Deifikator – purgator

Ewangelia w pigułce humoru. Grupa ludzi wokół nierządnicy, w rękach narzędzia sprawiedliwości. A Miłosierny do nich: „Kto bez grzechu – rzuca pierwszy”. W regule kamieni wypadających z rąk pojawia się jednak wyjątek – i leci w kierunku cudzołożnicy. A Jezus niezmieszany: „Ile razy mam powtarzać, żeby się Mamusia nie mieszała?”.

Kapelle Prackfiederer Villanders 02.JPG, źródło: Wikimedia commons
Kapelle Prackfiederer Villanders 02.JPG, źródło: Wikimedia commons

Ambaras, który nauka Kościoła o czyśćcu sprawia w niektórych, wynika być może z trudności w dostrzeżeniu, że istnieje różnica pomiędzy rzeczywistym stanem człowieka wierzącego a pełnią doskonałości zamierzoną przez Boga. W pewnym sensie „problem” czyśćca jest pochodny względem poznania – czy raczej jego braku – prawdy o samym sobie, zwłaszcza w obliczu Doskonałego. Albo też wynika z utraty z pola widzenia miary Chrystusa, do którego „nowy człowiek” miał dorosnąć.

By odsłonić różnicę między niebem a czyśćcem, wystarczy zestawić ze sobą opisy dwóch zwiastowań pozostawionych przez ewangelistę Łukasza. Ten sam anioł ukazuje się zarówno Zachariaszowi, jak i Maryi. Temu pierwszemu obok ołtarza, a wtedy na kapłana padł „blady strach”. A chociaż człek to był pobożny na pewno nie mniej od nas współczesnych nie widzących potrzeby czyśćca, nie znalazł w swoim sercu wiedzy (doświadczenia), po czym poznać, że obietnica Boża wypełni się niechybnie. Z łaski Bożej otrzymał oczyszczający dar milczenia.

Posłany do Dziewicy, Gabriel „wszedł do niej”, czyli do Jej wnętrza, w którym, jak na ołtarzu, złożyła samą siebie ta Służebnica. Nazwana została „pełną łaski” – dobrze wychowany anioł wie przecież, jak zacząć, podobnie jak umiał się odnaleźć wcześniej, gdy w spotkaniu z kapłanem pominął milczeniem stopień jego napełnienia łaską. Uniżona okryła się rumieńcem, zanim zakrył Ją cień Najwyższego. Znała na tyle Boga, by ufać Jego obietnicom, dlatego będzie mogła wielbić Boga i w swoim łonie zanieść Wcielonego do „czyśćca” Elżbiety i Zachariasza.

Ignacy Loyola w swoich regułach rozeznawania duchów rozróżniał ludzi żyjących w grzechach śmiertelnych, a więc odrzucających łaskę Bożą, od tych, którzy oczyszczani są z grzechów i wznoszą się w służbie Boga. Duch dobry kłuje i gryzie sumienia tych pierwszych, z kolei tym drugim, kiedy w nich wchodzi, daje pocieszenia i odpocznienie. Można by powiedzieć – mam nadzieję że się autor Ćwiczeń duchownych za tę trawestację nie obrazi (jeśli jest już w niebie – mogę być spokojny) – że Bóg wchodzi do wnętrza człowieka na dwa sposoby: jak włamywacz lub jak domownik, w zależności od stanu serca człowieka.

Bo wejść musi, czyściec to już obietnica exodusu do nieba, tak że Bóg nie może stać „obok” czyśćcowego „Zachariasza”. Na tyle więc to wchodzenie „boli”, na ile człowiek nie jest jeszcze „pełen łaski”. Dopóty włamywacz nie porzuci łomu, dopóki nie zostanie potraktowany jak oczekiwany gość. A o ile Jego przyjścia się oczekuje, o tyle Jego odwiedziny stają się intensywniejsze, aż w końcu z gościa staje się domownikiem, a ostatecznie nawet Gospodarzem, kiedy odsłoni się w końcu przed nami, że w istocie to my z gości stajemy się domownikami.

Waldburg-Gebetbuch 169 detail.jpg, źródło: Wikimedia commons
Waldburg-Gebetbuch 169 detail.jpg, źródło: Wikimedia commons

Na ten pozytywny proces można też spojrzeć od strony „negatywu”. Nie Bóg się włamuje we mnie, ale to ja z ubłoconymi butami ładuję się do domu Świętego, śladami przestępstwa znacząc swoją winę. Został „jeszcze we mnie kawał tego starego grzesznika” (Jacek Salij), a ja, zamiast strząsnąć z siebie proch Adama, stroję sobie niesmaczne żarty, że jestem cały „nowym człowiekiem” w Drugim Adamie. Przyłapany na gorącym uczynku, płonę ze wstydu – a mam płonąć z miłości do Chrystusa, w odpowiedzi na Jego, z początku niezrozumiałą (Zachariasz), potem zawstydzającą mnie (przypadek Elżbiety), a w końcu wzbudzającą uwielbienie miłość (stan Maryi).

Chodzi bowiem o to, aby przyjąć odwieczną Bożą wolę – w czasie ziemskim lub/i w jego czyśćcowym „turbodoładowaniu” wiecznością. Zrodzeni z Ojca, na wzór Syna i w Nim, żyjemy po to, aby wygnani z raju – czyli z łona Bożego – na powrót tam wrócić i dać się porodzić na wieczność; czyściec „boli”, ale nie smuci, bo jest radosnym narodzeniem. Niebem jest Bóg – jakżeby miało być inaczej! – a bycie w niebie to bycie w Bogu; a bycie w Bogu, to bycie synem Ojca, a ściślej: „synem w Synu”. Czyściec umożliwia ostateczną chrystyfikację człowieka, której kresem jest „wosobienie” (Czesław Bartnik) w Trójcę Świętą.

Czyściec nie tylko oczyszcza, ale i przebóstwia. Purgatorium to od strony „pozytywu” deifikatorium. Czyściec to przebóstwiacz, albo: Przebóstwiacz, czyli Wcielony. Bóg, który stał się człowiekiem, włącza człowieka w swoje chwalebne Ciało, dzięki czemu ten staje się jedno z Nim oraz braćmi Chrystusa, czyli synami Ojca płci męskiej i żeńskiej. Perychoreza: Bóg w nas, a my w Bogu. W kogo Bóg wchodzi „gładko” jak w Mamusię, ten niech rzuci kamieniem w Zachariasza, a doktrynę czyśćca – odłoży do katolickiego lamusa. Nierządnice pierwej wnijdą do przebóstwiacza od takich.

Sławomir Zatwardnicki

2 myśli nt. „Deifikator – purgator”

  1. Następny w tym miejscu wywód na temat czyśćca, który okrężnymi drogami stara się usprawiedliwić jego istnienie, i potrzebę istnienia. O tym, że wszyscy potrzebujemy oczyszczenia i oczyszczania ze swoich niedoskonałości , wiemy. I w tym przypadku Sławomir Zatwardnicki wskazuje na istnienie różnic w zachowaniu kobiety,która miała porodzić zbawiciela, a kapłana, któremu miał się urodzić syn. Jedno i drugie wydarzenie samo w sobie nieprawdopodobne. Oczywiście z obu wywyższona jest jedna. O nim napisał, ze „padł na niego blady strach”. W istocie w wer. 12 czytamy” „przeraził się na w i d o k…”.”ogarnął go lek i drżenie”. Tylko, że w przypadku drugiego zwiastowania „zbawiciela”, o jego matce czytamy: „zatrwożyły ją te słowa…”. O nim czytamy, że: ogarnął go lęk”. W drugim przypadku, usłyszała słowa anioła: „nie bój się”. Ja nie mam wątpliwości, co do wyższości drugiego zwiastowania. Po zachowaniu obu, trudno jednak dostrzec wyższość, matki zbawiciela, nad kapłanem o którym czytamy, że wraz ze swoją żoną”oboje byli sprawiedliwi i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów” wer.6 rozdz.1 I w przypadku drugiego zwiastowania mamy stwierdzenie o tym, ze „została o b d a r o w a n a pełnią łaski”. Nie, że miała ją samą z siebie. wer.28
    Pewne jest, że narodzenie zbawiciela przewyższało narodzenie… Jak i niezwykłość noszącej jego w sobie patrz. Luk.1:42-45
    I tym co ją charakteryzowało to wielka wiara. wer.45. I nie ma nic nadzwyczajnego w zachowaniu człowieka, który: „już jest stary, a jego żona już nie młoda”, gdy usłyszał, ze jego żona urodzi syna. Tym bardziej, że jak czyt. w wer. 7 „dożyli sędziwego wieku,lecz byli bezdzietni z powodu bezpłodności” jego żony. Ponieważ jednak nie uwierzył słowom anioła, stracił mowę do urodzin syna. I co istotne , gdy pyta jak to się stanie, słyszy, że…wer.34-35. I po usłyszeniu, że nawet jej krewna: „mimo podeszłego wieku, od sześciu miesięcy spodziewa się dziecka, a przecież uchodzi za bezpłodną”. I zapewnieniu, ze dla stworzyciela nie ma rzeczy niemożliwych. stwierdza, żeby stało się według słowa anioła.
    W przypadku, gdyby przeszedł anioł do kapłana, i powiedział mu o nadzwyczajnym poczęciu…I potem, że świadczy to o tym, że dla stworzyciela, nie ma rzeczy niemożliwych. To może on sam zachowałby się inaczej. Niemniej on „nie uwierzył słowom” anioła. Ona uwierzyła. Przy czym dla starych ludzi znany był przypadek innych starych ludzi, którzy mieli dziecko. patrz. Rodz.18:1-15 Zapowiedź że „panna pocznie…” było zapowiedzią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *