszystko to jest nieodłączne od historii zbawienia i z tego faktu trzeba wyciągnąć wnioski. Wiara głęboka i autentyczna będzie nieustannie zagrożona. Nie będzie już tak, że chrześcijaństwo będzie się automatycznie „dziedziczyć” z dziada pradziada. Chrześcijaństwo typu wiejskiego (nadal tak popularne w Polsce i Rosji) jest już w Europie unikatem w trakcie zanikania.

W środowisku pełnym zagrożeń trzeba będzie dokonywać świadomego wyboru. Tym bardziej, że życie już jest w nieustannym konflikcie z etyką chrześcijańską. Kościół diaspory, jeśli zechce być nadal żywy, będzie miał aktywnych członków, ludzi świeckich odpowiedzialnych za jego dobro, otrzymujących i podejmujących poważne obowiązki dla dobra wspólnoty. Kościół żyjący w rozproszeniu będzie miał charakter „sekty” w sensie socjologicznym (ale nie doktrynalnym). Wiele bowiem jego dotychczasowych funkcji przejmie państwo. Ale dlatego Kościół diaspory będzie miał bardziej religijny charakter niż dawniej. Kler nie będzie się już zaliczał do górnych warstw społecznych, a Kościół i państwo nie będą już na ogół partnerami stojącymi naprzeciw siebie i regulującymi swe stosunki poprzez konkordaty.

Wspólnota religijna postawiona zostanie w sytuacji wrogości lub przynajmniej obojętności wobec siebie, z czym będzie musiała żyć i bronić się. Ale ta wrogość być może załamie się, gdy okaże się jednoznacznie, ze Kościół nie chce niczego poza wiarą i miłością Boga. Religijnej struktury owej „reszty” do końca nie uda się zburzyć. Przetrwają ci, co wierzą w życie wieczne i tę wiarę poświadczą świadectwem „nadziei wbrew nadziei”.

Robert Rynkowski w rozdziale Modlitwa świętych kończy swe rozważania o wierze takimi słowami:

Świętych obcowanie oraz modlitwa bodaj najistotniejsze są dla Kościoła pielgrzymującego, którego członkom realnie zagraża kraina bez Boga, Szeol. (R.M. Rynkowski, Zrozumieć wiarę, s. 180)

Słowa te harmonijnie współbrzmią z myślą teologiczną Davida B. Harta, który dochodzi do podobnej konkluzji:

Żyjemy w okresie takiej płynności kulturowej, demograficznej, ideologicznej i gospodarczej, że za parę lat możemy stwierdzić z zaskoczeniem, że to, co wydawało nam się wielkim ruchem, szybko przeminęło. Niezliczone siły toczą między sobą walkę o naszą przyszłość i może się okazać, że chrześcijaństwo jest zdecydowanie słabsze od swych rywali. To jednak nie powinno być powodem rozpaczy dla chrześcijan, gdyż muszą wierzyć, że ich wiara nie jest jedynie elementem kulturowej logiki, lecz prawdą kosmiczną, której w ostatecznym rozrachunki nigdy nie uda się pokonać. Niewykluczone jednak, że chrześcijanie żyjący pośród ruin starej cywilizacji chrześcijańskiej – egzystując być może równocześnie na odległych krańcach tejże cywilizacji, przyjmującej obecnie nowy kształt gdzieś w innych krainach – będą musieli nauczyć się kontynuować swą zapoczątkowaną przed wiekami rewolucję na pustyni, czyli tam gdzie niejednokrotnie zmuszona była wycofywać się wiara. (David B. Hart, dz. cyt., s. 297)

7 myśli nt. „Chrześcijaństwo a cywilizacja informatyczna”

  1. Panie Robercie,

    Pana tekst wprowadza bardzo powazna i potrzebna korekte mojego eseju, od jakiego zaczala sie cala nasza dyskusja miesiaca o cywilizacji informatycznej. Mianowicie: piszac na koniec o slabych punktach podejscia naukowego powinienem byl dodac punkt siodmy: gwaltowny przyrost wspolczesnej wiedzy, a takze technologie integrujace cale spolecznosci, niemal cala ludzkosc – stwarzaj takze bezprecedensowe zagrozenia. Na swoja obrone zauwaze, ze staralem sie to nadrobic w komentarzach, gdzie pisalem min.:

    „Cywilizacja informatyczna moze okazac sie np. przede wszystkim produkcja niewyobrazalnie skutecznych narzedzi zniewolenia (zob. wklad wojska w badania informatyczne i nad mozgiem) i nierownosci spolecznej (zob. debata o robotach i rynku pracy)”

    Chociaz przyznaje sie do oczywistego braku mojej pracy, jesli chodzi o zagrozenia – to rownie mocno niepokoi mnie demonizowanie nauki, stawianie wysokiego muru miedzy wiara i wiedza. W Pana apokaliptycznej wizji biblijna „reszta” chrzescijan usuwa sie na pustynie, a „przerażające eksperymenty” powoduja, ze „potęga zła i ateizm na dobre rozgościły się w naszym świecie”.

    Zagrozenia sa realne, jak to napisal Andrzej w komentarzu do moich linkow z najnowszymi, niesamowitymi eksperymentami: decyduje sie”przyszłosc Homo Sapiens”. Ja jednak do konca bede pytal chrzescijan: dlaczego to robicie? Dlaczego mielibyscie odsunac sie od kultury, ktora jest zdominowane przez nauki – kiedy same nauki sa po-chrzescijanskie? Nauka nowozytna „jakos” wyszla ze swiata chrzescijanstwa ( i z zadnego innego!) i nawet jesli obecnie w wielu miejscach wiedza wspiera ateizm, zarowno nauka, jak i teologia to procesy otwarte – i wiele moglibyscie zmienic. Nie odrzucajcie nauki – sprobujecie ja odzyskac!

    Nie apeluje o to z jakiejs dziwacznej troski o chrzescijanstwo, ktorego nie wyznaje. Jak juz pisalem – i bede powtarzal – „Wcale nie jestem pewny, czy nauka bedzie nadal mozliwa bez religiii – tzn. bez spoleczenstw wyroslych z chrzescijanstwa, ktore stworzyly potrzeby i warunki do zadawania pytan Galileusza i Newtona”. Dodam takze, ze sami naukowcy nie sa slepi i takze maja instynkt samokrytyczny. Uniwersytety maja wydzialy, poswiecone problemom etycznym najnowszych nauk (np. http://www.ise.ox.ac.uk/about). Niech Pan rzuci okiem na 25 programow Lifeboat Fundation (http://lifeboat.com/ex/programs). Naukowcy z tej fundacji, wielu noblistow – staraja sie chronic ludzkosc przed zagrozeniami, z ktorych niektore jak przypuszczam nie sa jeszcze nawet znane teologii….

  2. „Panie Darku,
    lawina komentarzy zmusza do skrótów myślowych.
    Sobór przypomniał konieczność rozpoznawania znaków czasów, a wiec w tym wolno widzieć wrażliwość wobec nowych odkryć naukowych;
    Kościół zawsze przyjmował, ze nie ma dualizmu między prawdą wiary a prawdą naukową, bo źródłem prawdy jest Bóg;
    od Soboru rozwijają się nowe dyscypliny teologiczne: teologia kultury, teologia mediów, teologia ewangelizacji; nowych barw nabrała teologia moralna – np. wobec nowych doświadczeń biomedycznych itp.
    To tak szybko, na gorąco.
    3 czerwca 2015 o 17:45”.
    Nie odpowiedział Pan na ten wpis zamieszczony jakiś czas temu. To nie jest tak , że chrześcijaństwo odrzuca naukę, albo się jej obawia, albo demonizuje ją. Odróżnia jednak naukę I ‚naukę’. Gdy będę miał wolny czas, myśl tę rozwinę. Na razie pozdrawiam,
    R.K.

  3. Ja nie wiem, czy chrześcijanie sprzeciwiają się nauce. Chyba nie wszyscy? Ja się nie sprzeciwiam, przeciwnie, bardzo nauce ufam, bo gdybym ufała tylko sobie, to nie wsiadłabym do samolotu. Jednak przeraża mnie lekkość, z jaką W. Duch w dzisiejszym swoim wpisie pisze coś takiego: „Niedługo każdy przeciętny inżynier genetyczny będzie mógł dowolnie zaprojektować geny człowieka” (przytaczam z pamięci). Jak można nie widzieć konsekwencji takiej ingerencji w naturę? Tekst pana Roberta jest bardzo wyrazisty i trafiający do wyobraźni. Może trochę przesadził pan z tą wizją jak z Mad Maxa, ale coś mi w tej wizji się podoba. Zacząć od nowa. Inaczej to wszystko przeprowadzić. Chronić święte teksty w różnych takich grotach i zbierać się w katakumbach na ich czytanie. Toż to by były emocje. Wartość świętych tekstów wzrosłaby niepomiernie w czasach takiej apokalipsy. Wreszcie byśmy zrozumieli dlaczego były one napisane.
    Tym niemniej zawsze jak mam do wyboru kulturę i naturę, to wybiorę kulturę, dlatego pustynia, groty i katakumby pociągają mnie tylko w wyobraźni. Ale można by taką książkę napisać, powieść fantastyczną o „nowych chrześcijanach” ocalałych z technicznej rewolucji.

  4. Panie Robercie napisal Pan:

    ” A jeśli te przerażające eksperymenty i wizje ziszczą się naprawdę? Co stanie się z chrześcijaństwem i Kościołem?”

    ja jak zawsze odrobine prowokacyjnie .. (prosze mi wybaczyc).. 🙂
    z wlasnego doswiadczenia w kilku denominacjach chrzescijanskich wiem, ze glownym motorem wiary ich czlonkow.. jest marzenie o wiecznym zyciu w blogim stanie szczescia ( idealnej sprawiedliwosci i braku cierpienia)..
    i mam powody aby sadzic, ze gdyby ludzkosc zapewnila im zwienczenie tego odwiecznego marzenia.. i to zupelnie za darmo bez zbednego balastu „ekonomicznego” w formie cos za cos… to smiem twierdzic,, ze religie w tym chrzescijanstwo stalyby sie zbedne..

    zdaje sobie ,, ze moj wniosek brzmi plytko i na pewno pana nie satysfakcjonuje.. jednak doswiadczenie zyciowe podpowiada mi wlasnie takie rozwiazanie pana dylematu..

    jednoczesnie powiem szczerze, iz jestem przerazona wizja zycia wiecznego, w swiecie gdzie na pewno nie uda sie w 100% wyeliminowac cierpienia.. chociazby „psychicznego”, bo z fizycznym z pewnoscia nauka da sobie rade..

    pisze pan duzo o Milosci Boga i pragnieniu tej Bozej Milosci przez czlowieka..
    ale jak Pan widzi te Milosc Boga w swiecie tak pelnym cierpienia jak nasz.. ?
    na czym mialaby wg . pana ta Milosc polegac.. ?
    jakie sa jej przejawy.. ?
    dla mnie Milosc to REAKCJA, ODPOWIEDZ , POMOC .. tymbardziej Milosc Ojcowska, a taka okreslana jest Milosc Boza..

    Ojcowie z reguly nie bywaja majestatyczni i tak jednoznacznie zimni.. 🙂

    ja dostrzegam raczej pragnienie i potrzebe Bozej Milosci, (czesto zreszta niezaspokojonej), w kierunku czlowiek – Bog..

    i wreszcie, Panie Robercie widzac bardzo mgliscie z perspektywy stworzenia jakakolwiek odpowiedzialnosc Boga/Konstruktora za swoje stworzenie/ konstrukt (pisalam o tym pod tematem Pana Dariusza) .. z jakiego AUTORYTETU mielibysmy tak naprawde czerpac.. ?
    czym jako ludzkosc mamy sie kierowac bedac gotowymi na odegranie roli stworcow.. dawcow zycia.. ?

    jeszcze raz zapytam skad czerpac autorytet.. ?

    patrzac na Boga ( Stworce) chrzescijan .. narzuca sie wrecz wniosek, iz ZYCIE powinno miec wartosc sama w sobie, bez wzgledu na towarzysace mu CIERPIENIE..

    a nawet, ze to CIERPIENIE jest jedyna jego wartoscia..
    wartoscia byc moze nadrzedna.. (??)

    oczywiscie Panie Robercie nie zadam od Pana absolutnie odpowiedzi, wiec prosze nie czuc sie wywolanym do tablicy..
    ja sie tylko zastanawiam.. 🙂

    http://gf2045.com/

    http://2045.com/articles/29105.html

  5. Do Pana AJN i B. Kota:
    P. Andrzej Jan Nowicki w dniu 13 czerwca 2015 o 17:56 (w innym miejscu) napisał:
    „Proszę nie panikować, Panie Robercie, będzie dobrze! Karl Rahner nie kończy refleksji chrześcijaństwa, proszę odważnie iść do przodu.
    Z Bogiem!”
    Gdzie indziej jeszcze bardziej krytycznie.
    W podobnym tonie odniosła się do mego wpisu większość uczestników tej małej debaty. O sytuacji Kościoła diaspory można sporo dowiedzieć się z ostatnio wydanej książki K. Rahnera. Zacytuję jej mały fragment:
    „Opacznym byłoby sądzić, że wiemy, iż wszyscy ludzie będą uratowani. Mamy zabiegać o zbawienie „z bojaźnią i drżeniem” (Flp 2,12), to znaczy w pełnej czci pokorze pozostawiając Bogu Jego tajemnicę. Jeżeli jednak w ten sposób rezygnujemy z chęci dowiedzenia się, co będzie, to jesteśmy wezwani do nadziei, nawet „nadziei wbrew nadziei” (por. Rz 4,18). „Bóg jest większy niż nasze serca i zna wszystko” (1 J3,20). Postawił On nas w czasach, kiedy wprawdzie wszędzie są chrześcijanie, ale żyją oni w diasporze. Nie może być inaczej, gdy Chrystus ma być „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2,34) aż do końca; a Apokalipsa przedstawia to w ten sposób, że walka niewiary przeciw wierze będzie się pod koniec raczej zaostrzać. Jesteśmy powołani, by znosić to w odpowiedzialności za wiarę, i możemy mieć nadzieję, ponieważ miłosierdzie Boga nie jest ograniczone naszą niedoskonałością.
    Fragment książki Karla Rahnera „Czy wierzysz w Boga?”, która ukazała się w wydawnictwie „W drodze”.
    Pozdrawiam i zachęcam do lektury K. Rahnera, R.K.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *