Czy Jezus uważał się za proroka?

Proponuję kontynuację tematu Jezusa jako proroka (por. komentarze pod tekstem Jezus prorokiem?). Chciałbym jednak abyśmy się skoncentrowali na dwóch najstarszych dokumentach chrześcijańskich, i w nich odszukali odpowiedzi na pytanie: kim był Jezus z Nazaretu dla galilejskich mieszkańców wsi i miasteczek? Albowiem jeśli oni odczytali Go trafnie, to istnieje możliwość, iż rozumieli oni Go lepiej niż my, a to może prowadzić do wniosku, że ich przekonania oddają to, co czuł Jezus z Nazaretu – Jego własną samoświadomość misji i powołania.

Zastanówmy się nad bardzo ważną kwestią związaną z Ewangelią Marka: jej stosunkiem do źródła Q. Wiemy, że również Marek przytacza ustępy, które znalazły się w tym dokumencie. Po czym to poznano? Weźmy pod uwagę logion: „Albowiem temu, kto ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, zostanie i to, co ma odebrane” (Mk 4, 25). Słowa te z Mk odnajdujemy u obu Ewangelistów (Mt 13, 12; Łk 8, 18), ale napotykając go później w źródle Q, z którego korzystają obydwaj, cytują go jeszcze raz (Q=Mt 25, 29+ Łk 19, 2 ). Nie jest to przypadkowe: tak samo postępują z logionem: „Bo kto by chciał swoją duszę zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją” (Mk 8, 35Mt 10, 39; Łk 9, 24)+ (Q=Mt 16, 25 + Łk 17, 33). Przez to, że słowa te występują i w źródle Q, i u Mk, Mt i Łk cytują je podwójnie – to jest zrozumiałe – natomiast skąd Mk zaczerpnął te logiony skoro nie korzystał z Q? Prawdopodobnie Mk, jak i Q musieli korzystać z ustnej tradycji, lub też byli obydwoje uzależnieni od jakiegoś dokumentu. „Teza o niezależności Mk i Q pozostaje nadal – wyjaśnia ks. A. Paciorek – najbardziej przekonująca. Próby wykazania takiej zależności jak dotąd nie znalazły uznania. Podobnie też nie dało się wytłumaczyć, dlaczego Marek pominął tak znaczną część Q, jeśli dokument ten był mu znany. Ostatecznie więc najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem fenomenu pewnej zbieżności Mk i Q jest przyjęcie wspólnego nurtu wczesnej tradycji chrześcijańskiej” (Ks. Antoni Paciorek, Q – Ewangelia Galilejska, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2001, s. 109). Zatem hipotezę intertekstualną możemy odrzucić na rzecz wspólnej tradycji. Czy możemy zatem do niej dotrzeć? Skoro poprzedza ona i Mk i Q, to tradycja ta musi być wcześniejsza, a więc jeszcze bliższa czasom Jezusa. Na to pytanie można odpowiedzieć twierdząco: 22% treści Q ma swoje analogie w Mk.

Do Q/Mk należą następujące grupy tematyczne:

1) Odwołania do proroków w związku z Janem Chrzcicielem (Mk 1, 2= Q[Mt 11, 10; 3, 3+Łk 7, 27; 3, 4]).
2) Chrzest Jezusa (Mk 1, 12=Q[Mt 4, 1 – 11+Łk 4, 1 – 13])?
3) Zarzut współpracy z Belzebubem (Mk 3, 22 – 30=Q[Mt 12, 24 – 26+Łk 11, 14 – 23]).
4) Grzech przeciw Duchowi Świętemu (Mk 3, 28=Q[Mt12, 31+k 11, 14 – 23]).
5) Logion o zabraniu i dodaniu (Mk 4, 25=Q[Mt 25, 29+Łk 19, 26]).
6) Ziarno gorczycy – przypowieść (Mk 4, 30 – 32=Q[Łk 13, 18 – 19]).
7) Nakaz misyjny (Mk 6, 7 – 13=Q[Mt 9, 37 – 10, 16+Łk 9, 1 – 6; 10, 1 – 16]).
8) Znak z nieba (Mk 8, 11=Q [Mt 12, 38{Mt 16, 1 – 4}+Łk 12, 54 – 56]).
9) Logion o utracie życia (Mk 8, 35=Q[Mt16,25+Łk 17, 33{Mt 10, 39; Łk 9, 24}]).
10) Zaparcie się Jezusa (Mk 8, 38=Q[Mt10, 32+Łk 9, 26{Łk 12, 8}]).
11) Zakaz rozwodów (Mk 9, 37=Q[Mt 18, 5+Łk 9, 48{Mt10, 40; Łk 10, 16}]).
12) Mowa eschatologiczna (Mk 13=Q[Mt 24, 10. 22 – 37; Łk 12. 17].
Q/Mk=Mk 1, 2; 1, 7 – 8; 1, 12 – 13; 3, 22 – 26. 27 – 29; 4, 21. 22. 24. 25. 30 – 32; 6, 7 – 13; 8, 11; 12, 34 – 35; 8, 38; 9, 37. 40. 42. 50. 10, 10 – 11. 31; 11, 22 – 23; 12, 37b – 40; 13, 9. 11. 33 – 37.

Zespół ten dla łatwiejszego nim posługiwania się nazwiemy Y.

Y daje nam możliwość zetknięcia się z najbardziej prawdopodobnymi wypowiedziami Jezusa. Dlaczego? Załóżmy, że mamy do czynienia z dwoma albumami zdjęć jakiegoś człowieka, których autorzy stosowali fotomontaż, ale kolekcje te tworzyli nie znając siebie ani też swoich albumów. W bardzo prosty sposób można wyodrębnić zdjęcia, które nie podlegały obróbce, a będą to fotografie, które posiadają wspólnie obydwaj kolekcjonerzy. Tradycja Y to właśnie logia Jezusa, do których sięgnęli redaktorzy Q i Mk z tradycji.

Ważna wczesnochrześcijańska tradycja Y również dostarcza pewnych problemów, albowiem posiadamy jej dwie recenzje (Q i Mk), a druga recenzja posiada dwa warianty: Mt i Łk – w jaki więc sposób ustalić jej pierwotne brzmienie? Tu z pomocą przychodzą badania uczonych, którzy ustalili tekst samego Q (International Q Project), ale nadal tradycja ta jest przekazana w dwóch źródłach, które niekiedy różnią się od siebie w wielu istotnych szczegółach. Różnice potwierdzają niezależność tych dwóch dokumentów wobec siebie (tezę niezależności literackiej uznaje: P. Wernle, B. H. Streeter, W. Bussmann; W. Grundmann, W. G. Kummel, V. Taylor, E. Guttgemanss, W. Schenk), ale ze względu na brak wyjściowego materiału porównawczego utrudniają dostęp do pierwotnej formy. Dlatego też po ustaleniu mojej prawdopodobnej wersji (będzie to Q albo Mk) nie będę podawał do niego uzasadnienia, ponieważ długi ciąg dedukcji niezmiernie wydłużyłby ten wpis i skierowałby go nazbyt w kierunku filologicznym. Do naszych zaś rozważań absolutna pierwotność nie jest potrzebna. Przy rekonstrukcji opierałem się na tłumaczeniu ks. A. Paciorka oraz Davida Sterna. Dla łatwiejszego późniejszego posługiwania się w komentarzach zespołem Y podzieliłem dokument na rozdziały i wersety, co ułatwi wszystkim komentującym pracę.

TRADYCJA Y

JAN CHRZCICIEL

I. 1. I stało się, że Jochanan Zanurzyciel pojawił się na pustyni, głosząc zanurzenie polegające na odwróceniu się od grzechu. 2. (I) ogłaszał: „Ja zanurzam was w wodzie; lecz Ten, który idzie za mną, nie jestem nawet godzien nosić za Nim sandałów – On was zanurzy w Ruach Ha – Kodesz i w ogniu”. 3. [A Jeszua], zaczął mówić do tłumu o Jochananie: „To ów mąż, o którym mówił Jesza`jahu, powiadając:
Głos kogoś wołającego
Na pustyni przygotujcie drogę Adonai!
Wyprostujcie dla niego ścieżki.

KUSZENIE NA PUSTYNI

II. 1. I zaraz Duch wywiódł Go na pustynię, i był na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez Diabła. 2. Przebywał wśród dzikich zwierząt, a aniołowie troszczyli się o niego.

ZAKAZ ROZWODÓW

III. 1. [Przechodząc nad jeziorem Kinneret] [Jeszua zaczął mówić do tłumu:] „Kto rozwodzi się z żoną, popełnia cudzołóstwo, a kto oddaloną bierze za żonę cudzołoży”.

KONTROWERSJA

IV. 1. I wyrzucał ducha, który był niemy. A gdy demon wyszedł, niemy przemówił. Tłumy zdumiały się. 2. A niektórzy z nich rzekli: „To przez Ba`ala – Zibbula, władcę demonów, wypędza demony”. 3. Znając jednak ich myśli, Jeszua powiedział im: „Każde królestwo wewnętrznie podzielone upadnie i dom wewnętrznie skłócony się nie ostoi. 4. Jeśli więc szatan, jest wewnętrznie podzielony, jak zatem królestwo jego może trwać. Bo mówicie, że ja przez Ba`ala – Zibbula wyrzucam złe duchy. 5. Jeśli ja wypędzam demony mocą Ba`al Zibbula to czyją wypędzają je wasi ludzie? Oni więc będą waszymi sędziami. 6. Tak! Mówię wam, że ludziom będą przebaczone wszystkie grzechy i wszystkie bluźnierstwa, jakie wypowiedzą, jednak kto bluźni przeciwko Ruach Ha – Kodesz, nigdy nie ma przebaczenia, ale jest winien grzechu wiecznego”. [Bo mówili:`On ma w sobie ducha nieczystego`.] 7. „Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, zatem przybliżyło się do was Królestwo Boże”.

KRÓLESTWO BOŻE

V. 1. Do czego jest podobne Królestwo Boga i z czym je porównam? 2. Podobne jest do ziarna gorczycy, które wziąwszy człowiek zasiał w swoim ogrodzie. I urosło i stało się drzewem, a ptaki niebieskie zagnieździły się w jego gałęziach.

MOC WIARY

VI. 1. Gdybyście mieli wiarę jak ziarno gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: `Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze`, a byłaby wam posłuszna”.

FARYZEUSZE

VII. 1. Przyszli p`ruszim, żeby dał im znak z nieba. 2. On jednak rzekł: „Pokolenie to jest złym pokoleniem. Z pewnością żadnego znaku nie otrzyma, z wyjątkiem znaku Jony! 3. [Kiedy jest wieczór, mawiacie: `Będzie ładna pogoda, bo niebo jest czerwone i pochmurne. Wiecie, jak czytać z wyglądu nieba, a nie umiecie czytać znaków czasu!] 4. Nie przynosi się lampy, aby ją postawić pod korcem czy pod łóżkiem, prawda? Czy nie stawia się jej na świeczniku? 5. No właśnie, nie ma nic schowanego, co by nie miało być odsłonięte, i nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. 6. Biada wam, p`ruszim, bo miłujecie pierwsze ławy w synagogach i pozdrowienia na rynkach”.

MOWA MISYJNA

VIII. 1. [A podniósłszy oczy swe na talmidim powiedział:] „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. 2. Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje. 3 . Idźcie, oto posyłam was jak owce między wilki. 4. Nie noście trzosu ani torby, ani sandałów, ani laski, i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. 5. A do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. 6. A jeśli będzie tam syn pokoju, wasz pokój spocznie na nim, jeśli zaś nie – do was powróci. 7. W tym domu pozostańcie, jedząc i pijąc, co jest u nich; godzien jest bowiem robotnik swojej zapłaty. 8. Nie przechodźcie z domu do domu. 9. Do jakiego zaś miasta wejdziecie, i nie przyjmą was, wyszedłszy z niego strząśnijcie pył, który przylgnął do nóg. Mówię wam: Sodomie w ów dzień lżej będzie niż temu miastu.

POUCZENIA

IX. 1. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.
2. A kiedy was pochwycą i przywiodą przed Sąd, nie martwcie się zawczasu o to, co powiedzieć. 3. Mówcie raczej to, co będzie wam dane, gdy przyjdzie czas. Bo to nie tylko wy będziecie mówić, ale Ruach Ha – Kodesz.
4. Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie może być Moim uczniem.
5. Dobra jest sól, lecz jeśli sól smak swój utraci, to w jaki sposób go przywrócić?
6. Ten, który zabiegać będzie o życie swoje, by je zachować, utraci je, a kto je utraci, odzyska je.
7. Każdemu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.
8. Kto przyzna się do Mnie przed innymi, do tego również Ja przyznam się przed Moim Ojcem w niebie. Kto jednak wyprze się Mnie przed innymi, tego i ja wyprę się przed Moim Ojcem w niebie.

PRZESTROGI APOKALIPTYCZNE

X. 1. Wielu bowiem przyjdzie pod Moim imieniem i będą mówić: `To ja jestem Mesjaszem`. I wielu w błąd wprowadzą. 2. To zaś wiedzcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej przyjdzie, nie pozwoliłby włamać się do jego domu. Czuwajcie więc! 3. Bo nie wiecie, kiedy przybędzie właściciel domu, czy wieczorem, czy o północy, czy o pianiu kura, czy rankiem – a nie byłoby dobrze, gdyby przybył znienacka i zastał was śpiących! A to, co mówię wam, mówię wszystkim: czuwajcie! 4. Kto jest zatem wiernym i roztropnym sługą, którego Pan ustanowił nad swoją służbą, aby wydawał im żywność w odpowiednim, czasie? 5. Szczęśliwy ów sługa, którego Pan przyszedłszy zastanie przy tej czynności.

Wydaje się, że w tym wypadku mamy do czynienia z najstarszym przekazem kerygmatycznym. Co najdziwniejsze, jak zapewne wszyscy zauważyli, jest on niezwykle spójny, i to pomimo iż został „odzyskany” z dwóch różnych dokumentów. Następną ważną rzeczą, o której należy właśnie teraz wspomnieć, to fakt, że Paweł z Tarsu w tych nielicznych przypadkach, gdy odwołuje się do słów Jezusa, to korzysta tylko i wyłącznie z zespołu Y (1Kor 7, 10 por. Y 3, 1; 1Kor 9, 14 por. Y 8, 6; 1 Tes 4, 15; 5, 2 por. Y 10, 2 – 5). Zespół uzyskuje więc uwiarygodnienie ze strony świadectwa nieanonimowego.

Teraz proponuję wszystkim chcącym poszukać odpowiedzi na pytanie: „Czy Jezus uważał się za proroka?” o przeczytanie zespołu Y, przy jednoczesnym zapomnieniu o wszystkich Ewangeliach, i o poszukanie odpowiedzi właśnie tam. Jeśli zaś ktoś chce wysnuć na podstawie Y jakieś inne ciekawe wnioski, to zapraszam do dyskusji.

71 myśli nt. „Czy Jezus uważał się za proroka?”

  1. Panie Andrzeju,a słowa św.Pawła w Dz20,35:”We wszystkim pokazałem wam,że tak pracując,trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa,które On sam wypowiedział:”,przeoczył Pan,czy też uważa ,że pochodzą z innego jeszcze źródła niż Y?

    Władysław Gomola mówi:
    10 listopada 2013 na 21:59

    uzupełnienie cytatu”Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”

  2. Nie, nie przeoczyłem tych słów. Pochodzą one z dokumentu napisanego po roku 70 n. e. z tzw. Dziejów Apostolskich i są przykładem logiów Jezusa, których nie znają Ewangeliści. Nie znaczy to, że są one nieautentyczne potwierdzają one jedynie, że istniało wiele recenzji grupujących logia Nazarejczyka. Nie mogę jednak w swoich analizach brać ich pod uwagę jako słów, które wypowiedział Paweł z Tarsu z tej prostej przyczyny, że akurat w jego wypadku pozostały po nim Listy a w nich powołuje on się tylko i wyłącznie na logia Y. Jednak gdyby Pan się dokładniej wszystkiemu przyglądnął to zauważyłby Pan, że Apostoł Narodów przytacza również słowa Jezusa, które miał On wypowiedzieć w trakcie Ostatniej Wieczerzy ( 1Kor 11, 23 – 26 ). Problem z akceptacją słów Jezusa z tej Ostatniej Wieczerzy wiąże się z powołaniem się Pawła z Tarsu na wynik objawienia w którym miał on otrzymać wizję wsteczną z tego spotkania. Paweł z Tarsu nigdy nie spotkał Jezusa i nie rozmawiał z Nim osobiście; za to często mu się zdarzało porozumiewać z nim w wizjach, które „dopadały” Apostoła Narodów. Do dziś naukowcy wiodą spór skąd te dziwne stany u Pawła z Tarsu. Wybitny psycholog Wulff D. M. tłumaczy: „Autorytety toczą debatę dotyczącą tego, czy wielkie postacie religijne, takie jak św. Paweł czy Mahomet były czy nie były w rzeczywistości epileptykami ( por. Dewhurst i Beard, 1970; Freemon, 1976; Gruehn, 1960; Holmes, 1929; Landsborough, 1987; Moxon, 1922; Stern, 1957; Temkin, 1971; Weitbrecht, 1948 ). Niezależnie od tego jaka jest prawda, nie ma wątpliwości, że niektórzy epileptycy miewają niezwykłe doświadczenia religijne. Na przykład nierzadko osoby te stwierdzają, że w trakcie transu epileptycznego zostały wzięte do nieba. Kurt Schneider ( 1928 ) przytacza dane o 37 – letnim mężczyźnie protestancie, który w czasie częściowej utraty świadomości odkrywał, że jest w niebie, rozmawiając ze św. Piotrem. Św. Piotr mówił mu zawsze, że jeszcze nie nadszedł jego czas, jednak czuł się jakby umierał. Jeden z niepsychotycznych pacjentów Jamesa Howdena ( 1873 ), z zawodu ogrodnik, przez dwa dni po ataku był przekonywany, że albo umierał, albo był w niebie, otoczony drzewami, krzewami i kwiatami o przechodzącym wyobrażalnie pięknie. Później interpretował tę wizję jako zesłaną od Boga, aby się nawrócił. Leuba ( 1925 ) cytuje przypadek księdza, który czuł się chwilami przeniesiony z ulicy do nieba na chwilę przed atakiem epileptycznym. Później, gdy stan pochwycenia minął, stwierdził, że siedzi na krawężniku, świadom, że miał napad” ( D. M. Wulff, „Psychologia religii klasyczna i współczesna”, Warszawa 1990, s. 99 ).
    Paweł z Tarsu popadał w zadziwiająco podobne stany:
    „Jeżeli trzeba się chlubić – choć co prawda nie wypada – przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty ( ok. 43 r. po Chr. – przyp. aut. ) – czy w ciele – nie wiem, czy poza ciałem – też nie wiem, Bóg to wie – został porwany aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek – czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, [też nie wiem], Bóg to wie – został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać” ( 2Kor 12, 1 – 4 ).
    Odgadywanie czy też próby ustalenia podłoża chorobowego wizji Pawła w opisach jego symptomów są bardzo ciekawe dla psychiatrów i psychologów, ale w kontekście naszych rozważań wprowadzają słuszny niepokój i brak ufności wobec treści słów Jezusa, które miał On wygłosić w trakcie ostatniego spotkania z uczniami. tym bardziej, że Didache w swej niezależnej wersji pochodzącej z 50 r. po Chr. opisuje rytuał w całkowicie odmienny sposób, który wyklucza wersję Pawła:
    „Co do Eucharystii, składajcie dziękczynienie w taki oto sposób: Najpierw przy kielichu: Dzięki Ci, Ojcze nasz, Za świętą winorośl Dawida, sługi Twego. Tobie chwała na wieki! Następnie przy łamaniu chleba: Dziękujemy Ci, Ojcze nasz, Za życie i poznanie, Które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego. Tobie chwała na wieki! Jak ten chleb łamany, rozrzucony po górach, Został w jedno zebrany. Tak niech Kościół Twój aż po najdalsze krańce ziemi Zbierze się w jednym królestwie Twoim, Bo Twoja jest chwała i moc przez Jezusa Chrystusa na wieki!” ( Di 9, 1 – 4 ).
    Tradycja stojąca za Ewangelią Jana nie zna rytuału przy winie i chlebie ( w kontekście wieczerzy poprzedzającej śmierć ) a według niej w trakcie pamiętnego wieczoru Jezus ustanowił obrządek „obmycia nóg” ( J 13, 4 – 5. 14 – 15 ). W jego historii Ostatnia Wieczerza nie ma nic wspólnego z ustanowieniem tradycji Chleba i Wina jako symbolów Ciała i Krwi Jezusa. Według niego Jezus „kawałek chleba dał Judaszowi” i zaraz po tym wstąpił w niego szatan. Należy się zastanowić dlaczego Jan w tak ostry sposób dyskredytuje tradycję synoptyczną. Jego wariant można nazwać wręcz profanacją synoptycznej Eucharystii. Nie oznacza to oczywiście, że Kościół Janowy nie znał zgromadzeń przy chlebie i winie ale ewangelista w kategoryczny sposób chciał wskazać, aby tego rytuału nie wiązano z czasem Ostatniej Wieczerzy. Jego zdaniem w jej trakcie Jezus połamał się chlebem i dał jego kawałek Judaszowi, który natychmiast po tym fakcie – opanowany przez diabła – opuścił zgromadzenie i udał się na wyraźne polecenie Jezusa do wrogich mu władz żydowskich. Jan dostrzegł, że synoptycy podali relacje, które ciężko odebrać jako rzeczywisty przebieg zdarzeń, ponieważ po wskazaniu przez Jezusa zdrajcy nadal uczestniczy on w zebraniu i uczcie. Czwarty Ewangelista rozwiązał ten problem po mistrzowsku a zatem wytłumaczył, że uczniowie nie zrozumieli przekazu Jezusa a On sam zadecydował o swoich kolejach losu, ponieważ zdając sobie sprawę z zamiarów Judasza nie próbował go powstrzymać ale wręcz skłonił go do jak najszybszego działania.
    Podsumowując cały wywód należy z cała stanowczością stwierdzić, że słowa Pawła, które miał wypowiedzieć Jezus w trakcie Ostatniej Wieczerzy są wysoce nieprawdopodobne z historycznego punktu widzenia a wniosek ten opiera się nie o jeden argument ale cały ich szereg. Z poważaniem Andrzej Nowicki.

  3. Panie Andrzeju!
    Cała Pańska argumentacja podważająca autentyczność słów Jezusa,na które powołuje się św.Paweł odnośnie ustanowienia Eucharystii opiera się na odwołaniu do autorytetów w dziedzinie psychologi,które to autorytety w dziedzinie mistyki(w przypadku św.Pawła może chodzi o coś jeszcze większego,gdyż jego doświadczenia nie mają precedensu w historii mistyki chrześcijańskiej),takimi absolutnie nie są, a to z tego powodu,że apriori przyjmują redukcyjną ,ograniczoną tylko do sfery psychicznej koncepcję człowieka z wykluczeniem sfery duchowej.
    Wobec tego wszystko to co się psychologii wymyka z(przekracza to pole ) pola badawczego ,znów apriori .uznaje za stan choroby psychicznej.
    Nie znam się kompletnie na psychologii,ale jestem pewien,że naprawdę wybitny i przy tym uczciwy psycholog potrafi odwzorować na podstawie Corpus Paulinum psychologiczny portret jego Jego autora i postawić diagnozę :”Co za kondycha psychiczna!!! Tytan !!!
    Natomiast epilepsja cechuje bardzo kruchą psychikę.
    Tak,że klops Panie Andrzeju z tej argumentacji.
    Jeśli chodzi o aspekt eucharystyczny,to św.Jan absolutnie w niczym nie dyskredytuje synoptyków.J13 ubogaca (między innymi) sens Eucharystii o aspekty miłości bliźniego i służbę
    w których to owoc Eucharystii się weryfikuje.
    Doskonale to koresponduje to z 1Kor11,gdzie św.Paweł gromi niegodne przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej,przez niektórych uczestników Wieczerzy Pańskiej w kontekście tzw.agapy,czyli wspólnego(w zamyśle) spożywania zwykłych posiłków
    przed Eucharystią,w czasie których dochodziło do nadużyć ewidentnie sprzecznych z miłością bliźniego.
    Cytowany fragment z Didache stanowi dziś tekst jednej z wielu pieśni eucharystycznych i i pewne jego elementy są obecne w liturgii,w jednej z modlitw eucharystycznych,w niczym nie podważają więc autentyczności słów z 1Kor11,23-26),w żadnym stopniu nie kolidują z nimi,nieporozumieniem jest zatem przeciwstawianie ich sobie i przenoszenie wartości dowodowej dokumentu z ok.70r.
    nad świadectwo bezpośredniego Świadka,którego wiarygodność pochodzi z wielu jeszcze innych świadectw,tak że gdyby chcieć to wszystko podważyć to należałoby wpierw podważyć cel i sens zajmowania się samym przedmiotem badawczym ,jako baśnią i jakimś absurdem.Pozdrawiam!

  4. Mogę też zadać pytanie Panie Andrzeju ? Posługuje się pan porównaniem z albumami, żeby czytający mogli lepiej zrozumieć przeprowadzoną analizę i wnioski z niej płynące. Jeżeli dwoje kolekcjonerów ma albumy ze zdjęciami pewnego człowieka – pisze pan – i kolekcjonerzy nie znają siebie ani zawartości tych albumów, to bardzo łatwo wyodrębnić zdjęcia, których nie przerobił ani jeden z nich. Będą to te zdjęcia, które istnieją w jednym i drugim albumie, które są więc identyczne. Bez dwóch zdań, na tej podstawie można udowodnić, że nie retuszów tych zdjęć nie dokonał ani jeden, ani drugi z kolekcjonerów, ponieważ w przeciwnym wypadku należałoby założyć jakiś niebywały zbieg okoliczności, ale nie można chyba zakładać, że zdjęcie, które jest u jednego i drugiego przedstawia prawdziwą scenerię i że retuszu nie dokonał wcześniejszy właściciel zdjęć. Jak tu wybrnąć z tego błędnego koła? Bez wątpliwości musiał Pan gdzieś w swoich analizach rozważyć i takie problemy.

  5. Jeszcze raz Pana witam Panie Władysławie! Problem o którym Pan mówi, twierdząc, iż sobie go nie przemyślałem jest zupełnie błędny z tej prostej przyczyny, że nie zdarza mi się pisać czegoś, czego tak naprawdę sobie nie przemyślałem. Dlatego zastanówmy się nad Pana dość nieuporządkowanie przedstawioną argumentacją. Paweł z Tarsu odnośnie Ostatniej Wieczerzy stwierdza: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem” ( 1Kor 11, 23 ). Tymczasem Paweł z Tarsu nigdy „ziemskiego” Jezusa nie widział i nigdy też nie słyszał. Zmusiło to niejako tłumaczących ten werset Benedyktynów Tynieckich do następującej jego interpretacji: „Treść objawienia, jakie Paweł otrzymał od Pana, dotyczy nie samego faktu ustanowienia Eucharystii, ile inaczej pozwala odkryć prawdziwe znaczenie wielkoczwartkowych słów i czynów Jezusa” ( przyp. do 11, 23 ). Dlatego też jakby prześledził Pan dokładnie mój wcześniejszy wpis to zorientowałby się Pan, że chodzi mi właśnie o to objawienie. Czy ono wynikało z choroby czy też z innych przyczyn – nie ma to kompletnie żadnego znaczenia dla sprawy Jezusa historycznego. Dlaczego? Jezus wielokrotnie ukazuje się różnym ludziom w różnych okresach i coś do nich mówi. Nie wnikając w tej chwili w szczegóły tych stanów zastanówmy się nad jednym. Czy historyk ma na poważnie rozważać czy dany mistyk, który w wizji otrzymał objawienie w którym zobaczył szczegóły przykładowo procesu Jezusa ma brać to pod uwagę. Oczywiście, że nie inaczej musiałbym analizować historycznego Jezusa np. z pamiętnikami Faustyny do czego raczej nie będę skłonny. To, że Didache jest wykorzystywane w liturgii też nic nie wnosi do naszej sprawy i to kompletnie. Za to wnosi niewątpliwie interpretacja Eucharystii w ujęciu Didache jest podziękowaniem za „objawienie Jezusa” czyli za jego życie i słowa a nie za jego śmierć. Czy nie jest to niepokojąco zgodne z wcześniejszą przed – Pawłową teologią, która widziała w Jezusie uosobienie Mądrości Bożej i przywiązywała ogromne znaczenie właśnie do SŁÓW Jezusa a nie jego śmierci? Co wobec tego Paweł mógł zmienić w jej interpretacji – proszę pomyśleć. Kolejnym elementem na który należy zwrócić uwagę to odmienna od wszystkich synoptyków wersja Łukasza :
    Potem wziął kielich i
    odmówiwszy dziękczynienie
    rzekł: „Weźcie go i podzielcie
    między siebie; albowiem
    powiadam wam: odtąd nie będę
    już pił z owocu winnego
    krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże.
    Następnie wziął chleb i
    odmówiwszy dziękczynienie
    połamał go i podał mówiąc: „To
    jest ciało moje. Lecz oto ręka
    mojego zdrajcy jest ze mną na
    stole”.
    Wariant ten został odkryty z Bodmer XIV – XV, papirusoego kodeksu, zawierającego niemal kompletny Łk 3, 18 – 18, 18 ( dziewięć luk ); Łk 22 – 4 – Jn15,8. Koniec Ewangelii Łukasza i początek Ewangelii Jana znajduje się na tej samej stronie; jest to najstarszy tekst Łk, pochodzi z około 190 roku. (…) Zaliczony został do I kategorii Alanda. Odkrycie tego rękopisu, przez bibliotekarza z Genewy M. M. Bodnera w 1952 roku, obaliło teorię Horta, iż tekst aleksandryjski powstał w wyniku
    recenzji dokonanej około 300 roku przez Hezychiusza. Tekst rękopisu opublikowany został w 1961 roku ( Rudolf
    Kasser ). Według Alanda rękopis jest kluczem do poznania historii tekstu Nowego Testamentu ( cyt, Leszek Jańczuk,
    Tekst Nowego Testamentu. Rękopisy greckie, przekłady I tysiąclecia, tekst drukowany, 2009 – 09 – 01,s. 29 – 30 ).
    [Tłumaczenie tekstu za Ehrman Bart D., Przeinaczanie Jezusa. Kto i dlaczego zmieniał Biblię? Wyd. CiS, kwiecień
    2009, s. 193]. Dlaczego skoro był to tak ważny rytuał w którym odtwarzano od samego początku słowa Jezusa nie został ani razu powtarzam w ani jednym wypadku powtórzony w miarę jednomyślnie. Wszyscy synoptycy umieszczają w chronologii pożegnalną Wieczerzę tuż przed
    aresztowaniem Jezusa ale w samej treści tego jak ona wyglądała mamy, aż pięć wersji: Pawła,Didache, Mk, Mt i Łk oraz wariant alternatywny w J.
    Pozostaje nam ustalić czy Ostatnia Wieczerza jest faktem historycznym a jeśli tak to czy przy takim zamieszaniu jesteśmy w stanie ustalić chociaż w przybliżeniu jej najbardziej prawdopodobną wersję.
    B. Bruce po rozważeniu szeregu argumentów odrzuca historyczność Ostatniej Wieczerzy.`
    „Święty Paweł twierdzi, że „otrzymał” ten pamiątkowy rytuał chleba i wina bezpośrednio od samego Jezusa! Problem polega na tym, iż wiemy, że on nigdy w życiu nie spotkał Jezusa, gdyż ten umarł na krzyżu dwadzieścia lat przed nawróceniem Szawła. Zatem te informacje Paweł albo uzyskał
    podczas jednej ze swoich wizji, albo usłyszał całą historię z ust apostoła Piotra, gdy się z nim spotkał ( Ga 1, 18 – 19 ). Jeśli tak, to święty Paweł mógł choć wspomnieć, że jego źródło to Piotr, który był przecież obecny na tamtej pamiętnej wieczerzy i siedział obok Jezusa. Niezależnie jednak od tego, kto był źródłem informacji świętego Pawła, możemy mieć
    niemal zupełną pewność, że pisząc swoje teksty, ewangeliści doskonale znali już upamiętniający Jezusa rytuał chleba i wina. Nawet jeśli Paweł „otrzymał” go nie od Piotra, lecz z jakiegoś
    niewidzialnego źródła, uważam za wysoce prawdopodobne, że święci Mateusz, Marek, Łukasz i Jan po prostu opisali fragment liturgii wczesnego Kościoła tak, jakby to była prawdziwa historia. Innymi słowy, Ostatniej Wieczerzy w ogóle nie było` ( B. Bruce, Jezus. Dowody zbrodni,2011:s. 220 ). Nie jestem aż tak sceptyczny w tym względzie jak australijski dokumentalista śledczy. Jedyne co można, a nawet trzeba poddać pod wątpliwość to realność przemowy Jezusa w trakcie Ostatniej Wieczerzy w wersji świętego Pawła, ponieważ nie daje się ona w jakikolwiek
    sposób zharmonizować z Didache, które powołuje się w swojej tradycji nie na Apostoła Narodów lecz na Dwunastu. Nie można również nie poruszyć tutaj tak podstawowej kwestii jaką jest kontekst palestyński uczty przy chlebie i winie. Otóż w Qumran wierzono, że w czasach ostatecznych wraz z
    Mesjaszem i kapłanem przy takiej uczcie zgromadzi się cały Izrael ( 1Q28a kol. 2, 11 – 23 ). We wspólnocie antycypowano wyżej wzmiankowaną przyszłą uroczystość.”A jeśli postawią stół, aby jeść, lub moszcz, aby pić, kapłan jako pierwszy wyciągnie swoją rękę, by pobłogosławić pierwszą porcję chleba {lub moszcz, aby pić, kapłan wyciągnie rękę jako
    pierwszy, aby pobłogosławić pierwszą porcję chleba} i moszczu` ( 1 QS kol. 6, 4 – 6 ).
    Na ten sam motyw wskazują wszystkie źródła opisujące Ostatnią Wieczerzę. Tak więc według Pawła z Tarsu odprawiający ten rytuał zwiastują paruzję Pana ( 1 Kor 11, 26 ), Didache wspomina o zebraniu Kościoła w jednym Królestwie a wszyscy synoptycy wspominają, że Jezus złożył wtedy uroczystą przysięgę mówiącą o tym, że następny kielich wina wypije on już w Królestwie Bożym. Biorąc pod uwagę całą siłę tej argumentacji należy uznać, że Ostatnia Wieczerza jest naturalną konsekwencją wszystkich słów i czynów Jezusa. Jezus pod wrażeniem zbliżającego się Królestwa Bożego zebrał cały Izrael uosabiający się w jego dwunastu uczniach i w tej gorączkowej atmosferze złożył zdumiewającą obietnicę:
    `Zaprawdę powiadam wam, nie będę już odtąd pił z owocu winorośli, aż do owego dnia, gdy
    go będę pił na nowo w Królestwie Bożym` ( Mr 14, 25 ).
    Serdecznie pozdrawiam. Andrzej Nowicki.

  6. Witam Panie Tomku! Ustaliliśmy tylko przekaz, który poprzedzał Q i Mr. Czy to dużo nie wiem, przynajmniej uzyskaliśmy pewność, że logia te były znane około roku 40 po Chr. a być może i wcześniej nic więcej nie da się zrobić – przynajmniej przy dzisiejszym stanie badań. Pozdrawiam Andrzej Nowicki.

  7. Panie Andrzeju!
    Wszystkie opisy ewangeliczne oraz św.Paweł jak i cały NT ukazują ścisły związek Eucharystii z Męka i Śmiercią Chrystusa.W niej uobecnia się Misterium Paschalne Chrystusa.

    Co raz wyraźniej widać ,że zmierza Pan do tego by „wykazać”,
    pozornie naukowo, totalny dysonans między Chrystusem ,który objawia się przez NT,a tzw,Jezusem historycznym.Dlaczego św.Paweł jest tutaj dla Pana solą w oku?Odpowiedź jest prosta ponieważ On najwyraźniej ukazuje związek Eucharystii z Misterium Paschalnym Chrystusa ,czyli Jego
    Męką Śmiercią i Zmartwychwstaniem.
    We wspólnocie korynckiej jakże nie sfornej(zwłaszcza w aspekcie 6 przykazania) pojawiła się pokusa odrzucenia Krzyża jako jedynej drogi do zbawienia(początkowe rozdziały
    1Kor) jak i konsekwentnie Zmartwychwstania (1Kor15);czyli chodzi o pozbawienie wiary jej celu i sens zbawczego,by „zredukować” Jezusa do rangi Mahometa Buddy i innych nauczycieli życia.
    Jak to Słowo Boże jest wciąż żywe i aktualne!
    Za św. Pawłem pozostaje powtórzyć:”Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy,jesteśmy bardziej od innych ludzi godni politowania”(1Kor15,19).

    Krytyczne badania tekstu są prowadzone na gruncie katolickim,więc dlaczego nie odwołuje się Pan do tych wyników badań a sięga do „osiągnięć” z gruntu niekatolickich,czy wręcz intencjonalnie walczących z Kościołem.
    Wystarczy przyjrzeć się tytułowi książki,którą Pan
    przywołuje :”Przeinaczanie Jezusa.Kto i dlaczego zmieniał Biblię?”
    Sugestywnie i kusząco sformułowany tytuł ,aby żądnego sensacji klienta skłonić do zakupu i lektury pozycji, celem wywrócenia i konsekwentnie pozbawienia go wiary.
    Wszystko to wypływa z jednego źródła: tzw. antykościoła.Np. na gruncie kinematografii są to pozycje : „Kod Leonardo da Vinci”,”Ostanie kuszenie Chrystusa” i inne tego typu „dzieła”.
    Tak więc panie Andrzeju, mnie pan nie zwiedzie.
    Na koniec życzę Panu szczerego poszukiwania Prawdy i wykorzystywania swoich zdolności do tego właśnie Celu.Pozdrawiam!

  8. Dodam jeszcze,że w 1Kor11,23,rzeczywiście nie chodzi o bezpośrednie objawienie,lecz św. Paweł odwołuje się do tradycji sięgającej samego Pana.(przyp. z Biblii Jerozolimskiej)

  9. Dobry Boże. Panie Andrzeju. To jest gigantyczne. Ja o takim poziomie zaawansowania badań nad jednymi z najważniejszych tekstów dla kultury samej (pomijam tutaj fakt, że mamy do czynienia ze słowami Jezusa) nie miałem zielonego pojęcia i Pan mi tymi wpisami rozświetlił świat. Nie wiedziałem, że w ogóle istnieją badacze, którzy tak szczegółowo rozważali takie kwestie, o których Pan wspomniał w tekście wprowadzającym (i w innych tekstach). Tym bardziej, że posługują się językiem polskim. Następne pytania obiecuję umieszczać tylko po dokładnym przemyśleniu problemu. (Zastosuję się do rady, którą Pan wystosował do Pana Władysława).

  10. Drogi Panie Władysławie!
    1) „Wszystkie opisy ewangeliczne oraz św.Paweł jak i cały NT ukazują ścisły związek Eucharystii z Męka i Śmiercią Chrystusa.W niej uobecnia się Misterium Paschalne Chrystusa” – W. Gomola.
    „Tak więc według Pawła z Tarsu odprawiający ten rytuał zwiastują paruzję Pana ( 1 Kor 11, 26 ), Didache wspomina o zebraniu Kościoła w jednym Królestwie a wszyscy synoptycy wspominają, że Jezus złożył wtedy uroczystą przysięgę mówiącą o tym, że następny kielich wina wypije on już w Królestwie Bożym. Biorąc pod uwagę całą siłę tej argumentacji należy uznać, że Ostatnia Wieczerza jest naturalną konsekwencją wszystkich słów i czynów Jezusa. Jezus pod wrażeniem zbliżającego się Królestwa Bożego zebrał cały Izrael uosabiający się w jego dwunastu uczniach i w tej gorączkowej atmosferze złożył zdumiewającą obietnicę:
    `Zaprawdę powiadam wam, nie będę już odtąd pił z owocu winorośli, aż do owego dnia, gdy
    go będę pił na nowo w Królestwie Bożym` ( Mr 14, 25 )” A. Nowicki.
    2. „Co raz wyraźniej widać ,że zmierza Pan do tego by „wykazać”,
    pozornie naukowo, totalny dysonans między Chrystusem ,który objawia się przez NT,a tzw,Jezusem historycznym.Dlaczego św.Paweł jest tutaj dla Pana solą w oku?” – W. Gomola.
    Czy Paweł z Tarsu jest dla mnie solą w oku? Wniosek komiczny, ponieważ akurat należę do osób, które uważają, że mamy w tym wypadku do czynienia z człowiekiem WIELKIM pod każdym względem. Nie mam żadnego również celu w podważaniu wiarygodności NT.
    3.”Krytyczne badania tekstu są prowadzone na gruncie katolickim,więc dlaczego nie odwołuje się Pan do tych wyników badań a sięga do „osiągnięć” z gruntu niekatolickich,czy wręcz intencjonalnie walczących z Kościołem.
    Wystarczy przyjrzeć się tytułowi książki,którą Pan
    przywołuje :”Przeinaczanie Jezusa.Kto i dlaczego zmieniał Biblię?”
    Sugestywnie i kusząco sformułowany tytuł ,aby żądnego sensacji klienta skłonić do zakupu i lektury pozycji, celem wywrócenia i konsekwentnie pozbawienia go wiary” – W. Gomola.
    Wysunięty przez Pana zarzut jest dla mnie jako historyka zaszczytem, ponieważ staram się zachować w swoich pracach jak najwięcej obiektywizmu. Powołam się tutaj na przykład ks. A. Paciorka, który w swojej bibliografii dotyczącej badań nad Q umieszcza pozycje J. D. Crossana, który jest zwolennikiem hipotezy, że Ciało Jezusa zostało wyżarte na krzyżu przez ptactwo lub też ewentualnie zostało wygrzebane przez bezpańskie psy i stało się ich żerem. Czy uważa Pan, że KSIĄDZ Paciorek przychyla się do tych opinii? Obiektywizm przy korzystaniu z prac dotyczących Jezusa jest wstępnym ale niezbędnym etapem poszukiwania Jezusa historycznego. Czy uważa Pan, że ja jako historyk powinienem na tyle oderwać się od rzeczywistości i analizować, który rodzaj „złotej” rybki z Jeziora Galilejskiego przyniósł Piotrowi pieniążka, którego „wyczarował” Jezus ( Mt 17, 24 – 27 ) ? Tradycja żydowska przekazała nam jedną z opowieści o Szymonie ben Jochaju, która pomoże Panu uporządkować sobie jak należy czytać opisy cudów i objawień w NT:
    „Rabbi Szymon ben Jochaj zebrał ich wszystkich ( uczniów ) i zaprowadził do jednej z dolin w
    Górach Galilejskich w okolicy Meronu, miasta w którym nauczał. Przybywszy tam najpierw
    odmówił modlitwę, a potem rzekł:
    – „Dolino, dolino, napełnij się złotymi denarami!”
    Zaledwie wyrzekł te słowa, dolina zaczęła bez przerwy wyrzucać złote denary przed nimi.
    Wtedy powiedział do swoich uczniów:
    – „Jeśli chcecie złota, oto macie złoto! Weźcie sobie, ile chcecie, lecz wiedzcie o tym, że
    każdy, kto teraz bierze, zabiera swoją cząstkę i swój udział w przyszłym życiu. Nie
    otrzymuje się bowiem zapłaty za Torę w tym życiu, lecz w przyszłym życiu na drugim
    świecie” ( Szemot Rabba 52, Jalkut Szimoni 31 ).
    Przykład ten pokazuje jak należy czytać opowieści o cudach; należy pominąć całą jego cudowną otoczkę z doliną pełną denarów a zapamiętać sentencję. Ona jest autentyczną nauką
    Szymona a anegdota została stworzona w przekazie po to, aby lepiej ją przedstawić. Identycznie postępowali z sentencjami Jezusa jego pierwsi żydowscy wyznawcy. Do aforyzmu, który został utrwalony w przekazie dodawano historię, która miała go w łatwy sposób zinterpretować. Zatem ze sceny w której Jezus uzdrawia człowieka z uschłą ręką należy zapamiętać logion:
    Czy wolno w sabat dobrze czynić, czy źle czynić, życie zachować czy zabić ( Mr 3, 4 ).
    W anegdocie w której Jezus wypowiada się na temat podatku świątynnego należy pominąć bajkowy cud:
    „Idź nad morze, zarzuć wędkę i weź pierwszą złowioną rybę, otwórz jej pyszczek, a znajdziesz
    stater; tego zabierz i daj im za mnie i za siebie” ( Mt 17, 27 );
    a zapamiętać jaki Jezus miał stosunek do podatku:
    „Jak ci się wydaje Szymonie? Od kogo królowie ziemi pobierają cło lub czynsz? Od synów własnych czy od obcych? A on rzekł: Od obcych. Na to Jezus: A zatem synowie są wolni” ( Mt 17,25 ).
    Część z egzorcyzmów na pewno ma jakieś historyczne podstawy ale większość z nich została stworzona do istniejącego logionu, aby „nabrał on życia” i nadawał się do przepowiadania. Należy również zapamiętać, że aby poprawnie zinterpretować perykopę trzeba sięgnąć do żydowskiej egzegezy, ponieważ stanowi ona tło dla wczesnego chrześcijaństwa. Pierwszymi pismami o Jezusie były logia przypominające instrukcje, coś podobnego jak u rabinów; zwłaszcza tych wczesnych. Tworzono więc do nich anegdoty – mniej lub bardziej prawdopodobne – przez to odbiorcy mogli z łatwością przywoływać cudowne okoliczności i zachować w pamięci sentencję. Gdy ten żydowski sposób tworzenia hagad i midraszy o Jezusie dotarł do środowiska hellenistycznego ( wyrwanie z pierwotnego podłoża ) poganochrześcijanie potraktowali to jako nie obudowę sentencji, ale to obudowa zaczęła odgrywać u nich najważniejszą rolę. Ważne stało się to,
    że Jezus uzdrowił uschłą rękę i „wyczarował” pieniążka a nie sentencja. Tymczasem opowieści o cudach są „oknem” przez który słuchacz a później czytelnik miał dotrzeć do aforyzmu.
    Zastanawianie się jaki rodzaj ryby z Jeziora Galilejskiego mógł mieć w pyszczku pieniążka świadczy nie tylko o kompletnym oderwaniu się od rzeczywistości ale także o niezrozumieniu idei
    żydowskiego przepowiadania. Abderyta nie istniał tylko w starożytności; istnieje on również w
    czasach współczesnych.
    4. „Wszystko to wypływa z jednego źródła: tzw. antykościoła” – W. Gomola.
    Bardzo mi przykro ale nie wierzę w jakiekolwiek spiski czy to masońskie czy to żydowskie czy też jakiekolwiek inne. O tym Pan ze mną nie podyskutuje.
    Jeszcze raz pozdrawiam i proszę o skupienie się już na głównym temacie.

  11. Panie Andrzeju!
    Nie odpowiedział Pan merytorycznie na żaden z moich argumentów.
    Wszystko co napisałem w swoim poprzednim wpisie podtrzymuję
    Pański wpis mnie jeszcze w moich przekonaniu utwierdził.
    Na jakiej podstawie tak nisko ocenia Pan moje rozumienie,przesłania płynącego z ewangelicznych opisów cudów(w znakomitej większości,rzeczywistych,prawdziwych)?
    Chyba mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem określanym w psychologii jako projekcja.

    Co do św.Pawła,że jest „solą w oku”dla Pana.
    Dobrze pan wie ,ze nie chodziło mi o osobę Apostoła ,lecz o Jego konkretne słowa z 1Kor,które jednak pan kwestionując (delikatnie mówiąc) deprecjonuje samą osobę św. Pawła i zaprzecza sobie wyrażając podziw i uznanie dla Jego wielkości.
    Te wszystkie Pańskie wywody to są stare gnostycko -heretyckie brednie tak więc za Koheletem powtórzę „Nic zgoła nowego pod słońcem”(porKoh1,9).
    Pozdrawiam serdecznie!

  12. Witam Panie Władysławie. Czy kiedykolwiek obraziłem Pana w jakikolwiek sposób? Od tego należy zacząć moją odpowiedź na ten wpis. Czy sobie na to zasłużyłem, aby być nazwany bredzącym gnostykiem heretykiem? Czy sprzeczna koncepcja może być powodem do obrzucania się inwektywami? Gdzie Pana merytoryczne uzasadnienie pańskiej hipotezy? Czy ja kwestionuje słowa, które miał „usłyszeć” Paweł czy też kwestionuje słowa, które miał wypowiedzieć wtedy Jezus? „Na jakiej podstawie tak nisko ocenia Pan moje rozumienie,przesłania płynącego z ewangelicznych opisów cudów?” Wskazał go Pan właśnie w swoim wpisie – „w znakomitej większości,rzeczywistych,prawdziwych”. Czy aż tak dalece pomyliłem się w stosunku do Pana?
    Wszystko to jednak powoduje, że nie mogę nad kwestią nazywania mnie heretykiem przejść obojętnie. Dlatego też zanim kiedykolwiek nawiąże z Panem kontakt to musi Pan najpierw udowodnić mi to swoją inwektywę, ponieważ pomimo wszystko nie jestem „szmatą” ani też „pajacem” po którego garbie można sobie „skakać”. Mało tego nie znamy się osobiście lecz jedynie poprzez łącza elektroniczne a to zobowiązuje do przestrzegania jakiegoś minimum szacunku. Serdecznie Pana pozdrawiam. Andrzej Nowicki.

  13. Wszystkim dyskutantom przypominam zasady dyskutowania na blogu Kleofas:
    „Co jakiś czas redakcja blogu określa temat dyskusji miesiąca. Wprowadzeniem do tej dyskusji jest kilka obszernych wpisów autorstwa członków redakcji oraz/lub zaproszonych do współpracy autorów. To one ukierunkowują dyskusję prowadzoną w komentarzach do nich (komentarze są moderowane, co oznacza usuwanie komentarzy niemerytorycznych, wulgarnych czy obraźliwych)”.

  14. Ta wymiana zdań wygląda nieciekawie i pewne granice zostały przekroczone. Nie wiem co powinien zrobić administrator, ale coś zrobić powinien.

  15. Nie rozumiem jak mógł tak wykształcony człowiek jak AN dać się sprowokować WG. Obydwoje chrześcijanie jak malowani. Przynajmniej w deklaracjach. Nie rozumiem też dlaczego konieczne było nazywanie poglądów WG pogańskimi i repliką w postaci nazwania kogoś heretykiem. W końcu to jak to jest z tą różnorodnością i wielkim spotkaniem w Kościele, skoro nie potrafią panowie nawet wymienic kilku uwag? Ja jestem zdegustowany i rezygnuję z dalszego śledzenia tych zawodów. Pan Andrzej przy okazji się odwiarygnodnił. Być może to była prowokacja. Teraz niech się głowi nad tym Robert.

  16. Teraz też mam taką uwagę dla Roberta. Ponieważ uskrzydlony był podobnie jak ja i inni kiedy AN uwiarygadniał się jako erudyta i znawca Miszny oraz publikacji klasyfikujących działalności taumaturgiczne różnych osób. Rozanielony był wtedy kiedy istniała możliwość zaproszenia AN do zespołu autorów, ponieważ istniała szansa rozszerzenia grona czytelników bloga. AN sporo tu napisał. Również jako autor. Jaką masz gwarancję Robercie, że autor w postaci AN rzeczywiście istnieje? Jaką masz gwarancję, że człowiek ten nie jest jakimś prowokatorem? Jako gospodarz blogu musisz chyba brać na przyszłość pod uwagę zagrożenia jakie płyną z publikowania tekstów osób, które mogą posługiwać się Avatarami. Ja bym osobiście odradzał publikowanie tekstów AN dopóki się z nim nie spotkasz i nie zobaczysz jego dowodu osobistego. Proponuję też zasięgnięcie opinii jakiegoś egzegety/biblisty odnośnie tych treści, które się tu już pojawiły.

  17. Skoro Tomek wzywa mnie do działania, to działam. Proponuję, żeby wszyscy zainteresowani sposobem funkcjonowania Kleofasa zgłosili się mailowo (adres po kliknięciu na znajdującą się w prawym górnym rogu ikonę w kształcie koperty). Spróbujemy się zastanowić, jak to funkcjonowanie powinno wyglądać. Zakładam, że Tomek będzie jednym z pierwszych, który się zgłosi. 🙂

  18. Zgłoszę się i chętnie pomogę, ale nie spotkam się z AN w celu weryfikacji jego dowodu osobistego. Nie wiem jak chcesz rozwikłać tą kwestię, ponieważ jako gospodarz jesteś odpowiedzialny za przygarnięcie anonima do grona autorów. Ponieważ póki co wiemy tyle, że człowiek ten udowodnił, że jesteśmy jeżeli chodzi o wiedzę dot. Powstawania Ewangelii jak dzieci, natomiast jeżeli chodzi o zachowywanie kultury wypowiedzi to czeka go tutaj jeszcze niestety sporo pracy – skontaktuj się z zaprzyjaźnionymi biblistami w celu weryfikacji wywodów AN. Ja niestety nie znam ani jednego biblisty. Chociaż chciałbym poznac:) Wiadomość na twoja skrzynkę wyślę niedlugo.

  19. Witam Panie Tomaszu! Nie pamiętam, abym kiedykolwiek nazwał poglądy Pana Władysława pogańskimi lub obraził go w jakikolwiek sposób. Czy mógłby wskazać Pan ten wpis – być może przeoczyłem go. Nie zdenerwowałem się również na Pana Władysława natomiast wiem coś o czym Pan nie wie. Pan Władysław próbował już niejednokrotnie obrażać inne osoby z tego forum min. Anną Collony na szczęście czujność P. Rynkowskiego uniemożliwiła ich publikacji. Jeśli dobrze wczyta Pan się w mój wpis to zobaczy Pan, że nie obrażam w nim nikogo. Pragnę jedynie się dowiedzieć dlaczego zostałem okrzyknięty heretykiem – gnostykiem. Czy mam do tego prawo? Wydaje mi się, że mam. Odnośnie weryfikacji. Myślę, że nasze spotkanie wciąż jest aktualne – chyba, że nie. Pozdrawiam.

  20. Może pan przeoczył słowa, których pan użył? Może pan też zapomniał o tym, jak rysował pan spotkanie różnorodnych poglądow dotyczących cudów w Kościele? Tak pan pięknie zaczynał, a napisał pan zdanie o pieniążku … dosyć nieprzyjemnym tonem. Tak pan się dał sprowokować WG ? Sposób wypowiadania się WG i szafowania oskarżeniami o herezję jest owszem żenujący, ale ja uważam, że lepiej takie wpisy po prostu zignorować, a jeżli już polemizować to grzecznie. Nikomu nie musi wyskakiwac przy tym żyłka z oka. Tym bardziej takiemu erudycie. Niezbyt fortunne jest też uźywanie słów, których pan użył. Odsyłam do pana wpisu! P.s. Mogę się spotkać z panem jeżeli prześle mi pan skan swojego dowodu osobistego na moją skrzynkę pocztową. Ponieważ teraz zwyczajnie się boję.

  21. Panie Tomaszu przepraszam za przerwanie rozmowy to wina telefonu. Jutro wymienię aparat i zadzwonię do Pana. Proszę trzymać się swojego poczucia delikatności – jest ono w dzisiejszych czasach niezwykle cenne. Pozdrawiam.

  22. Przykro mi z powodu przerwanej rozmowy. Może pan zadzwonić. Nikomu krzywda się z tego tytułu nie stanie. Ja jednak uważam, że autorzy, którzy się wypowiadają powinni być znani gospodarzowi bloga. Jeżeli chodzi o osoby czynne w środowisku naukowym, albo które publikowały to przecież jasne jest, że nie muszą się w żaden sposób uwiarygadniać, natomiast osoby, które dysponują dużą wiedzą, ale do tej pory nie publikowały, jeżeli chcą publikować tutaj jako autorzy to powinni się jakoś uwiarygodnić. W tej chwili myślę o starym sprawdzonym sposobie uwiarygadniania siebie. Skan dowodu osobistego. Proponuję go wysłać Robertowi. Proponuję Robertowi rozważenie takiej ewentualności. Jeżeli są jakieś inne pomysły to już jak tam panowie i panie uważają! Przykro mi, ale na bloga może wejść kaźdy. Może wykorzystać jakieś anonimowe dane i publikować jako avatar. Pan jest jakąś blogową zagadką. Może być pan nawet reinkarnacją Dariusza Kota albo tajemniczym historykiem geniuszem – samoukiem. Może być pan jedną osobą, albo kilkoma. Nie jestem w stanie tego zweryfikować ze swoim poziomem wiedzy – dlatego też czas na inicjatywę mądrzejszych 🙂

  23. Drogi panie AndrzejuI
    Proszę sobie wyobrazić,że rozumiem to że Pan Jezus nie czynił cudów dla samych cudów,ale chciał przede wszystkim, przy ich okazji przekazać jakąś arcy ważną prawdę.
    Nie będę teraz analizował poszczególnych opisów,żeby
    udowodnić swoją wiedzę,ponieważ aż takiego zapału do pisania nie posiadam.

    Proszę mi wyjaśnić panie Andrzeju,dlaczego wyklucza pan sam fakt czynienia cudów przez Jezusa?
    Może czyni Pan to z powodów apologetycznych?tzn.
    nie chce Pan urazić intelektu racjonalisty,ateisty?
    A może również dla Pana stanowi to kamień obrazy?
    Jest przecież logiczne,że skoro uznaję istnienie Boga Absolutu,to tym samym uznaję Jego prerogatywy ,w tym przypadku chodzi o wszechmoc i konsekwentnie uznaję możliwość czynienia cudów przez Niego jeżeli On tylko zechce je czynić.To przecież proste.

    Co do tych herezji.
    Nie podejrzewam Pana o złą wolę,proszę jednak,by Pan zechciał dla jakiejś symetrii w
    swoich wywodach przytaczać badania katolickich uczonych.Pozdrawiam.

  24. „Co do tych herezji.
    Nie podejrzewam Pana o złą wolę,proszę jednak,by Pan zechciał dla jakiejś symetrii w
    swoich wywodach przytaczać badania katolickich uczonych.Pozdrawiam” – W . Gomola
    Bardzo dobrze, że Pan to napisał Panie Władysławie, ponieważ niektórzy poczuli się zniesmaczeni naszą konwersacją a przecież obydwaj jesteśmy członkami tego samego Kościoła. Okazał się Pan na tyle szlachetnym człowiekiem, że przestaję do Pana żywić jakąkolwiek urazę. Uwzględnię również Pana prośbę o przywoływanie katolickich badaczy. Co do cudów i ich interpretacji – zgody pomiędzy nami nie będzie ale ja również wierzę, że za tymi wszystkimi zdarzeniami stał Bóg. Jednak musi Pan zrozumieć, że jako historyk niekoniecznie Go będę uwzględniał. Jeśli to w jakikolwiek sposób obraża Pana uczucia religijne to teraz i ja przepraszam. Moim celem nie jest atak na Osobę Jezusa, lecz próba zrozumienia Jego człowieczeństwa. Uważam, że jako chrześcijanie nie powinniśmy ubliżać sobie lecz poszukiwać tego co wspólne.

  25. Zgoda panie Andrzeju.
    Będę „śledził” pańskie wpisy i w miarę swoich możliwości zadam jakieś pytanie ,coś wtrącę .
    Pozdrawiam.

  26. Stajemy zatem w obliczu dwóch różnych sposobów patrzenia na tajemnicę Jezusa Chrystusa. Podejście patrystyczne i soborowe, inspirowane kategoriami filozoficznej myśli greckiej, niełatwo pogodzić z interpretacją współczesnej egzegezy historycznej, analizującej rozwój chrystologii na podłożu tradycji żydowskiej. W pewnym sensie obydwie interpretacje stale rodzić będą napięcia, wzajemnie się korygować i dopełniać. Nierzadko prowadzi to do konfliktu z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Przykładem są niedawne interwencje Kongregacji Doktryny Wiary dotyczące poglądów dwóch teologów, jezuitów Rogera Haighta (2004) oraz Jona Sobrino” (2006 )[ Wacław Hryniewicz OMI, ” Dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba – radość i pytania chrześcijan” ]. Świadkami takiego małego konfliktu byli wszyscy czytelnicy Kleofasa. Oburzył on niektórych zupełnie niesłusznie, ponieważ ścieranie się w tym miejscu przeciwstawnych poglądów jest logiczną konsekwencją podjętego tematu. Z jednej strony ci, którzy uważają, że odczytywanie Ewangelii w sposób historyczno – krytyczny narusza prawdy wiary i ci którzy uważają, że nie stoi to w sprzeczności z nauką Kościoła. W jaki sposób pogodzić te dwie wizje, aby nigdy nie dzieliły Kościoła. Czy jest to w ogóle możliwe? Przede wszystkim należy wytłumaczyć dlaczego chrześcijańscy egzegeci uważają, że metoda historyczna jest w stanie „uratować” Jezusa dla ludzi. Kontrowersyjny „katolicki” teolog Hans Kung w książce Holl A.,”Jesus in schlechter Gesellschaft” ( Stuttgart 1971 ) napisał: „Jezus w niczym nie przypomina spolegliwego obywatela (…) Żył w sposób nieco przypominający styl hipisowski (…) Choć był synem cieśli i prawdopodobnie sam był cieślą, nie uprawiał żadnego zawodu. Prowadzi wędrowne, nie ustabilizowane życie, naucza i działa na otwartych placach, je, pije, modli się często pod gołym niebem. Człowiek, który wywędrował ze swej ojczyzny, opuścił też rodzinę (…) Nie czyn nic, by móc samemu się utrzymać. Według relacji ewangelicznych, wspierają go przyjaciele, troszczy się o niego krąg kobiet (…) Czyż nie miał w sobie pewnej dozy marzycielstwa, oderwania od świata, niemalże czegoś z błazna?” ( s. 184 – 185 ). Oderwanie od kontekstu epoki doprowadziło do sprowadzenia Jezusa do roli BŁAZNA. Historycy nie mają takich problemów jak teologowie. My wiemy, że wędrowni zaklinacze duchów byli w czasach Jezusa zjawiskiem typowym i żaden z nas nie posunie się do nazwania Jezusa błaznem. Te fakty pokazują jeszcze jeden ważny aspekt, którego nie można pominąć. Teologia i dogmatyka na tyle rozminęły się z tymi badaniami, że niektórzy historycy chrześcijańscy muszą sami tworzyć sobie „pomost” do „ortodoksyjności” a przecież teologia to jest dziedzina, której powinniśmy unikać – bardziej słuchać, uczyć się niż tworzyć własne koncepcje. Dlaczego nie ma odważnych teologów?
    Zauważmy jak mała jest wiedza współczesnych katolików na temat Ewangelii. Tomasz jeden z dyskutantów tego forum prosi o sprowadzenie biblistów w celu weryfikacji moich poglądów. Dlaczego nie ma podstawowej wiedzy i kto za to odpowiada? Dlaczego nikt mu nie powiedział, że bp. Romaniuk napisał książkę „Co to jest źródło Q?” a ks. A. Paciorek pogłębił znacznie te wywody w pozycji „Q – Ewangelia Galilejska”? Dlaczego nie wie, że ks. Roman Bartnicki stworzył arcyciekawą teorię dotyczącą powstania Ewangelii Marka? Jakich polskich biblistów można ściągnąć, aby obalili moje teorie? Tomasz wierzy, że ktoś w Polsce wśród znanych biblistów udowodni zależność Mr od Q, tymczasem taki wywód byłby takim przełomem, że spowodowałby on międzynarodową sławę „Kleofasa” a ja sam osobiście nie mógłbym wyjść z podziwu, że byłem świadkiem tak historycznej chwili. Kto odpowiada za edukację katolików? Moim zdaniem po rozważeniu tych wszystkich niepokojących pytań muszę dać nieciekawą odpowiedź. Uważam, że w pewnym sensie odpowiada za to Kościół i tego nie mogę przeboleć. Pamiętamy wszyscy szybko zgaszoną dyskusję po odejściu T. Węcławskiego a przecież była wtedy okazja, aby wyjaśnić wszystkie sporne kwestie. Nie wiem czy ja sam mam siłę, aby prowadzić na „Kleofasie” kącik edukacyjny i odpowiadać na czasami elementarne pytania. Dopiero po dłuższym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że jest to chyba konieczne m. in po to, aby chrześcijanin nie był nigdy uważany za reinkarnację K. Kota.
    Z poważaniem Andrzej Nowicki.

  27. Panie Andrzeju przyznaję, że nie znam ww. Publikacji, które pan wymienia. Pan by się w ogóle zdziwił jakich jeszcze rzeczy nie znam. Ale wolę sam ponosić za to odpowiedzialność, a nie zrzucać ją na instytucję Kościoła i też nikogo w tym zakresie nie zamierzam winić. Nie mogę też sobie wyobrazić, że pan rzeczywiście uważa, że edukacja katolików powinna obejmować specjalistyczne pozycje dotyczące Q. Może pan nie wie, ale są wśród katolików ludzie, którzy uważają, że Jezus mówił po Polsku. Albo tacy, którzy nigdy nie czytali Ewangelii i nie wiedzą ile ich jest. Także nie jestem najgorszym przypadkiem. Wreszcie pan mi te publikacje przybliżył i chętnie się z nimi zapoznam w miarę swoich możliwości. Za to bardzo jestem wdzięczny. Moja propozycja co do „wizyty” biblistów albo zasięgnięcia konsultacji egzegetycznej nie została podniesiona po to, żeby ktoś obalał pana poglądy, ale, żeby (ponieważ nie znamy pana publikacji naukowych), ktoś pana bardzo skomplikowane i drobiazgowe wywody uwiarygodnił. Także dlatego, że nie możemy mieć pewności, że pan to rzeczywiście AN. Przepraszam, że pana zawiodłem i wypowiadałem się zadając elementarne pytania (chociaż zdaje sie, że zadałem tylko jedno w tym wątku). Rozumiem, że spodziewał się pan specjalistów, a nie laików. Może i w tym sensie warto było podnieść alarm, że rzeczywiście zjawi się tu wreszcie ktoś dysponujący umiejętnościami którymi dorówna panu i razem sobie porozmawiacie z pożytkiem dla innych czytających. Tego panu życzę. Szkoda, żeby pana teksty marnowały się leżąc na blogu.

  28. Nie chodzi mi o kwestię znajomości Q, bo nie jest to w zupełności potrzebne, aby być osobą wierzącą, chodzi tu o coś zupełnie innego. O zupełny brak wiedzy na temat wielu księży katolickich badaczy, którzy pozostają na marginesie lub lepiej mówiąc na obrzeżach Kościoła. Na brak dyskusji w gazetach, forach czy też innych mediach o złożoności problemu Jezusa historycznego czy też skomplikowanego procesu powstawania Ewangelii. Gdyby Pan cokolwiek o tym słyszał, a przecież zapewnia mnie Pan, że się tym interesuje to z pewnością to nie przeze mnie sięgnąłby Pan do tej literatury. Jednak pomimo tego woli Pan sam ponosić odpowiedzialność. To postawa właściwa jednak nie do końca odpowiada ona rzeczywistości w szerszym aspekcie. Nie ma reklam, nie ma rozgłosu – cisza. To jest problem a nie Pana subiektywne odczucia. Chce Pan wiedzieć czy jestem naprawdę Andrzejem Nowickim? Kim innym miałbym być? Reinkarnacją Dariusza Kota? Dziwaczna dedukcja – jest wprost przeciwnie. Oburzenie na mój spór z Władysławem. Skończył się właściwie i honorowo oraz w duchu chrześcijańskim i tak jak tego oczekiwałem. Kontakt z P. Rynkowskim w celu ustalenia bezsprzecznie mojej tożsamości nawiązany. Czy spodziewałem się specjalistów. Nie – gdyż sam nim nie jestem. Czy dyskusja z kimś znanym jest naprawdę potrzebna i kto to jest ktoś znany. Tych autorytetów polskich jest garstka i wydaje mi się, że mają co robić – ich rolą nie jest edukacja. Oburzenie, niedowierzanie, katolicy którzy uważają, że Jezus mówi po polsku… Andrzej Nowicki.

  29. Cieszę się, że sprawa pomiędzy panem a WG zostala tak ładnie rozwiązana. Ja stoję jednak na stanowisku takim, że byłoby wybornie, gdyby pan znalazł siły nawet na kącik edukacyjny na Kleofasie. Dzięki panu dowiedziałem się o gigantycznej ilości publikacji, na przegląd których chyba nawet nie starczy mi życia. Skoro niekoniecznie jest pan nastawiony na kontakt z zawodowcami, których jest garstka i którzy są bardzo zajeci pracą to z kim pan chciał tu podyskutować? Niech się pan nie zniechęca. Mówię to, chociaż przecież muszę zwyczajnie wierzyć póki co, że pan to pan. Pozdrowienia.

  30. Panie Tomku jeszcze raz pokazał Pan, że jest osobą, którą obecnie można spotkać bardzo rzadko tzn. dialog z Panem prowadzi się, aż do momentu osiągnięcia wspólnego stanowiska ( jeśli oczywiście to jest możliwe ). Nie nie zniechęcam się a co do sprawdzenia wspólnej tradycji Q/Mk proponuje Panu udanie się do biblioteki i wypożyczenie książki ks. Paciorka poświęca on jej w tej pozycji kilkanaście stron i przywołuje wiele prac obcojęzycznych dotyczących właśnie tego zagadnienia. Umożliwi to Panu szybsze przejście z „wierzenia” w realność. Pozdrawiam Andrzej Nowicki.

  31. Może jestem trochę zwariowanym człowiekiem, ale pojadę do czytelni i sprawdzę czy jestem w stanie przyswoić sobie część tej wiedzy ze zrozumieniem. Jestem ciekaw czy ta lektura tej pozycji ks. Paciorka przezemnie może wiązać się z jakimś poźytkiem. Muszę wyrobić sobie chociaż wrażenie. Natomiast cały czas pozostaje jeszcze treść, która pan tutaj zapisał w dwóch wątkach. Jest jej mnóstwo i chętnie jeszcze raz na spokojnie się z nią zapoznam. Robi bardzo duże wrażenie.

  32. Panie Andrzeju,jeszcze do pańskiego rozumienia „cudu”,jako
    tylko stylistycznej figury rabinicznej retoryki ,a nie realnego czynu.
    Przytoczę fragment Ewangelii J,który ukazuje ten związek słowo -czyn na drodze do wiary w Bóstwo Chrystusa i w Jego zjednoczenie z Ojcem.Otóż tak mówi Jezus do swojego audytorium,które widząc” tylko” Człowieczeństwo Chrystusa ma problem z wiarą w Jego Bóstwo:”Jeżeli nie dokonuję DZIEŁ mojego Ojca,to Mi nie wierzcie!Jeżeli jednak dokonuję.to choćbyście Mi nie wierzyli,wierzcie moim DZIEŁOM,abyście POZNALI I WIEDZIELI,że Ojciec jest we Mnie,a Ja w Ojcu”(J10,37-38).(wyróżnienia oczywiście moje)

    Pytanie :do czego odwołuje się tutaj Jezus mówiąc o dziełach
    skoro pańskim zdaniem tylko nauczał.Bo idąc tokiem pańskiego rozumowania,to należało by sparafrazować powyższe Słowa (niech mi to będzie wybaczone)a wyglądałoby to mniej więcej tak:Jeżeli nie głoszę nauki mego ojca ,to mi nie wierzcie!Jeżeli,jednak głoszę,to chociaż, byście nie wierzyli w to co mówię to wierzcie moim słowom.”

    Rozumiem,że Pan jako naukowiec trzyma się swojego porządku metodologicznego,tym niemniej Pismo Święte jest w tym przypadku głównym źródłem i przedmiotem pańskich badań.
    Jezus historyczny nie może być sprzeczny z Jezusem z Ewangelii,chodzi przecież o tę samą Osobę.
    Prosta zasada niesprzeczności bytu.
    W przypadku bytu rozumnego jego tożsamości nie określa natura (w tym wypadku ludzka i Boska),lecz Osoba w ty przypadku tylko Boska.
    Jeżeli więc z Ewangelii jasno wynika ,że Jezus czynił cuda,
    to ów historyczny(czyli tylko człowiek) musiał je też czynić jako ,że źródłem aktów jest Osoba a nie ludzka natura.Pozdrawiam

  33. Witam Panie Andrzeju N. ja mam takie nietypowe pytanie troszeczkę odchodzące od tematu art. Ciekawi mnie to czy jak Pan mi wytłumaczy rozpoznanie Jezusa przez Jana Chrzciciela? i o jaki Kościół chodziło Chrystusowi? Zauważyłam również czytając Ewangelie, że są olbrzymie sprzeczności. Od ewangelii Marka do Jana mamy zlepek tzw. aneksów czyli dodatkowych inf. w których ewangelia Marka nie posiada . Zastanawiam się kto tak naprawdę był odpowiedzialny za śmierć Jezusa? czy rzeczywiście miało miejsce obmycie rąk przez Piłata- przecież on posiadał konkretną funkcję i czy słuchał by ludu żydowskiego?
    Zastanawia mnie jeden jeszcze fakt historyczny, że niektórzy pisarze z czasów Jezusa nie wspominają o nim w jakimś wyróżniającym tonie- pytanie dlaczego?

  34. Witam Panie Władysławie! Czy to jest moja interpretacja „cudu” czy właściwa jego interpretacja. Prosił mnie Pan, abym trzymał się katolickich egzegetów a zatem to u nich poszukamy odpowiedzi na Pana zagadkę. Oto co o cudach mówi J. Gnilka: „Przekazy o cudach zostały zabsorbowane przez wydarzenia paschalne. Oznacza to, że były one na nowo czytane i rozwijane w świetle paschalnej wiary w zmartwychwstanie Jezusa i że POWSTAWAŁY NOWE OPOWIEŚCI. (…). W opowieści o uciszeniu burzy należy widzieć (wywyższonego) Chrystusa jako pogromcę mocy chaosu. (…) Opisy wskrzeszania umarłych, których jest w sumie trzy ( Mk 5, 21 – 43 par.:córka Jaira; Łk 7, 11 – 17: młodzieniec z Nain; J 11, 17 – 44: Łazarz ), mogły powstać tylko z uwzględnieniem wydarzenia paschalnego. POWRÓT CZŁOWIEKA ZMARŁEGO DO ŻYCIA ZIEMSKIEGO, po którym musi nastąpić ponowna śmierć, może być obrazem odkupienia jedynie Z PERSPEKTYWY CHRYSTUSA WYZWOLONEGO OSTATECZNIE OD ŚMIERCI i gwaranta życia wiecznego” ( J. Gnilka, „Jezus z Nazaretu”, Kraków 1997, s. 170 – 171 ). Tak więc niektóre z tych „cudów” to po – paschalne elementy literackie pomagające w zrozumieniu i interpretacji życia Jezusa.
    Odnosząc się zaś do słów Jezusa z Ewangelii Jana i wniosków, które Pan wyciąga to również wydają mi się błędne. Po pierwsze: „Czwarta
    Ewangelia nie została skomponowana przez naocznego świadka z życia Jezusa. Był to teolog późniejszego okresu, który na podstawie całościowej tradycji, przemyślał sens życia Jezusa i zinterpretował oraz przedstawił go na swój sposób” (Schnelle Udo,The History and Theology of the New Testament Writings, Fortress Press:Minneapolis 1998.s. 474). Sam apostoł Jan nie ma nic wspólnego z tym pismem. Obecny kształt tej ewangelii to etap długoletniego procesu. Zwolennicy historii redakcji twierdzą, że opiera się ona na poprzedzającej ją Ewangelii Znaków. Niektórzy próbują wyłowić z tego dokumentu autentyczne słowa Jezusa jednak jak sam zauważa ks. F.Gryglewicz: „Uchodzi za pewnik, że w czwartej Ewangelii tak całkowicie panuje Janowa osobowość i styl, iż nie może być mowy o dosłownym przekazie nauczania Jezusa” (Egzegeza Ewangelii św. Jana. Kluczowe teksty i tematy teologiczne, Red. Feliks Gryglewicz, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,Lublin 1992, s. 41). Wystarczy porównać treść pierwszego Listu św. Jana ze słowami, które w tej ewangelii wypowiada Jezus, abyśmy się już sami domyślili, że nie słyszymy autentycznych nauk Galilejczyka ale teologa walczącego z doketyzmem oraz judaizmem typu faryzejskiego. Po drugie: Metodą mozolnej detektywistycznej pracy rozpoznano, że kompilator oparł się w tym tekście na Ewangelii Znaków. Odniesienie się do sadzawki Betesda w formie, która wskazywałaby, że ona jeszcze istnieje wskazuje, iż to hipotetyczne pismo zostało skonstruowane przed rokiem 70 n. e. Cud w
    Kanie Galilejskiej jest określony jako początek znaków. Niektóre z tych cudów pochodzą z innej tradycji niż te opisane w Ewangeliach Synoptycznych np. uzdrowienie chromego przy Owczej Bramie zwanej Betezda, uzdrowienie niewidomego w sadzawce Syloe oraz wskrzeszenie Łazarza.
    Te cuda dokonują się na dużą skalę i przedstawiają Jezusa jako hellenistycznego męża o pregoratywach boskich. Ewangelie synoptyczne mówią, że do czynienia cudów przez Jezusa niezbędna była wiara (Mk 6, 5 – 6) natomiast w Ewangelii Jana to cuda wywołują wiarę. Odniesienia do tych cudownych znaków nie tylko kontrastują z Ewangeliami synoptycznymi ale również z niektórymi częściami samej Ewangelii Jana. Jezus w niektórych fragmentach tego pisma odrzuca wiarę wywołaną przez znaki (Jn 2, 23 – 25; 4, 48). Wskazuje to na fakt, że redaktor ewangelii starał się reinterpretować Ewangelię Znaków, która przedstawiała Jezusa zgodnie z wyobrażeniami hellenistycznymi jako boskiego herosa. Według badacza Roberta Fortna Ewangelia Znaków obejmowała następujące fragmenty: zamianę wody w wino, uzdrowienie syna urzędnika, uzdrowienie chromego, nakarmienie tłumu, chodzenia po morzu, uzdrowienie ślepca oraz wskrzeszenie Łazarza. Natomiast badacze nie są zgodni czy Ewangelia Znaków zawierała elementy pasji, w każdym bądź razie R. Fortna do swojej rekonstrukcji Ewangelii Znaków wprowadził narrację z męki Jezusa. Datowanie Ewangelii Znaków waha się pomiędzy 50 a 90 rokiem n. e. ( R. Fortna,The Anchor Bible Dictionary,tom 6,s. 19. 4; R. Fortna, The Fourth Gospel and Its Predecessor, Fortess Press,2000 ). Po trzecie: Jeśli zaś chodzi o słowa Jezusa to większość badaczy przyjmuje tezę, że praktycznie nie jest możliwe w tej ewangelii dotarcie do logiów pochodzących od Galilejczyka( Ewangelia św. Jana powstała w trzecim pokoleniu po Jezusie: zob. M. White,From Jesus to Christianity,2004 ). G. Ludemann niemiecki badacz tekstów Nowego Testamentu nie odnalazł, żadnej autentycznej wypowiedzi Jezusa w Ewangelii Jana( G. Ludemann,Der große Betrug: Und Jezus wirklich sagte und tat ,1999 ). Niemniej jednak polscy katoliccy badacze podjęli taką próbę w „Egzegezie Ewangelii św. Jana” pod redakcją ks. Feliksa Gryglewicza ( Lublin 1992 ).
    Reasumując nasze ustalenia nie będziemy korzystać z Ewangelii Jana jako źródła mogącego pomóc odtworzyć oryginalne słowa Jezusa, ponieważ ewangelie synoptyczne jako spisane bliżej ram chronologicznych życia Jezusa przekazują zapewne je, mniej zniekształcone niż u Jana. Jan
    jednak sięga do tradycji, która jest niezależna od synoptyków a elementy pasji, wydają się pochodzić w niej z relacji, która jest w pewnym sensie sprzeczna ze sprawozdaniem synoptyków (brak procesu przed sanhedrynem, inna data śmierci). Nie należy zatem jej całkowicie odrzucać jako źródła do rekonstrukcji historycznego Jezusa lub marginalizować jak postąpił np. katolicki biblista J. Glinka (Tamże:s. 30) , lecz podejść do niej z pewną ostrożnością.
    Co do interpretacji słów Jezusa mam do nich wiele zastrzeżeń. Oto jak komentuje to Jan Drozd SDS: „W Ewangelii św. Jana wiara jest przeważnie następstwem `oglądania znaków`, podczas gdy u synoptyków stanowiła ona nieodzowny warunek dokonania cudu, zwłaszcza uzdrowień. U św. Jana najpierw `się widzi`, a potem wierzy`. Jedyny wyjątek stanowi opowiadanie, w którym dworzanin z Kafarnaum najpierw uwierzył słowu Jezusa, a potem oglądał uzdrowienie swego syna ( por. 4, 48. 50 )” [ „Egzegeza Ewangelii św Jana”, praca zbiorowa (w) Jan Drozd SDS ( s. 167 – 182 ) Lublin 1992, s. 175 ). Jako, że Ewangelie synoptyczne zostały zredagowane wcześniej a w nich same cuda są przez Jezusa interpretowane w zupełnie inny sposób to logion na który się Pan powołał należy zaliczyć do nieautentycznej nauki Jezusa i nie wyciągać z niego jakichkolwiek wiążących wniosków w sprawie interpretacji cudów. Z poważaniem Andrzej Nowicki.

  35. Rzeczywiście byłem w bibliotece-czytelni i poświęciłem trochę czasu na wstępne zapoznanie się z książką ks.A.Paciorka Q – Ewangelia Galilejska. Wrażenie jest gigantyczne. Zupełnie nie miałem pojęcia, że istnieją od bardzo dawna tak szczegółowe badania dotyczące etapów powstawania Ewangelii i tak szczegółowe analizy tekstów. Podzielam zdziwienie Pana Andrzeja, że katolicy nie znają tak elementarnych publikacji (chociaż odnoszę to raczej do siebie). Przy okazji jeszcze raz bardzo dziękuję za cierpliwość i za to, że mnie pan zachęcił do sięgnięcia m.in. Do tej książki. Praca jest tak gigantyczna, że zapowiada się fenomenalna lektura na długi czas. No cóż! Jeżeli chodzi o moją wcześniejszą wiedzę to była dziecinna. Po prostu czytałem Ewangelie, wyłapując różne niekonsekwencje i zupełnie nie mając świadomości, że istnieją tak krytyczne opracowania. Pozdrowienia!

  36. Panie Tomku! Nigdy nie byłem szczęśliwszy! Pozdrawiam. Jest Pan… nie chce przesadzać – jest OK. Pozdrawiam.

  37. Pani Justyno zadała Pani tyle pytań, że postaram się odpowiedzieć na nie rano, ponieważ wymaga to pewnego skupienia. Niemniej jednak proszę nie odebrać tego jako lekceważenia. Rola edukacyjna, która została mi tu przydzielona (niejako wbrew mnie) zobowiązuje a nie chciałbym, aby odpowiedzi nie były kompletne. Pozdrawiam.

  38. Panie Andrzeju ,czy mógłby Pan dokonać pewnego resume
    dotychczasowych wyników badań,krytyki teksu,celem przedstawienia wizerunku „Jezusa historycznego”tzn. w jaki sposób przyszedł,po co w ogóle przyszedł co mówił,co czynił ,jak zszedł z tego świata czy zmartwychwstał,czy wstąpił do Nieba,itd, ?
    Bardzo jestem ciekawy tego wizerunku.Pozdrowienia.

  39. Panie Władysławie, czy mógłbym poprosić wcześniej o Pana wnioski odnośnie historii Jezusa – o wiele łatwiej byłoby mi wtedy wskazać gdzie one się rozmijają z badaniami. Przedstawienie bowiem ogromu ustaleń i wniosków uczonych spowodowałoby moją przynajmniej kilkudniową nieobecność na blogu, ponieważ same osiągnięcia w zakresie krytyki tekstu to temat „rzeka”. Pozdrawiam Andrzej Nowicki.

  40. To może najpierw ja, jeśli Pan pozwoli. Nazbierało mi się trochę pytań i wątpliwości. Dla porządku będę je numerował.
    1. „Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli,żeby się nie nawrócili i nie była im wydana” (Mk 4:11-12). Jest to dla mnie jeden z najbardziej intrygujących fragmentów Ewangelii. Jezus używa przypowieści żeby słuchacze „nie rozumieli” i „się nie nawrócili”? To co z Jego przesłaniem:””Przybliżyło się Królestwo Boże nawracajcie się i wierzcie w dobrą nowinę”?! No chyba że przyjmiemy że słowa te (Mk 4:11-12)nie pochodzą od Jezusa.
    2. Pisze Pan: „Relacja męki w Ewangeliach nie jest historycznym sprawozdaniem lecz twórczym rozwinięciem proroctw a aby do czegoś takiego doszło potrzebny jest pewien upływ czasu.”
    Czy oznacza to że jesteśmy bezradni usiłując ustalić przebieg ostatnich godzin życia Jezusa?
    3. Chrystofanie. Czy w kwestii ich charakteru i przebiegu skazani jesteśmy na domysły? Jak według Pana mogło to wyglądać? Pytam Pana jako historyka i chrześcijanina.
    (Na temat zmartwychwstania ciekawy wykład ks. K. Paczosa: http://www.youtube.com/watch?v=gNqq7ASQURQ ).
    4. Pański wywód dotyczący powstania Ewangelii św. Marka rozjaśnił mi znacznie sprawę intrygującego jej zakończenia. Nie przekonał mnie Pan jednak do tezy że dopiero autor Ewangelii wymyślił pusty grób. Skoro Ewangelia św. Jana i Tajemna Ewangelia Marka w opisie wskrzeszeń (Łazarza u Jana i młodzieńca w TEM) korzystały ze starszego źródła to być może istniały wcześniejsze przekazy dotyczące grobu, wplecione później do tekstów czytanych adeptom w trakcie chrztu .
    5. Jeśli dobrze zrozumiałem to sytuacja w pierwszych gminach, w latach 40-tych I w. w uproszczeniu wyglądała tak: Większość uczniów uważała Jezusa za jednego z proroków, wcielenie Mądrości Bożej, nie przykładając wagi do jego śmierci i zmartwychwstania, skupiając się głownie na treści jego nauk przedpaschalnych. W odróżnieniu od nich św. Paweł akcentował znaczenie znaków jakie Jezus czynił (np. ustanowienie Dwunastu), zestawił je z krzyżem i zmartwychwstaniem i dostrzegł w Nazarejczyku Mesjasza. Po okresie sporów późniejszy Kościół dokonał kompilacji tych dwóch stanowisk. Wszystko wskazuje że to Paweł dokonał przesunięcia Jezusa do centrum kerygmy. Czy tak?
    6. Zwykle datuje się nawrócenie Pawła na lata 30-te I w. Cytowany przez Pana Bruce datuje to wydarzenie na 20 lat po śmierci Jezusa. Na jakiej podstawie?
    Pozdrawiam
    Grzegorz Turek

  41. Zamęczymy Pana Andrzeja pytaniami. Ja nie chcę zadawać dodatkowych, ponieważ nie chcę wprowadzać chaosu i zrzucać Panu Andrzejowi na głowę większego ciężaru. Jednak wszystkie te wpisy śledzę i czytam kilkakrotnie. Zbiorę je jednak i wydrukuję. Ponieważ mam przekonanie, że nam, czytającym i zadającym pytania część wiedzy przekazanej juź przez Pana Andrzeja moźe uciekać.

  42. Szanowny Panie Grzegorzu odpowiedź zacznę od punktu czwartego, ponieważ wydaje się on być najbardziej kontrowersyjny i połączę go z punktem trzecim. Nie lubię też gdy ktoś chce uzyskać ode mnie wiadomości historyczne odwołując się do moich chrześcijańskich korzeni. Niemniej jednak skoro już Pan to uczynił to postaram się pewną sprawę Panu rozjaśnić. To, że ktoś wierzy w PUSTY GRÓB to nie oznacza jeszcze, że wierzy w zmartwychwstanie Jezusa a to, że ktoś nie uznaje historyczności opisu PUSTEGO GROBU w Mr ( a za tym konsekwentnie w Mt, Łk, J, EwPt ) nie znaczy, że nie wierzy w zmartwychwstanie. Przykłady:
    1) Grób był pusty, ciało wykradli uczniowie ( Reimarus, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    2) Grób był pusty, niewiasty pomylił grób ( Vermes, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    3) Grób był pusty, ciało pożarły psy ( Crossan, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    4) Pusty grób był fikcją literacką ( ja, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstanie było.
    Paweł z Tarsu wspomina w Liście do Koryntian co otrzymał w przekazach dotyczących śmierci Jezusa i jego zmartwychwstania i co symptomatyczne dla całego tego wywodu Pawła wszystko już jest motywowane odwołaniem do Pisma. Przekaz autor ustala jako poprzedzający jego działalność jako apostoła ( ok. 36 r. po Chr. ) i Paweł dwukrotnie podkreśla, że stało się to zgodnie z Pismem; ale co było w zgodzie z Pismem ( ST )? Z fragmentu wynika, że następujące elementy: śmierć, ekspiacja, pogrzeb i zmartwychwstanie trzeciego dnia.
    Śmierć Jezusa na krzyżu jest faktem historycznie pewnym, natomiast co oznacza Pawłowe( raczej przed – Pawłowe ) sformułowanie, że jest ona zgodna z Pismem? Tekstem, którym posługiwali się Nazarejczycy dla uzasadnienia potrzeby śmierci Jezusa były ustępy z Deutero –
    Izajasza .
    „Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na
    rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust. Z
    więzienia i sądu zabrano go, a któż o jego losie pomyślał? Wyrwano go bowiem z krainy żyjących,
    za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony” ( Iz 53, 7 – 8; por. Dz 8, 32 – 33. 35; Ap 5, 6;
    Brnb 5, 2, Homilia Paschalna 64 ).
    Według Pawła pogrzeb odbył się również zgodnie z PISMEM! Co to oznacza? Pogrzeb Jezusa, który urządzili mu oprawcy wynika z nawiązań do Tory, która nakazywała powieszonego na drzewie pochować przed zapadnięciem wzroku. Karę tą odnoszono w czasach herodiańskich do ukrzyżowania a o takowym zwyczaju wspomina Flawiusz:
    „Żydzi tak bardzo dbali o chowanie zmarłych, że nawet zwłoki ukrzyżowanych z wyroku sądu
    zdejmowano przed zachodem słońca i grzebano” ( Bell 4, 317 ).
    Paweł z Tarsu był pełen nadziei, że właśnie tak stało się z Jezusem z Nazaretu:
    „Mieszkańcy Jerozolimy bowiem i ich przełożeni nie poznali go i przez skazanie go wypełnili
    słowa proroków, czytane w każdy sabat, choć nie znaleźli nic, czym by zasługiwał na śmierć,
    zażądali od Piłata, aby był stracony. Kiedy zaś wykonali wszystko, co o nim napisano, ZDJĘLI GO z drzewa i ZŁOŻYLI w grobie” ( Dz 13, 27 – 29 ).
    Flawiusz jednak nadmienia, że w przypadku Piłata mamy do czynienia z człowiekiem, który właśnie tym odróżniał się od poprzedzających go prefektów, że ignorował rytuały żydowskie i za wszelką ceną chciał wprowadzenia obyczajów rzymskich. Jeszcze raz przywołajmy ważny cytat z
    Flawiusza:
    „Tymczasem prokurator Judei Piłat (…) chcąc okazać pogardę dla obyczajów żydowskich, kazał wnieść do miasta godła z wizerunkiem Cezara, choć nasze Prawo zakazuje sporządzać takie podobizny. Dlatego poprzedni zarządcy (…), usuwali z godeł te ozdoby” ( Ant 18, 56 ).
    Wniosek jest oczywisty – Piłat ignorował żydowską Torę. Przedstawiciele ludu żydowskiego
    zwrócili się kiedyś do niego, aby usunął tarcze obrażające Prawo Mojżeszowe następującymi
    słowami:
    „Nie wzniecaj buntu, nie wywołuj wojny, nie burz pokoju; pogarda dla praw starożytnych
    nie jest sposobem na uczczenie cezara”.
    Pomimo iż zagrozili mu interwencją u samego cesarza Piłat nie ugiął się potwierdzając tym samym, iż naprawdę miał w pogardzie obyczaje żydowskie. Jako, że jest to cecha charakteru, którą zauważył Flawiusz i niezależnie od niego ówczesna delegacja żydowska możemy uznać ją za fakt historyczny – tym bardziej, że przemawiają za nią czyny oraz dymisja po katastrofalnej polityce wobec Samarytan. Możemy więc założyć, że i w kwestii skazańców uśmiercanych krzyżowaniem Piłat stosował procedury rzymskie. Jak one wyglądały? Cesarz August gdy odniósł zwycięstwo nad
    mordercami Cezara postąpił następująco:
    „Oto głowę Brutusa wysłał do Rzymu z poleceniem, aby ją rzucono u stóp posągu Cezara.
    Okazał się okrutny wobec najznamienitszych jeńców, nie szczędząc im przy tym słów obelżywych.
    Na przykład jednemu, gdy pokornie prosił o pogrzebanie ciała podobno miał odrzec, że to sępów
    sprawa” ( Swetoniusz, Boski August 13, 2 [w] Żywoty Cezarów, przełożyła Janina Niemira –
    Pliszczyńska, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1987 ).
    W 20 r. przed Chr. Horacy o ukrzyżowaniu fikcyjnego niewolnika napisał:
    „Nie ukradłem, nie zbiegłem” – niewolnika słowa. „Za to od batożenia grzbiet w basach nie
    piecze”. „Nie zabiłem”. „Nie zjedzą cię kruki na krzyżu”. ( Horacy Listy I 16, 46 – 48, [w] Dzieła,
    przełożył Stefan Gołębiewski, Warszawa 1980 ).
    Krzyżowanych skazańców trzymano na krzyżu nawet po ich śmierci, aby ciała stały się żerem dla padlinożerców. Dopilnowaniem tego, by przypadkiem ktoś nie ściągnął z krzyża zwłok w celu ich pochówku zajmowała się straż złożona z żołnierzy rzymskich ( por. Petroniusz, Satyryki 111 – 112 ). Brak pogrzebu był więc częścią samej kary. Czasami ze względu na uroczystości świąteczne zezwalano krewnym na zabranie zwłok ale ostateczna decyzja w tym względzie należała
    do prefekta a jeśli lekceważył on sobie miejscowe zwyczaje jak np. Flaccus w Egipcie wtedy taka
    łaska stawała się mało prawdopodobna:
    „Znane mi przypadki, gdy w przeddzień takiego święta zdejmowano ukrzyżowanych i
    wydawano ich ciała krewnym, ponieważ uznawano za rzecz wskazaną zezwolić im na pogrzeb i
    dopełnienie normalnych obrzędów. Uważano bowiem, że i zmarłym należy się korzyść
    łagodniejszego potraktowania z okazji urodzin cesarza, a także, iż przyczyni się to do zachowania
    świątecznego charakteru uroczystości. Lecz Flakkus nie wydał polecenia, by zdjąć ciała
    ukrzyżowanych” ( Przeciw Flakkusowi 83 ).
    Zatem rodzina mogła skorzystać wykorzystując okres świąteczny i prosić o wydanie ciała skazańca. Jak wiemy w przypadku Jezusa wszystkie źródła milczą na temat interwencji u Piłata czy to Marii, czy to Jakuba Sprawiedliwego czy też jakiegokolwiek jego krewnego. Jezus został skazany przez władze rzymskie; sanhedryn w ramach privilegia judaica nie wydał wyroku skazującego Nazarejczyka co uprawnia do postawienia hipotezy, że w jego przypadku albo taki proces się nie odbył albo skończył się on wyrokiem uniewinniającym. Przywódcy żydowscy ( Kajfasz i być może Annasz i jego stronnicy ) przekazali go Piłatowi, aby on rozstrzygnął czy przypadkiem Jezus nie naruszył rzymskich przepisów. Prefekt wyrobił sobie własną opinię na ten temat i umieszczając nad głową skazanego tabliczkę ( titulus ) „Król żydowski” wskazał, iż egzekucja odbyła się z powodów politycznych i Jezus został sklasyfikowany jako buntownik a nie bluźnierca. Prawdopodobnie przed śmiercią usłyszał zwyczajową formułę rzymską jaką wygłaszano skazanym:
    Condemno. Ibis in crucem.
    Lictor congila manus.
    Verberetur.
    ( Skazuję cię: zostaniesz ukrzyżowany. Liktorze, wiąż mu ręce. Może być biczowany. )
    [Fricke1996: s. 133].
    Co w takim razie stało się z ciałem skazanego? Najstarsze warstwy tradycji przekazują nam, iż chrześcijanie żywili nadzieję, że – zgodnie z Pismem – ściągnięto ciało Jezusa i je pochowano ( 1Kor 15, 3 – 4; EwPtr 6, 21; Dz 13, 29 ). W każdym bądź razie gdyby grób Jezusa był znany
    nazarejczykom to jako pobożni Żydzi, którzy zawsze interesowali się miejscami pochówku swoich męczenników spowodowaliby dojście do kultu takiego miejsca. Mało tego pusty grób byłby także jednym z argumentów na który powoływano by się w celu udowodnienia realności zmartwychwstania. Z niczym takim się nie spotykamy na pusty grób nie powołuje się Paweł z Tarsu a w odtworzonych pierwszych kazaniach w Jerozolimie nie przytacza tego dowodu również Piotr. Co więcej sugeruje, iż miejsce pochówku Jezusa jest nieznane w przeciwieństwie do grobu Dawida:
    „Mężowie bracia, wolno mi otwarcie mówić do was o patriarsze Dawidzie, że umarł i został
    pogrzebany, a jego grób jest u nas aż po dzień dzisiejszy” ( Dz 2, 29 ). W dalszej przemowie Piotr odwołuje się do proroctwa z Ps 16, 10 na udowodnienie tezy, iż Jezus musiał zmartwychwstać, lecz nie do znacznie później stworzonej tradycji pustego grobu. Wszystko to prowadzi do jednego wniosku: najbliżsi uczniowie Nazarejczyka nie mieli pojęcia co stało się z ciałem Jezusa lecz mieli nadzieję, że pogrzebu dokonali jego kaci. Tymczasem prawdopodobieństwo tego pochówku jest wyjątkowo niskie w świetle postępowania Piłata oraz samych Rzymian z ciałami ukrzyżowanych i to w dodatku buntowników. Znaleziska archeologiczne potwierdzają, że uzyskanie takiego przywileju było prawdziwą rzadkością. Posiadamy tylko jedne szczątki ukrzyżowanego człowieka z I w. po Chr. ( Jechochan ) zachowane w rodzinnym ossuarium! W zasadzie gdybyśmy musieli się wypowiedzieć bezstronnie jako historycy po przeglądnięciu całości materiału historycznego na temat prawdopodobieństwa tego co stało się z ciałem Jezusa to pozostają nam dwie możliwości, albo postąpiono z nim zwyczajowo tak jak
    zrobiono to np. z męczennikiem Andrzejem:
    „On [ prokonsul Aegeates ] nakazał, by Andrzej został wychłostany siedmioma batami.
    Następnie odesłał go na ukrzyżowanie (…). Oprawcy (…) przywiązali tylko jego stopy i ramiona,
    nie przybijając gwoździami rąk i nóg, ani nie kalecząc jego kolan, ze względu na polecenie
    prokonsula, ponieważ Aegates zamierzał dokończyć jego mękę, szczując go psami i wydając go im
    żywcem na pożarcie, o ile dożyje wieczora” ( Acts of Andrew: The Passion of Andrew 51, 1; 54, 4;
    MacDonald 395, 407; cyt. za: Crossan, Jezus historyczny,1998:s. 177 ).
    Mam tu oczywiście na myśli nie samą karę lecz potwierdzony brak pogrzebu, który Rzymianie stosowali jako dodatkową karę – nie tylko przy ukrzyżowaniu – wobec buntowników. Po nieudanym powstaniu Bar Kosiby skazano na śmierć rabbiego Jehudę:
    „Na rozkaz cesarza zabijano go po kawałku. Ścinano po kolei ręce, nogi, język, nos, uszy itd.,
    po czym odcięte członki rzucano psom na pożarcie. Nie urządzono mu pogrzebu! Nikt nie
    przemawiał po jego śmierci” ( Ze skarbnicy midraszy, wybrał, przetłumaczył i opracował M. Friedman, Wrocław 1995; cyt. za: Zbadań nad Biblią. Medytacje przd Menorą. Specyficzny wykład historii Izraela, ks. Tomasz Jelonek, Kraków 2008:s. 142 ). Oprócz niego na śmierć skazano wtedy wielu wybitnych rabinów; cóż pozostało wtedy Żydom jeśli nie nadzieja, że na skutek jakichś cudownych interwencji ich bohaterowie zostali
    jednak pochowani. Jechuda ben Dama zginął wtedy również śmiercią okrutną i bolesną:
    „Rozkazał [cesarz] przywiązać Jehudę włosami do ogona konia i wlec go po całym Rzymie. Następnie polecił odcinać z jego ciała członek po członku” ( Tamże: s.142 ).
    Żydzi jednak pragnęli, aby ich Mistrz miał godny pochówek zatem do opowieści
    wprowadzają Eliasza:
    „Wtedy zjawił się prorok Eliasz, który zebrał odcięte członki ciała Jehudy i pochował je w grocie w pobliżu przepływającej przez Rzym rzeki Tyber” ( Tamże:s. 142 ).
    Oczywiście żaden Eliasz nie interweniował są to literackie projekcje nadziei Żydów, że ich rabin został jednak godnie pochowany. W takich próbach opisu męczeństwa czasami sami kaci stawali w obronie pokrzywdzonych. Gdy pewien uczony rzymski stanął przed cesarzem w obronie skazanych rabinów cesarz natychmiast kazał zabić samozwańczego adwokata:
    „Wtedy stary rzymski uczony wyjął z kieszeni ostry nóż i wykonał micwę obrzezania. I w chwili, kiedy kaci go udusili, ciało jego rozpłynęło się im w rękach. Zniknęło i nikt nie wiedział, jak to się stało” ( Tamże:s. 143 ).
    Bóg dostrzegł sprawiedliwość Rzymianina, który przed śmiercią nawrócił się i dlatego dostąpił natychmiastowego zmartwychwstania na oczach swoich wrogów. W przypadku rabbiego Chucpita interweniować mieli w sprawie jego pogrzebu dostojnicy
    rzymscy! „Ministrowie i uczeni Rzymu poprosili cesarza, żeby pozwolił go pochować chociażby przez wzgląd na podeszły wiek. Cesarz wyraził zgodę” ( Tamże:s. 144 ).
    Nazarejczycy w swoich alternatywnych opowieściach o męce również wprowadzili postać, która pomogła im zerwać z tradycją pochówku dokonanego przez wrogów. Takim rozwiązaniem okazał się być Józef z Arymatei. Jako, że najbardziej dokładną analizę literackich zależności odnośnie Józefa z Arymatei podał Crossan a całkowicie podpisuję się pod jego wnioskami dlatego też pozwolę umieścić sobie w tym momencie z jego książki obszerny fragment: ” Wszystko, co wiedział ( Ewangelista Marek – przyp. aut. ) z wcześniejszej tradycji, sprowadzało się do przypuszczenia o pochowaniu zwłok przez wrogów, jak w Ewangelii Krzyża zawartej w Ewangelii Piotra. Oto, w jaki sposób Marek przekształcił tę nadzieję w fakt:
    „Pod wieczór, już ponieważ było Przygotowanie, czyli dzień przed szabatem, przyszedł Józef z Arymatei, poważny członek Rady, który również wyczekiwał Królestwa Bożego. Śmiało udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Piłat zdziwił się, że już skonał. Kazał przywołać setnika i pytał go, czy już dawno umarł. Upewniony przez setnika, podarował ciało Józefowi. Ten kupił płótno, zdjął Jezusa [z krzyża], owinął w płótno i złożył w grobie, który wykuty był w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył kamień”. ( Marek 15, 42 – 46, podkreślenie kursywą J. D. C. ).
    Postać Józefa z Arymatei uważam za wyłączny twór Marka, tak imię, jak miejsce pochodzenia i sprawowaną funkcję. Problem Marka jest jasny: ludzie, którzy mogli coś zrobić, byli przeciwko Jezusowi, ludzie, którzy byli za Jezusem, nie mogli zrobić niczego. Niczego: ani go pogrzebać, ani żądać wydania zwłok, ani o nie prosić, ani ich nawet wykupić za łapówkę. W tej sytuacji potrzebny staje się ktoś, kto byłby jednocześnie i po stronie władzy, i po stronie Jezusa. W gruncie rzeczy zatem potrzebny stał się ktoś, kto w żaden sposób nie mógł istnieć. W rezultacie Józef z Arymatei jest u Marka 15, 43 określony naraz jako:
    1. poważny człowiek rady
    2. wyczekujący Królestwa Bożego.
    Brown zauważa, na przykład, że werset 15, 43 Ewangelii Marka stanowi „w najwyższej mierze pokręcone zdanie” ( 1213 ). Dzieje się tak, ponieważ dotyczy on w najwyższej mierze pokręconej postaci. Józef z Arymatei jest, co widać jasno od początku zdania, członkiem Rady, czyli Sanhedrynu, o którego członkach czytaliśmy właśnie ( Marek 14, 64 ), że „wszyscy wydali wyrok, że winien jest [Jezus] śmierci”. Jednak druga część zdania jest rozmyślnie i z konieczności dwuznaczna. Czy Józef należy do uczniów czy nie? Wedle Browna nie: „jest możliwe, a wręcz prawdopodobne, że Marek nie przedstawia Józefa jako ucznia Jezusa” ( 1216 ). Chcę podkreślić tę dwuznaczność. Marek stara się zasugerować najsilniej, jak to możliwe, że Józef należy do grona uczniów, ale nie mówi tego wprost. Jego postać stanowi twór nieprawdopodobny: ma dostęp do władzy, a jednocześnie stoi po stronie Jezusa. Oto dlaczego Marek z jednej strony sugeruje, że mógłby być uczniem Jezusa, a z drugiej powiada, że wystąpienie z prośbą o ciało Jezusa wymagało od niego odwagi ( na co zwracam uwagę, podkreślając kursywą słowo śmiało w powyższym cytacie). (…).
    W przekonaniu o słuszności mojej interpretacji Marka utwierdzają mnie wyniki obserwacji tego, co z opowieścią o Józefie z Arymatei zrobili pozostali trzej ewangeliści, pierwsi, a zarazem najsurowsi krytycy Marka.
    „Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem
    Jezusa. Udał się on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał
    ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed
    wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł”. ( Mateusz 27, 57 – 60; podkreślenia kursywą J.
    D. C. ).
    Mateusz rozstrzygnął Markowy dylemat, czyniąc Józefa człowiekiem zamożnym, lecz nie należącym do Rady, dzięki czemu mógł go określić wprost jako ucznia Jezusa. Poprawił także Markowy całun, określając go jako „czysty”, i grób, który określił już nie tylko jako „wykuty w skale”, lecz także jako „własny nowy” grób Józefa, w dodatku zamknięty przez niego „dużym” kamieniem. Te ostatnie dodatki miały zapewne czynić całą relację o pochówku Jezusa bardziej wiarygodną i pewną.
    Łukasz równie dobrze jak Mateusz zdawał sobie sprawę z trudności, jakich nastręcza Markowy dylemat, rozwiązał go jednak w inny, a właściwie, zupełnie odmienny sposób:
    „Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Był to dzień Przygotowania i szabat się rozjaśniał”. ( Łukasz 23, 50 – 54; podkreślenia kursywą J. D. C. ).
    Łukasz trzyma się wiernie Marka, lecz przedstawia Józefa z Arymatei jako członka Rady, który był przeciwny skazaniu i ukrzyżowaniu Jezusa. Jest to po prostu odmienne rozwiązanie dylematu członek Sanhedrynu/uczeń Jezusa. U Łukasza, podobnie jak u Mateusza i Jana, grób określany jest jako nowy, choć Marek nic o tym nie wspomina. Cel, w jakim wprowadzono ten nowy element, jest oczywisty: Co by się stało, gdyby ciało Jezusa pomieszano z innymi ciałami złożonymi w grobie? Jak moglibyśmy stwierdzić, czy jedno ze złożonych ciał zniknęło czy nie? A co by się stało, gdyby ktoś przyszedł do grobu odwiedzić innych zmarłych? Uwagi, jakimi ewangeliści opatrzyli relację o pogrzebie Jezusa, odpowiadały na wątpliwości, które zrodziły się w umysłach chrześcijan, jeszcze zanim zaczęli je wysuwać ich przeciwnicy. (…)
    U Jana nie mamy udręki w ogrodzie Getsemani, nie mamy rozpaczy opuszczenia na krzyżu, nie mamy żadnych uchybień wobec obyczaju pogrzebowego. Janowy Nikodem przybywa z pomocą Józefowi synoptyków, by bez pośpiechu i w zgodzie z przyjętym zwyczajem dokonać uroczystego
    pochówku:
    „Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami,
    poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało.
    Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i
    przyniósł około sto funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je
    płótnami razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego grzebania. A na miejscu, gdzie Go
    ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to
    więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w
    pobliżu”. ( Jan 19, 38 – 42; podkreślenie kursywą J. D. C. )
    W ten sposób rozwiązany zostaje dylemat Markowy, choć dzieje się to w specyficznie Janowym stylu. (…) Józef jest uczniem ukrytym, bo się boi, teraz wszak zdobył się na odwagę, by ujawnić swoje przekonania. (…) Dla Jana zapewne zarówno Józef jak i Nikodem należą do tych przedstawicieli władz żydowskich, którzy z obawy przed prześladowaniami ukrywali swoje przekonania, lecz teraz znajdują w końcu odwagę otwartego wyznania swoich poglądów i grzebią Jezusa zgodnie z przyjętym zwyczajem. Sto funtów mirry i aloesu u Jana 19, 39 jest celowo wyolbrzymioną ilością, (…). Jak
    zauważa Brown: „gdyby chodziło o sproszkowane czy pokruszone wonności, taka ilość zajęłaby sporo miejsca w grobowcu i pokryłaby ciało Jezusa jak kopiec” ( 1260 ) (…). Jan zamierza jednak opisać pogrzeb nie tylko królewski czy cesarski, ale transcendentny i boski. Brown dodaje, że „w scenariuszu Janowym, wedle którego na północ od Jerozolimy, w pobliżu miejsca, gdzie ukrzyżowano Jezusa, był ogród z grobowcem, w którym go pochowano, nie ma nic nieprawdopodobnego” ( 1270 ). Brown ma całkowitą słuszność: nie ma tu nic nieprawdopodobnego. Lecz nie ma tu także nic historycznego` ( Crossan1998: s.222 – 228 ).
    Podsumowując: cała nadzieja nazarejczyków na godny pochówek ich Mistrza wynikała z przepisów Tory, a więc jej podstawa była bardzo krucha. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydarzeń było pochowanie zwłok w płytkim dole w ziemi, a jeśli przyjmiemy za historyczną informację, że wraz z Galilejczykiem zostali ukrzyżowani jacyś ludzie to mogiła Jezusa była mogiła zbiorową. Natomiast Józef z Arymatei jest taką samą fikcją literacką jak Eliasz dokonujący pochówku Jehudy ben Damy czy też interweniujący ministrowie Rzymu w sprawie pogrzebu rabbiego Chucpita. Nadzieja bardzo rzadko łączy się z rzeczywistością ale nadzieja jest czasami wszystkim co posiadamy. Andrzej Nowicki.

  43. Kim był Piłat Panie Grzegorzu proszę pomyśleć. Postaram się pokrótce nakreślić Panu jego sylwetkę.
    Najważniejszym świadectwem historyczności Poncjusza Piłata jest inskrypcja znaleziona w Cezarei Nadmorskiej. Odkryta całkiem niedawno ( 1961 ) ma wymiary 82 cm x 65 cm i jest ważnym elementem epigraficznym dotyczącym tej postaci:
    …….STIBERIEVM
    ……TIVSPILATVS
    …..ECTVSIVDA..E
    . E…
    Inskrypcja rozstrzygnęła przede wszystkim właściwą rangę Poncjusza Piłata, do tej pory większość historyków myślała, iż był on prokuratorem idąc za wzmianką Tacyta ( Roczniki 15, 44 ). Jako, że Tacyt jest późniejszym źródłem obecnie przyjmuje się, że Piłat nosił tytuł „prefekta” (praefectus Iudaeae – trzecia linia tekstu ).
    Tekst próbowano zrekonstruować. Zrobił to min. Antonio Frova:
    [CAESARIEN]STIBERIEVM
    [PON]TIVSPILATVS
    [PRAEF]ECTVSIVDA[EA]E
    [D]E[DIT]
    `Zagadkowe słowo Tiberieum – wyjaśnia Piotr Skowroński – nie zostało jednoznacznie zinterpretowane. Górna część tekstu była przedmiotem wielu spekulacji naukowych. Obok najpopularniejszej wersji, którą zaproponował Frova, w opracowaniach dotyczących inskrypcji napotkać można kilka innych propozycji. Zakładają one min. umieszczenie w górnej części daty wspomnianego przekazania ( wersja E. Webera ), bądź też słowa wskazującego, że Tiberieum odnosić się ma do bliżej nieokreślonego dzieła lub budynku ( S. Bartina ). Frova miał także przyjmować wersję, którą zaproponował prof. A. Degrassi. Zakładała ona w pierwszej linii tekstu wspomnienie „Boskich Cezarów” ([Dis Augusti]s – określenie Oktawiana i Liwii ). Duża popularnością cieszy się także wersja, którą zaproponował węgierski historyk Geza Alfodly, kierownik Katedry Historii Starożytnej w Heidelbergu. Zakłada on z kolei, że Tiberieum oznacza budynek odbudowany na polecenie Piłata dla żeglarzy ( pierwsze proponowane słowo to nautis ):
    [NAUTI]STIBERIEVM
    [PON]TIVSPILATVS
    [PRAEF]ECVSIVDA[EA]E
    [REF]E[CIT]
    Miejsce znalezienia inskrypcji może wydawać się zagadkowe, jednak tylko z pozoru. W rzeczywistości, to Cezarea była bowiem siedzibą namiestników rzymskich, którzy rezydowali w pałacu zbudowanym przez Heroda Wielkiego. Cezarea, jako miasto portowe, stanowiła bardziej korzystną lokalizację dla kontaktów z Rzymem. Z kolei w Jerozolimie namiestnicy pojawiali się jedynie przy okazji najważniejszych świąt i uroczystości` ( Z problematyki historycznej, seminare, t. 32, 2012 [w:] s. 179 – 189; P. Skowroński, Postać Poncjusza Piłata w świetle źródeł żydowskich i
    rzymskich, s.186 ).
    Opis Piłata pozostawił też historyk żydowski J. Flawiusz w Dawnych dziejach Izraela. Relacje te są o tyle ciekawe, ponieważ sam pisarz uważał Rzymian za wybrańców Bożych:
    „Bo w ogóle szczęście do nich ( Rzymian – przyp. aut. ) przeszło i Bóg, z którego woli władzę
    otrzymuje raz jeden, raz drugi naród, jest teraz po stronie Italii” ( Bell 5, 367 ). Przekonania polityczne zatem Flawiusza nie były bezstronne i dlatego Crossan postrzega je następująco: `Religijno – polityczne i społeczno – ekonomiczne uprzedzenia Flawiusza złożyły się na przekonanie, że skoro wolą Bożą, by państwem żydowskim rządziła arystokracja kapłańska pod kontrolą rzymską, to wszelki opór Żydów wobec Rzymian lub opór niższych klas żydowskich wobec klas wyższych zwraca się w rezultacie przeciw Bogu i grozi katastrofą. Czytając dzieła Flawiusza należy zatem zawsze pamiętać o tych jego założeniach` ( Crossan1998:s. 28 ). „Gratus, który spędził jedenaście lat w Judei, powrócił do Rzymu, a następcą jego został Poncjusz Piłat” ( Ant 18, 2, 2 ).Z notatki wynika, że Piłat zastąpił na stanowisku prefekta Waleriusza Gratusa ( 15 – 26 r. po
    Chr. ). Nominacja oznaczała, że Piłat należał do stanu rycerskiego ( ekwitów ) a za ten przywilej musiał zapłacić czterysta tysięcy sestercji. Awans spotkał go w czasach panowania Tyberiusza a mianował go – być może – Sejan najwyższy urzędnik rzymski. „Tymczasem prokurator Judei Piłat ściągnąwszy wojsko z Cezarei wysłał je na leże zimowe do Jerozolimy i chcąc okazać pogardę dla obyczajów żydowskich, kazał wnieść do miasta godła z wizerunkami Cezara, choć nasze Prawo zabrania sporządzać takie podobizny. Dlatego poprzedni zarządcy ilekroć wprowadzali wojsko do miasta, usuwali z godeł te ozdoby. Pierwszy Piłat wkroczywszy z nimi potajemnie i nocną porą do Jerozolimy kazał tutaj te wizerunki umieścić. Mieszkańcy dowiedziawszy się o tym, tłumnie udali się do Cezarei i przez wiele dni prosili Piłata, aby je usunął. Ten jednak odmówił, nie chcąc dopuścić do obrazy Cezara. Gdy zaś Żydzi ponawiali swe prośby, szóstego dnia uzbroił po cichu żołnierzy i wstąpił na znajdujący się w cyrku trybunał, za którym ukryli się w zasadzce uzbrojeni żołnierze. Kiedy Żydzi znów wystąpili z tą samą prośbą, dał umówiony znak żołnierzom, aby ich otoczyli i zagroził, że jeśli nie uspokoją się i nie rozejdą do domów, natychmiast ukarze ich śmiercią. Lecz Żydzi upadli na ziemię i obnażywszy szyje poczęli wołać, że wolą raczej umrzeć, niż sprzeniewierzyć się mądrości swoich Praw. Wtedy Piłat zdumiał się ich zdecydowaną wolą obrony swoich Praw i natychmiast kazał wynieść wizerunki z Jerozolimy do Cezarei” ( Ant18, 3, 1 ).
    To pierwsza tak wyraźna fotografia Piłata. Flawiusz przede wszystkim odróżnia go od wcześniejszych prefektów, którzy szanowali obyczaje żydowskie zakazujące sporządzania wizerunków. W tym sensie ukierunkowuje nas historyk: w osobie Piłata mamy do czynienia z postacią wyjątkową na tle jego poprzedników, który nie liczy się ze zwyczajami religijnymi Żydów. Co więcej wskazuje, że tym czynem chciał im on pokazać pogardę i że dla osiągnięcia tego celu był on w stanie wykazać się sprytem i pomysłowością, który zmusza go do wnoszenia wizerunków nocą do Jerozolimy. Gdy Żydzi zaczynają protestować przybywając do jego siedziby w Cezarei postanawia ich militarnie zastraszyć gdy demonstranci nie ustępują Piłat wycofuje się, aby nie dopuścić do masowej rzezi, która mogłaby mieć dla niego przykre konsekwencje ( dymisja ). Druga fotografia, także pokazuje prefekta jako nieliczącego się z opinią publiczną okupowanego narodu:
    „Piłat sprowadził także wodę z oddalonego o dwieście stadiów źródła rzeki do Jerozolimy na rachunek skarbu świątyni. Że zaś poczynania jego nie spodobały się Żydom, znów zebrały się tysiące ludzi, którzy gromkimi głosami domagali się, by takich przedsięwzięć poniechał, przy czym, jak to zwykle bywa w takim tłumie, niektórzy obrzucili go wyzwiskami i obelgami. Przeto Piłat wysłał znaczną liczbę żołnierzy przebranych w stroje żydowskie, z ukrytymi pod szatą kijami, na miejsce, z którego mogli łatwo Żydów otoczyć i wezwał tłum do rozejścia się. Ponieważ Żydzi odpowiedzieli na to obelgami, dał żołnierzom umówiony znak, a ci ze znacznie większą srogością niż rozkazał Piłat poczęli zadawać razy spokojnym obywatelom, jak i zbuntowanym. Żydzi jednak trwali w nieugiętym oporze, a że byli bez oręża i zostali zaatakowani przez przygotowanych napastników, wielu z nich zginęło, a inni odniósłszy rany musieli się rozproszyć. Tym sposobem bunt został stłumiony” ( Ant 18, 3, 2; por. Bell 2, 169 ).
    Piłat szybko się uczy; znając pogardę Żydów dla śmierci, tym razem uzbraja legionistów w pałki i stosuje fortel – przebiera ich za Żydów (!) i ku niewątpliwej uciesze żołnierzy rozpędza tłum. Piłat jawi się jako człowiek bezwzględny, nie liczący się w najmniejszym nawet stopniu z religią
    żydowską czy też z reakcjami tłumu. Wykazuje się też sprytem i diabelską pomysłowością i żelazną konsekwencją, gdy w pierwszym wypadku nie wiedział jak postąpić – zrejterował przed desperacją tłumu – , tym razem poradził sobie po mistrzowsku. Zaburzenia nie ominęły również i Samarytan. „Podżegał ich pewien mąż, który był oszustem bez jakichkolwiek skrupułów i wszelkimi sposobami starał się pozyskać sobie przychylność ludu. Nakłonił on ludzi, aby poszli za nim na górę Garizim, uważaną za najświętszą, i zapewniał, że gdy tam przyjdą, pokaże im święte naczynia, które miał w tym miejscu złożyć i zakopać Mojżesz. Samarytanie uwierzyli jego słowom i wziąwszy broń zebrali się we wsi zwanej Tiratana.
    Przyjmowali do siebie wszystkich, którzy chcieli się przyłączyć, aby w możliwie największej liczbie wstąpić na górę. Lecz Piłat uprzedził ich i wysłał jeźdźców oraz wojsko piesze, aby obsadzili drogę, którą mieli postępować. Gdy zaś wojsko to uderzyło na zebranych we wsi ludzi, w stoczonej bitwie jednych zabito, drugich zmuszono do ucieczki, wielu zaś wzięto do niewoli. Najzacniejszych z nich i najbardziej wpływowych z tych, których schwytano w ucieczce, Piłat kazał stracić. Po stłumieniu buntu rada Samarytan udała się do byłego konsula Witeliusza, zarządcy Syrii, zanosząc skargę na Piłata o wymordowanie tych, którzy wówczas zginęli. Nie dlatego – mówili – zebrali się w Tiratanie, aby podnieść bunt przeciw Rzymianom, lecz aby uciec przed gwałtami Piłata. Witeliusz tedy posłał swego przyjaciela Marcellusa, aby objął zarząd nad Judeą, a Piłatowi kazał odjechać do Rzymu, aby przed Cezarem usprawiedliwił się z zarzutów poniesionych przez Samarytan. Tak po dziesięciu latach spędzonych w Judei Piłat podążył do Rzymu na rozkaz Witeliusza, któremu nie śmiał się sprzeciwić. Lecz nim przybył do Rzymu, nastąpił zgon Tyberiusza ( Ant 18, 4, 1 -2 ).
    Tym razem Piłat uderza zdecydowanie w najprawdopodobniej w jakieś zgromadzenie pseudo – mesjańskie Samarytan. Fragment niezwykle istotny dla zrozumienia Piłata, po pierwsze jest on niesamowicie zorientowany w tym co dzieje się w rozmaitych sektach i ugrupowaniach żydowskich i na podstawie tych wiadomości – zapewne pochodzących od płatnych informatorów – podejmuje wiążące decyzje. Nie wystarcza mu sama masakra zgromadzonych, dokonuje on przede wszystkim późniejszych egzekucji przywódców, chcąc sparaliżować cały ten ruch. W ostatecznym rozrachunku pomylił się on tu dlatego, że Samarytanie byli dość lojalni wobec władzy rzymskiej i mieli tam swoje wpływy. Bezlitosna masakra i seria egzekucji doprowadziła do tego, że Witeliusz zdeponował Piłata z urzędu i wysłał go do Rzymu, aby tam wytłumaczył się przed cesarzem ze swego postępowania. Z relacji Flawiusza wiemy, że nie zdążył tego zrobić, ponieważ Tyberiusz w trakcie podróży Piłata zmarł.
    „Wskutek doniesienia najznakomitszych u nas mężów, Piłat zasądził go ( Jezusa – przyp. aut. ) na śmierć krzyżową” ( Ant 18, 63 ).
    W świetle świadectw Flawiusza jest to bardzo prawdopodobne. Galilejczyk jako przywódca grupy z której część widziała w nim Mesjasza oraz jako winny rozruchów na Dziedzińcu Pogan wpadając w ręce Piłata był już martwy – taka decyzja przyszła mu bez trudu. Tym bardziej, że tuż przed egzekucją Jezusa z Nazaretu dopuścił się masakry grupy galilejskich pielgrzymów idących z ofiarami albo nawet doszło do tej zbrodni w trakcie dokonywania ceremonii religijnej ( Łk 13, 1 – 2 ). Na pewno nie chciał go uwolnić, bo uzyskałby to bez większych problemów. Mógłby powiedzieć, że ukrzyżuje Jezusa a następnie go wypuścić ( po pewnym okresie ), przełożyć proces na inny termin lub też zaaresztować Nazarejczyka i poprowadzić dłuższe dochodzenie. Znany był z tego, że posiadał wiele sprytu i pomysłów ( wnoszenie symboli nocą, przebranie legionistów za Żydów ), które mogły zostać wykorzystane przez przebiegłego prefekta. Tymczasem efekt spotkania Jezusa i Piłata w świetle jego dotychczasowego postępowania zgadza się całkowicie z jego metodami egzekucji przywódców. Jeśli chodzi o Piłata to mamy także jego opisy pochodzące od współczesnego mu Filona z
    Aleksandrii. Choć są one może trochą bardziej emocjonalne to dopełnią obrazu prefekta, który staramy się jakoś odtworzyć. Filon zdaje relacje z przebiegu poselstwa Agryppy I do cesarza Kaliguli a następnie przytacza treść listu, który pierwszy z nich skierował do władcy Rzymu:
    „Wśród namiestników, których wysłał, znajdował się Piłat mający sprawować urząd w Judei. Ów człowiek, nie tyle po to, aby uczcić Tyberiusza, ile aby obrazić naród, ofiaruje w pałacu Heroda, położonym w Świętym Mieście, pozłacane tarcze, na których nie było podobizny, ani nic co byłoby zakazane, a tylko niezbędny napis zawierający nazwisko autora dedykacji oraz informację na czyją część powstała. Skoro tylko tłum się o tym dowiedział – wieść bardzo szybko się rozniosła – ludzie prosili na rzeczników czterech synów królewskich, którym nie brakowało ani rangi ani godności, a także wszystkich potomków oraz dworskich notabli. Domagali się przy tym podjęcia jakichś decyzji dotyczących tarcz oraz nie zmieniali zwyczajów odziedziczonych po przodkach, które to zwyczaje w poprzednich wiekach nie były naruszane ani przez królów, ani przez cesarzy. A ponieważ ostro odmawiał, gdyż miał nieugięty charakter i co więcej był zuchwały i opryskliwy – zawołali: „ Nie wzniecaj buntu, nie wywołuj wojny, nie burz pokoju; pogarda dla praw starożytnych nie jest sposobem na uczczenie cezara. Nie używaj jako pretekstu Tyberiusza, aby znieważyć nasz
    naród; on sam nie chce znieść żadnego z naszych zwyczajów. Jeśli chcesz to zrobić, pokaż jakiś dekret, rozporządzenie, albo jakiś dokument tego typu, abyśmy zamiast cię niepokoić, wybrali poselstwo i przedstawili naszą skargę temu, który jest władcą”. Oburzyły go zwłaszcza te ostatnie
    słowa. Bał się, że gdyby rzeczywiście wysłali poselstwo dostarczyliby dowody jego karygodnego zachowania opisując szczegółowo jego sprzeniewierzenia, przemoc, grabieże, tortury, serie egzekucji bez sądu, jego straszliwe nie mające końca okrucieństwo. Przy całej swojej niechęci i właściwej sobie mściwości czuł się zakłopotany nie śmiąc zabrać tych przedmiotów teraz kiedy były one ofiarowane i nie chcąc robić nic co mogłoby się podobać jego podwładnym. Z drugiej strony nie wiedział o bezkompromisowości Tyberiusza co do tych spraw. Mimo iż żałował tego co zrobił nie chciał tego okazać. Widząc to notable piszą list do Tyberiusza, w którym błagają go uporczywie. Jakimże tonem Tyberiusz wymówił imię Piłata kiedy skończył czytać list! I z jakimi groźbami! Do jakiego stopnia uniósł się gniewem on, który rzadko wpadał w złość; nie warto o tym mówić. Fakty mówią same za siebie. Tyberiusz istotnie odpowiada natychmiast nie czekając nawet jutra, czyniąc mu przy tym wiele wyrzutów, potępiając tę zuchwałą ekstrawagancję i rozkazując zabrać natychmiast tarcze i przenieść je ze stolicy do Cezarei Nadmorskiej, która od imienia pradziadka nosiła nazwę Sebeste, aby były one tam ofiarowane w świątyni Augusta. W ten sposób ustalono równocześnie cześć należną Cezarowi oraz prastary zwyczaj naszego miasta ( Filon z Aleksandrii, Legatio ad Gaium, 299 – 305; cyt. za: J. Ciecieląg, Poncjusz Piłat. Prefekt Judei, Kraków 2003, s.53 – 54 ).
    Piłat znów ignorując powszechne zwyczaje żydowskie umieszcza w Pałacu Heroda tarcze wotywne poświęcone cesarzowi. Na tarczach tych nie było jakichkolwiek podobizn; protest jedynie mogły wywołać jakiejś inskrypcje, których treści obecnie nie da się ustalić. Piłat pozostaje nieugięty
    do końca pomimo iż Żydzi zagrozili mu interwencją u samego cesarza! Dopiero na jego wyraźne polecenie usuwa tarcze z Jerozolimy natomiast protest żydowski ignoruje. Dowiadujemy się z tej cennej wzmianki, że sam Piłat prowadził politykę grabieżczą ( w przypadku namiestników
    rzymskich, to nie jest nic dziwnego ), słynąc z okrucieństwa i serii egzekucji bez sądu. Zwraca uwagę w tym fragmencie przypisanie Piłatowi nieugiętego charakteru co w konfrontacji z innymi relacjami wydaje się jego cechą szczególną. Ten jeden raz kiedy w przypadku sztandarów musiał
    ustąpić, nauczył go właściwego podejścia i następnym razem był on już przygotowany na złamanie oporu w sposób, który nie mógł mu zaszkodzić. Planowość tych dwóch dyptyków ( Flawiusz obie relacje podaje jedna po drugiej, na zasadzie paralelizmu ), prowadzi nas do wniosku, że informacja
    o mściwości Piłata nie jest nieprawdziwa ale ma mocne oparcie w jego czynach. Brak też w tych relacjach jakiejkolwiek interwencji Kajfasza; co w połączeniu ze wzmianką o wydaniu przez najwybitniejszych żydowskich mężów Jezusa z Nazaretu; każe zakładać, iż współpraca pomiędzynimi układała się nad wyraz dobrze. Piłat decydował o stanowisku arcykapłana a Kajfasz utrzymał się przez całą jego kadencję! `Wydaje się – wnioskuje Crossan – , że nie będzie niesprawiedliwym cynizmem, jeśli przyjmiemy, że Kajfasz i Piłat ściśle współpracowali, że ich współdziałanie często budziło sprzeciw Żydów i że w końcu dopiero interes Rzymu zadecydował o przerwaniu ich współpracy` ( Crossan1998:s. 194 ).
    Wzmianka Tacyta potwierdza bezpośrednią odpowiedzialność Piłata za śmierć Jezusa, którego mylnie nazywa prokuratorem: „Początek tej nazwie ( chrześcijan – przyp. aut. ) dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata” ( Roczniki 15, 44; tł. S. Hammer, Warszawa 1957, s. 461 ). Podsumujmy jaki obraz Poncjusza Piłata wyłania się dzięki starożytnym świadectwom:
    1) Nominacja w roku 26 po Chr. na prefekta Judei.
    2) Siedziba: hellenistyczne miasto Cezarea Nadmorska.
    3) Prawdopodobnie fundator odbudowy budynku dla żeglarzy w Cezarei Nadmorskiej.
    4) Akceptacja Kajfasza na stanowisku arcykapłana.
    5) Wniesienie wbrew zwyczajom żydowskim sztandarów z wizerunkiem cesarza.
    Zmiana decyzji pod wpływem możliwej konsekwencji masakry demonstrantów.
    6) Sprowadzenie wody do Jerozolimy na koszt świątyni. Protest złamany brutalnym
    pobiciem z licznymi ofiarami śmiertelnymi.
    7) Wniesienie tarczy wotywnych z inskrypcjami do Jerozolimy. Brak reakcji na protesty
    żydowskie; zmiana decyzji na wyraźne polecenie cesarza.
    8) Polityka grabieżcza.
    9) Serie egzekucji bez sądu.
    10) Masakra Galilejczyków w trakcie składania ofiar.
    11) Egzekucja Jezusa z Nazaretu po doniesieniu na niego przywódców żydowskich.
    12) Pacyfikacja samarytańskiego ruchu skupionego wokół jakiegoś proroka.
    13) Dalsze egzekucje uwięzionych zwolenników samarytańskiego charyzmatyka.
    14) Dymisja Piłata pod wpływem skargi Samarytan na okrucieństwo prefekta. Piłat historii jest nie do pogodzenia z Piłatem ewangelii. Za to musiał być lubiany przez legionistów rzymskich, ponieważ miał on tam zwyczaje żydowskie gdzie i oni je mieli:
    „I tak w Święto Przaśników zebrała się rzesza ludu w Jerozolimie (…). Wtedy to jeden żołnierzy uniósł szatę i pochyliwszy się, wystawił bezwstydnie do Żydów siedzenie, wydając właściwy tej postawie dźwięk ( Bell 2, 224 – 225; por. Ann 20, 106 – 112 ). Takiej historii Panie Grzegorzu na RELIGII Pana nie uczyli! Dlaczego?

  44. Panie Andrzeju,
    Na religii mnie tego nie uczyli, natomiast na historii owszem. Dziękuję za przybliżenie sylwetki Piłata chociaż są to sprawy już mi znane. W moim pytaniu nie chodziło o uporczywe lansowanie tezy mówiącej że ewangeliczny opis męki jest wiernym zapisem historycznym, o co zdaje się mnie Pan podejrzewać. Zastanawiam się raczej czy są jakieś ustalenia historyków co do tego jak mogła ona wyglądać w rzeczywistości. Przepraszam muszę wracać do pracy. Pozdrawiam

  45. Pani Justyno zacznijmy rozstrzyganie tych kwestii chronologicznie, a więc od nielicznych wzmianek o Jezusie w przekazach historycznych. Gdybyśmy zapytali Euzebiusza jakie zna teorie na temat pochodzenia Jezusa odpowiedziałby nam, że ebionici: „Uważali Jezusa za istotę prostą i pospolitą, tylko za człowieka, który dostąpił sprawiedliwości doskonałością życia swojego, a narodził się ze związku Marii z mężczyzną. (…) Prócz tych byli jeszcze inni tej samej nazwy, którzy się wprawdzie ustrzegli powyższych niedorzeczności i nie przeczyli, że się Pan narodził z Dziewicy i z Ducha Świętego” ( HE III, 27, 1 ). Euzebiusz wierzył, że Jezus narodził się w cudowny sposób z Marii, dziewicy w Betlejem opierając się na relacjach Ewangelistów: Mateusza i Łukasza. Gdy chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej zwolenników, uczony i biegły w filozofii platońskiej Celsus napisał antychrześcijański traktat „Słowo Prawdy”. Traktat ten napisany w roku 178 przetrwał do naszych czasów tylko we fragmentach. Właściwie zawdzięczamy to wybitnemu teologowi chrześcijańskiemu Orygenesowi, który polemizując z Celsusem cytował z jego dzieła obszerne fragmenty. Celsus do swej księgi
    wprowadził postać fikcyjnego Żyda, który przedstawił zupełnie inną wersję: „Matka Jezusa została wypędzona przez swego męża, cieślę, pod zarzutem cudzołóstwa, gdy była brzemienna po stosunku z żołnierzem niejakim Panterą” ( Contr. Celsum 1, 32).
    Istnieją więc trzy teorie na temat pochodzenia Jezusa:
    a) Jezus zrodzony z Marii dziewicy przez interwencję Boga, bez udziału mężczyzny – jego
    opiekun Józef jest ojcem przybranym (Ewangeliści Mateusz i Łukasz).
    b) Jezus zrodzony z Marii i mężczyzny w naturalny sposób (ebionici).
    c) Jezus zrodzony z Marii i legionisty rzymskiego Pantery (Celsus).
    Zwolennicy trzeciej tezy powołują się na fakt, że jako jedyni posiadają na poparcie swojej wersji źródło niepisane w postaci monumentu rzymskiego żołnierza Abdesa Pantery. Czego dowiedziano się o tym człowieku? Przede wszystkim to,że obywatelstwo rzymskie otrzymał za panowania Tyberiusza w nagrodę za 25 lat służby; pomiędzy 19 a 37 n. e. Na pamiątkę tego wydarzenia przybrał pierwsze człony swojego imienia. Służył w Pierwszej Kohorcie
    Łuczników, która do 9 n. e stacjonowała w Syrii a w późniejszych latach stacjonowała w prowincji Germania Superior. Czyżby rozwiązano zagadkę ojcostwa Jezusa? Jak wynika z kolei losów legionisty Pantery stacjonował on w okresie poczęcia Jezusa w okolicy Galilei. Mielibyśmy świadectwo pisane w literaturze starożytnej a teraz nawet dowód materialny w postaci monumentu. Argumentacja dowodowa jest na tyle solidna, iż należy zatrzymać się tu na chwilę i wyjaśnić tą dziwną sprawę. Celsus mógł dla skompromitowania religii chrześcijańskiej sięgnąć do fikcji literackiej. Spróbujmy jednak poszukać możliwych źródeł pogłoski, którą przedstawia Celsus.
    Tosefta Chullin 2, 23
    „Zdarzyło się, że rabin Eleazar Ben Dama został ukąszony przez węża i Jaakow ze wsi Sechania przybył uleczyć go
    w imieniu Jeszu Ben Pandiry, ale rabin Jiszmalel go do niego nie dopuścił.
    To tutaj napotykamy wzmiankę o Jezusie synu Pandiry (Jeszu ben Pandira)”.
    Brzmi bardzo podobnie jak Pantera wspomniany przez Celsusa a w niektórych manuskryptach Talmudu mamy warianty z Panterą. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że Celsus wiedzę o pochodzeniu Jezusa czerpał w środowisku żydowskim. W cytowanym fragmencie Jakub z Sechania chce uzdrowić kogoś w imieniu Jezusa syna Pandiry lecz zostaje powstrzymany. Dlaczego?
    „Nie można mieć nic wspólnego z minim ani być przez nich uzdrawianym, nawet gdyby się miało zyskać choć godzinę życia. Przypadek Ben – Damy, siostrzeńca Rabbiego Iszmaela, którego ukąsił wąż. Przyszedł Jaako`w, min z K`far-Sechanii, aby go uzdrowić (Awoda Zara 27b;).
    Minim oznacza heretyka i odstępcę. Zasadniczą modlitwą Żydów w synagodze jest Szemon Esre czyli osiemnaście błogosławieństw. Modlitwa ta została zredagowana w dwóch wersjach: palestyńskiej i babilońskiej i odmawiano ją trzy razy dziennie. Rabbi Gamaliel II około roku 90 dodał do niej birkath – ha – minim :
    „Niech przepadną w oka mgnieniu nazarejczycy [ =Nocerim ] i minim [ =heretycy ], niech będą wymazani z księgi żywota i ze sprawiedliwymi niech nie będą wpisani”.
    Termin Nocerim odnosi się do nazarejczyków, żydowskich wyznawców Jezusa z Nazaretu, co zgadzałoby się z niechętną reakcją na próbę uleczenia przez Jakuba w jego imieniu. Dalszy ustęp nie pozostawia już żadnej wątpliwości:
    „Szedłem kiedyś główną ulicą Sefforis i spotkałem ucznia Jeszuy Nazarejczyka, któremu było na imię Jakub, i który pochodził z Kefar Sechanya. Rzekł on do mnie: W twojej Torze napisane jest „Nie będziesz zanosił na ofiarę zapłatę nierządnicy”, lecz czy można by za nią zbudować wychodek dla najwyższego kapłana? Nic mu nie odpowiedziałem”.
    Przytoczony fragment jednoznacznie wskazuje, że Jakub był uczniem Jezusa Nazarejczyka nazywanego w innym miejscu Jezusem, synem Pandiry. Zajmuje on się interpretacją Tory i uzdrawianiem. Osoby, które są wymieniane w otoczeniu Jakuba wskazują iż działał on na przełomie I i II wieku n. e. Nie jest więc to przekaz będący zbliżony chronologicznie do czasów kiedy miał działać Jezus z Galilei ( początek I wieku n. e. ). Dzięki niemu dowiadujemy się jedynie, że w okresie 100 roku i później działał w imieniu Jezusa jakiś Żyd. Mamy tutaj jednak nawiązanie do postaci Jezusa Nazarejczyka. Z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że chodzi tu o Jezusa z Nazaretu, ponieważ w midraszu opuszczono jego imię i określono go jako ktoś – tam ( hebr. peloni ). Tradycja mówiła, że imię Jeszu to skrót : Immach szemo we – zikro (niech imię jego i pamięć zostaną wymazane). W przekazie jednak w jednej z anegdot Jezus został nazwany synem Pandiry – Dlaczego?
    Talmud Szabat 104b, Sanhedryn 67a :
    „Jest nauczane: Rabin Eliezer powiedział mędrcom: czyż nie Ben Stada przyniósł ze sobą czarnoksięstwo z Egiptu, które zostało nacięte na jego skórze? Oni powiedzieli do niego: on był głupcem, a wy nie powinniście przynosić dowodu od głupca. Ben Stada to Ben Pandira. Rabin Chisda powiedział: mężem był Stada, a kochankiem Pandira. Nie, mężem był Pappos Ben Jehuda a matką była Stada.
    Nie, matką była Miriam – damska fryzjerka i była nazywana Stada. Jak mówimy w Pumbedita: ona się odwróciła
    [Stat Da] od swojego męża”.
    Tutaj mamy już troszeczkę więcej danych. Ojczymem Ben Stady jest Pappos ben Jehuda a jego matką fryzjerka – Maria. Papposa ben Jehudę można umiejscowić w odpowiedniej warstwie chronologicznej. Działał wraz z rabinem Akiwą (40 – 137 n. e.) i zginęli obaj zamordowani przez Rzymian (Talmud Brachot 61b). Ben Stada żyje zatem w II wieku i nie można go identyfikować z Jezusem z Nazaretu. Jeśli nauczyciel Jakuba z Kefar Sechanii został nazwany Jezusem synem Pandiry a następnie Jezusem Nazarejczykiem to był to celowy zabieg mający skompromitować tego drugiego. Chciano, aby był on identyfikowany z talmudycznymi wzmiankami, które dotyczą zupełnie innej osoby i trzeba przyznać, że był to zabieg udany. Rozstrzygnięcie tej kwestii jest związane z następnym cytatem:
    Talmud Sanhedryn 67a
    „Jest nauczane: dla wszystkich innych, którym grozi kara śmierci [z wyjątkiem tych, którzy dopuścili się bałwochwalstwa] nie ukrywamy świadków. Jak oni postępują ze [zwodzicielem]? Zapalają dla niego lampą w wewnętrznej komnacie i umieszczają świadka w sąsiedniej komnacie, żeby oni go widzieli i słyszeli, a żeby on ich tylko słyszał, ale nie widział. Jeden mówi do niego „powiedz mi jeszcze raz to, co powiedziałeś mi na osobności” a on to mu mówi. On mówi : „jak możesz wyrzec się Wiekuistego w niebiosach i uprawiać bałwochwalstwo”. Jeśli się nawraca, to dobrze. Jeśli mówi „to jest nasza powinność i musimy to robić”, to wtedy świadek, który słyszy go z drugiej komnaty zaprowadza go przed sąd i kamienuje go. I to właśnie uczynili z Ben Stadą w Lud i stracono go w przeddzień Pesach”.
    To opis egzekucji Ben Stady, który żył 100 lat po Jezusie. Został on ukamienowany a nie ukrzyżowany. Zarzuty jakie mu postawiono to bałwochwalstwo. Część egzegetów chrześcijańskich następny fragment łączy z opisem egzekucji Jezusa:
    Talmud Sanhedryn 43a
    „Jest nauczane: na dzień przed Pesach stracono Jeszu, a herold na czterdzieści dni przed egzekucją chodził i
    rozgłaszał, że ” [Jeszu] zostanie ukamienowany za uprawianie czarnoksięstwa i prowadzenie Izraela na manowce.
    Każdy kto ma coś na jego obronę powinien się pojawić, by oczyścić go z zarzutów”. Ale nikt się nie pojawił i
    stracono go na dzień przed Pesach.
    Ulla powiedział: Czy powinniśmy szukać okoliczności, by go ułaskawić? On był zwodzicielem, a Wiekuisty powiedział (Księga Powtórzonego Prawa 13:9) „nie okazujcie mu litości i zrozumienia, nie osłaniajcie go”. Jeszu był inny, bo miał koneksje w rządzie”.
    Z treści wynika, że skazany tutaj na śmierć miał jakieś powiązania z ludźmi zajmującymi jakieś wpływowe stanowiska w ówczesnych władzach. Upodabnia natomiast tę historię ze zdarzeniami w których uczestniczył Jezus termin śmierci. Dzień przed paschą jest terminem egzekucji Jezusa w wersji Ewangelii Piotra i Jana. W przypadku Galilejczyka w żadnej z relacji nie spotykamy się z poszukiwaniem okoliczności łagodzących. Tak więc opisu tej egzekucji nie należy łączyć z Jezusem z Nazaretu. W Talmud Sanhedryn 107b, Sotah 47a spotykamy Jeszu, który występuje z przydomkiem Nocri ale jak dowodzą interpretatorzy Talmudu jest to późniejsza interpolacja (Menachem HaMeiri, Beit Habechirach, Sotah). Występuje ona tylko w jednym z czterech najważniejszych rękopisów Talmudu. Spotykamy się tutaj znowu z próbą utożsamienia Jezusa z Nazaretu z człowiekiem, który jak wynika z Talmud Sanhedryn 107b, Sotah 47a żył co najmniej sto lat przed nim. Gershon Tannenbaum wiąże tą historię z panowaniem Jana Hyrcanusa
    za którego zdarzył się przypadek obrażenia go przez jednego z faryzeuszy. Wtedy saduceusze skłonili go do zabijania rabinów wywodzących się z faryzeuszy. Niektórzy z nich wśród, których był i Jeszu uciekli do Egiptu. Po powrocie z wygnania Jeszu wskutek nieporozumienia został wyklęty przez Jehoszuę Ben Perachiaha i w końcu stworzył własną sektę. Działalność ta doprowadziła w konsekwencji do jego egzekucji.
    Talmud opisuje zatem dwóch Jezusów, których można zaklasyfikować następująco:
    1) Jeszu Ben Pandira -Uczeń rabina Jehoszuy Ben Perachiaha
    -80 r. p. n. e. -Uciekł przed prześladowaniem do Egiptu, a po powrocie został bałwochwalcą-Stracony na dzień przed świętem Pesach( Paschy)-Miał znajomych we władzach-Miał pięciu uczniów też straconych-Jego nauczanie pozostało popularne do czasów rabina Jiszmaela, który zmarł w 133 roku naszej ery.
    2) Jeszu Ben Stada- 100 r. n. e.- Czasami nazywany Ben Pandira, ale głównie Ben Stada- W Egipcie nauczył się magii- Matka jego nazywała się Miriam, i była fryzjerką, nazywano ją Stada- Ojcem był Pandira-Ojczymem był Pappos Ben Jehuda- Stracony w Lud za bałwochwalstwo na dzień przed Pesach (Paschą).
    Właściwie zgadzam się z podziałem postaci, autorstwa Studenta Gila. Natomiast uważam za G. Vermes`em, że anegdota z Jakubem z Kefar Sechanii jest związana z charyzmatycznym żydowskim wyznawcą Jezusa z Nazaretu (Vermes Geza, Kto był kim w czasach Jezusa, Amber, Warszawa 2006.:s. 119 – 120). Część badaczy identyfikuje Ben Stadę z Shabbath 104b z Jezusem ale są to tylko spekulacje i nigdy nie dowiedziono tych skojarzeń w sposób, który by nie wzbudzał wątpliwości ( Herford Robert Travers, Christianity in Talmud and Midrasch,Ktav Publisching House, New York1975.s. 35 – 41).
    Celsus gdy zetknął się w żydowskiej tradycji ustnej z opowiadaniami na temat Jeszu powiązał je z Nazarejczykiem i przygotował oszczerczy pamflet. Wystarczy uważnie przeczytać wybrany przeze mnie fragment traktatu Celsusa a stanie się to oczywiste:
    Jezus „podaje się kłamliwie za syna dziewicy, podczas gdy w rzeczywistości urodził się w jakiejś zapadłej wsi żydowskiej jako syn miejscowej biednej wyrobnicy”.Twierdzi też, że „jej mąż cieśla, wypędził ją, gdy jej dowiódł cudzołóstwa, a ona, wygnana przez męża i zhańbiona tułała się po świecie, aż potajemnie urodziła Jezusa. Jezus zaś przyparty biedą najął się do pracy w Egipcie, gdzie zapoznał się ze sztuczkami magicznymi, jakimi chełpią się Egipcjanie, a po powrocie do ojczyzny popisywał się tymi sztuczkami i zaczął się głosić Bogiem” ( Contr. Celsum 1, 28 ).
    Plotka ta zaczęła żyć swoim życiem i gdy Celsus zbierał materiały do swojego dziełka i rozmawiał z Żydami na pewno ją usłyszał. Była na tyle skandaliczna i stawiała założyciela chrześcijaństwa w tak złym świetle, że włączył ją do tekstu. Odkrycie steli nagrobnej Abdesa Pantery to po prostu czysty przypadek. Dlaczego jednak część środowisk żydowskich chciała zdyskredytować Jezusa z Nazaretu wiążąc go z postaciami o złej reputacji i czy można to jakoś udowodnić? W celu rozstrzygnięcia tej kwestii należy skierować się w kierunku ruin pałacu Heroda Wielkiego gdzie odkryto bardzo ciekawe rysunki znajdujące się w kwaterze czwartej tepidarium w Herodium. Najbardziej interesującym rysunkiem jest przedstawienie osła który patrzy w kierunku rosnącej rośliny. Pod nim znajduje się ciąg liter ICX a co najciekawsze pomiędzy tym monogramem a osłem znajduje się fallus spoczywający w pochwie. Skrót łatwo rozszyfrować: I(esou)C X(ristos). Wizerunkiem osła na oznaczenie chrześcijan posługiwano się nie tylko tutaj ale również i w Rzymie. Na Palatynie graffiti przedstawia głowę osła na krzyżu wraz z napisem „Alexamenos adoruje Boga”. Rysunki z graffiti pochodzą z okresu powstania żydowskiego pod wodzą Bar Kochby ( 132 – 135 n. e.), który przez rabbiego Akibę został ogłoszony Królem – Chrystusem. Justyn poświadcza, że w trakcie powstania doszło do prześladowania żydowskich wyznawców Jezusa ( Justyn Apol. I, 31; PG 6, 376). Rysunki wyśmiewające Jezusa są niemym świadectwem chęci skompromitowania nowego ruchu, które najlepiej było osiągnąć atakując tego, który stał u jego
    podstawy. W jakimś więc sensie wszystko to wspiera tezę, że w środowisku żydowskim uważano Jezusa za postać historyczną, którą wiązano z magią a pogłoski o jego dziewiczym poczęciu chciano skompromitować wiążąc go z Jezusem Ben Stadą pochodzącym z nielegalnego związku.
    Wszystkie te plotki i dziwne powiązania znalazły ujście w XIV wiecznej żydowskiej opowieści o Jezusie „Toledot Jeszu”, która sięga po wszystkie omawiane motywy. Prawdopodobnie część z tych opowieści krążyła najpierw w formie ustnej. Jezus jest w niej nieślubnym dzieckiem Józefa Pandery, który w uzdrawianiu posługuje się Imieniem Bożym oraz heretykiem skazanym na zasłużoną śmierć. Toledot Jeszu zamyka historię plotki i dziwnych powiązań, którą można prześledzić od II wieku: z tradycji ustnej żydowskiej dowiaduje się o niej Celsus i zamieszcza ją w swojej apologii. Z oskarżeniem Jezusa o jego pochodzenie spoza małżeńskiego łoża spotyka się Tertulian [(150 – 240)De Spectaculis,30, 6]. Zna je także apokryficzna Ewangelia Nikodema (IV wiek). W Didaskaliach Jakuba tekście napisanym w 634 r. matka Jezusa jest córką Joakima, syna Pantery a Jan Damasceński (ok. 675 – ok. 749) utrzymuje, że dziadkiem Marii był Pantera ( De fide orthodoxa, 4, 14 ). Współcześni zwolennicy tej teorii wpadli w sidła, które zastawiono w starożytności.
    Józef Flawiusz; ( ur.37 – zm. po 94 n. e. ) Poznanie życia i okoliczności w których przyszło Jezusowi działać i żyć w dużej mierze jest możliwe dzięki pismom Józefa Flawiusza. Jest on najważniejszym historykiem żydowskim opisującym czasy I w. n. e. Urodził się ok. 37 r. w Jerozolimie, tam też zdobył wykształcenie i zetknął się z naukami saduceuszy, faryzeuszy i esseńczyków. Pochodził z rodziny kapłańskiej a mając szesnaście lat udał się po nauki do pustelnika Bannusa i przebywał u niego trzy lata ( Autobiografia 11 ). Jako 29 letni mężczyzna ( 66 r. n. e. ) w chwili wybuchu wojny przeciwko Rzymianom został mianowany przywódcą powstańców w Galilei a pełnił tą funkcję do roku 67. W tym, bowiem to roku został schwytany przez Rzymian i wkradł się w łaski Wespazjana, który został obwołany cesarzem rzymskim ( Flawiusz przepowiedział Wespazjanowi tą zmianę losu ). Po wojnie Flawiusz udał się do Rzymu i dzięki protekcji Wespazjana a potem jego kolejnych następców mógł w spokoju zająć się pracą pisarza. Jego perypetie życiowe są bardzo ciekawe i można by bardzo długo o nim pisać, my musimy jednak zająć się zupełnie inną kwestią i odpowiedzieć sobie na dwa ważne pytania. Jakie dzieła napisał Józef Flawiusz i na ile są one wiarygodne? Flawiusz napisał: Wojnę żydowską, Dawne dzieje Izraela, Autobiografię oraz traktat Przeciw Apionowi, czyli o dawności narodu żydowskiego. Kilka jego dzieł zaginęło min. O Bogu, Jego istocie i prawach. Opinie historyków na temat jego wiarygodności są bardzo rozbieżne1, jednak dzięki niemu mamy wiadomości o czasach Jezusa z pierwszej ręki a na dodatek z punktu widzenia historyka nie chrześcijańskiego. Nie możemy zapominać, że Józef Flawiusz był wierzącym Żydem. W Autobiografii posiadamy opis Galilei i charakter jej mieszkańców z lat 66/67, a więc z czasów niezbyt odległych od okresu działalności Jezusa. Natomiast Wojna żydowska opisuje zmagania wojenne Żydów i Rzymian rozpoczęte w 66 roku. Monumentalne dzieło Dawne dzieje Izraela interesuje nas najbardziej, ponieważ zawiera dwie wzmianki na temat Jezusa. Pierwsza z nich uważana za autentyczną przez większość historyków, opisuje śmierć Jakuba z polecenia arcykapłana Ananosa, syna Ananosa inaczej mówiąc Annasza.
    „Młodszy Ananos / Annasz /, który (…) otrzymał godność arcykapłańską (…). Należał do sekty Saduceuszy, którzy wyróżniali się spośród innych Żydów surowością poglądów (…), zwołał sanhedryn i stawił przed sądem Jakuba, brata Jezusa zwanego Chrystusem, oraz kilku innych. Oskarżył ich o naruszenie prawa i skazał na ukamienowanie. Lecz szlachetniejsi obywatele miasta i gorliwi strażnicy Prawa oburzyli się tym postępkiem” (Ant 20, 200).
    Po śmierci prokuratora Festusa w roku 62 n. e. Jakub zostaje skazany przez sanhedryn i ukamienowany. Flawiusz określa go bratem Jezusa i dodaje, że był on zwany Chrystusem. Czy tą wzmiankę można jakoś potwierdzić? Znał ją Orygenes ( 248 r. n. e. – Contr. Celsum 1, 47; 2, 13 ) stwierdzając jednocześnie, że Flawiusz nie wierzył iż Jezus był Chrystusem. Dlatego też większość współczesnych badaczy uważa ten tekst za autentyczny a zastrzeżenia zgłaszane wobec niego są przez historyków ignorowane i uważane za niepoważne. Pewne wątpliwości nasuwa jedynie wzmianka Euzebiusza ( HE II, 23, 19 – 20 ), który zna ten tekst wraz z interpretacją Flawiusza jakoby karą za śmierć Jakuba było zburzenie Świątyni w 70 r. n. e. Obecny tekst, który posiadamy nie zawiera tej frazy. Jednak kompozycja całego ustępu Flawiusza harmonizuje się idealnie z całością a różnorakie chrześcijańskie interpolacje, które mogły znajdować się w starożytnych odpisach Flawiusza nie przekreślają autentyczności opisu śmierci Jakuba, brata Jezusa, który właśnie w tej wersji nie zawiera nic nieprawdopodobnego i nie zdradza jakiejkolwiek ręki chrześcijańskiego interpolatora.
    Drugi opis Jezusa jest znacznie obszerniejszy i znamy go w dwóch wersjach. Relacji tej nadano nazwę Testimonium Flavianum ( Ant 18, 63 ):
    1)”W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry, jeżeli w ogóle można go nazwać człowiekiem. Czynił bowiem rzeczy niezwykłe i był nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmowali prawdę. Poszło za nim wielu Żydów, jako też pogan. On to był Chrystusem. A gdy wskutek doniesienia najznakomitszych u nas mężów Piłat zasądził go na śmierć krzyżową, jego dawni wyznawcy nie przestali go miłować. Albowiem trzeciego dnia ukazał się znów jako żywy, jak to o nim oraz wiele innych zdumiewających rzeczy przepowiadali boscy prorocy. I odtąd aż po dzień dzisiejszy istnieje społeczność chrześcijan, którzy od niej otrzymali tę nazwę” [ Tekst ten znajduje się we wszystkich manuskryptach Antiquitates. Najstarsze rękopisy Antiquitates są oddalone o około 500 lat od powstania autografu a większość kopii pochodzi ze średniowiecza. – por. : E. Dąbrowski, Kodeksy,
    wydania i przekłady „Antiquitates Iudaicae”, w: Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, red. E. Dąbrowski, Poznań – Warszawa – Lublin 1979, s. 53 – 68. Kodeksy średniowieczne: Ambrosianus (XI w.), Vaticanus (XIV
    w.),Mediceus (XV w.)].
    2) W tym czasie żył człowiek mądry, zwany Jezusem. Jego postępowanie było dobre i był on znany z cnoty
    [ lub: jego wykształcenie/wiedza była wybitna ] . I wielu ludzi spośród Żydów i innych narodów zostało jego
    uczniami. Piłat skazał go na ukrzyżowanie i śmierć. Ale ci, którzy zostali jego uczniami, nie zarzucili jego nauki.
    Donieśli, że pojawił się im w trzy dni po jego ukrzyżowaniu i że był żywy; stosownie do tego był zapewne
    Mesjaszem, o którym prorocy opowiadali cuda (arabska wersja zachowana w Kitab al`Unwan, spisana w
    połowie X wieku przez Agapiusza, biskupa Hierapolis ).
    Istnieją liczne przesłanki, które mogą wskazywać, iż wzmianka ta została sfałszowana i włączona do tekstu przez chrześcijańskich kopistów. O co w tym wszystkim chodzi? Gdy chrześcijaństwo zdobywało coraz więcej zwolenników i niektórzy spośród nich zaznajamiali się z dziełami Flawiusza mogło zastanawiać ich dlaczego tak wybitny historyk tak mało pisze o ich ukochanym nauczycielu. Rozpoczęli zatem wstawiać w tekst liczne interpolacje. Miały one przekonać niezdecydowanych jeszcze pogan i Żydów do przejścia na chrześcijaństwo. We wzmiance tej Flawiusz jakoby miał stwierdzić, że Jezus był Chrystusem. Jest to oczywiście nonsens; Józef do końca życia pozostał prawowiernym Żydem nie mógłby więc napisać takiego stwierdzenia.
    Kiedy zatem dokonano tego fałszerstwa? Gdy Euzebiusz z Cezarei będzie pisał swoją Historię Kościoła po roku 300 cytuje już Flawiusza ze stwierdzeniem, iż jest on Chrystusem (HE I, 11, 6 – 7). Natomiast Orygenes piszący na przełomie II i III wieku zarzuca Flawiuszowi, że nie wierzy w Jezusa jako Mesjasza ( Cont. Celsum 1, 47; 2, 13 ). Wstawka musiała zatem być uczyniona w III wieku. Skoro już ustaliliśmy, że Testimonium Flavianum było poddane zabiegom fałszerskim to czy nie powinniśmy w całości odrzucić tego świadectwa. Otóż ten sporny tekst poprzedza wzmiankę
    Flawiusza na temat Jakuba. Nazywa on jego w tym tekście bratem Jezusa zwanego Chrystusem. Nazwanie go w ten sposób właściwie nie miałoby sensu jeśli wcześniej w tekście nie pozostawiłby jakiejś informacji na temat Jezusa. Większość badaczy nie kwestionuje autentyczności tego tekstu,
    twierdzą jedynie, że był on na pewno ulepszony przez chrześcijan ( C. Martin, A. Pelletier, K. Linck, J. A. Muller, R. Eisler, H. Leclercq, H. St. J. Thackeray, J. D. Crossan, G. Vermes, R. Laquer, E. Dąbrowski ). Musimy zatem spróbować zrekonstruować autentyczne słowa Józefa Flawiusza,
    uzgadniając je z jego poglądami oraz ze świadectwem Orygenesa, a także biorąc pod uwagę odnalezione różne wersje Testimonium Flavianum. Oto próba odtworzenia oryginalnego tekstu Flawiusza autorstwa Gezy Vermese`a:
    „W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry. Dokonywał niesłychanych czynów (i był nauczycielem ludzi,którzy z radością przyjmowali jego słowa). Podążało za nim wielu Żydów, jako też i pogan. Wskutek doniesienia przywódców naszego narodu Piłat zasądził go na śmierć krzyżową, lecz jego dawni wyznawcy nie przestali go miłować”.
    Wersja Vermese`a jest bardzo skrótowa a przede wszystkim nie harmonizuje się ze słowami Orygenesa, który zarzucał Flawiuszowi, że nie wyznawał w Jezusie Chrystusa. Swojego czasu zupełnie inną wersję przedstawił Jan Radożycki:
    „W tym czasie stał się [ przyczyną nowych zaburzeń niejaki ] Jezus, człowiek mądry, jeżeli w ogóle można go nazwać człowiekiem. Czynił bowiem rzeczy niezwykłe i był nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmują prawdę. Zjednał sobie wielu Żydów, jako też i Greków. On to [ uchodził za niego, lecz nie ] był Chrystusem. A gdy wskutek doniesienia najznakomitszych u nas mężów Piłat zasądził go na śmierć krzyżową, jego dawni miłujący go [uczniowie ] nie przestali [ o nim głosić, że ] trzeciego dnia ukazał im się znów jako żywy, co o nim, jak i wiele innych zdumiewających rzeczy przepowiedzieli boscy prorocy. I odtąd, aż po dzień dzisiejszy, istnieje plemię chrześcijan, którzy od niego otrzymali tę nazwę”.
    Z kolei w tej próbie oczyszczenia interpolacji razi pozostawienie wzmianki, która pośrednio sugerowałaby boskość Jezusa ( jeżeli w ogóle można go nazwać człowiekiem ). Radożycki stara się zachować jak najwięcej tekstu, lecz czy kopiści chrześcijańscy mieli, aż tyle skrupułów co nasz badacz? Crossan przeprowadza cenzurę z tym, że skala jej jest mniejsza aniżeli w przypadku Vermese`a:
    W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry. Czynił bowiem rzeczy niezwykłe i był nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmowali prawdę. Poszło za nim wielu Żydów, jako też pogan. A gdy wskutek doniesienia najznakomitszych u nas mężów, Piłat zasądził go na śmierć krzyżową, jego dawni wyznawcy nie przestali go miłować.I odtąd, aż po dzień dzisiejszy, istnieje społeczność chrześcijan, którzy od niego otrzymali tę nazwę ( J. D. Crossan, Kto zabił Jezusa. Korzenie antysemityzmu w ewangelicznych relacjach, Książka i Wiedza, Warszawa 1998, s. 16).
    I ta rekonstrukcja przysparza wielu problemów. Przede wszystkim Flawiusz raczej w negatywnym świetle przedstawiał wędrownych cudotwórców:
    „Pojawiła się inna banda złoczyńców, którzy mieli czystsze ręce, lecz jeszcze bardziej bezbożne zamysły i nie mniej niż mordercy zatruwali błogie życie miasta. Byli to włóczędzy i oszuści, którzy działając z natchnienia bożego wzniecali bunty i niepokoje, wprawiali lud w nastroje opętańcze i wyprowadzali na pustynię, gdzie rzekomo Bóg miał im okazywać znaki zapowiadające wolność ( Wojna żydowska 2, 258 – 259 ).
    Rekonstrukcja raczej powinna połączyć wszystkie te zależności:
    „W tym czasie [ pewien człowiek stał się przyczyną nowych zaburzeń, niejaki ] Jezus, jeżeli w ogóle można nazwać go człowiekiem. Czynił bowiem rzeczy [ które wprawiały] ludzi, [w opętańczy nastrój ] a zjednał [ tym ] sobie wielu Żydów jako też i Greków, [ którzy mniemali, że ] on to był Chrystusem. A gdy wskutek doniesienia najznakomitszych u nas mężów, Piłat zasądził go na śmierć krzyżową, jego dawni wyznawcy nie przestali go miłować. I odtąd, aż po dzień dzisiejszy, istnieje społeczność chrześcijan, którzy od niego otrzymali tę nazwę” ( rekonstrukcja uwzględniająca negatywną wzmiankę z „Wojny żydowskiej” na temat wędrownych cudotwórców ).
    Nie da się obecnie zrekonstruować Testimonium Flavianum w sposób, który zadowoliłby wszystkich uczonych. Pozostaje zatem pozostać przy wersji Vermese`a, która wzbudza najmniej wątpliwości i czekać na znalezienia kopii, która będzie bliższa czasowi autografu.
    Wzmianka Flawiusza pozwala na określenie pewnych ram chronologicznych pomagających ustalić datę egzekucji Jezusa na krzyżu. Poncjusz Piłat był prefektem Judei w latach 26 – 36 n. e. więc skazanie go na śmierć nie mogło odbyć się po roku 36. Zarówno w przypadku Jezusa jak i Jakuba – według historyka – wrogami są przywódcy żydowscy. W pierwszym wypadku występują oni w roli donoszących władzom rzymskim na Jezusa a w drugim wykorzystują ich nieobecność do skazania Jakuba. Flawiusz nie wierzy w zmartwychwstanie Jezusa potwierdza jedynie, że taką pogłoskę rozgłaszają jego uczniowie. Według historyka działalność Jezusa wiązała się z uzdrowieniami i prawdopodobnie z działalnością kaznodziejską. W żadnej ze wzmianek Flawiusz nie stwierdza jak tytułował się Jezus w każdym bądź razie potwierdza, że około 62 r. był on zwany Chrystusem. Istnieje też druga strona tych wszystkich rozważań; istnieją mocne argumenty, że cały przydawkowy dodatek którego zwano Chrystusem również nie pochodzi od Flawiusza i jest późniejsza wstawką a wtedy całe Testimonium Flavianum można byłoby odrzucić. Przede wszystkim Flawiusz tylko w tym fragmencie posługuje się terminem chrystus/mesjasz a w zasadzie stara się nie potwierdzać mesjańskich oczekiwań Żydów. Nawet jeśli przyjmiemy taką argumentację to i tak należy się zgodzić z dwoma faktami: po pierwsze wzmianka o Jakubie pośrednio potwierdza istnienie Jezusa a obecnie powszechnie uważana za autentyczną relacja o Janie Chrzcicielu nadaje bezsprzeczną historyczność jednej z najważniejszych osób stojących u podstawy działalności Jezusa.
    Paweł z Tarsu;( ur. ok. 5 – 10 – zm. ok. 64 – 67 n. e. ) Urodził się ok.5 roku p. n .e. jako Szaul w Tarsie. Tars był stolicą Cylicji. Około 36 roku rozpoczął działalność w środowisku kształtującego się ruchu po – Jezusowego. Był Żydem z diaspory dobrze czującym się również w kręgach helleńskich i posiadał obywatelstwo rzymskie. Był zwolennikiem przyjmowania gojów do społeczności wyznawców Chrystusa bez konieczności wypełniania przez nich nakazów Tory. Głosił, że do zbawienia nie potrzebują oni obrzezania, bo męczeńska śmierć Jezusa była końcem Tory. Przez głoszenie tej mocno kontrowersyjnej nauki popadł w konflikt z Jakubem a następnie z Piotrem – Kefasem. Nie powstrzymało to jego przed prowadzeniem działalności misyjnej. Założył on rozliczne gminy w których zaszczepił tą specyficzną ewangelię, połączoną z orędziem o bliskim już końcu świata. Nadał im szczątkową formę organizacji, która po jego śmierci zacznie się dynamicznie rozwijać. W krótkim czasie po chwilowym zwycięstwie tzw. judaizujących reprezentujących Jakuba brata Jezusa to właśnie gminy po – Pawłowe przetrwają dając początek chrześcijaństwu. W trakcie swojej działalności Paweł kierował do swoich zwolenników listy z których część przetrwała wchodząc w skład Nowego Testamentu. Nie wszystkie wyszły spod pióra Pawła. Niektóre z nich przypisali mu jego uczniowie chcąc wzmocnić autorytet pisma, które kierowali do gmin. Czego zatem dowiadujemy się z pism Pawła o Jezusie? Zanim zaczniemy wyławiać wzmianki na jego temat posłuchajmy co ma do powiedzenia o historycznym Jezusie człowiek, który rozmawiał z jego bratem oraz Piotrem, uczniem który jakoby był najbliżej Mistrza z Nazaretu i uczestniczył we wszystkich ważnych wydarzeniach zanotowanych później przez ewangelistów: „jeśli znaliśmy Chrystusa według ciała, to teraz już nie znamy” (2 Kor 5, 16) . Jest to bardzo istotne Pani Justyno zdanie. Paweł informuje nas, że nie powinniśmy się interesować ziemskim obrazem Jezusa; sam zatem też nie jest nim zainteresowany. Jednak podaje nam garść bardzo istotnych informacji. Postanowiłem zebrać te informacje w jedną tabelę gdyż fakty podane przez Pawła są bardzo istotne:
    „(…)po trzech latach, poszedłem do Jerozolimy, żeby się
    zapoznać z Kefasem, i przebywałem u niego dni
    piętnaście; A innego z apostołów nie widziałem oprócz
    Jakuba,brata Pańskiego” (Ga 1, 18. 19).
    Paweł rozmawiał osobiście z Piotrem i bratem Jezusa z
    Nazaretu-Jakubem. Spotkaniu z Piotrem poświęcił, aż
    15 dni. Innych apostołów Paweł nie zna.
    „Izraelitów (…) z których pochodzi Chrystus według
    ciała” (Rz 9, 4. 5).
    Jezus był Żydem.
    „ zesłał Bóg Syna swego, który narodził się z niewiasty i
    podlegał zakonowi” (Ga 4, 4).
    Jezus podlegał Torze.
    „potomku Dawida według ciała” (Rz 1, 3). Ojciec Jezusa pochodził lub utrzymywał, że pochodzi z
    rodu króla Dawida.„będąc bogaty stał się dla was ubogim” (2 Kor 8, 9). Jezus był człowiekiem ubogim.
    „wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba,
    Ojcze!” (Rz 8, 15).
    Zwracał się do Boga słowami:Abba.
    „Chrystus stał się sługą obrzezanych” (Rz 15, 8). Działał wśród prawowiernych Żydów.
    „Żydów, którzy i Pana Jezusa zabili” (1Tes 2, 14. 15). Żydzi są zamieszani w śmierć Jezusa. Tłumaczenie nie
    wyklucza, że mogło chodzić o Judejczyków.
    „Pan Jezus tej nocy, której był wydany” (1 Kor 11, 23). Jezus został wydany w nocy.
    „Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam
    przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany,
    wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie,
    jedzcie, to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na
    pamiątkę moją” (1 Kor 11, 23. 24).
    Przed schwytaniem połamał się chlebem ze swoimi
    uczniami.
    „Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich
    to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć
    pić będziecie, na pamiątkę moją” (1Kor 11, 25).
    Pobłogosławił również wtedy wino.
    „nie byliby Pana chwały ukrzyżowali” (1 Kor 2, 8). Został ukrzyżowany.
    „uczestniczyć w cierpieniach jego,stając się podobnym
    do niego w jego śmierci” (Flp 3, 10).
    Cierpiał.
    „Jezus Chrystus,który umarł” (Rz 8, 34) Umarł.
    „Wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie
    umiera, śmierć nad nim już nie panuje” (Rz 6, 9)
    Zmartwychwstał.
    „Ukazał się Kefasowi, potem dwunastu; potem ukazał
    się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których
    większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli; potem
    ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom; a
    w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako
    poronionemu płodowi” (1 Kor 15, 5 – 8)
    Ukazał się swoim uczniom. Pierwszym z nich był Piotr.
    Paweł zamyka tą listę.
    Listy Pawła zostały napisane pomiędzy 50 a 64 rokiem n. e. Pani Justyna jest na pewno zaskoczona, że informacje, które „wycisnęliśmy” z wczesnych świadectw są tak ubogie. Nie ma w nich ani jednego słowa o cudownych uzdrowieniach, których masowo miał dokonywać Jezus. Mało tego! Paweł chce wprowadzić gojów do gminy i prowadzi w tej kwestii ostre spory z judaizującymi i nigdy w tych sporach nie powołuje się na precedensowe przykłady, które według ewangelistów miał dokonać Jezus; chodzi tu mianowicie o uzdrowienie córki niewiasty greckiej oraz uzdrowienie sługi setnika rzymskiego (Łk 7, 1 – 10; Mr 7, 24 – 30 ). W swoich listach ucieka się do różnych alegorycznych interpretacji Starego Testamentu mających uzasadnić jego tezy ale za to nigdy nie przytacza słów Jezusa znanych z Ewangelii Mateusza: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody ( Mt 28, 19 ). Tych argumentów można przytoczyć o wiele więcej. Odpowiedź na te wątpliwości może być właściwie tylko jedna – Paweł nic nie wie o masowych cudach Jezusa oraz nie zna żadnych nakazów misyjnych odnośnie pogan swojego Nauczyciela.Do przemilczeń w nauczaniu Pawła należy jeszcze wrócić. Wydaje się, że biorą się one z powodów bardziej skomplikowanych niż zakładany tylko i wyłącznie brak wiedzy. Paweł widział Jezusa
    zmartwychwstałego i nie był naocznym świadkiem jego działalności. Nie dysponował żadnym obrazem przedpaschalnego Jezusa. Życiorys swojego Mistrza wpisał Paweł w zdarzenia, które miały według niego najwyższą wartość tj. śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie. Jezus, który wyraźnie mówił, że nie przyszedł, po to aby znieść Torę czy Proroków (Mt 5, 17 KŻdNT), był w sprzeczności z wizją, którą reprezentował Paweł, ponieważ według niego końcem zakonu jest Chrystus (Rz 9, 4). Nie powoływał się więc na nauczanie przedpaschalne Jezusa, ponieważ było ono sprzeczne z jego koncepcją. Gminy po – Pawłowe były świadome tych niezgodności, więc z czasem rozpoczęto modyfikować nauki Jezusa tak, aby zgadzały się one chociaż częściowo z poglądami Pawła. Dlaczego świadectwo Pawła jest tak ważne przy ustaleniu historyczności Jezusa? Jeśli byśmy przyjęli, że Paweł wymyślił Jezusa to po co miałby uwiarygadniać się on jako apostoł? Tłumaczyć się przed nieistniejącymi apostołami powołanymi przez nieistniejącego Jezusa?
    Jednocześnie Paweł zwraca się do tych którzy wcześniej przyjęli naukę Jezusa i w związku z tym powstają podziały. Nawrócenie Szawła datuje się na 36 rok n. e. czyli wydarzenie prawdopodobnie odbyło się w ostatnim roku urzędowania Poncjusza Piłata. Wchodzi on w strukturę, która ma już pewną formę organizacyjną. Nie ma czasu na wymyślenie Jezusa, ponieważ wcześniej Paweł zwalcza właśnie jego zwolenników. Nie istnieje jakakolwiek rozsądna luka czasowa mogąca pozwolić na przejście z mityczności w realność dodajmy, że jest to realność w którą musieliby uwierzyć mieszkańcy Jerozolimy a nawet tak wykształceni ludzie jak Paweł. U podstawy nauk Jakuba a potem Pawła stoi Jezus z Nazaretu. Paweł jest również świadkiem jerozolimskiej działalności Jakuba, która koresponduje ze wzmianką Józefa Flawiusza. Wiarygodność Pawła zostaje zatem potwierdzona przez historyka, który jest całkowicie niezależny od niego. Zarówno Flawiusz jak i Paweł określają go jako brata Jezusa! Trudno o mocniejszy dowód
    historyczności.
    Paweł pozostaje również w konflikcie z różnymi odłamami judaizmu z którymi toczy spór odnośnie przestrzegania Tory. Twierdzi, że śmierć Jezusa pozwoliła wyzwolić się z niewoli Prawa Mojżeszowego. Nikt jednak z jego oponentów nie twierdzi, że Jezus nie został ukrzyżowany lub też, że nie istniał w rzeczywistości. Nigdy w swoich listach nie udowadnia on faktu, że za jego nauczaniem stoi rzeczywista postać. Wczesne chrześcijaństwo judaizmowi najłatwiej było zdusić w I wieku n. e. nie dysputami teologicznymi lecz zarzutem, że opiera się ono na micie. Dlaczego jednak tak się nie stało? Dlaczego przez całą starożytność wrogowie chrystianizmu czy to Żydzi czy to poganie ( Celsus, Porfiriusz ) nie zanegowali istnienia Jezusa? Nauka o Jezusie od początku była głoszona publicznie, a nie w ramach jakiejś zamkniętej sekty. Początkowa kerygma w Jerozolimie
    odwoływała się do jego krzyżowej śmierci, a zatem to zdarzenie musiało być powszechnie znane.
    Tacyt;(ur. ok. 55 – 120 n. e. )
    „Atoli ani pod wpływem zabiegów ludzkich, ani darowizn cesarza i ofiar błagalnych na rzecz bogów, nie ustępowała hańbiąca pogłoska i nadal wierzono, że pożar był nakazany. Aby ją więc usunąć, podstawił Neron winowajców i dotknął najbardziej wyszukanymi kaźniami tych, których
    znienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywał. Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Pilatusa; a przytłumionym na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko co potworne lub sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników”. ( Tacyt,Roczniki 15, 44 VII).
    Ten zjadliwie antychrześcijański ustęp wyszedł spod pióra historyka rzymskiego Korneliusza Tacyta. Był on senatorem oraz prokonsulem w Azji. Nie lubił jednak sprawować publicznych funkcji, ponieważ odciągało go to od pracy historyka. Do najbardziej znanych jego dzieł należą Dzieje i Roczniki ( 115 – 117 n. e. ). To właśnie w tym drugim napotykamy wzmiankę na temat Jezusa. Pada ona mimochodem, gdy historyk składa relację w jaki sposób Neron poradził sobie z pogłoskami, które widziały w nim podpalacza Rzymu. Znalazł kozła ofiarnego i byli nimi ówcześni wyznawcy Chrystusa. Tacyt gwoli wyjaśnienia informuje nas kiedy i przez kogo został ukarany Chrystus. Istnieje duże podobieństwo do wzmianki Flawiusza nie tyle oczywiście w interpretacji, która w ujęciu historyka żydowskiego jest bardziej neutralna i wyważona ile w treści. Obydwaj ujęli to w pewien schemat: Jezus → ukrzyżowanie → kontynuacja ruchu przez zwolenników. Tacyt jest historykiem potrafiącym badać fakty i zachowywać pewien obiektywizm. Nie można zapomnieć, że był on pobożnym Rzymianinem, dlatego jego ocena chrześcijaństwa nie mogła być pochlebna. Z jego tekstu dowiadujemy się, że około roku 64 n. e. wyznawcy Jezusa działali już w Rzymie a początków ich należy poszukiwać w Judei, gdzie ich założyciel został skazany na śmierć przez Piłata.
    Tacyt w 85 lat po śmierci Jezusa posiada bardzo niewielka wiedzę na jego temat. Nie zna nawet jego imienia lecz tylko jeden z tytułów. Dla Tacyta jest to tylko jeden z bezimiennych buntowników, który w odległej prowincji poniósł śmierć na krzyżu. Świadectwo Tacyta jest bardzo mocnym dowodem historyczności Jezusa, ponieważ jego wzmianka jest wrogo ustosunkowana do samego zjawiska chrześcijaństwa a więc prawdopodobnie nie korzystał on z informacji na temat Jezusa od jego wyznawców. Gdyby zaś korzystał z zasłyszanych wiadomości Tacyt jako prawdziwy historyk opatrzył by to komentarzem dicunt ( jak mówią ) lub ferunt ( jak podają ). Źródeł wiadomości Tacyta o Jezusie prawdopodobnie już nie będzie można ustalić a wywodzenie ich z Acta senatus w których jakoby miały się znajdować raporty prokuratorów jest teorią mocno spekulatywną.
    Józef Flawiusz jest jedynym pisarzem żydowskim, który wspomina postać Jezusa z Nazaretu. Tworzy w tym samym okresie Justus z Tyberiady ( zm. ok. 100 r. n. e. ) autor: Historii wojny żydowskiej, Kroniki królów żydowskich oraz Komentarzy do Pisma. Niestety księgi te zaginęły i nie posiadamy obecnie żadnych ich odpisów. Justus był rówieśnikiem Jezusa i tak jak on pochodził z Galilei – można by więc było liczyć, że wspomniał w pismach swojego rodaka. Jeszcze w IX wieku istniały odpisy jego dzieł, czytał je Focjusz, patriarcha Konstantynopola. Był niezwykle zaskoczony faktem, że Justus z Tyberiady ani słowem nie wspomina Jezusa ani też jego cudów.
    Kolejnym pisarzem z kręgów żydowskich, o którym musimy wspomnieć jest Filon z Aleksandrii. Urodził się on ok. 20 roku p. n. e. a zmarł około roku 50 n. e. Żyje on zatem w tym samym okresie co Jezus. Napisał on olbrzymią ilość dzieł z zakresu filozofii, historii, apologetyki oraz teologii – łączył on myśl hellenistyczną z religią żydowską.
    W młodości Filon pielgrzymował do Jerozolimy a pod koniec swojego życia udał się do Rzymu, aby interweniować u cesarza Kaliguli w związku z jego pomysłem umieszczenia swojego posągu w Świątyni Jerozolimskiej. Rodzina Filona należała do najznamienitszych w Aleksandrii. Jego rodzony brat Aleksander Lizymach był alabarchą a jego syn Marek narzeczonym Bereniki, córki króla Agryppy I.
    Filon napisał kilka dzieł historyczno – apologetycznych do których należą: Przeciw Flakkusowi – gdzie stanął w obronie Żydów aleksandryjskich prześladowanych przez prefekta Egiptu; O poselstwie do Gajusza; Apologia Żydów; Hypothetica oraz O życiu kontemplacyjnym – zawierającym opis stronnictwa przypominającego esseńczyków tzw. terapeutów wraz z relacją z ich odosobnionego życia i praktyk ascetycznych. Chrześcijańscy historycy tak bardzo pragnęli, aby Filon cokolwiek o nich wspomniał, że Euzebiusz mylnie powiązał terapeutów z chrześcijanami ( HE II, 17, 7 – 10 ). Oczywiście są to dwie zupełnie inne sekty nie mające ze sobą nic wspólnego.
    Filon nic nie wzmiankuje w swoich pismach na temat Jezusa. Przede wszystkim nic nie wie o żadnych cudach opisywanych przez ewangelistów. Powinien przecież wymienić z nich kilka, które musiały odbić się szerokim echem na terenach Judei i Galilei. W czasach Jezusa żyło w Galilei ok. 500 000 ludzi. Jak informuje nas Mateusz, Jezus nakarmił najpierw 5000 osób, bez kobiet i dzieci, czyli śmiało możemy założyć, że musiało być tam co najmniej 10000 ludzi a następnie nakarmił 4000 ludzi również bez kobiet i dzieci (Mt 14, 21; 15, 38). Jeśli założymy, że połowa z tych ucztujących wzięła udział w drugim rozmnożeniu chleba to i tak otrzymamy ok.15000 osób będącymi świadkami cudu! – Jest to 3% ówczesnej populacji kraju. Co byśmy powiedzieli dzisiaj gdyby ktoś wydał w Polsce ucztę dla 120 000 ludzi; nawet jeśli nie byłby to cud byłaby to rzecz warta wzmianki. Zanim zaczniemy więc rozpatrywać historyczność przekazów ewangelicznych należy zastanowić się dlaczego Filon z Aleksandrii miałby przemilczeć ten fakt? Dlaczego nic nie wspomina o triumfalnym wkroczeniu Mesjasza do Jerozolimy na osiołku? Czy gdyby po śmierci Jezusa nastąpiło zaćmienie słońca oraz zmartwychwstanie niektórych świętych Izraela, którzy rozpoczęliby serie objawień w Jerozolimie to jaki cel mieliby wszyscy pisarze i historycy żydowscy, aby zignorować te fakty? Te wydarzenia są im nieznane, ponieważ widocznie nie miały one miejsca albo były zdarzeniami lokalnymi wyolbrzymionymi przez ewangelistów.
    Współczesny świat badaczy przyjmuje historyczność Jezusa jako nie podważalny fakt z kilku przyczyn. Na pewno łatwo jest to zrobić wychodząc ze świadectwa jakie odnajdujemy w Listach Proto – Pawłowych ale nie należy pomijać i tutaj zasadniczych trudności. Proto – Paweł używa imienia Jezus tylko 15 razy! Owszem wspomina, że spotkał się z Kefasem i Jakubem ale nie opiera się na ich przekazie lecz na swoich mistycznych wizjach:
    „A oznajmiam wam bracia, że Ewangelia, którą ja zwiastowałem, nie jest pochodzenia ludzkiego. Albowiem nie otrzymałem jej od człowieka, ani mnie jej nie nauczono, lecz otrzymałem ją przez objawienie Jezusa Chrystusa” (Ga 1, 11 – 12).
    Nie ma się więc co dziwić, że po takim dictum, niektórym historykom zapalają się lampki ostrzegawcze. Paweł bezsprzecznie powołuje się na logia Jezusa może trzy lub cztery razy – kogo on zatem głosi: fatamorganę czy rzeczywistą postać z krwi i kości? Należy tu wyjść z innego założenia, Paweł buduje swoją teologię na historycznej postaci ale nadaje jej inne znaczenie. W centrum tej jego nauki jest śmierć krzyżowa oraz zmartwychwstanie zatem sam historyczny Jezus jest jedynie tłem dla tych epizodów. Paweł w jakiś sposób uznaje autorytet Jakuba, brata Jezusa choć donosi o konfliktach pomiędzy nimi a to najmocniej wspiera tezę o historyczności samego Jezusa, o czym już nadmieniałem. Poza tym w micie Jezus mógłby być doskonały i nie musiałby umierać w tak haniebny sposób. Po co zatem tworzono by nierealną historię o jego ukrzyżowaniu, aby potem męczyć się jakie tej śmierci nadać znaczenie: czy miano ją rozumieć deuteronomistycznie czy też jak w przypadku paulicjanizmu – ekspiacyjnie? Apoteoza w micie jest o wiele łatwiejsza a rzeczywistość stworzyła wiele problemów. Z poważaniem Pani Justyno gdy znajdę więcej czasu podejmę inne wątki.

  46. Panie Grzegorzu,
    ja również muszę chwilowo przerwać pisanie. Nie, nie podejrzewam Pana oto choć przyznam,iż nie zrozumiałem dobrze Pana pytania. Jednak jak później znajdzie Pan chwilkę czasu to proszę tylko doprecyzować kwestię, ponieważ nie wiem dokładnie o jakie elementy męki Panu chodzi. Czy chce Pan otrzymać ode mnie bibliografię odnoszącą się do rzymskiej kary ukrzyżowania. Jeśli tak to nie widzę problemu. I jeszcze raz przepraszam, że musiał Pan przeze mnie znów poznawać się z takim „typem” jak Piłat. Jednak moja odpowiedź odnośnie pustego grobu wydaje się, że wyjaśniła jakie jest moje stanowisko w tej kwestii. AN.

  47. 1) Grób był pusty, ciało wykradli uczniowie ( Reimarus, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    2) Grób był pusty, niewiasty pomylił grób ( Vermes, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    3) Grób był pusty, ciało pożarły psy ( Crossan, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstania nie było.
    4) Pusty grób był fikcją literacką ( ja, ogólnie rzecz ujmując ) – zmartwychwstanie było.

    Ogólnie rzecz ujmując, to trzeba by tu dopowiedzieć co się dzieje z ciałem.

    1)Jeżeli grób był pusty, ponieważ ciało wykradli uczniowie, to pytanie co się stało z ciałem? Spoczęło gdzieś w tajemnym grobie na zawsze? Czy to ciało jednak zmartwychwstało? Wiedza niekoniecznie musi przeszkadzać wierze.

    2)Jeżeli niewiasty pomyliły grób, to pytanie nadal pozostaje aktualne co się dzieje z ciałem. Vermes skoro nie wierzy zakłada, że spoczęło na wieki w innym miejscu.

    3)Nie wiem czy argumentacja i poszukiwania Crossana doprowadziły go bezsprzecznie do wniosku, że ciało musiało zostać pożarte, czy dopuszcza on tylko pewnej mocy hipotezę co do pożarcia. Zdaje się jednak, że skoro dochodzi do konsumpcji ciała, nie może ono zmartwychwstać, pytanie na ile pewny jest swojej hipotezy.

    4)Jeżeli ciało spoczęło w jakimś okolicznym dole, jak pan to ujął, albo w mogile zbiorowej, to ciągle aktualne jest pytanie co z ciałem. Pozostało tam na wieki? A może zmartwychwstało? Pan wierzy, że Zmarwychwstanie było. Wydaje się, że to jest jedyny cud w jaki pan wierzy.

    Dalej. Jedną rzeczą są badania historyczne a drugą wiara. Pan chyba próbuje pokazać, że badania historyczne wcale nie są straszne dla wiary i niekoniecznie jej przeszkadzają. A nawet przeciwnie. Jako historyk formuuje pan hipotezę, że ciało spoczęło nie w grobie, a w np. Mogile zbiorowej. Nie przeszkadza to panu w wierze w Zmartwychwstanie. Wiedza pana doprowadza maksymalnie blisko prawdopodobnego miejsca pochówku ciała, ale nie poprzestaje pan na tym. Odwrotnie Vermes kiedy formuuje hipotezę (ogólnie rzecz biorąc), że niewiasty pomyliły grób, formuuje ją jako historyk, natomiast nie wychodzi poza rolę człowieka niezaangażowanego. Reszta go nie interesuje. Dlaczego? W wyniku wprowadzonych badań nie uzyskuje jednoznacznej informacji o Zmartwychwstaniu, dlatego nie wierzy. Zachowuje się jak realista. Oczekuje, że odkryje cud, który urodzi w nim wiarę. Oczekuje takiej samej relacji wiary i cudu, o jakiej pan mówił, że występuje w Ewangeli Jana. Nie dokonuje skoku wiary i nie uznaje Zmartwychwstania jako cudu. Odwrotnie, pan będac historykiem, kiedy uznaje pan swoją hipoteze co do grobu w pobliskim zagłębieniu nie przestaje pan wierzyć pomimo tego. Vermes, Crossan, Reimarus to są ludzie, którzy nie wierzą, ponieważ przyjeli takie założenie, że wiara jest im niepotrzebna, ew. Zrodzi się ono przy kontakcie z cudem (ogólnie rzecz biorąc), pan jednak, pomimo braku dowodów wierzy, ponieważ przyjmuje pan, że wierze są one niekonieczne potrzebne – przyjmuje pan inną definicję wiary, innymi słowy relacja cud – wiara jest taka jak u synoptyków. Dochowuje pan więc podwójnej wierności Jezusowi. Jako historyk zbliża się pan maksymalnie blisko Jezusa człowieka i będąc blisko (nie przestając być historykiem) pan zwyczajnie wierzy, że Zmartwychwstal. Zaryzykowałbym ataierdzenie, że uważa pan, że jest pan o krok dalej niż Vermes i spółka, ale jest pan i o krok dalej niż osoba, która wierzy, że relacja w Ewangeliach jest spójna i bezwzględnie prawdziwa. Dlatego, że wtedy wierzący zbliża sie jedną nogą do Zmartwychwstałego, ale nie znając Jezusa człowieka musi zakładać, źe On to On. Pan w tym czasie wkłada palce w rany Jezusa. Czy tak?

  48. P. Grzegorzu. Odp. 5 ).
    „Jeśli dobrze zrozumiałem to sytuacja w pierwszych gminach, w latach 40-tych I w. w uproszczeniu wyglądała tak: Większość uczniów uważała Jezusa za jednego z proroków, wcielenie Mądrości Bożej” – dokładnie tak.
    „nie przykładając wagi do jego śmierci i zmartwychwstania” – interpretując śmierć deuteronomistycznie, Jezus był wciąż żyjącym Nauczycielem, który zaczął mówić poprzez „usta” Społeczności Q, na podobieństwo Eliasza przebywa w niebie i stamtąd powróci jako Syn Człowieczy ( Księga Daniela ).
    „skupiając się głownie na treści jego nauk przedpaschalnych” – dokładnie tak.
    „W odróżnieniu od nich św. Paweł akcentował znaczenie znaków jakie Jezus czynił (np. ustanowienie Dwunastu)” – znaki akcentowała również Społeczność Q, symbolika dwunastki jest jej znana ( Q 22, 28. 30 ).
    „zestawił je z krzyżem i zmartwychwstaniem i dostrzegł w Nazarejczyku Mesjasza” – Paweł dostrzegł znaczenie śmierci ( krzyża ) i zaczął postrzegać i interpretować życie Jezusa poprzez zmartwychwstanie, Nazarejczyk był dla Społeczności Q również Chrystusem, nie nadużywano jednak tego tytułu, ponieważ według nich ( środowisko galilejskie ) został On nim dopiero po śmierci i w chwili triumfalnego powrotu spełni oczekiwania mesjańskie, Paweł wpisał „ziemski” etap życia Jezusa w godność Mesjasza i dzięki temu mógł stosować to określenie wręcz jak nazwisko.
    „Po okresie sporów późniejszy Kościół dokonał kompilacji tych dwóch stanowisk” – dzięki temu mamy i „Kazanie na Górze” i „Krzyż”.
    ” Wszystko wskazuje że to Paweł dokonał przesunięcia Jezusa do centrum kerygmy” – Nie do końca, co prawda w Społeczności Q na pierwszym planie jest Bóg – Ojciec i Królestwo Boże to jednak ich objawienie i pełne poznanie było możliwe poprzez objawienie dzieci Mądrości Bożej: Jana Chrzciciela i Jezusa ( Q 7, 35; wraz z kontekstem ). Pozdrawiam.

  49. Nie do końca. P. Grzegorz poprosił mnie, abym jako chrześcijanin odniósł się do zmartwychwstania i pustego grobu. Jako historyk uważam, że Jezus został pochowany przez żołnierzy nadzorujących egzekucję i tu właściwie powinienem skończyć. W jednym z wywiadów ksiądz Meier udzielił genialnej odpowiedzi oceniając gdzie tkwi błąd w podejściu do Jezusa zwłaszcza ze strony badaczy konfesyjnych : `Ludzie twierdzą, że poszukują historycznego Jezusa a de facto uprawiają teologię. (…) Możemy sprawdzić, jako historycy, że Jezus istniał i że pewne wydarzenia w Ewangeliach są prawdziwe, ale historycy nie mogą udowodnić zmartwychwstania w ten sam sposób` ( 1997. „Finding the Historical Jesus”. An interview). Taki obiektywizm ze strony badaczy chrześcijańskich jest raczej rzadkością i dlatego jest warty odnotowania. Napisałem już P. Grzegorzowi, że nie lubię pytań, które mogą zaburzać ten obiektywizm. Moja wiara łączy się z WIARĄ ślepą i ufną jako historyk staram się mieć oczy otwarte i nie ufać nikomu. Andrzej Nowicki.

  50. Tylko wiara wystarczyła Społeczności Q do stwierdzenia, że Jezus żyje, tylko wiara wystarczyła do stwierdzenia, że Maria wraz z ciałem została wzięta do nieba. Czy, aż tak daleko odeszliśmy od naszych galilejskich braci?

  51. Na pewno istnieją tu obawy, że historyk w swojej bezkompromisowości może zagrozić wierze. Pewnie stąd takie pytania, których pan nie lubi. Ale nie będę panu zawracał głowy. Jeżeli pan może niech pan odpowie pani Joannie, czyta się pana wypowiedzi znakomicie.

  52. P. Tomku! Przyszedł mały ze szkoły. Muszę zająć się obiadem. Postaram się coś stworzyć wieczorem ( ogólnie rzecz ujmując ). Pozdrawiam.

  53. Witam Panie Andrzeju! dziękuję bardzo za tak obszerną wypowiedź na moje pytania. Jestem pod wielkim wrażeniem Pana wiedzy!!! Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Jak Pan się odnosi do problemu zdrady Judasza? Chodzi mi o to czy rzeczywiście wiedział dokładne gdzie znajduje się miejsce modlitwy Jezusa w Ogrojcu w momencie pojmania? Z tego co wiem było wtedy wielkie święto i czy strażnicy mogli tam przybyć? Pozdrawiam J.G.

  54. Pani Justyno! Odnosząc się do postaci Jana Chrzciciela i Jezusa to poświęciłem tym zależnością we wcześniejszych wpisach wiele uwagi. Niemniej jednak warto omówić różnice w relacjach ewangelicznych odnoszących się do ich wzajemnych relacji. Spróbujmy więc cofnąć się do lat dwudziestych I w. po Chr. Nad Jordanem na wschód od Jerycha pojawia się ekscentryczny prorok wychudzony licznymi postami i dietą złożoną z szarańczy i miodu leśnego. Jego skóra jest ciemna od morderczego pustynnego słońca. Nieujarzmiony i żywiołowy głosiciel wzywa do nawrócenia i
    pokuty oznajmiając zgromadzonym tłumom: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii ( Mr1,
    14 ). Ludzie zadają pytania: Co to za dziwna postać wyłoniła się na Pustyni Judejskiej? Prorok wzorując się na Eliaszu posiada skórzany pas, którym spina płaszcz z sierści wielbłąda. Czyżby przybył sam wniebowzięty prorok Eliasz? Starożytna przepowiednia głosiła: Oto ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana ( Ml 3, 23 ). Nad brzegiem Jordanu dzieją się dantejskie sceny; ludzie w ekstazie przyjmują zanurzenie odpuszczające ich grzechy. Obmyjcie się, oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle czynić ( Iz 1, 16 ). Co to za dziwny rytuał? W judaizmie znano wiele ablucji i kąpieli rytualnych, których bardzo przestrzegali szczególnie esseńczycy. Jan jednak zorganizował pewną nowość: wprowadził powszechną i niedrogą możliwość odpuszczenia grzechów. Świątynia w Jerozolimie z jej ofiarami była stosunkowo droga zwłaszcza dla chłopów. Jan zatem stanowił alternatywę dla ubogiej warstwy społeczeństwa i z tego też powodu został entuzjastycznie przyjęty. Do odpuszczenia grzechu wystarczała woda. Było to wyzwanie rzucone dla całopaleń świątynnych. Jan chciał także wytłumaczyć Izraelowi powód jego cierpienia a także przyczynę dla którego Bóg opóźnia swoje przyjście. Najzgrabniej ujął to Crossan: `Nasze grzechy są powodem, dla którego Bóg nie przychodzi. Musimy więc odtworzyć nasze wyjście z Egiptu. Zorganizujemy wielką sakramentalną rekonstrukcję. Wyjdziemy na pustynię, przejdziemy przez rzekę Jordan jak Mojżesz i kiedy w wodzie skąpiemy swe ciała, skrucha zmyje nasze przewinienia. Ważne jest, by stało się to nad Jordanem. Wówczas, kiedy wejdziemy do Ziemi Obiecanej jako lud oczyszczonych, jeśli zbierze się nas wystarczająca liczba, Bóg będzie musiał przyjść – to niemal szantażowanie Boga` ( Bruce, Jezus,2011:s. 106 – 107 ). Co głosił Jan zgromadzonym ludziom: Do tłumów, które przychodziły, aby przyjąć chrzest, mówił: Potomstwo żmij! Kto wam zapewnił ucieczkę przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie owoc godny nawrócenia, a nie próbujcie sobie mówić: Abraham jest naszym ojcem! Bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg władny jest wzbudzić dzieci Abrahamowi. Oto siekiera dotyka już korzeni drzew. Każde drzewo nie przynoszące dobrego owocu zostanie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą, ale za mną idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien nosić sandały. On chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On w ręku wiejadło i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do zbiorników, plewy zaś spali w ogniu
    nieugaszonym ( Q 3, 7 – 17 ).
    Jan Chrzciciel ostrzega przed nadchodzącą apokalipsą. Jest ona bardzo blisko i w związku z nią nie należy liczyć na to, że zostanie się potraktowanym ulgowo, bo przynależy się do Ludu Izraela. Jan stawia przed słuchaczami alternatywę albo chrzest z wody albo chrzest ogniem. Dawał również wskazówki moralne nakazując dzielić się odzieżą i żywnością z potrzebującymi: żołnierze mieli zrezygnować z wymuszeń i poprzestać na swoim żołdzie. Charakterystykę Jana Chrzciciela pozostawił także Józef Flawiusz:
    „/Jan Chrzciciel /był to mąż zacny; nawoływał Żydów, aby prowadzili cnotliwe życie, kierowali się sprawiedliwością we wzajemnych stosunkach, gorliwie Bogu cześć oddawali i dopiero tak postępując chrzest przyjmowali. Tylko wtedy – głosił będzie miły Bogu, gdy potraktują go nie jako przebłaganie za jakieś postępki, lecz jako uświęcanie ciała, mając duszę już przedtem oczyszczoną dogłębnie sprawiedliwym postępowaniem. Gdy
    zaś poczęły się gromadzić ogromne rzesze, w których słowach nauki Jana wzbudzały niezwykły entuzjazm” ( Ant 18, 116 – 119 ).
    W zasadzie charakterystyka proroka w relacji historyka żydowskiego zgadza się z ujęciem Q i Ewangelii Marka. Z tym, że Flawiusz wyeksponował treść sapiencjalną jego kazań pomijając eschatologiczne oczekiwania. Natomiast różnie jest zinterpretowany sam chrzest. Dla Marka ma on
    możliwości ekspiacyjne natomiast Flawiusz twierdzi, że był to chrzest duchowy. Wydaje się, że Flawiusz rozmija się tu z prawdą – gdyby był to rytuał podobny w charakterze do tego, który czynił Bannus to trudno byłoby wytłumaczyć dlaczego Janowi nadano przydomek Chrzciciel. Poza tym
    Ewangelia Marka była pisana bliżej ram chronologicznych opisywanych wydarzeń a wielu uczniów Jana zasiliło ruch Jezusa; mieli oni za tym wiadomości z pierwszej ręki. Jan Chrzciciel rozpoczął intensywną działalność kaznodziejską, którą połączył z obrzędem chrztu. Nie musimy zatem dziwić się, że natychmiast starano się wpisać jego postać w jakąś koncepcję Mesjasza:
    „Kim ty jesteś? I wyznał, a nie zaprzeczył, i oświadczył: Ja nie jestem Chrystusem. I zapytali go: Kim więc? Eliaszem jesteś? A on odrzekł: Nie jestem. Prorokiem jesteś? I odpowiedział: Nie. Rzekli mu więc: Kim jesteś? Musimy dać odpowiedź tym, którzy nas posłali. Cóż powiadasz sam o sobie? Rzekł: Ja jestem głosem wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pana, jak powiedział Izajasz prorok ( Jn 1, 19 –
    23 ).
    Jan Chrzciciel objaśnił swoje posłannictwo w identyczny sposób jak czyniła to społeczność z Qumran:
    „Gdy ci będą należeć,/do zrzeszenia/ w Izraelu,/zgodnie z tym porządkiem/zostaną wyłączeni z siedliska ludzi bezprawia, aby pójść na pustynię, by przygotować tam jego drogę, jak napisano: Przygotujcie na pustyni drogę…, prostujcie na stepie szlak dla naszego Boga (Iz40, 3) ( 1QS 8, 12 – 14 ).
    Samym prorokiem zainteresowała się cała społeczność żydowska. Wieści o Janie Chrzcicielu dotarły do Nazaretu i wzbudziły zainteresowanie rodziny Jezusa :
    „Oto matka Pana i bracia Jego tak Mu powiedzieli: Jan Chrzciciel chrzci na odpuszczenie
    grzechów: chodźmy więc, by nas ochrzcił” ( Ewangelia Nazarejczyków 2). I stało się w owe dni, że
    przyszedł Jezus z Nazaretu Galilejskiego i został ochrzczony przez Jana w Jordanie ( Mr 1, 9 ).
    Jezus został uczniem Jana Chrzciciela i jego gorącym orędownikiem. W jednym z wywiadów Elaine Pagels objaśniła jakie naprawdę charakteryzowały relacje Jana Chrzciciela i Jezusa: ` W Nowym Testamencie Jan Chrzciciel jest ukazywany jako posłaniec, królewski herold. Ogłasza on jedynie przyjście swego pana. Historycznie sytuacja była odwrotna, ponieważ, jak wiemy, to Jan ochrzcił Jezusa, który był wówczas młodym, nikomu nieznanym człowiekiem. Nasuwa się oczywisty wniosek, że Jezus był uczniem Jana Chrzciciela i to od niego przejął posłanie o Królestwie Bożym. Osobiście zgadzam się z teorią, że Jan pozostawał pod wpływem esseńczyków, grupy bardzo pobożnych Żydów, prawdopodobnie mieszkających na pustyni wojowników, którzy mieli sprzymierzeńców w całej Judei. Jeśli istotnie tak było, Jan mógł głosić nadejście końca świata. Bóg miał, według niego, rychło przynieść na ziemię swoje królestwo`.
    „I zaraz, kiedy wychodził z wody, ujrzał rozstępujące się niebiosa i Ducha nań zstępującego jako gołębica. I rozległ się głos z nieba: Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” ( Mr1, 3. 10 – 11 ).
    W tym najpierwotniejszym sprawozdaniu Jezus podchodzi do chrztu na takiej samej zasadzie co i cała reszta zwolenników Jana. Słyszy on głos z nieba oznajmujący, iż jest on umiłowanym Synem. Spotykamy się tutaj ze zjawiskiem znanym z literatury rabinicznej zwanym bat kol czyli niebiańskim głosem. Od czasu gdy Bóg przestał przemawiać do Izraela za pośrednictwem proroków, bat kol był jedynym środkiem objawienia i rozstrzygania sporów. Gdy szkoły Hillela i Szamaja toczyły zaciekły spór to właśnie bat kol zdecydował po której stronie leży poprawne rozumienie Tory:
    „Nagle zagrzmiał Głos z nieba, a usłyszeli go jedni i drudzy: I te, i tamte słowa są słowami Boga
    żywego, lecz halacha jest po stronie szkoły Hillela” ( Eruwin 13 ).
    Za pomocą bat kol Bóg zakomunikował:
    Cały wszechświat jest podtrzymywany ze względu na mojego syna Haninę ( bTaan 24b ).
    Spotykamy się w przypadku Jezusa z przypadkiem analogicznym – Bóg wybiera sobie syna za pomocą bat kol. Nie oznacza to, że rzeczywiście takie wypadki miały miejsce chodzi tu o pewien zabieg literacki mający wykazać, że widziano w pewnych działaniach inspirację boską.
    W sprawozdaniu Marka za którym częściowo poszedł Łukasz, Jan nie dostrzega niczego wyjątkowego w Jezusie; natomiast sam Galilejczyk czegoś doświadczył. Jak już wspominałem w późniejszych relacjach z chrztu chrześcijańscy pisarze starali się zatrzeć niekorzystne wrażenie
    spowodowane relacją Marka. Pierwszy tego ślad spotykamy w Ewangelii Nazarejczyków:
    „W czym zgrzeszyłem, abym miał iść i otrzymać od niego chrzest? Chyba, że z nieświadomości coś
    powiedziałem” ( Ewangelia Nazarejczyków 2b ).
    Jezus w tym fragmencie zastanawia się nad sensem swojego uczestnictwa w tym rytuale, gdyż nie jest w stanie sobie przypomnieć swoich grzechów i w końcu dochodzi do wniosku, że być może zgrzeszył jakimś słowem w nieświadomości. Mateusz szukając wyjścia dla tego problemu poszedł w zupełnie innym kierunku: nie było dla niego do pomyślenia, aby Jezus tak jak w ujęciu Marka przystąpił do chrztu na równi z innymi grzesznikami a rozwiązanie w którym jego Mistrz byłby nieświadomym swojego przewinienia byłoby dla niego jeszcze gorsze. Mateusz wprowadza
    więc do momentu chrztu dialog pomiędzy Janem a Jezusem w którym ten pierwszy wzbrania się przed udzieleniem zanurzenia Jezusowi uznając w nim godniejszą postać od swojej. Zabieg ten miał na celu zneutralizowanie opowiadania Marka. Łukasz natomiast rozwiązał ten problem na wcześniejszym etapie wprowadzając do swojej relacji dzieciństwo Jana, w którym to Jan rozpoznaje Jezusa już w łonie matki. On też i tylko on podaje informacje jakoby łączyły te dwie postacie jakieś koligacje rodzinne. Oczywiście nie możemy dać wiary ani relacji Mateusza ani Łukasza, ponieważ jak sami stwierdzają w dalszym etapie działalności Jezusa gdy Chrzciciel zostaje uwięziony zadaje on poprzez swoich uczniów pytanie:
    „Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego?’ ( Mt 11, 3 = Łk 7, 19 ). Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego? ( Mt 11, 3 = Łk 7, 19 ).
    Oznacza to, że Jan nie miał pojęcia kim był Jezus i fakt ten potwierdza najstarszą wersję tego wydarzenia, zanotowaną przez Marka.
    Chrzest przez Jana uznawany jest za początek działalności Jezusa. Przed kim zatem stanął Jezus nad Jordanem i co tam się działo? Jeśli midrasz ułożony na cześć Jana Chrzciciela zawiera chociaż ziarno prawdy to był on synem Zachariasza i Elżbiety. Jego ojciec był kapłanem, potomkiem Aarona. Łukasz sugeruje, że Jan Chrzciciel już od dzieciństwa przebywał na pustkowiu. Relacja ta sugeruje, że Chrzciciela oddano na wychowanie do jakiejś wyizolowanej żydowskiej sekty. Flawiusz potwierdza, że takie historie miały miejsce w przypadku esseńczyków:
    „Dobrowolnie wyrzekają się życia małżeńskiego, ale przyjmują do siebie dzieci będące w wieku odpowiednim do wychowania i kształcenia; i kształcą je na swój własny styl”.
    Czy zatem Jan Chrzciciel był esseńczykiem? Widać w nauczaniu Jana i esseńczyków jeden wspólny ale bardzo ważny element: jest nim idea pokuty przed nadchodzącym dniem Jahwe. Jan odprawiał rytuały chrztu, które przypominają praktyki znane z Qumran lecz nie można wskazać z całkowitą pewnością tych powiązań ze względu na ubogie dane, którymi dysponujemy. Nie wiadomo jak długo trwała działalność proroka zanim pojawił się nad
    Jordanem Galilejczyk. Ewangelia Nazarejczyków informuje, że chciała się tam wybrać rodzina Jezusa. W każdym bądź razie po przebyciu trzydziestu kilometrów pustyni w Betanii za Jordanem pojawił się Jezus. Kazania Jana musiały także na nim wywrzeć wielkie wrażenie skoro przystąpił do chrztu. Trzeba podkreślić, że Jezus w trakcie obrzędu doświadczył obecności Boga. Zanurzenie, którego dokonał apokaliptyczny i na pół dziki człowiek w rzece w otoczeniu tłumów ludzi sprzyjało mistycznym doznaniom. Z wody wynurzył się już nowy prorok – Jezus z Nazaretu. Andrzej Nowicki.

  55. Proszę Państwa! Nie wiem czy jestem w stanie odpisywać na tak liczne pytania. Moje biurko zostało otoczone książkami, Bibliami, Talmudem, Flawiuszem i Bóg wie czym jeszcze. Może po prostu ustalmy jakiś pierwszy temat w głosowaniu wspólnym i od niego zacznijmy; jednocześnie próbując wymieniać między sobą poglądy. Istnieje bowiem możliwość, iż dając pospieszne odpowiedzi pominę w nich jakąś istotną sprawę. Podoba mi się wasza postawa zwłaszcza Grzegorza, który potrafił bardzo szybko sformułować swoje wnioski, które stara się skonfrontować z najnowszymi ustaleniami. Mam też prośbę, aby nie kierować do mnie pytań związanych z teologią, ponieważ ja sam jestem na nie nieprzygotowany. Wynika to z pewnej mojej koncepcji również filozoficznej. Nie znaczy to, że jestem w znajomości teologii całkowitym laikiem ale jednak są tu osoby, które na tym znają się znacznie lepiej. To, że teologia rozwiązuje obecnie problemy, które interesują garstkę osób ( a często nawet tylko ich samych ) powoduje, że teolodzy znaleźli się za „życia” w „niebie”. Czy jednak pojawi się w końcu jakiś pośrednik? Andrzej Nowicki.

  56. Pani Justyno! Temat zależności literackich Ewangelii był już tu poruszany. Niemniej jednak przygotowałem dla Pani pewne summarium jak obecnie postrzega się i datuje materiał odnoszący się do Jezusa. Niech Pani zauważy, że wykorzystuje też wcześniejsze wpisy, a więc można również w nich poszukać odpowiedzi na niektóre pytania, które Panią zaciekawiły.
    Zespół Y (30 – 40 n. e.) – wyodrębniony z materiału wspólnego dla Ewangelii Q i Marka. Pochodzi bezpośrednio z nauczania Jezusa lub z najbliższego kręgu jego uczniów. Tradycja Y została niezależnie wykorzystana przez kompilatorów Ewangelii Q oraz Marka. Najstarsza tradycja potwierdza, że wielkim szacunkiem darzono Jana Chrzciciela odnosząc do niego wiele proroctw starotestamentowych. U podstawy nakazu misyjnego zarówno w Q jak i w Mr leży tradycja Y. Działalność egzorcystyczna Jezusa spotkała się z zarzutem współpracy z Belzebubem i to jedyna kontrowersja, którą przekazuje nam Y. Jezus wystąpił przeciwko rozwodom i porównał Królestwo Boże do ziarna gorczycy. Zażądał wiary w swoją misje i to pomimo zagrożenia życia. Uważa się za fragmentami apokalipsy synoptycznej stoi tradycja Y. Wysoki stopień autentyczności.
    Ewangelia Galilejska Q ( okres kształtowania 40 – 50 n. e. ) – wyodrębniona z materiału wspólnego dla Ewangelii Mateusza i Łukasza. Napisana w języku greckim; zawiera liczne odniesienia do do życia rolniczego i wiejskiego Galilei. Przedstawia Jezusa jako osiadłego nauczyciela, którego działalność skoncentrowana jest w Galilei a konkretnie w Kafarnaum. Q potwierdza działalność cudotwórczą Jezusa jednak relacjonuje tylko dwa
    uzdrowienia: niemego i sługi setnika rzymskiego. Jezus nie występuje w tym piśmie z programowa krytyką Tory. Q nie posiada opisu męki Jezusa. Jego śmierci Ewangelia nadaje znaczenie deuteronomistyczne tzn. Jezus nie umiera w celach ekspiacyjnych lecz jego śmierć wpisuje się w tragiczny los wszystkich poprzedzających go proroków. Dlatego też Jan Chrzciciel i Jezus prezentują w tej ewangelii jednolitą linię wobec współczesnego im pokolenia. W Q działalność Jana Chrzciciela jest niezależna od Jezusa. Identyfikacja Jezusa z `Synem Człowieczym` jest jedynym
    w tej Ewangelii śladem nawiązania do wydarzenia paschalnego. Jezus na podobieństwo Eliasza przebywa w niebie i w trakcie eschatologicznego sądu spełni do końca swoją misję. Główne tytuły Jezusa to Syn Boży i Syn Człowieczy ( 8 razy) – nigdy Chrystus. Jezus to głównie nauczyciel mądrości i jego osoba nie pozostaje w centrum tegodokumentu lecz rzeczywistość Królestwa Bożego. Ze względu na nawiązania do Syna Człowieczego uważa się Q za nietypową wersję „ewangelii mądrościowej”.
    Ewangelia Tomasza ( okres kształtowania 50 – 150 n. e. ) – złożona z wielu warstw a w swym ostatecznym kształcie dostosowana do dualistycznej koncepcji gnostyków. Pierwotnie zawierała nadzieję zmartwychwstania. Niektóre jej logiony są niezależne od Źródła Q i Ewangelii Kanonicznych. Niestety posiadamy tylko fragmentaryczne teksty greckie na papirusach odkryte przez B. P. Grenfella i A. S. Hunta w 1897 i 1904 roku, nieliczne cytaty w pismach ojców kościoła oraz mocno przerobioną wersję koptyjską odkrytą w Nag – Hammadi w 1945 roku. Objawiającym i przekazującym tajemnice swoim uczniom jest Jezus a uczniowie mają go szukać i słuchać jego poleceń. Jezus jest postacią wciąż żyjącą a jego słowa nie tracą na aktualności. Logia rzadko kiedy odnoszą się do konkretnych sytuacji z życia Jezusa i sprawiają wrażenie zgrupowanych bez jakiegoś wyraźnego porządku a wypowiedzi nabierają czasami charakteru dialogu. Syn Człowieczy urealnił się w Jezusie ale potencjalnie może się on objawić w każdym człowieku. Syn Człowieczy jest mistycznym odpowiednikiem, który uczeń odkrywa w sobie poprzez rozważanie tajemnic Jezusa. Żydowskie rytualne przepisy są uznawane za bez znaczenia. Człowiek ma zmienić się wewnętrznie poprzez surową medytację. Jezus naucza w przypowieściach ale nie tylko o Królestwie Ojca ale i również o człowieku. Stara się zwrócić uwagę na prawdziwe ego każdego z ludzi. Dojście do królestwa Ojca jest możliwe poprzez odkrycie moralności Edenu. Ewangelia w finalnym kształcie nie posiada oczekiwania apokaliptycznego końca. Królestwo jest do osiągnięcia w trakcie tego eonu. Brak jednoznacznych wskazówek w których moglibyśmy podejrzewać Ewangelię Tomasza o doketyzm. Ewangelia Tomasza oraz Ewangelia Galilejska Q przypisują znaczenie słowom Jezusa a nie jego śmierci i zmartwychwstaniu.
    Przedstawiają Jezusa jako objawiciela metafizycznej niebiańskiej mądrości – to była ta najpierwotniejsza warstwa tradycji stojąca w opozycji do teologii Pawła i idących za nim synoptyków.
    Ewangelia Piotra ( 40 – 150 n. e. ) – została odkryta dzięki pracy francuskich archeologów w Akhmin w 1886/87 roku w grobie egipskiego mnicha. Niestety zachował się jedynie końcowy fragment tej ewangelii zdający relację od momentu umycia rąk przez Piłata do ukazania się Jezusa nad Morzem Tyberiadzkim. Ewangelia ta uznaje jedynie Żydów i Heroda winnymi śmierci Jezusa. Piłat jest tam całkowicie zwolniony od odpowiedzialności za wyrok na Jezusie. Panuje dość szeroka opinia, że Ewangelia Piotra zapożyczyła opowiadania z czterech Ewangelii kanonicznych natomiast redaktor korzystał z nich w sposób dowolny. Pogląd ten podważył H. Koester, który udowodnił, że Ewangelia Piotra nie jest zależna od żadnej ewangelii lecz jest analogiczna do Ewangelii Marka i Jana. Według niego wszystkie te trzy ewangelie narracje na temat pasji zapożyczyły z wcześniejszej tradycji, która była jeszcze obecna gdy komponowano te pisma. Natomiast Epifanie zmartwychwstałego Jezusa różnią się dlatego, ponieważ zarówno Mateusz, Łukasz, Jan oraz Piotr sięgają do odmiennych historii ustnych obecnych w ich gminach ( H. Koester, Ancient Christian Gospels, Harissburg, Trinity Press 1990, s. 216 – 240 ). J. D. Crossan twierdzi, że ewangelia ta korzysta ze starszego materiału wobec wszystkich ewangelii, wykorzystał on ją do rekonstrukcji tzw. Ewangelii Krzyża, która według badacza stała u podstawy narracji męki pańskiej w Ewangeliach Kanonicznych ( J. D. Crossan, Four Other Gospels, Minneapolis,Winston Press 1985, s. 125 – 181). Pismo to jest pisane w formie pamiętnika Piotra i ostateczną jej redakcję datuje się na połowę wieku II. Apostoł Piotr nie miał nic wspólnego z tym pismem; powstało ono bowiem kilkadziesiąt lat po jego śmierci( ostateczna redakcja ). Jezus w trakcie męki nie okazuje bólu a ostatni jego okrzyk na krzyżu to: „Mocy moja, mocy, opuściłaś mnie” ( Ew. Pt. 10. 19). Ze względu na to, że pismo to momentami sięga do tradycji starszych i niezależnych od synoptyków, można dzięki niemu przeanalizować ewolucję elementów pasyjnych ze szczególnym uwzględnieniem postaci Judasza, której nie zna Apostoł Paweł oraz autor Ewangelii Piotra ( 1Kor15, 5 por. Ew. Pt. 59 ).
    Proto – Paweł ( 50 – 64 n. e. ) – terminem tym określa się Listy Pawła co do których badacze nie mają żadnych wątpliwości, że wyszły one spod jego pióra. Do autentycznych zabytków epistolarnych Pawła zaliczamy: 1 List do Tesaloniczan, 1 List do Koryntian, 2 List do Koryntian, List do Galatów, List do Filipian, List do Filemona i List do Rzymian. Paweł bardzo rzadko odnosi się do ziemskiego życia Jezusa. Potwierdza istnienie braci Jezusa w tym Jakuba jako filara gminy jerozolimskiej. Spotkał się z Kefasem i jego wraz z Janem zalicza do dwunastu. O Jezusie pisze, że pochodził z rodu Dawida i urodził się – w jego ujęciu – z bezimiennej kobiety. W trakcie swojej działalności – według Pawła – Jezus zalecił, aby misjonarze byli utrzymywani przez wiernych i zabronił rozwodów oraz obiecał apokaliptyczny powrót. Przed nocą, w której został wydany, połamał się ze swoimi uczniami chlebem i pobłogosławił wino a następnie został ukrzyżowany przy współudziale strony żydowskiej. Dał się poznać jako zmartwychwstały Kefasowi, dwunastu, pięciuset braciom jednocześnie, Jakubowi, reszcie apostołów a w końcu i samemu Pawłowi. Dla Pawła Jezus przez swoje posłuszeństwo i męczeńską śmierć został ustanowiony Panem i zasiada wraz z Bogiem – Ojcem na tronie jako król, aż do momentu odnowienia wszechświata i wtedy to Jezus przekaże królowanie z powrotem samemu Bogu. Paweł podkreśla znaczenie ekspiacyjne śmierci Jezusa. Według niego Jezus umarł za grzechy ludzkości a jego śmierć była końcem Tory. Nie widzi więc potrzeby przestrzegania przykazań Prawa Mojżeszowego w rozlicznych gminach, które tworzy głównie w obrębie Azji Mniejszej. Wskutek tej kontrowersyjnej nauki wchodzi w konflikt z najbliższymi współpracownikami Jezusa – Jakubem i Kefasem, których ironicznie nazywa arcy – apostołami.
    Ewangelia Hebrajczyków ( 50 – 70 n. e. ) – Próbuje się rozróżnić trzy ewangelie judeo – chrześcijańskie: Hebrajczyków, Nazarejczyków i Ebionitów z cytatów u Ojców Kościoła gdyż tylko tam przetrwały ślady tych dokumentów. Przyczynia się to do wielu sporów, ponieważ uczeni nie są zgodni, które fragmenty przypisać do Ewangelii Hebrajczyków. Crossan opierając się na analizach H. Koestera zalicza do niej tylko siedem cytatów z ojców kościoła. Uważam za A. Welburnem, że nie jest to rozwiązanie najszczęśliwsze i wydaje się, że raczej mamy tu do czynienia z rozszerzonymi wersjami tego samego oryginału. Dopóki jakieś odkrycie nie zweryfikuje poglądów, które obecnie posiadamy w tej kwestii lepiej pozostać przy podziale powszechnie obowiązującym. Ewangelia Hebrajczyków przedstawia Jezusa jako wcielenie Mądrości Bożej. Jedna z wypowiedzi Jezusa dotyczy faz rozwoju wewnętrznej świadomości i zawiera ją również Ewangelia Tomasza. Ewangelia Hebrajczyków wzmiankuje, że jedną z osób uczestniczących w Ostatniej Wieczerzy był Jakub i potwierdza wzmiankę Pawła o mistycznej wizji Jezusa jakiej on doznał. W opisie chrztu na Jezusa zstępuje całe źródło Ducha Świętego i od tego momentu jest on inkarnacją Chrystusa i może nazywać się Synem Bożym. Ewangelia Hebrajczyków używa na Jezusa również określenie Syn Człowieczy.
    Ewangelia Marka ( 75 r. n. e. ) – Przed Ireneuszem i Klemensem Aleksandryjskim nie ma bezpośrednich cytatów z Ewangelii Marka. Pełny tekst tego zagadkowego pisma pojawia się dopiero na Papirusie 45 pochodzącym z pierwszej połowy wieku III. Pomiędzy autografem a kopią istnieje przepaść prawie 200 lat. Daje to pole do licznych spekulacji na temat ewolucji samej ewangelii. Naukowcy tworzą więc teorię Ur – Markusa i Deutero – Marka z których najbardziej prawdopodobna jest ta druga. Trudno bowiem byłoby sobie wyobrazić całościowy przekaz ewangeliczny pozbawiony istotnych fragmentów ( 6, 45 – 8, 26 ) natomiast bardzo łatwo wytłumaczyć dlaczego te ustępy mogły zostać wyrugowane. Ewangelia Marka jest haggadą czytaną adeptom w trakcie Wielkanocy podczas inicjacji chrztu i została oparta na zasadach greckiej retoryki. Wykorzystywanie niektórych jej fragmentów do sankcjonowania sakralnej homo – erotyki spowodowało usunięcie z niej pewnych rozdziałów – jak
    duża była skala cenzury, trudno powiedzieć, ślady jej jednak są widoczne gołym okiem. Ewangelia Marka posługuje się językiem greckim najniższych warstw. Greckie słowo aphedron ( Mk 7, 19), którego używa tam Jezus to nie odpowiednik ustępu lecz – gdybyśmy przetłumaczyli to dosłownie – sracz. Jezus u Marka nie jest istotą nadziemską i nie rodzi się z dziewicy. Relacje z rodziną są zaburzone a matka uważa, że Jezus odszedł od zmysłów i próbuje powstrzymać go przed pełnieniem misji. Marek bardzo rzadko określa Jezusa tytułem Syn Boży a głównie robią to demony tkwiące w ciałach ludzkich (Mk 3, 12; 5, 7). Marek wprowadza w życie Jezusa element tajemnicy mesjańskiej. Jezus nie pozwala nazywać się Chrystusem. Śmiało zmierza do Jerozolimy gdzie – o czym trzykrotnie informuje swoich uczniów (dwunastu) – spodziewa się męczeńskiej śmierci za grzechy ludzkości. Pomimo iż uczniowie o wszystkim wiedzą w chwili próby – pojmania; pozostawiają go a Kefas trzykrotnie wypiera się swojego mistrza. Zostaje zdradzony przez jednego z dwunastu ( jego najbliższej świta ) – Judasza. Przywódcy żydowscy wydają Jezusa Piłatowi a ten pomimo iż wierzy w jego niewinność, pod ich naciskiem skazuje go na rozpięcie na krzyżu. Jezus jednak po trzech dniach zmartwychwstaje. Odkrywają to trzy kobiety z najbliższego kręgu Jezusa znajdując w grobie, młodzieńca ubranego w białą szatę, który informuje je o zmartwychwstaniu. Przerażone kobiety uciekają i nic nikomu nie mówią. Jezus w Ewangelii Marka jest głównie cudotwórcą i nauczycielem. Stara się ze swoim orędziem trafić do ludzi za pomocą przypowieści. Jednak – według Marka – czyni to po to, aby przypadkiem nikt go nie zrozumiał a wykładnię pozostawia swoim uczniom w tajemnicy…
    Ewangelia Mateusza ( 85 – 90 n. e. ) – napisana poprawną greką, prawdopodobnie w Syrii przez anonimowego autora. Podkreśla zatwardziałość narodu żydowskiego, który nie przyjmuje orędzia Jezusa i ściąga na siebie jego krew. Składa się z przerobionych perykop Ewangelii Marka, z logionów zaczerpniętych z Q oraz z tak zwanego materiału własnego M. W M znajduje się haggadyczny midrasz o dziewiczym narodzeniu Jezusa
    wzorowany na relacjach dotyczących Mojżesza. Reszta materiału M jest prawdopodobnie najstarszą częścią Ewangelii Mateusza i jest ona wyraźnie projudaistyczna. Na tą warstwę kompilator nałożył część uniwersalistyczną której motywem przewodnim jest przejście zbawienia z narodu żydowskiego na gojów. Cała historia Jezusa jest odzwierciedleniem życia Mojżesza. Dla Mateusza Jezus na jego podobieństwo nadaje nowe prawo na górze w słynnym kazaniu – analogicznie postępuje Mojżesz, który oznajmia Stare Przymierze na Górze Horeb. Ewangelia Mateusza trzyma się generalnie chronologii Ewangelii Marka. Do pasji wprowadza motyw strażników u grobu Jezusa oraz zmartwychwstanie świętych Izraela. Ewangelia Mateusza posiada opis wizji zmartwychwstaniowej, której, niby mieli doświadczyć apostołowie ( 11 ) w Galilei. Jezus wydaje w niej nakaz chrzcielny i nakazuje udanie się z misją do gojów. Do dziś wprowadza w konsternację badaczy zadziwiająca antyżydowskość kompilatora Ewangelii. To tam Jezus oświadcza, że Żydzi nie zasiądą na mesjańskiej uczcie, lecz zostaną wrzuceni w ciemność ( Mt 8, 11 – 12 ) a zgromadzony tłum żydowski domaga się śmierci Jezusa krzycząc „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” ( Mt 27, 25). Dla redaktora Ewangelii Jezus jest przede wszystkim obiecanym Chrystusem. Dlatego też najczęściej tytułuje go mianem „syna Dawida”. O wiele częściej niż w Ewangelii Marka określa się Jezusa tytułami Syn Boży, Pan i Syn Człowieczy. Ewangelia napisana w nurcie chrześcijaństwa po – Pawłowego, śmierć Jezusa interpretuje ekspiacyjnie. W opinii większości badaczy należy ją zaliczyć do działu literatury ludowej.
    Ewangelia Łukasza ( 90 n. e. ) – jej autorstwo niesłusznie przypisywano Łukaszowi, którego utożsamiano z lekarzem i towarzyszem Pawła. Dziś kwestionuje się to autorstwo a koronnym argumentem – oprócz szeregu innych – jest brak w tej Ewangelii głównych motywów paulińskiej teologii. Dzieciństwo Jezusa podkreśla jego dziewicze pochodzenie a jej wersja jest wyraźnie sprzeczna z relacją Ewangelii Mateusza, co prowadzi do wniosku, iż obydwa dokumenty są niezależne od siebie. Ich podobieństwo – w późniejszej etapie ewangelicznej historii – jest spowodowane korzystaniem z tych samych materiałów: Ewangelii Marka oraz Źródła Q. Łukasz, także posiada elementy własne, które bibliści nazywają Materiałem L. Łukasz zwraca się do środowiska nieżydowskiego i pomija wszystkie słowa Jezusa w których wypowiadał się on niechętnie na temat gojów. Ewangelia ta jest stricte uniwersalistyczna. Relacja o wizjach zmartwychwstaniowych jest już znacznie rozbudowana i ograniczona tylko do
    Jerozolimy. Łukasz łagodzi pośpiech eschatologiczny Jezusa i stara się go przedstawić jako doskonałego Syna Bożego a nie apokaliptycznego proroka. Ewangelia pisana wytworną greką tworzy w miarę spójną relację, która jest efektem przemyślanej już teologii a dopełniają ją Dzieje Apostolskie; napisane przez tego samego autora. W Dziejach Apostolskich autor podkreśla wrogość Żydów wobec pierwszych głosicieli Jezusa a przemilcza fakt prześladowań ze strony władz rzymskich. Skupia się w niej głównie na opisie misjonarskiej działalności Pawła, dopełniając tym samym obrazu w którym zbawienie przechodzi z Izraela do pogan. Dzieje Apostolskie starają się nie podkreślać antagonizmów pomiędzy wspólnotą jerozolimską a Pawłem. Widać, że dawne echa sporów już ucichły i apostołowie mogli zostać przedstawieni w pozytywnych barwach, dlatego też rewizja Ewangelii Marka a właśnie nią jest Ewangelia Łukasza była dla tamtejszej wspólnoty koniecznością.
    Ewangelia Jana ( redakcja: 100 – 110 n. e. ) – opisuje Jezusa jako wysłannika niebios ( Logos/ Słowo), który od wieków przebywa wraz z Ojcem w sferach niebieskich. Zstępujący Jezus toruje drogę do zbawienia poprzez swoją męczeńską śmierć – do której ze spokojem dąży – a na krzyżu, po powierzeniu swojej matki, ulubionemu uczniowi i słowach: „Wykonało się” – umiera, aby po trzech dniach zmartwychwstać. W Jerozolimie ukazuje się Marii Magdalenie oraz Apostołom gdzie pozwala się dotykać i prowadzi dyskusje z Apostołami. Wizje paschalne następują również w Galilei gdzie zmartwychwstały Jezus spożywa z Apostołami rybę. Datowanie nie pozwala na wiązanie tej Ewangelii z jakimkolwiek świadkiem życia Jezusa a tym bardziej z Janem, który będąc prostym rybakiem nie mógłby napisać w późnej starości dzieła o tak skomplikowanej teologii. Ewangelia Jana tylko w 8 % pokrywa się z treścią Ewangelii Synoptycznych. Wynika to przede wszystkim z innego doboru źródeł. Kompilator nie oparł się na Ewangelii Galilejskiej i Marku lecz na tzw. Ewangelii Znaków, której ślady odnajdujemy w Ewangelii Jana. Ewangelia Znaków jest niezależnym – od synoptyków – opisem cudów i prawdopodobnie zawierała opis męki Jezusa. Nie da się pogodzić daty śmierci Jezusa 14 dnia nissan w Ewangelii Jana z datacją Ewangelii Marka, Mateusza, Łukasza, którzy wyznaczają ją na 15 dnia nissan. Przy czym datowanie Ewangelii Jana jest zgodne z Ewangelią Piotra. Z Ewangelią Jana jest związane odkrycie tzw. Ewangelii Egerton, która zawiera w treści bardzo podobne mowy Jezusa, które u Jana wydają się bardziej rozbudowane. Prawdopodobnie Jan oparł się na jakimś zbiorze mów Jezusa – wspólnym dla Egerton i Jana – które jednak przemyślał nadał im inną kompozycję i wprowadził do nich swoją teologię. Poszukiwanie autentycznych słów Jezusa u Jana jest praktycznie niemożliwe, ponieważ autor wkłada w jego usta swoje własne przemyślenia a sam Galilejczyk raczej odpowiada na problemy obecne w gminie Janowej. Zresztą autor najprawdopodobniej zdawał sobie sprawę, że nikt nawet mu ze współczesnych ludzi nie będzie wierzył, iż Jezus mógł wypowiedzieć do Żydów takie oto słowa: „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który ja dam, to ciało moje” ( Jn 6, 51). Nawet w dzisiejszych czasach w których nie stawia się jakichś ograniczeń w rozwoju
    indywidualnym człowieka ktoś kto operowałby takim słownictwem uchodziłby przynajmniej za ekscentrycznego dziwaka a co dopiero w I wieku n. e. Język grecki ewangelii Jana jest bardzo specyficzny i często wykorzystuje idiomy aramejskie. Większość historyków popełniła ogromny błąd datując tą Ewangelię na okres bardzo późny. Odkrycie jej na skrawku papirusu określonego na pochodzący z okresu 110 – 140 n. e. zmusiło badaczy do skorygowania poprzednich poglądów. Jednak nadal jest widoczna chęć przesuwania jej powstania na okres jak najpóźniejszy. Dziś coraz szerzej przyjmuje się pogląd, który mówi, że pierwotna wersja Ewangelii Jana była w użyciu jakiejś wąskiej grupy wtajemniczonych chrześcijan ( B. Rigaux ). Następnie dopiero została przeredagowana i poprzez dodanie rozdziału 21 świadectwo umiłowanego ucznia zostało zharmonizowane z tzw. tradycją Piotra. Na początku wieku II chrześcijanie wywodzący się z eklektycznych grup chrystianizmu Janowego byli wypierani na margines kościoła wraz z judeochrześcijanami i gnostykami. ` Ezoterycy, którzy posługiwali się Czwartą Ewangelią, stanęli z czasem wobec wyboru: mogli zrezygnować z prób wywarcia wpływu na szersze rzesze chrześcijańskiej społeczności i zaakceptować rosnącą izolację lub też opublikować swą ezoteryczną ewangelię, utwierdzić jej autorytet i ukazać bliskość wobec Chrystusa, mając nadzieję, że w ten sposób uda się zachować przy życiu bardziej duchowy wymiar chrześcijaństwa w obrębie Kościoła.(…) Jakkolwiek pełna ezoteryczna tradycja okazała się wkrótce niemożliwa do zaakceptowania w kręgach kościelnych, sama Czwarta Ewangelia została przyjęta i zachowała się. Istniał wprawdzie zacięty opór, jednakże cena, jaką przyszło ostatecznie zapłacić, była stosunkowo niewielka. Na przykład wzmianki o rytualnej działalności Jezusa ( udzielanie chrztu ) starano się usprawiedliwić dodając sprzeczną z nimi adnotację mówiącą po prostu, że tego nie czynił. Autorstwo ewangelii należało przypisać jednemu z kręgu dwunastu apostołów` ( Welburn Andrew, Początki Chrześcijaństwa. Esseńskie misterium, gnostyckie objawienie, chrześcijańska wizja, Wydawnictwo Spektrum, Warszawa 1998:s. 224 ). Zatem początkowo Ewangelia Jana była w użyciu jakiejś wąskiej grupy osób nie ma zatem powodów, by samo powstanie zrębów ewangelii nie umieszczać w okresie znacznie wcześniejszym. To, że rzeczywiście nie była ona skierowana do odbiorcy masowego widać wyraźnie w jej bardzo ogólnikowym charakterze oraz mistycznej głębi. Jej tradycja, będąca niejako w pewnym napięciu wobec synoptyków została zharmonizowana poprzez przyjęcie odwiecznego zrodzenia Logosu/Jezusa z jego wcieleniem z dziewicy w Ewangeliach Mateusza i Łukasza. Ewangelia Jana po raz pierwszy używa wobec Jezusa słowa Bóg w dwóch miejscach ( Jn 1, 1; 20, 28 ). Mistycyzm Ewangelii Jana jest zrozumiały jeśli interpretuje się go poprzez obraz paschalnego Jezusa.
    Pozdrawiam Andrzej Nowicki.

  57. Kolejne wpisy pana Andrzeja. Zanosi się na kolejną lekturę przy której odpłynę z rzeczywistości. Panie Andrzeju niech pan nie pisze aż tak szybko, bo ostatnio czytając pana wpisy i poświęcając czas Q Ewangeli Galilejskiej zapominam o tym, że czasami trzeba zjeść, albo zrobić zakupy (żeby było co zjeść).

    P.s. Wyobraziłem sobie to pana biurko. Nie wiem co powie na to Pana żona, ale może się narażamy? Proszę ją przeprosić.

  58. Panie Tomku! Niestety muszę kończyć. Jedyne co chcę tutaj dodać to tyle ( kiedyś powiem o tym Panu więcej ), że w pewnym e – mailu i wpisie bardzo zbliżył się Pan do Andrzeja Nowickiego – historycznego ( chodzi o pewne działania, nie tożsamość ) ale robiąc ze mnie reinkarnację pewnego filologa oddalił się Pan znów znacznie i na Boga skąd Pan się domyślił, iż według mnie cud zmartwychwstania interpretuję zgodnie z poglądami Jezusa historycznego ( ogólnie rzecz biorąc ). Pozdrawiam.

  59. Może rzeczywiście zwolnienie tempa wyjdzie wszystkim na dobre. Trzeba spokojnego zapoznania się z przedstawionym przez Pana Andrzeja materiałem, spokojnego sformułowania wątpliwości.
    Na razie ograniczę się do krótkiego skomentowania dwóch spraw.

    To, że teologia rozwiązuje obecnie problemy, które interesują garstkę osób ( a często nawet tylko ich samych ) powoduje, że teolodzy znaleźli się za „życia” w „niebie” – pisze Pan Andrzej.

    Przyczyny tego, że tak jest, czy raczej że tak bywa, widzę trochę inaczej, nie dopatruję się ich w tym, że teologia z rzadka nawiązuje do badań biblijno- historycznych, poszukiwania Jezusa historycznego. Pisałem o tym w tekście w ramach jednej z pierwszych Kleofasowych dyskusji miesiąca: http://teologia.jezuici.pl/category/dyskusje-miesiaca/co-to-jest-teologia/.
    Jeszcze więcej piszę o tym w książce „Każdy jest teologiem„. Oczywiście, dialog z badaniami biblijno-historycznymi jest teologii jak najbardziej potrzebny, ale nie jest to droga do wyprowadzenia jej z „bycia w niebie”, przynajmniej moim zdaniem.
    O zmartwychwstaniu dyskutowaliśmy w ramach kwietniowej dyskusji miesiąca: http://teologia.jezuici.pl/category/dyskusje-miesiaca/pascha-chrystusa/. W kontekście niniejszej dyskusji polecam zwłaszcza tekst ks. Mariana Ruseckiego, jak i jego książkę.

  60. To może najpierw ja, jeśli Pan pozwoli. Nazbierało mi się trochę pytań i wątpliwości. Dla porządku będę je numerował.
    1. „Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli,żeby się nie nawrócili i nie była im wydana” (Mk 4:11-12). Jest to dla mnie jeden z najbardziej intrygujących fragmentów Ewangelii. Jezus używa przypowieści żeby słuchacze „nie rozumieli” i „się nie nawrócili”? To co z Jego przesłaniem:””Przybliżyło się Królestwo Boże nawracajcie się i wierzcie w dobrą nowinę”?! No chyba że przyjmiemy że słowa te (Mk 4:11-12)nie pochodzą od Jezusa – Grzegorz Turek
    Panie Grzegorzu niesłusznie, ponieważ posiada już Pan niezbędne instrumentarium, mogące zmierzyć się z tym trudnym fragmentem. Badaczy zaczęła ciekawić pewna tajemniczość którą jest owiana ta ewangelia. Jezus w niej zachowuje się jak gnostyk. Co to znaczy? Gdy Galilejczyk zaczyna nauczać w przypowieściach jego uczniowie na osobności zadają mu pytanie dlaczego tak naucza. Jezus miał odpowiedzieć:Powierzono wam tajemnicę Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są na zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli, i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia ( Mk 4, 11 – 12). Trochę jest dziwna ta rozmowa na osobności a także troska Jezusa o to, aby przypadkiem się ktoś nie nawrócił. Wydaje się przecież, że misja Galilejczyka ma prowadzić do jak największej ilości pokutujących. W 1901 r. ukazuje się przełomowa książka Wiliama Wrede „Das Messiasgeheimnisin den Evangelien”. Zauważył on dziwną tendencję, która przewija się przez całą Ewangelię Marka i nazwał ją tajemnicą mesjańską. Jezus w tej ewangelii nie pozwala demonom
    zdradzać swojej tożsamości, mianowicie tego, że jest mesjaszem (Mk1, 34; 3, 12). Zauważmy jak postępuje po przebudzeniu dziewczynki, córki Jaira otóż przykazuje jej rodzicom oraz apostołom, aby się o tym nikt nie dowiedział (Mk 5, 43). Czy Jezus postępuje tu wyjątkowo? Otóż nie.
    Przeanalizujmy zachowanie Jezusa w kolejnej perykopie. Woła on w niej głuchoniemego na bok i na osobności sprawuje następujący rytuał: „Włożył palce swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effata, to znaczy: Otwórz się!” (Mk 7, 33 – 34). Ważny jest tutaj moment następujący po samym uzdrowieniu, albowiem Jezus znów zabrania komukolwiek opowiadać o tym co się stało (Mk 7, 36). Ludzi naucza w przypowieściach a prawdziwe znaczenie wyjawia tylko swoim uczniom (Mk 4, 34). Na dodatek uczy tych ludzi dopiero w przypływie litości! (Mk 6, 34). Czy zatem uczniowie mogą powiedzieć kim jest Jezus skoro im wykładane są tajemnice? Według ewangelisty Jezus nakazał im surowo, aby nikomu o nim nie mówili (Mk 8, 30) . Sam też nigdy nie mówi kim jest nauczając jedynie w przypowieściach po to, aby przypadkiem ktoś go nie zrozumiał (Mk 4, 12). Swoją godność mesjańską ujawnia dopiero po pochwyceniu go przez władze arcykapłanowi i Piłatowi (Mk 14, 61 – 62; 15, 2). Jako, że przy tych przesłuchaniach nie było nikogo postronnego Jezus określił swoje
    pochodzenie właściwie tylko elitom i to nastawionym wrogo wobec niego. Podsumujmy: Kto według Marka w okresie nauczania w Galilei wie, iż jest on Mesjaszem? Garstka najbliższych uczniów. Komu Jezus ujawnia, że jest Mesjaszem? Garstce wrogo nastawionych kapłanów i rzymskiemu urzędnikowi. Uczniowie pozostawiają Go i uciekają, ich przywódca niejaki Kefas trzykrotnie wypiera się Jezusa a obraz dwunastu dopełnia postać Judasza zdrajcy wywodzącego się spośród nich. Totalna kompromitacja! Ktoś jednak zostaje im przeciwstawiony, Mr pozostawia klucz, którym można otworzyć jego Ewangelię: „Przyszła niewiasta, mająca alabastrowy słoik czystego oleju nardowego, bardzo kosztownego; stłukła alabastrowy słoik i wylała na głowę jego. (…). Ale Jezus rzekł: (…) Ona, co mogła to uczyniła; UPRZEDZIŁA NAMASZCZENIE CIAŁA MEGO NA POGRZEB. Zaprawdę powiadam wam :Gdziekolwiek na świecie będzie zwiastowana ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątką co uczyniła” ( Mr 14, 3. 6. 8 – 9 ). Komu przeciwstawia Mr kobietę, która namaściła Jezusa za jego życia na pogrzeb. Oczywiście trzem kobietom ( Mr działa trójkami ), które postanawiają zrobić to dopiero po jego śmierci, a więc wtedy kiedy to nie jest zupełnie potrzebne, albowiem jest On już żywy: „A gdy minął sabat Maria Magdalena i Maria Jakubowa i Salome nakupiły wonności, ABY PÓJŚĆ I NAMAŚCIĆ GO” ( Mr 16, 1 ). Fatalny błąd one nie powinny tego robić, ponieważ Jezus trzykrotnie zapowiadał, że jego śmierć to powrót do życia. Trzy kobiety w tej pełnej symbolizmu przejmującej scenie są wyraźnie przeciwstawione kobiecie, która za życia namaszcza Jezusa na jego śmierć a On nie potrzebuje łaski od ludzi, którzy nie uwierzyli jego słowu i to podwójnie, ponieważ młodzieniec informuje je już bezpośrednio o zmartwychwstaniu Jezusa one ignorują go i UCIEKAJĄ (!!!) pomimo, iż On zmartwychwstał. Jezus zostaje więc podwójnie opuszczony przez swoich najbliższych: w Ogrodzie Getsemani kiedy ucieka dwunastka a nawet w trakcie zmartwychwstania przez kobiety. Wniosek jest jeden: Mr chce odbiorcom przekazać ważną wiadomość – tylko wy rozumiecie Jezusa, nie rozumieli Go jego rodacy, ponieważ ukrył On swoje przesłanie, nie rozumieli go jego uczniowie, ponieważ zdradzili Go, uciekli a nawet się Go wyparli, nie zrozumiały Go niewiasty, ponieważ pozostawiły pusty grób i uciekły ( Mr 16, 8 ). Wszystkim im zostaje przeciwstawiony młodzieniec, który próbuje do samego końca pozostać przy swoim Mistrzu ( Mr 14, 51 – 52 ) i to On ogłasza niewiernym kobietom wskrzeszonego Jezusa ( Mr 16, 1 – 5 – 6 ). Dlaczego? W Ogrodzie Getsemani nie ma już Judasza na jego miejsce Mr wprowadza młodzieńca, który jest symbolem społeczności Kościoła Markowego. Zadanie głoszenia Ewangelii przejmuje Kościół, ponieważ Żydzi, dwunastu i kobiety okazały się Go niegodne. Dlatego fragment ten niepokoi ciebie Grzegorzu, ponieważ w Mr tak naprawdę Jezus jest HIEROFANTEM ale nie jest to Jezus historyczny. Z poważaniem Andrzej Nowicki.

  61. „Przyczyny tego, że tak jest, czy raczej że tak bywa, widzę trochę inaczej” – R. Rynkowski.
    Szanowny P. Rynkowski przeczytam Pana książkę interesuje mnie jednak kwestia przyczyn, które widzi Pan inaczej. Moje wnioski odnośnie teologii mogą być błędne a jako, że jest to pańska specjalność to chciałbym, aby Pan mi je chociaż troszeczkę przybliżył – nawet w kilku zdaniach. Andrzej Nowicki.

  62. Pragnę również zwrócić uwagę, odnosząc się do tekstu ks. Mariana Ruseckiego, że „Tomek” i „Anna Collony” nie zostawili na nim przysłowiowej „suchej nitki”. O wiele bliższe mi są poglądy ks. Paczosa, które trafiają do ludzi i są dla nich zrozumiałe. Ks. Paczos mówi, że wielokrotnie zmieniał poglądy na sprawę zmartwychwstania Jezusa, takie wyznanie to naprawdę coś wielkiego. Dla mnie jest to przykład bardzo osobistego podejścia i niesamowitej szczerości a te rozterki oddają to co przechodzi duża część wierzących. Wniosek; ludzie identyfikują się tylko i wyłącznie z kimś kto wychodzi im naprzeciw. AN.

  63. Tak na szybko (http://rynkowski.blog.deon.pl/2013/11/07/kto-jest-teologiem/):

    Robert M. Rynkowski: Teologia – tak mi się wydaje – przez to, że była bardzo mocno atakowana jako dziedzina, która w ogóle nie korzysta z osiągnięć nauki, poszła w taką stronę, że zaczęła bardzo mocno podkreślać swój status naukowości, czyli skupiła się na tym, żeby udowodnić, że jest taką nauką jak inne, że tak samo jak inne nauki ma prawo być na uniwersytetach, na uczelniach. W związku z tym stało się tak, że teologii poniekąd uciekł jej przedmiot. Tym przedmiotem, zgodnie z etymologią słowa „teologia” (theos – bóg, logos – nauka), jest Bóg, tak można powiedzieć najprościej. Tymczasem gdy teologia zagłębiła się w takie właśnie poszukiwanie swego statusu jako nauki, stało się tak, jak się wydaje, że jej przedmiot znikł jej z pola widzenia, czyli teologia przestała się zajmować… Może inaczej: nie przestała się zajmować Bogiem, bo oczywiście nim się zajmowała, ale bardziej zależało jej na tym, żeby pokazać właśnie, że jest nauką, że stosuje metody naukowe, że ma prawo być na uczelniach, na uniwersytetach.

    Red. Jan Pniewski: Zamiast mówić o Bogu i o wierze, zaczęła mówić o problemach związanych z Bogiem i z wiarą.

    Robert M. Rynkowski: Tak. Stało się w zasadzie tak, że za teologię można było uznać cokolwiek, co miało związek z życiem kościelnym, z życiem wiary. Może najlepszym przykładem tego, że teologia ma z tym poniekąd problem, jest to, że często właściwie mamy do czynienia z taką sytuacją, że za teologię uznaje się na przykład prace na temat jakiegoś pojęcia teologicznego w czyimś dziele, za teologię uznaje się prace na temat założyciela danego zakonu – takie prace najczęściej piszą skierowane na studia teologiczne zakonnice czy zakonnicy. Uznaje się, że to wystarczy, że to już jest teologia, i tego, kto napisze taką pracę, określamy jako teologa.

  64. Robert pisze: „Oczywiście, dialog z badaniami biblijno-historycznymi jest teologii jak najbardziej potrzebny, ale nie jest to droga do wyprowadzenia jej z „bycia w niebie”, przynajmniej moim zdaniem”.
    Zależy co uznamy za bycie w niebie. Czy bycie w sferze metafizycznej czy oderwanie od rzeczywistosci i niezrozumialosc. Teologia musi byc metafizyczna, ale pomoże jej z pewnością uwzględnienie badań historycznych. Moze wtedy nie będzie dla elit ale odpowie na pytania przecietnego człowieka.

  65. Czy mogłaby Pani pokrótce wyjaśnić co to jest „sfera metafizyczna ” i jak ona ma się do rzeczywistości i co to w ogóle Pani zdaniem jest rzeczywistość?

  66. Komentuje tutaj od niedawna przypadkowo. Zaczęłam przepatrywać poprzednie wpisy i stwierdziłam, że pan Andrzej potrafi analizować bardzo zimno. Przykład – Czy Jezus jest „bękartem” rzymskiego rycerza? Jednak na co też zwróciłam uwagę takie podejście, szokujące, wzmaga jego autentyczność wniosków. Pani Anno czytałam również wypowiedź o naszych świętach ( Boże N. , Wielkanoc ) i też zgadzam się, że brakuje święta Kazania na Górze. Paweł i jego ofiara z Syna też nie jest dla mnie. Justyna G.

  67. Pani Justyno! Hipoteza o nieślubnym pochodzeniu Jezusa jest przez niektórych historyków brana jak najzupełniej poważnie pod uwagę ( por. B. Chilton, „A Mamzer from Nazareth”, New York 2000,s. 3 – 23; w Polsce, por. „Abdes Pantera – w poszukiwaniu ojca Jezusa” R. Zaroff; ” Rabin Mamzer albo Dzieje Jezusa” A. Bryszkowski – portal „Racjonalista” ). Pozdrawiam.

  68. „Zdaje się jednak, że skoro dochodzi do konsumpcji ciała, nie może ono zmartwychwstać,”

    Panie Tomaszu, wg. teologów ciało które zmartwychwstaje nie jest tym samym ciałem które składa się do grobu. Nawet jeśli ciało Jezusa spoczęło w zbiorowej mogile lub, jak chce Crossan, zostało pożarte, nie przekreśla to zmartwychwstania. Na temat zmartwychwstania i chrystofanii istnieje wiele ciekawych hipotez. Gerd Ludeman napisał kiedyś np. że Jezus zmartwychwstał w sercach uczniów a nie w grobie. Gaston Deluz używa takiego porównania: nasz umysł jest jak odbiornik fal , Bóg jest nadajnikiem, Duch Święty falą transmisyjną wzbudzającą w nas obraz Jezusa i w ten właśnie sposób apostołowie mogli doświadczyć chrystofanii. Osobiście nie uważam pustego grobu za warunek sine qua non zmartwychwstania, po prostu żaden argument nie przekonał mnie jeszcze że grób pusty nie był.

    „I jeszcze raz przepraszam, że musiał Pan przeze mnie znów poznawać się z takim „typem” jak Piłat. ”

    Panie Andrzeju, serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź na moje pytania. Za Piłata nie musi Pan przepraszać. Swego czasu, a było to jeszcze w szkole średniej, pod wpływem „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa przeżyłem okres fascynacji tą postacią. Niestety Piłat Bułhakowa nie jest Piłatem historii. A szkoda… Zresztą Piłat jest w Ewangeliach reprezentantem Rzymu, a ja przez długi czas patrzyłem na Judeę czasów Jezusa oczami Rzymianina tzn. jako marginalną prowincję, zamieszkałą przez barbarzyńskich fanatyków o śmiesznych roszczeniach.
    Poza tym fakt że obraz Piłata w Ewangeliach jest wygładzony nie musi oznaczać ze przebieg procesu jest całkowicie fikcyjny. A nawet jeśli uznamy opis procesu przed Piłatem za fikcję i uwzględnimy nadbudowę teologiczną Pasji czy wystarczy to aby odmówić jej opisowi jakiejkolwiek wartości historycznej? Wielu katolickich egzegetów tak nie uważa. Gerhard Lohfink pisze: „Subtelny dowód na to, jak wiele z języka Psalmów i jak wiele z teologii „cierpiącego sprawiedliwego” przedostało się do opisu męki, wcale nie dowodzi, że Kościół pierwotny w oparciu o Stary Testament zawarł tutaj fikcyjne, wymyślone wydarzenia.”(G. Lohfink JEZUS Z NAZARETU. Czego chciał. Kim był. str.441). Osobiście zastanawiam się czy w opisie męki jest rdzeń historyczny. Oczywiście w źródle Q nie występuje ale mógł istnieć jako agrafon wykorzystany później przez Marka. Zwolennicy historyczności opisu pasyjnego zwracają uwagę że w Markowej Ewangelii nie wymienia się imienia urzędującego arcykapłana jak gdyby dla odbiorcy było oczywiste kto nim jest. A jest oczywiste bo relacja sporządzona miała być jeszcze w czasach urzędowania Kajfasza (przed 37 r n.e.). Podobnie nie wymienia się funkcji Piłata – tak jakby była ona oczywista dla czytelnika.
    Postaram się wyrazić jasno moje stanowisko i wątpliwości z którymi się zmagam. Otóż ja również jestem przekonany że Jezus był prorokiem apokaliptycznym przekonanym że Panowanie Boga nadchodzi, że przyszło razem z nim. Przy takim założeniu powstaje szereg pytań, np. dlaczego Królestwo jednak nie nadeszło, albo kiedy Nazarejczyk zdał sobie sprawę że nie nadejdzie. Dzisiaj interesuje mnie bardziej to drugie. Widzę dwie możliwości: Pierwsza – Jezus zaczął sobie zdawać z tego sprawę stopniowo widząc opór narodu wybranego (Świadczyły by o tym słowa Mt. 8:11-12, Łk. 13:28-29 i 34) ale kontynuował misję w warunkach coraz większego zagrożenia. Panowanie Boga nie przyszło bo Izrael odrzucił jego wysłannika. W tej sytuacji Jezus pozwolił się aresztować (może sam aresztowanie sprowokował) aby umrzeć jako ofiara przebłagalna za grzechy. Wersja zasadniczo zgodna z katolicką ortodoksją i niedawno podpisałbym się pod nią obiema rękami.
    Ale ostatnio coś zaczęło mi w niej zgrzytać. No bo jeśli Jezus rozumiał swoją śmierć w kategoriach ekspiacji to dlaczego pierwotna wspólnota Jego uczniów, w środowisku której powstała Ewangelia Galilejska, nic o tym nie wie?
    Druga – Jezus do końca spodziewał się nadejścia Królestwa. Poszedł na Górę Oliwną oczekując tam interwencji Boga. W takim ujęciu noc w Getsemani musiała być jeszcze bardziej dramatyczna niż nam się wydaje. Musiał przeżyć załamanie się nadziei którymi żył przez ostatnie miesiące, może przez całe życie. Jak to przyjął? No cóż, wszyscy znamy słowa” nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty”. Tylko czy to do czego lgnie moje katolickie serce może potwierdzić historia? Przecież Jezus modlił się na osobności. Opis aresztowania też bywa podważany. A skoro Pasja jest konstrukcją teologiczną to okazuje się że nie wiemy nic pewnego poza tym że umarł na krzyżu. Może rację ma więc prof. Węcławski/Polak że Jezus umierał z poczuciem klęski?
    Miałem wyrażać sie precyzyjnie ale przychodzi mi to z trudem – to wina zmęczenia i późnej/wczesnej pory. Trzeba pójść spać.

    „Przyszedł mały ze szkoły”
    🙂 A ja jestem ojcem dwóch córeczek
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *