WIĘŹ fan-tas-tycz-na

Jeżeli  ktoś by się mnie pytał (szczerze mówiąc: nikt nie pyta) jaka jest najnowsza WIĘŹ, to w odpowiedzi wyskanduję: FAN-TAS-TYCZ-NA. I nie będzie w tym przypadku akurat żadnej przesady, a jedynie gra słów. Mało co sprawiło mi w ostatnim czasie taką czytelniczą przyjemność co ta część kwartalnika, którą poświęcono problemowi literatury fantastycznej. A skoro temat porusza kwartalnik katolicki to oczywiście musi być to temat fantastyka i wiara.

 

Ksiądz Stanisław Adamiak w interesującym tekścieCzy chrzcić Marsjan?. Polska fantastyka o Bogu.” Dokonuje przeglądu tych tekstów fantasy, a przede wszystkim science fiction. Zaczyna się od Zajdla – co oczywiste, i – co równie oczywiste – przegląd przechodzi do Dukaja i Huberatha. Ale nie są to jedyni autorzy, zresztą nie wszystkie książki i opowiadania tych wymienionych są wskazane w tym – skrótowym siłą rzeczy – przeglądzie. Nie jest to jednak w moim przekonaniu wada, Adamiak opisuje nie tyle treści polskiej literatury fantastycznej co wskazuje na problem możliwości pisania o Bogu w tym nurcie. I robi to nader udatnie.

Dużą radość sprawił mi też tekst Jerzego Sosnowskiego o „Ubiku” Philipa Dicka. Dick jest – w moich oczach – wybitnym myślicielem, nie tylko pisarzem nurtu fantastycznego, który swoim przemyśleniom nadaje ciekawą formę. Zagadnienie czasu w „Ubiku”, któremu Sosnowski poświęca tak wiele uwagi jest kluczowe, zresztą nie tylko w tej książce. Ale bardzo mi się podoba interpretacja omawianej książki, wedle której ukazane są tym dziele religijne koncepcje i poszukiwania Dicka gdzie istotną rolę odgrywa niemalże manichejska walka dobra ze złem. Warto też, za Sosnowskim przypomnieć, że to dopiero początek religijnych rozważań autora trylogii Valis ukazanych, w jego – szalenie nieortodoksyjnej – prozie. Artykuł w WIĘZI jest zaledwie drobnym przypisem do ogromnej literatury poświęconej Dickowi, ale naprawdę godnym polecenia.

Nikt, kto czytuje moje omówienia WIĘZI nie będzie zdumiony tym, że nie włączę do polecanych tekstów artykułu Sebastiana Dudy „Fantasy – nowa postać gnozy?”. I teraz napiszę po raz pierwszy i ostatni pewne tłumaczenie. Nie chcę w niczym umniejszać znaczenia teologii tego autora, ani tym bardziej poniżać protekcjonalnym zapewnianiem o tym „że i tak cenię jego teologię”. Doktor Duda potrafi bardzo celnie stawiać problemy i poddawać je analizie, dlatego  zawsze z uwagą czytam jego teksty (nie tylko w WIĘZI). Moja niezgoda na jego tezy wynika z prostego faktu, że obydwaj stoimy na tak dwóch różnych krańcach spektrum, że trudno nam się porozumieć. I chyba nigdy nie będziemy głosić tych samych poglądów. Tak samo jest z jego tekstem o fantastyce. Jestem gorącym czytelnikiem od niepamiętnych czasów, jako dziecko pochłaniałem Kuczyńskiego, potem przyszły wszelkie możliwe nurty fantastyki: od space opera, po krwawe książki Martina. Duda nurtu fantastycznego nie czytuje (i mam niejakie wrażenie, że nie ceni) ale podjął poważne studia nad literaturą przedmiotu. I na tej podstawie postawił tezę, że literatura fantastyczna interpretowana z punktu widzenia teologii jest nową gnozą. Nie umiem się z tym do końca zgodzić, ale każdy czytelnik może sam ocenić argumentację za tą tezą.

WIĘŹ z wiosny roku Pańskiego 2015 jak zwykle prezentuje swym czytelnikom kilka bloków tematycznych, ci niezainteresowani literaturą spoza głównego nurtu mogą za to zainteresować się pozostałymi. Pierwszym jest zagadnienie uniwersytetów. Kryzys tego wspaniałego tworu europejskiej cywilizacji jest widoczny gołym okiem, a debata na ile przyczyniły się do tego zmiany wprowadzone w ramach systemu bolońskiego oraz reform minister Kudryckiej, jest w Polsce bardzo gorąca. I dobrze, dobrze też, że włączył się w nią także omawiany tutaj kwartalnik. Jacek Hołówka oraz Maria Czerepaniak-Walczak omawiają zmiany jakie w tych instytucjach się dokonały i dokonują. To są osoby mające naprawdę duży dorobek i autorytet, zatem warto wczytać się w ich słowami, nawet jeżeli nie zgadzamy się tymi czy innymi tezami, a może właśnie wtedy gdy się nie zgadzamy. Krytyka systemu grantowego oraz oceny pracy naukowej podnoszona we wskazanych tekstach nie ma na celu ucieczkę w krainę nieodpowiedzialności. Autorzy oceniają praktykę i wskazują jakie złe skutki niesie ona za sobą. Czytając ich artykuły aż ciśnie się na usta biblijne powiedzenie o poznawaniu po owocach.

Ciekawe informacje można natomiast wyciągnąć podczas lektury wywiadu przeprowadzonego z Anną Gizą-Poleszczuk, prorektorem UW ds. rozwoju i polityki finansowej. Jest to rozmowa poruszająca tak wiele tematów i problemów, że nie sposób jej streścić. Jej wartość stanowi przede wszystkim to, że profesor Poleszczuk to praktyk nie tylko zarządzania uczelnią, lecz także uczona wysokiej klasy.

Trzeci blok „Po co wierzącym polityka?” będzie mi bardzo trudno omówić; przyczyna jest banalna – jestem jednym z autorów.  Tematyka bloku odnosi się do mocnej tezy postawionej przez Sebastiana Dudę o tym, że na mapie nie ma Bożego Królestwa. Jak bardzo łatwo przewidzieć niżej podpisany absolutnie się z tym nie zgadza. Budowa Christianitas – chrześcijańskiej ojkumene – jest ciekawą ideą i godną podjęcia nie tylko z przyczyn moralnych ale także intelektualnych. Jednakże nie będę podejmował kolejne polemiki – chciałbym jedynie odnotować, że zasadnicza myślą autora jest swoista apolityczność chrześcijaństwa. Zarówno lewica , jak i prawica jeżeli są pobożne to budują Christianitas, a przecież nie na tym polega sprawa. W gruncie rzeczy na koniec tekstu wzywa do budowy chrześcijaństwa asystemowego.

Kolejne trzy teksty: Marka Rymszy, Kamila Lipińskiego oraz niżej podpisanego prezentują jednak odmienną wizję. Chrześcijaństwo raczej nie powinno być apolitycznym pięknoduchostwem. Istnieją obowiązki moralne i społeczne, a uczniowie Zbawiciela mają obowiązek być solą i światłem świata. Nie wolno nam go zostawić. Tę mocną tezę Rymszy uzupełniają dwaj kolejni autorzy, piszący właściwie z przeciwstawnych pozycji światopoglądowych. Nie ukrywam, że chętnie podyskutowałbym z Lipińskim na temat wspólnot opartych na chrześcijańskich zasadach.

Poza blokami jest jeszcze szereg artykułów, które na swój roboczy użytek określam mianem „pojedynczych”. W niczym jednak nie umniejsza to ich wartości. Moją szczególna uwagę zwróciła „Nie-Dobra Nowina”Małgorzaty Wałejko. Nie sposób się z nią nie zgodzić, że obraz Boga kreowany w wielu kazaniach jest dosyć niepokojący. Niekoniecznie odczuwam te same potrzeby emocjonalnej wspólnoty (jakże charakterystyczne dla środowisk dominikańskich i wokół-dominikańskich) ale jedna rzecz jest niewątpliwym faktem: bardzo często w praktyce duszpasterskiej zbawienie prezentowane jest jako nie-potępienie. Autorka w bardzo ciekawy sposób prezentuje możliwości duszpasterskie, jakie są dosyć skutecznie pomijane przez księży, a nieco „poprawiłyby” opinię wiernych o Panu Bogu. Artykuł polecam szczególnie księżom. A mogę ze swojej stronu jedynie dorzucić, że mam więcej szczęścia do kaznodziejów.

Ksiądz Grzegorz Strzelczyk prezentuje ciekawe rozważania „Po co zbawienie Po co Kościół?” – tekst doskonale koresponduje z krytycznymi uwagami Wałejko i jest zarazem przykładem, że można inaczej, że to „inaczej” jednak w polskim Kościele się dzieje.

To nie wszystko, ale naprawdę nie mogę w (wyznaczonym przez siebie samego) limicie znaków napisać więcej. Lektura ciekawa… i częściowo fantastyczna. Polecam czerwoną, czyli wiosenną WIĘŹ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *