Teologia i przyjaźń

Przyjaźń nie ma dzisiaj dobrej prasy. Dobrze mieć wielkie grono znajomych na Facebooku, ale przyjaciel może przywodzić na myśl różne skojarzenia, niekoniecznie korzystne. Tymczasem dla teologa posiadanie przyjaciela jest wręcz koniecznością. Dlaczego?

Ano dlatego, że przyjaźń to niekoniecznie to, co jako pierwsze przychodzi na myśl. Gdy wypowiadamy słowo „przyjaciel” najczęściej myślimy o kimś, kto jest blisko, kto podobnie myśli, kto pomoże w biedzie. Jednak William Blake – o czym przypomina Tadeusz Sławek – twierdzi, że prawdziwa przyjaźń to jest sprzeciw, nie jest nią zgadzanie się, należenie do jednej grupy, wyrażenie zgody, wręcz przeciwnie, to jest pozostawanie w stanie pewnego „oporu wobec”, czyli to, co łączy ludzi w relacji przyjaźni, to nie jest zgoda, ale to jest jak gdyby stan napięcia, wyjściowy głęboki konflikt, z którego się rodzą rzeczy. Z kolei Nietzsche w Tako rzecze Zaratustra mówi: W przyjacielu winieneś mieć najlepszego wroga, a w sercu swoim najbardziej skłonnym być mu wówczas, gdy mu się opierasz.

Po co teologowi taki najlepszy wróg? Jeśli teologia to rozmowa o Bogu, to trudno rozmawiać, gdy rozmówca ze wszystkim się zgadza. Wówczas rozmowa prędzej czy później się kończy. Oprócz tego nikt nie ma monopolu na prawdę, więc opór przyjaciela powinien prowadzić do jej odkrycia, do owego rodzenia się rzeczy, czyli teologii. Dlatego teologowi przyjaciel jest wręcz niezbędny.

Czy jednak do takich przyjaźni jesteśmy zdolni? Czy widzimy jej potrzebę? Pozostaje mieć nadzieję, że „Kleofas” będzie pomagał tę potrzebę dostrzec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *