Ojciec Yves Congar – życie dla Prawdy

Niedawno ksiądz dr Grzegorz Strzelczyk pytał na Facebooku: Kto ma mój egzemplarz Congara „Prawdziwa i fałszywa reforma w kościele” (PL)? I otrzymał odpowiedź: Dobrze, że zginęła. Modernistów lepiej nie czytać… O. Iwo Congar był nie tylko prawdziwym modernistą z krwi i kości, ale także architektem współczesnego kryzysu Kościoła i wiary (powszechnie nazywanego posoborową wiosną). A liberałem był dlatego, że modernizm jest przede wszystkim religijnym liberalizmem.
Ponieważ tego typu anonimowych wypowiedzi o francuskim teologu można znaleźć w internecie więcej, chciałbym przypomnieć sylwetkę tego wybitnego dominikanina.

Yves Congar na trwałe wpisał się w rozwój eklezjologii, ekumenizmu i laikatu, jednak wcześniej przeszedł długą drogę osobistych kłopotów z Rzymem. Zaczęły się one już w 1937 roku, kiedy wydał książkę Chrietiens desunis . Zarzut dotyczył wypowiedzi, iż podziały chrześcijaństwa zubożyły Kościół i zmniejszyły jego siłę. Zdaniem Congara, oczywistą jest rzeczą, ze brakuje czegoś naszemu Kościołowi, by mógł się stać w pełni katolicki! Wspólnoty powstałe z Reformacji, oddzielając się od Rzymu,, zabrały „coś” ze sobą.( J. Puyo, Rozmowy z ojcem Congarem, 1981).

Zaczęły się także kłopoty ze zdrowiem. Pomimo postępującej choroby (stwardnienie rozsiane) Congar w czasie wojny  walczył na froncie w stopniu porucznika. Dostał się do niewoli niemieckiej, z której parokrotnie próbował uciekać. Po powrocie do Francji zaangażował się w działalność pisarską, popierał rozwój nowych ruchów kościelnych, stanął po stronie księży robotników i laikatu. Pod koniec 1947 roku ponownie zaczyna dostawać ostrzeżenia, a potem upomnienia i groźby ze strony Rzymu. Nie podobała się Rzymowi Jego przekonanie o konieczności powrotu do źródeł Objawienia, (szczególnie do Ojców Kościoła), wytykano mu także jego eklezjologię ”ludu Bożego” z aktywnym udziałem wszystkich chrześcijan w życiu Kościoła. W roku 1950 ukazała się encyklika Humani Genesis skierowana przeciw temu wszystkiemu, co nazywano wówczas „nową teologią”. Zadała ona cios wszelkim postępowym teologicznym pracom badawczym. W tym czasie Congar przygotowywał do publikacji książkę Prawdziwa i fałszywa reforma w Kościele. I chociaż książka ukazała się i nigdy nie została potępiona, to nie pozwolono mu jednak na ponowne jej wydanie i na tłumaczenia. Nastąpiły lata osamotnienia i tułaczki. Następną książkę Congara Tajemnica świątyni czytało siedmiu cenzorów i długo nie dopuszczano do druku. Zarzucono mu, że za mało poświęcił miejsca hierarchii, a za dużo tajemnicy zamieszkiwania Boga pośród Jego ludu od Księgi Rodzaju aż po Apokalipsę. Dominikanin musiał opuścić Francję z zakazem wykładania. Zabroniono mu odwiedzania kolegiów, oraz wszelkiej działalności ekumenicznej. Rehabilitację przyniósł mu dopiero pontyfikat Jana XIII, który powołał go na członka komisji przygotowującej Sobór Watykański II, a następnie na stanowisko oficjalnego eksperta – doradcę Ojców Soborowych.

Dużo pracowałem przygotowując większość tekstów soborowych:  „Lumen Gentium”, a zwłaszcza drugi rozdział tej konstytucji: „Gaudiam et spes”, „ Dei Verbum”—tekst o objawieniu; teksty o ekumenizmie, o wolności religijnej, deklaracje o religiach niechrześcijańskich, o misjach. Dużo pracowałem w komisji kleru, która opracowała tekst „Presbiterium Ordinis”. Ojcowie soborowi jakby zapomnieli o księżach…księża potrzebują aby im powiedziano, kim są i jaka jest ich misja w dzisiejszym świecie. Tekst ten jednak zatrzymuje się w pół drogi. Cała praca Soboru została doprowadzona do jakiegoś półmetka…Nie można było iść dalej, by nie tworzyć rozłamów…z drugiej strony nie chciano doprowadzić do sytuacji, by jedna „ szkoła” triumfowałaby nad drugą…Bardzo wyraźnie się to uwidoczniło na przykład w sprawie kolegialności. Ostatecznie nie żałuję tego, gdyż dopiero praktyka kolegialności wykaże, jak daleko może sięgać podział odpowiedzialności”( Tamże).
(Słowa te wydają się być prorocze. Papież Franciszek nieustannie podkreśla, jakie znaczenie ma kolegialność a w tym synodalność Kościoła dla całej ludzkości).

W pracy Prawdziwa i fałszywa reforma w Kościele Yves Congar przedstawił tezę, że w rozwoju Kościoła, który zmierza do realizacji Bożego planu zbawienia, Tradycja nie wyklucza reform. Reforma jest elementem nieodzownym, jednak nie może prowadzić do rozłamu. Podkreślał, ze chodzi mu o reformę w Kościele, a nie reformę pielgrzymującego Kościoła. Congar nie był zwolennikiem tych reformatorów, którzy byli gotowi dokonywać nieprzemyślanych, zbyt pośpiesznych i stronniczych adaptacji Kościoła do współczesnych czasów. Nie był także stróżem skostniałego systemu, często uznającym formy względne za ostateczne. W tym sensie nie był ani konserwatystą ani liberałem wśród teologów. Reformy w Kościele miały według niego nieść nadzieje na to ,, by Kościół, przystosowując się do nowych czasów, stał się bardziej czytelnym znakiem zbawienia”. Takim znakiem w wymiarze świadectwa wiary byli dla niego współcześni święci, np. Teresa od dzieciątka Jezus czy Karol de Foucauld.

J. Puyo niegdyś pytał: Jest Ojciec w Kościele współczesnym jedną z osobistości znaczących. Czy czuje się Ojciec niekiedy niewolnikiem roli, jaką Ojciec odgrywa?– Y.Congar odparł : Moja rola polega na tym, aby być świadkiem tradycji wśród przemian. A tradycja jest czymś zupełnie innym niż mechaniczną afirmację i powtórką przeszłości. Jest ona aktywną obecnością zasady w całej swej historii (Tamże).

Zdumiewająca jest aktywność i dokonania na polu teologii człowieka, który już od czasu Soboru Watykańskiego poruszał się o kulach, a w następnych latach na wózku inwalidzkim. W 1994 roku Jan Paweł II na pół roku przed śmiercią obdarzył Y. Congara godnością kardynalską. Wybitny teolog zdążył jeszcze ukończyć fundamentalne trzy tomowe dzieło Wierzę w Ducha Świętego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *