Czy Jezus mógł się przeziębić?

Od czasu, gdy Platon za pomocą swych sokratejskich dialogów pokazał literacką siłę rozmowy, stała się ona jedną z popularniejszych form literackich. Chętnie czytamy rozmowy poświęcone tematom zarówno błahym, jak i ważnym, a tak naprawdę jest tylko jeden warunek – rozmowa musi być żywa i prowadzona barwnym językiem. A znajomość rzeczy rozmówców stanowi dodatkowy bonus dla czytelnika. Dlatego też nie ma się co dziwić, że rozmowa Tomasza Rowińskiego z Dariuszem Kowalczykiem SJ zatytułowana „Czy Jezus mógł się przeziębić?” jest lekturą naprawdę godną polecenia.

Właściwie nie jest to jeden wywiad, co szereg minidialogów poświęconym jednej z najważniejszych kwestii chrześcijaństwa – człowieczeństwu Jezusa z Nazaretu. I niech nas nie zwodzą z pozoru lekkie formy rozmów czy żartobliwie brzmiące tytuły poszczególnych rozdziałów. Nasza wiara w człowieczeństwo Mesjasza równie dobitnie świadczy o naszym chrześcijaństwie co wiara w Jego boskość.

Moim ulubionym rozdziałem jest rozmowa zatytułowana „Czy Jezus był dobrym cieślą?”. W gruncie rzeczy jest to bardzo poważna rozmowa, chociaż nic nam nie wiadomo na temat zawodu, jaki uprawiał Wcielony Bóg. I to nie jest gdybanie, natomiast ksiądz doktor Kowalczyk w bardzo przystępny sposób tłumaczy różnicę pomiędzy szkołą antiocheńską a aleksandryjską. Niby historia starożytna i bardo przebrzmiała, ale wciąż bardzo istotna. Bo czy to człowiek przyjęty przez Boskość – jak chcieli Antiocheńczycy – czy też Bóstwo Jezusa było przyczyną Jego człowieczeństwa? Jezuita skłania się ku tej drugiej szkole i z ogromną cierpliwością tłumaczy rozmówcy i czytelnikom, jak rozumieć, że Mesjasz był człowiekiem doskonałym.

I co więcej, ma to bardzo praktyczne – chciałoby się powiedzieć: codzienne – konsekwencje. Bowiem chcąc rozwijać swoją osobowość w kierunku ideału ludzkiego (humanistycznego – jak by chcieli powiedzieć niektórzy), musimy iść w kierunku Boskości Zbawiciela. Nie da się osiągać ludzkiej doskonałości bez pomocy Tego, który dał nam człowieczeństwo.

Poza tym rozmówcy powracają do wielu wielokrotnie już omawianych tematów: samoświadomości Jezusa (czy wiedział, że jest Bogiem?), czy Jezus się modlił (i po co?). Wreszcie dlaczego Jego Zmartwychwstanie nie pokonało ostatecznie grzechu i śmierci?

Jeszcze raz warto przypomnieć, że pozornie żartobliwa formuła dialogu obu doskonale wykształconych – i niewątpliwie pobożnych – rozmówców jest tylko sposobem prezentacji bardzo istotnych kwestii. Książka doskonale nadaje się na lekturę duchową – jej lektura może nam pozwolić na namysł nad Wcieleniem oraz nad naszą relacją do Jezusa Chrystusa – Boga i Człowieka. Przykładem może być rozdział „Dlaczego Jezus się modlił?”. Któż może być lepszym nauczycielem modlitwy niż nasz Zbawiciel. Zatem przyjrzenie się Jego modlitwie jest dla nas bardzo pouczające. Tym bardziej, że łatwo sobie zadać pytanie: po co Bóg miałby modlić się sam do siebie?

Warto zacytować słowa ojca Kowalczyka:

Modlitwa Jezusa nie różni się w swej istocie od każdej chrześcijańskiej modlitwy: jest ona stawaniem przez Bogiem i budowaniem z Nim osobowej relacji. Niekiedy redukujemy modlitwę do proszenia Boga o coś. Potem czujemy się wysłuchani lub nie. Tymczasem w modlitwie najważniejsze jest samo odniesienie się do Boga, doświadczenie powierzenia się Bogu zarówno w czasie pomyślnym i niedoli. Jezus, Syn Boży wcielony, stawał przed Bogiem Ojcem w modlitwie i w swoim dobrowolnym uniżeniu odnajdował wspólnotę z Ojcem, którą miał od zawsze.

Czy mamy świadomość, ze jesteśmy od naszego urodzenia powołani do wspólnoty z Bogiem, do nawiązania z Nim osobistej – bardzo osobistej – relacji? Często o tym zapominamy, a najlepszą drogą do ponownego odkrycia jest przemyślenie Wcielenia.

rowkowDariusz Kowalczyk SJ, Tomasz Rowiński, Czy Jezus mógł się przeziębić?, Wydawnictwo WAM 2015, stron 176, okładka miękka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *