Archiwum kategorii: Pismo Święte

Między śmiercią a zmartwychwstaniem według Orygenesa

Wielu dzisiaj nie wierzy w nieśmiertelność duszy. Z takimi poglądami zetknął się również Orygenes. Odpowiadał, że takie twierdzenie jest bluźnierstwem przeciw Bogu, Bogu, na którego podobieństwo człowiek został stworzony, oraz przeciw Synowi, który jest owym obrazem, według którego człowiek został stworzony. Nieśmiertelność duszy stanowi część natury istoty rozumnej; jest darem Bożym , wpisanym w stworzenie zarówno człowieka , jak i aniołów, darem związanym z uczestnictwem w obrazie Boga.

Stanął wobec pytania: Gdzie dusza między śmiercią a zmartwychwstaniem przebywa? Co się z nią dzieje? Wśród pierwszych chrześcijan przeważał pogląd, że tylko męczennicy od razu po śmierci są wpuszczani do raju. Wszyscy pozostali – bez względu na to czy są sprawiedliwi czy grzeszni – muszą czekać w miejscu, który Stary Testament nazywa Szeolem a Nowy Testament Hadesem; sprawiedliwi znajdują tam ukojenie, zaś nikczemnicy męki. Na piekło Biblia ma inne określenie, Gehenna, i pojęcia te Orygenes wyraźnie rozróżnia.
Orygenes zwrócił uwagę na przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Mowa w niej o tym, że w Hadesie bogacz cierpiał a Łazarz zażywał szczęścia. Hades jest miejscem, do którego do czasu Chrystusa udawali się wszyscy zmarli. Po śmierci Jezusa, gdy jego duch powraca do Ojca, a ciało zostaje złożone w grobie, Jego dusza, silna mocą samego Boga – została też zaprowadzona do Hadesu, z którego jednak wyprowadził świętych Starego Przymierza. Od czasów apostolskich Kościół modli się słowami: Jezus ”… ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał…”. Odtąd sprawiedliwi Nowego Przymierza, wszyscy święci, będą szli po śmierci prosto do Raju, przed zmartwychwstaniem.

Co natomiast z miejscem pobytu potępionych? Orygenes przytacza nowotestamentowe określenia: Gehenna ognia, wieczny ogień, ogień nieugaszony, zewnętrzna ciemność. Z czego składa się ten ogień? Dlaczego czasem uważa go za uzdrawiający? Czyżby był jedynie czasowy w stosunku do tych, którzy poprawią się? Ogień wieczny i nieugaszony odróżnia on od uzdrawiającego ognia oczyszczenia eschatologicznego. Ten ostatni jest Bogiem we własnej Osobie, „ogniem trawiącym”.
Orygenes o ogniu wiecznym pisze, ze jest to ogień, który każdy grzesznik rozpala dla siebie i który podsyca własnymi grzechami. Nasze uczynki zostawiają na naszych duszach piętna i w Dniu Sądu te piętna zostaną odsłonięte i staną się czytelne dla wszystkich. Grzesznik widząc na sobie różne nikczemności ,które popełnił, poczuje wyrzuty sumienia, a staną się one karzącym ogniem. Czy będzie on wieczny i fizycznie odczuwalny? Orygenes waha się i parokrotnie ośmiela się wyrazi myśl, że kara nie będzie trwać wiecznie.

Natomiast uzdrawiający ogień oczyszczenia eschatologicznego to nasz Czyściec. Tezę tę Orygenes podpiera przede wszystkim tekstem z Pierwszego Listu do Koryntian /3,11 – 15/ : na fundamencie, którym jest Jezus Chrystus, można budować / swe doczesne życie/ z materiałów trwałych, że złota, srebra, z drogich kamieni, bądź z materiałów nietrwałych, z drewna, z trawy lub ze słomy. Ale gdy nadejdzie Dzień Pański, każde dzieło zostanie poddane próbie – jeżeli przetrwa, budowniczy otrzyma zapłatę: jeżeli spłonie, poniesie szkodę, zarazem jednak dzięki ogniowi ocaleje.

Szlachetne materiały symbolizują dobre uczynki, liche – winy, które nie należą do najcięższych i które nie do końca angażują osobowość i wolę. Ów dzień jest Dniem Sądu — nadejdzie albo wraz z końcem naszego życia, albo gdy napełni się czas. Ogień, który pożera, to przede wszystkim Bóg we własnej Osobie, „ogień trawiący”, albowiem Bóg nie niszczy rzeczy materialnych , lecz rzeczywistości duchowe, nasze grzechy.

Czyściec u Orygenesa symbolizowany jest różnym obrazami. Przytoczę jeszcze jeden. To obraz więzienia, z którego się nie wyjdzie, póki się nie odda ostatniego grosza, w oparciu o tekst z Ewangelii św. Łukasza 12, 58—59.
Św. Katarzyna z Genui w jej słynnym traktacie o czyśćcu, pisze, że oczyszczający ogień jest miłością bożą, źródłem wielkiej radości i wielkiego cierpienia, albowiem uświadamia duszy jej nieczystość i przez to oczyszcza ja. Chrystus oczyści tego, kto budował z drewna, trawy, czy słomy boleśnie paląc cały gmach.

Większość protestantów w dyskusji odrzuca naukę o czyśćcu, że jakoby jest ona nie biblijna. Oczywiście mylą się , bo można by wskazać więcej tekstów biblijnych, które o niej mówią. Rodzimy się w bólu i cierpimy, bo taka jest nasza kondycja ziemska, będąca następstwem grzechu. Cierpienia jednak nie należy odrzucać, udawać, że go nie ma. Cierpienie ma jednak sens zbawczy, ponieważ nas oczyszcza. Wydaje się, że jest ono jakby preludium do ostatecznego naszego oczyszczenia w czyśćcu.

Co do bolesności tego oczyszczenia, Orygenes przyrównuje je do chrztu ognia. Wspomina o nim w komentarzu do Pierwszego listu do Koryntian /3,11—15/ jak i w Homilii księdze Jeremiasza             / XX,3/. Orygenes z całą pewnością stwierdza, że sam boi się tego oczyszczenia. Komentując Pawłowe pragnienie, który chce umrzeć, aby być z Chrystusem, pisze: „ Ja nie mogę tak powiedzieć, bo wiem, że jeśli odejdę, drwa moje muszą być we mnie spalone”. Orygenes wymienia te drwa —swoje grzechy.
Zdumiewająca jest pokora tego wielkiego człowieka, który za wiarę oddal życie.

/ W artykule wykorzystałem częściowo refleksje o. Henry Crouzela z książki „Orygenes” s 294-300 wyd. homini, Kraków 2004/.

Wyjątkowość Jezusa

Z pytań, które otrzymuje od czytelników, przebija się jeden zasadniczy problem, najczęściej poruszany, niezrozumiały również do końca w trakcie dyskusji pod podjętymi przeze mnie kwestiami. Dotyczy on – w głównej mierze – dwóch spraw: W jaki sposób godzę dociekania historyczno – krytyczne z moim katolicyzmem? W jaki sposób odbierany przeze mnie Jezus może być jeszcze kimś wyjątkowym? Odpowiedź na pytanie drugie, będzie jednocześnie odpowiedzią na pierwsze.

Wyjątkowość Jezusa – co to tak naprawdę znaczy? W czym Jezus jest dla mnie wyjątkowy? Nie buduje pozycji Jezusa, ustosunkowując Go antagonistycznie do judaizmu. Jezus historyczny jest, dla mnie, Żydem z pierwszego wieku naszej ery. Żydem żyjącym w polifonicznym judaizmie, który znacznie się różni od tego z okresu po 70 r. Duża część badaczy Jezusa historycznego próbuje, poprzez porównywanie Go do innych Żydów z Jego epoki, dowieść, że był On inny. Co znaczy w tym wypadku inny? Inny oznacza lepszy, mądrzejszy i oryginalniejszy. Nie przeszkadza mi, że ktoś widzi w Jezusie kogoś różnego od Jana Chrzciciela, Chaniny ben Dosy, Teudasa czy też Egipcjanina ( zob. Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, 18, 116 – 119; 20, 97 – 98; 20, 171; Tenże, Wojna żydowska 2, 261; Talmud Babiloński, Berakot 34b; 61b; Taanit 24b ). Na pewno był inny – nie ma dwóch takich samych ludzi. Prof. Sanders ujął to następująco:

Widzimy tutaj wyraźnie, że w dyskusjach na temat wyjątkowości Jezusa, „wyjątkowy” oznacza lepszy, a nie – jak to powinno w takim wypadku być – po prostu inny. Schrage twierdzi, że nie zamierza, udowadniać wyższości Jezusa, ale wydaje się to być przecież, siłą przewodnią dyskursów dotyczących wyjątkowości. Cały sens uśredniania judaizmu zmierza do tego, by Jezus został uznany za tego, który przyszedł jako ktoś lepszy ( E. P. Sanders, The Question of Uniqueness in the Teaching of Jesus. The Etel M. Wood Lecture 15 February 1990. London: The University of London, 1990, s. 17 ).

W jaki sposób jest robione, to kuriozalne połączenie historii i teologii? Spójrzmy na Gerharda Lohfinka. Postaram się bezsprzecznie wykazać, że rozminął się on znacząco z prawdą, tworząc bazę porównawczą dla Jezusa. W rozdziale zatytułowanym Rabini i ich uczniowie ( G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był, Poznań 2012 ), stara się on wychwycić różnice pomiędzy stosunkiem rabinów a uczniami, a stosunkiem Jezusa do swoich uczniów. Najpierw zacznijmy od tego: czy takie porównanie jest konieczne? Jak stwierdza sam autor, wzorów dla Jezusa należałoby szukać gdzie indziej ( s. 133 ). Skoro Jezus nie był rabinem, to po co porównywać Go do nich? Należałoby bardziej precyzyjnie poszukiwać analogii. Skoro kojarzymy Go z nurtem charyzmatycznym, to najbliższym wzorcem do porównania powinien być Nauczyciel Sprawiedliwości. Lohfink stwierdza: Jezus wzywa do naśladowania. U rabinów nie znajdujemy ani jednego opowiadania, w którym jakiś rabin powołałby jakiegoś ucznia, by ten go naśladował ( s. 124 ). To oczywiście opinia Lohfinka. Nie wnikajmy na razie w to jego nigdy – przyjdzie i na to czas. Spójrzmy jednak, jak to było, z poprzedzającym Jezusa charyzmatykiem:

Wtedy pojęli swe przewinienie i uświadomili sobie, że byli ludźmi winnymi. Byli jak ślepi i jak ci, którzy mylili drogę przez dwadzieścia lat. Bóg śledził ich czyny. Ponieważ szukali go z doskonałym sercem, wzbudził im Nauczyciela Sprawiedliwości, by wiódł ich drogą jego serca. I oznajmił ostatniemu pokoleniu to, co uczyni ostatniemu pokoleniu, zgromadzeniu zdrajców, to jest tym, którzy zeszli z drogi ( CD – A kol. 1, 8 – 13 ).

Nauczyciel Sprawiedliwości pomógł szukającej Boga grupie odnaleźć Go, a ona podążyła śladami jego serca. Bardzo podobnie jak w przypadku Jezusa. Lohfink próbuje wskazać drugą różnicę: u rabinów uczeń mógł zmienić swojego nauczyciela; w przypadku Nauczyciela z Nazaretu było to niemożliwe ( s. 125 ). Czy było to jednak możliwe w przypadku Nauczyciela Sprawiedliwości?

Wyjaśnienie tego słowa odnosi się do zdrajców będących z Człowiekiem Kłamstwa, którzy nie słuchali słów Nauczyciela Sprawiedliwości z ust Bożych, i do zdrajców nowego przymierza, którzy nie uwierzyli w przymierze Boże i znieważyli jego święte imię ( 1QpHab kol. 2, 1 – 4 ).

Zarówno Nauczyciel Sprawiedliwości, jak i Nauczyciel z Nazaretu, uważali, że ich uczniowie nie mogą poszukiwać już innych nauczycieli. Odpowiednia baza porównawcza niweluje przepaść, którą chciał sztucznie wytworzyć Lohfink. Zachowanie Jezusa wpisuje się w żydowski kontekst, jeśli oczywiście będziemy chcieli go poszukać.
Duże „ale” – Lohfink w sposób skandalicznie niedokładny, obserwuje żydowskich rabinów czasów Jezusa. Wyjaśnię tu czytelnikowi parę oczywistości, które celowo ( drugim wyjściem jest niewiedza ) przemilczał niemiecki badacz. Tytuł rabbi w owym okresie nie był używany jeszcze oficjalnie, jako coś przynależnego uczonemu w Piśmie. Ten zwyczaj ustali się pod koniec pierwszego stulecia. Tuż przed końcem pierwszego wieku przed Chrystusem, powstaną dwie akademie rabiniczne, kierowane przez Hillela i Szammaja. Ruch faryzejski w czasach Jezusa rozpadł się na dwa zwalczające się obozy. Czy uczniowie Bet Hillel mogli przejść po nauki do szkoły prawnej Szammaja? Na pewno takie wypadki się zdarzały, ale nie były one mile widziane:

Gdy przybywało uczniów Szammaja i Hillela niedostatecznie przygotowanych w nauce, wzrosły waśnie w Izraelu i zamiast jednej powstały jakby dwie Tory ( Talmud Babiloński, Sotta 472; Sanhedrin88,2 ).

Spór po śmierci mędrców zaostrzył się, a według legend, rozstrzygnął go – na korzyść Hillela – dopiero głos Boga ( TB, Eruwin 13 ). Hillel zmarł, prawdopodobnie, tuż przed początkiem publicznej działalności Jezusa, a więc Nazarejczyk nauczał w okresie nasilonych faryzejskich dysput pomiędzy wrogimi szkołami.
Lohfink w rozpatrywanym przeze mnie rozdziale stwierdza: Druga różnica: uczniom rabinów nieustannie wpaja się, że mają oni „służyć” swym nauczycielom…Zatem uczeń myje rabbiemu stopy. Podaje do stołu. Sprząta dom i obejście. Idzie na targ czynić sprawunki…U Jezusa wszystko to wyglądało inaczej – w sposób w ówczesnym świecie niesłychany…Nie pozwala się obsługiwać, lecz sam jest pośród swych uczniów tym, który usługuje im przy stole ( s. 25 – 26 ). W przypadku Jezusa Lohfink, przekazuje prawdę; jednak czy przekazuje nam prawdziwy obraz rabinów? Niewątpliwie część z nich wspierała ten przesadny szacunek, o którym pisze Lohfink, ale czy wszyscy? Czy postawa uniżania się przez nauczyciela była wtedy aż tak niesłychana?

A tak mawiał Hillel: Moje poniżenie jest moim wywyższeniem. Moje wywyższenie jest moim poniżeniem ( Midrasz Rabba, Wajikra 1, 5 ).

Przechowała się również ciekawa anegdota związana z tym wybitnym znawcą Tory:

Opowiadano o Hillelu, że kupił dla pewnego biedaka, pochodzącego z dobrego domu, konia wierzchowego i niewolnika, żeby biegł przed nim. Pewnego razu, kiedy nie mógł znaleźć niewolnika, sam biegł przed nim przez trzy mile ( TB, Ketuwot 67, 2 ).

Najważniejszy faryzejski rabbi w roli niewolnika; najważniejszy faryzejski rabbi chętny do poniżeń. Co, w takim razie, z „prawdą” Lohfinka, o braku chęci rabinów do obsługiwania przy stole swoich uczniów.

Pewnego razu Rabbi Eliezer, Rabbi Jehoszua i Rabbi Cadok biesiadowali w domu syna Rabbana Gamaliela. Rabban Gamaliel stojąc nalewał im wino. Podał kielich Rabbiemu Eliezerowi, a ten odmówił przyjęcia go. Podał więc Rabbiemu Jehoszui, a ten go przyjął.
Rzekła Rabbi Eliezer: Jakże to, Jehoszua? My sobie siedzimy, a Rabban Gamaliel stoi i nalewa nam wino?
Odrzekł mu: Wiem o kimś większym od niego, kto także, usługiwał innym. Był to Abraham…
Rzekł też Rabban Cadok: Dokądże pomijać będziecie cześć należną Stwórcy, zajmując się wyłącznie godnością ludzi? Oto sam Święty Błogosławiony, który odwraca wichry, gromadzi chmury, spuszcza ulewne deszcze, okrywa roślinnością ziemię – nakrywa przed każdym z osobna stół z jadłem, czemuż by więc Rabban Gamaliel, syn Rabbiego, nie miał stać i nalewać wina ( Kidduszin 32, 2; Sifri Dewarim Ekew ).

Nie można w taki sposób uprawiać czegoś, co ma być połączeniem historii i teologii: jest to historia nieprawdziwa i zła chrystologia, a ja sam, nie sądzę, by Jezus musiał być wywyższany za pomocą takiej haniebnej praktyki. Większość egzegetów chrześcijańskich ma problem z odbiorem całkowicie żydowskiego Jezusa. Za wszelką cenę starają się oni wykazać Jego oryginalność poprzez przeciwstawienie Go, wydumanemu, ahistorycznemu judaizmowi, bowiem dopiero na jego tle, Nazarejczyk ma wyrosnąć na giganta. Nigdy jednak Jezus nie mówił, że przyszedł On po to, by przeciwstawić się swoim współbraciom. Jezus odniósł zwycięstwo poprzez Krzyż i zmartwychwstanie. Zupełnie niepotrzebne są apologetyczne wstawki, które czynią z Niego kogoś, kto musi mówić i czynić rzeczy, niemające swojego precedensu. Doprawdy, nie wiem, skąd wziął się tak dziwny sposób uprawiania chrystologii: uwłaczanie – w pewnym sensie – judaizmowi czasów Jezusa, po to, by następnie, tworzyć peany pochwalne na cześć Jego geniuszu. Tymczasem, by kochać Jezusa i uznawać w Nim Syna Bożego, wcale nie trzeba iść tą drogą. Ja jestem przynajmniej temu przeciwny.
„Co w nauczaniu Jezusa było wyjątkowe? Historyk, który będzie badał ten problem szczegółowo, odpowie: gdzieniegdzie jest ono równoległe do judaizmu, ale i charakterystyczne; niewiele jest rzeczywistych wyjątków – nie było ono bez precedensu. Uważam, że eksperci mogą potwierdzić ten ostatni wniosek, gdy odniosą go do Newtona, Darwina, Marksa czy też Freuda. Czy to oznacza, że oni byli unikalni, a Jezus nie był wyjątkowy? Bynajmniej. Czy przesłanie nie było Jego własnym komunikatem? Czy Jego misja nie była Jego własną drogą? Jej efekty były większe, niż można by się spodziewać, a zostały one osiągnięte, poprzez dodanie do siebie różnych odrębnych części. Co w Nim było wyjątkowe? Wszystko. On sam” ( Sanders: s. 25 ). Amen.

Odpowiedź Epifaniusza i Helwidiusza dla Jacka Salija OP

W różnych publikacjach, głównie o charakterze apologetycznym, ojciec Jacek Salij dał się poznać jako zwolennik perspektywy Hieronima na kwestię braci i sióstr Jezusa. Ostatnio jego artykuł ukazał się w „Kleofasie”. Umieszczono go po moim popularyzatorskim zaznajomieniu czytelników „Kleofasa” z poglądami Johna Meiera, który uważa, że większe prawdopodobieństwo należy przyznać perspektywie Helwidiusza. Przeciwko – temu większemu prawdopodobieństwu – wystąpił na łamach „The Catolical Biblical Quarterly” – David Bauckham uważając, że – historycznie rzecz ujmując – nie można wykluczyć do końca opinii Epifaniusza.

Wniosek Jacka Salija, po analizach Septuaginty oraz tradycji nowotestamentowej, był następujący:

Uważne bowiem wczytanie się w Ewangelie wyklucza – ze stuprocentową pewnością – samą nawet możliwość posiadania przez Pana Jezusa rodzonych braci.

Konkluzja Meiera była zupełnie odmienna:

Gdy historyk zostanie poproszony o wyrażenie swojego poglądu na NT i teksty patrystyczne, które musi przebadać, po prostu jako źródła historyczne, to najbardziej prawdopodobna jego opinia będzie taka, że bracia i siostry Jezusa to Jego naturalne rodzeństwo.

Bauckham swoje końcowe wnioski spointował również bardzo ostrożnie:

Mam nadzieję, iż udowodniłem, że znaczna część danych jest bardziej niejednoznaczna niż we wnioskach Meiera, i istnieją również pewne sugestywne dowody, które sobie on lekceważy. Powinienem się zadowolić, co najmniej tym – co wykazałem – że sprawa pomiędzy Helwidiuszem a Epifaniuszem pozostaje bardziej otwarta, niż chciałby to widzieć Meier.

Bardzo ostrożne wypowiedzi dwóch uznanych biblistów, w konfrontacji z oszałamiająco pewnym zapewnienie Salija, tworzą pełną napięcia dychotomię. Tym bardziej że zarówno Bauckham, jak i Meier zgadzają się w jednym: perspektywa Hieronima jest najmniej prawdopodobna.

W niniejszym artykule postaram się rozszerzyć argumentację opowiadającą się za odrzuceniem opinii Hieronima. Jednocześnie będę starał się wykazać, że Salij nie biorąc pod uwagę poglądu Epifaniusza, przeoczył fakt, że jest ona poważną alternatywą dla Hieronima i nie jest ona podatna na krytykę wymierzoną w opinię Helwidiusza. Nie będę starał się również, w toku argumentacyjnym, przechylić szali, czy to na korzyść perspektywy Epifaniusza, czy to na korzyść perspektywy Helwidiusza. Raczej będę starał się wykazać, że istnieje nikłe prawdopodobieństwo na to, iż bracia i siostry Jezusa byli Jego kuzynostwem. W tym celu najpierw uściślę problem oraz wyizoluję pewną kwestię.

W przypadku opinii Helwidiusza, bracia i siostry Jezusa byliby Jego rodzeństwem poprzez matkę, jedynie wtedy, gdy ktoś uznaje historyczność dziewiczego poczęcia. Gdy – kieruję to do głównie do czytelników niewierzących – ktoś go podważa, byłoby to rodzeństwo pełne (wspólny ojciec i matka). Z kolei w sytuacji opcji Epifaniusza, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana: gdy ktoś wierzy w dziewicze poczęcie, to wtedy musi założyć, że bracia i siostry Jezusa byli Jego przybranym rodzeństwem. Łączyłby ich jedynie Józef, który dla tych pierwszych byłby ojcem, a dla Jezusa ojczymem. Bez uwzględnienia dziewiczego poczęcia, byłoby to rodzeństwo przyrodnie, mające wspólnego ojca, lecz różne matki. Tę ostatnią opcję, można bezpiecznie stosować w przypadku analiz pism świętych Pawła, Marka i Jana. Nieobecność tej idei u tych autorów dopuszcza taką postawę egzegetyczną i, właściwie można to stwierdzić, obecnie postępuje tak większość interpretatorów. Perspektywa Epifaniusza nie eliminuje możliwości dziewictwa Maryi, ale też jej nie zakłada jako konieczności. Co to znaczy? Znaczy to nic innego jak to, że przychylenie się do opinii Epifaniusza (czy też Hieronima!), właściwie dopiero otwiera kwestię wieczystego dziewictwa Maryi. Po jej uprawdopodobnieniu dopiero należałoby stwierdzić, na podstawie wczesnych pism chrześcijańskich, czy Maryja znalazła się w takiej sytuacji z własnej woli. Udowodnienie czy też raczej wskazanie na opinię Epifaniusza i Hieronima, nie prowadzi bowiem w prostej drodze do konstatacji, że Maryja historycznie była dziewicą. Bauckam stwierdza wyraźnie:

„Moje własne historyczne argumenty za Epifaniuszowym poglądem na kwestię braci i sióstr Jezusa nie należy przyjmować jako przesłanki przemawiającej za wieczystym dziewictwem Maryi, dla której nie ma dobrych dowodów historycznych. W przypadku braku tych dowodów uważam, że bardziej naturalne będzie założenie, że jeśli opinia Epifaniusza jest prawidłowa, to Maryja i Józef byli w normalnych stosunkach małżeńskich po narodzinach Jezusa, jednak w ich wyniku nie doszło do poczęcia dzieci – jest to przecież zwyczajne zjawisko”.

Jest to ważne oświadczenie, albowiem Salij orzekając, że bracia siostry Jezusa nie są Jego naturalnym rodzeństwem, od razu uznał, iż zdobył argument za wieczystym dziewictwem Maryi. Nie jest to postawa właściwa, albowiem dopiero w tym momencie mógłby on dopiero poszukiwać dowodów za tymże dziewictwem. Nie posiadanie dzieci w jakimkolwiek małżeństwie nie jest wystarczającą przesłanką do stwierdzenia, że związek ten narusza żydowski nakaz połączenia się w jedno ciało.

Kwestia braci i sióstr Jezusa nieodłącznie związała się z kwestią wieczystego dziewictwa Maryi, a najostrzejsze debaty na ten temat przypadły na okres IV i V wieku. Błąd ściągnięcia późnych sporów na argumentację, w kwestii braci i sióstr Jezusa, nie ominął także Meiera.

„Brak wyraźnego rozróżnienia – zauważa Bauckham – pomiędzy kwestią braci i sióstr Jezusa a sprawą wieczystego dziewictwa Maryi, prowadzi Meiera do sięgnięcia po materiał dowodowy od Ireneusza (Adv. Haer. 3, 21, 10; 3, 22, 4), który może wskazywać – według niego – że Ireneusz nie wierzył w wieczyste dziewictwo, a przez to sam Ireneusz miałby uznawać Helwidiuszowy pogląd na kwestię braci i sióstr Jezusa. Ale czym innym jest założenie, że Józef i Maryja mieli stosunki seksualne, a zupełnie inną sprawą jest czy bracia i siostry Jezusa byli potomstwem Józefa i Maryi. Ścisły związek między tymi dwoma punktami został ukształtowany przez późniejsze kontrowersje dotyczące tematyki wieczystego dziewictwa Maryi i nie powinny one być na powrót odczytywane – bez możliwości dalszych dyskusji – z Ireneusza”.

Bauckham domagając się takiego rozróżnienia podważył argument Meiera jakoby Ireneusz podzielał pogląd Helwidiusza. Jeśli – być może – Ireneusz zakładał normalne współżycie Maryi z Józefem, to wcale nie oznacza to, iż uważał on braci i siostry Jezusa za Jego rodzeństwo. Siła oddziaływania tego poglądu, dość silnego w Kościele katolickim, musiała spowodować, że ksiądz samą możliwość zaistnienia stosunków seksualnych uznał za wystarczający powód zaliczenia Ireneusza do obozu Helwidiusza. Bauckham ma w pewien sposób rację: oddzielenie kwestii virginitas post partum, od zagadki braci i sióstr Jezusa, może doprowadzić do potrzebnej obiektywizacji perspektywy badacza. Dlatego też dopiero po wyizolowaniu tego problemu (aby on już nie wracał), można przejść do fazy argumentacyjno – dowodowej.

I. Argument językowy

Niewątpliwą prawdą jest konkluzja Salija mówiąca, iż język hebrajski i aramejski nie znał odrębnych wyrazów na oznaczenie kuzyna czy kuzynki. Nowy Testament został jednak napisany po grecku, a słowem używanym do opisania relacji pomiędzy Jezusem a Jego braćmi jest αδελφος (zob. także Józef Flawiusz, Ant. 20, 9, 1 [200]). Tylko w niektórych momentach, kiedy są wymienione Jego siostry, jest to αδελφαι.

Lewandowski w swoich analizach wskazał, że w LXX, która jest greckim przekładem Biblii Hebrajskiej, słowem αδελφος oddawano różne koligacje rodzinne (zob. Rdz 13, 8; 14, 14; 14, 16; Sdz 9, 3; 1 Krl 1, 10 LXX itd.). Meier stwierdził, że przykładów na to, że āḥ, zostało oddane w rozumieniu kuzyna jest bardzo mało; być może tylko jeden w 1 Krn 23, 22. Przy czym czytelnik już w następnym wersecie dowiaduje się o rzeczywistym pokrewieństwie. Teksty Nowego Testamentu odnoszące się do braci i sióstr Jezusa sprawiają zupełnie odwrotne wrażenie: Maryja ciągle jest zestawiana z braćmi Jezusa, podróżuje z nimi do Kafarnaum, wymieniają ją wraz z braćmi mieszkańcy Nazaretu, opuszcza z nimi wesele, a na koniec przebywa z nimi po zmartwychwstaniu Jezusa.

„W przypadku Septuaginty – wyjaśnia Meier – mamy do czynienia z przekładem greckim, który czasami sztywno i mechanicznie tłumaczy tradycyjny i święty hebrajski tekst słowo w słowo. Dlatego nie powinno dziwić, że w czasach kiedy użytkowano adelphos zastępowano nim hebrajskieʾāḥ”.

Czy NT wykazuje jakąkolwiek niestabilność αδελφος?

Słowo to pojawia się 343 razy w NT, a kiedy nie jest używane metaforycznie lub w przenośni, ale raczej na oznaczenie relacji rodzinnej, zawsze oznacza rodzonego brata i w jednym kontrowersyjnym przypadku brata przyrodniego. Ta konsekwencja jest wystarczająca, aby odrzucić wnioski ojca Salija.

„Ignorowanie tej uderzającej zgodności z tym dosłownym użytkowaniem jest również niesamowite… a odwoływanie się – zamiast tego – do wykorzystania przez grecką koine, różnych tekstów pogańskich i żydowskich – nie może pomóc. Uzasadnienia te przypominają nie egzegezę, a raczej specjalistyczne pisma procesowe” (Meier, Marginal Jew, 1. 328).

Zakres stosowania αδελφος w NT sprowadza się właściwie (pomijamy użytkowanie przenośne) na oznaczenie braci pozostających w stosunkach rodzinnych opartych na krwi. Eliminuje to perspektywę Hieronima, ale czy również i nie Epifaniusza? W przypadku Pawła, Marka i Jana, którzy w swoich narracjach nie odnoszą się do dziewiczego poczęcia, mogliby mieć na myśli brata przyrodniego (wspólny ojciec). NT dopuszcza taką możliwość przynajmniej w jednym wypadku (zob. Mk 6, 17). Ale trzeba wprowadzić konieczne zastrzeżenia. Skąd mamy wiedzieć, czy Marek używając na Filipa określenia αδελφος wiedział, iż jest to brat przyrodni Heroda? Przecież – najprawdopodobniej – pomylił on w tym fragmencie braci Heroda. Herodiada miała męża Boethosa (nie Filipa) i z nim miała córkę Salome – i to ona dopiero została żoną Filipa tetrarchy. Herod Antypas nie był królem Galilei, lecz tetrarchą, czego mu nie zapomnieli wytknąć bezwzględnie święci Mateusz i Łukasz (por. Mk 6, 14; Mt 14, 1; Łk 7, 1). Można domniemywać, że redaktor Marka bardzo słabo orientował się w galilejskich zawiłościach i, naprawdę, przydałaby mu się dłuższa katecheza Piotra. Mógł więc z powodu swojej niewiedzy na temat koligacji rodzinnych Antypasa myśleć, że Boethos, jest jego pełnym bratem. Nie jest to jednak duża trudność dla Helwidiusza – w przypadku Pawła, Marka i Jana taka opcja jest do pomyślenia. Gdy zaczniemy rozważać Mateusza i Łukasza i ich dziewicze poczęcie, to również Helwidiusz przejdzie ten test. Gdyż w ich perspektywie – przy przyjęciu oczywiście na użytek rozważań opinii Helwidiusza – dziewicze poczęcie nie jest sprawą powszechnej wiedzy otoczenia. Mieszkańcy Nazaretu, ale i także inni Żydzi myślą, że jest On synem Józefa i Maryi, a sami ewangeliści używając αδελφος, korzystają z poprzedzającej ich tradycji Markowej. Natomiast opinia Epifaniusza po wyeliminowaniu świadectwa Marka, stoi już pod znakiem zapytania w ujęcia nowotestamentowego znaczenia αδελφος u Pawła, Marka i Jana.

Jeśli αδελφος nie przyjmuje w NT znaczenia przyrodniego brata, to jak na to odpowiedział Bauckham?

„Meier przyjmuje, że Epifaniuszowa perspektywa wymaga przyjęcia znaczenia «brata przyrodniego». Chociaż mówi on nam, co Paweł powinien napisać zamiast αδελφος, gdyby rozumiał to jako «kuzyn» (ανεψιος), to przecież nie mówi nam, co Paweł powinien napisać, czy powinien rozumieć, gdyby mówił o «przyrodnim bracie». Prawdopodobnie Meier ma świadomość, że nie ma żadnego specjalnego greckiego słowa mogącego być odpowiednikiem dla «przyrodniego brata». Jest możliwe, że Paweł mógłby użyć słowa κηδεστης, co oznacza «względnie być z małżeństwa». Było ono używane wraz z «ojcem prawnym», ojczymem i «bratem prawnym», a więc mogło być – prawdopodobnie – używane jako «brat przyrodni». Jednak, by właśnie określić relację przyrodniego brata w miarę precyzyjnie, to mogły temu służyć jedynie kłopotliwe wyrażenia”.

Bauckham ostatecznie wybronił Epifaniusza, w trudnym przypadku Mateusza i Łukasza (dziewicze poczęcie), najważniejszym argumentem:

„«Ojczym», tak naprawdę, nie jest właściwą formą określającą perspektywę Mateusza i Łukasza na relację Józefa do Jezusa, ponieważ oni przedstawili Józefa jako rzeczywistego ojca w realiach społecznych i prawnych; innymi słowy: ojca pod każdym względem, z wyjątkiem ojcostwa biologicznego. Podjęta przeze mnie koncepcja jest bardzo blisko tego, co i oni sobie wyobrazili; zdaniem Epifaniusza, status Jezusa jako adoptowanego syna Józefa, czyni Go bratem naturalnych dzieci Józefa”.

W przypadku Epifaniusza Paweł miałby niezwykłe trudności w zastąpieniu słowa αδελφος. Alternatywnie θρεπτος (przybrany syn), θρεπτη (przybrana córka) i τροφευ (przybrany ojciec) mogły również zostać użyte, ale ich stosowanie nie wyklucza możliwości wykorzystywania naturalnego nazewnictwa dla oznaczania relacji rodzinnych.

Ostatecznie Helwidiusz i Epifaniusz, pozytywnie przechodzą test zastosowania nowotestamentowego αδελφος. Fragmenty Mt 12, 46 – 50 (//Mk 3, 31 – 35; Łk 8, 19 – 21) zakładają, że Józef, Maryja, Jezus i Jego bracia i siostry tworzą jądro rodziny. Pogląd Helwidiusza nie zakłóca tego obrazu. Epifaniuszowa perspektywa sprawia, że Maryja – macocha i Jezusowi bracia i siostry, wraz z adoptowanym Jezusem, są do pomyślenia ze spójnością tej perykopy. Meier zauważa, że opinia Hieronima pozbawiłaby tego fragmentu jego naturalnej siły życiowej. Jan jako narrator skarżąc się, że w Jezusa nie uwierzyli nawet bracia, miałby dużą siłę ekspresji, gdyby była to Jego najbliższa rodzina (J 7, 5). W interpretacji ojca Salija byłaby to skarga w rodzaju, bo pociotki nie uwierzyły w Niego. Nie niosłaby zatem ona potrzebnej dramaturgii, a nawet wtręt Jana stałby się zbyteczny – po prostu nie znaczyłby on nic.

II. Naoczni świadkowie

W pierwszej sekcji sprawdziliśmy jak nowotestamentowe użycie αδελφος sprawdza się w przypadkach Helwidiusza, Epifaniusza oraz Hieronima. Pierwszy z nich przeszedł test bez żadnych oporów, drugi z nich wyszedł z opresji z pewnymi kłopotami, ale Hieronim, by mógł zostać zaakceptowany musi nowotestamentowe reguły użytkowania αδελφος naruszyć. Opinia Hieronima pozbawia też – co warto podkreślić – wiele fragmentów ewangelicznych swojej siły wymowy.

W sekcji drugiej przejdziemy do analiz świadectw naocznych świadków. Należy ich podzielić na dwie grupy: świadków bezpośrednich i świadków pośrednich. Do świadków bezpośrednich należy zaliczyć świętych Pawła i Hegezypa; jedynym świadkiem pośrednim, w interesującej nas kwestii, jest historyk żydowski Józef Flawiusz. Świadkowie bezpośredni, czyli Paweł i Hegezyp są nimi, ponieważ pierwszy z nich znał osobiście braci Jezusa, a przynajmniej jednego z nich Jakuba Sprawiedliwego; drugi świadek, czyli Hegezyp (ok. 110 – 180), pochodził z Palestyny i był nawróconym z judaizmu chrześcijaninem, który udał się z Koryntu do Rzymu. Żył on w okresie, gdy w Jerozolimie zwierzchnictwo nad tamtejszą gminą nazarejczyków sprawował kuzyn Jezusa, Symeon, syn Kleofasa. W przypadku Flawiusza mamy do czynienia ze świadectwem prawdopodobnie niebezpośrednim. Opisuje okoliczności skazania Jakuba Sprawiedliwego, a wiedzę o nim czerpie on ze słyszenia.

a) świadkowie bezpośredni
Św. Paweł:

W Liście do Galatów 1, 19, Paweł odnosi się do Jakuba, brata Pańskiego (ιακωβον τον αδελφον του κυριου), a w 1 Kor 9, 5 wzmiankuje on braci Pana (οι αδελφοι του κυριου). Paweł pisze po grecku, do greckojęzycznego odbiorcy i odnosi się do ludzi mu znanych, którzy wciąż żyją i prowadzą działalność misyjną w Kościele. Pisze na własną rękę; nie powstały jeszcze kanoniczne Ewangelie, a Paweł odnosi się do tych ludzi jak do braci, nie kuzynów. Gdyby myślał o nich jako kuzynach (Hieronim) użyłby jego greckiego zamiennika ανεψιος, które było znane w gminach Pawłowych (zob. Kol 4, 10). Czy jednak Paweł nie użył tego sformułowania w przenośni, rozumiejąc go jako tytuł? Meier odpiera taką argumentację:

„Cała teoria rozwoju wczesnego chrześcijaństwa, która stwierdza, że pierwotny język chrześcijaństwa – aramejski, został zastąpiony w późniejszym okresie przez mówiących po grecku chrześcijan, ignoruje istnienie mówiących po grecku Żydów w Jerozolimie, obecnych tam od samego początku Kościoła (helleniści w Dz 6). Przypuszczalnie ci chrześcijańscy Żydzi z Jerozolimy, bez wątpienia znali Jakuba i innych „braci Pana” osobiście. Nazywali ich jednak hoi adelphoi tou kyriou (bracia Pańscy), a nie hoi anepsioi tou kyriou – i to od samego początku. To zastosowanie nie pojawiło się po długim okresie szanowanego aramejskiego sposobu wyrażania się, by dopiero wtedy stać się czymś stałym i tradycyjnym”.

Św. Hegezyp:

Hegezyp w Rzymie działał za czasów papieża Aniceta (ok.155 – 166) i Eleuteriusza (177 – 189)[zob. Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła 4, 11, 7; HE]. Hegezyp zwalczał herezje i, podróżując po całym ówczesnym świecie, zbierał tradycję chrześcijańską. Wyniki tych poszukiwań ujawnił, publikując dzieło podzielone na pięć ksiąg, opatrzone tytułem Hypomnemata. Euzebiusz z Cezarei stwierdził, że przekazał w nich „nieomylną tradycję nauczania apostolskiego” (HE 4, 8, 2).

Co w kwestii braci Jezusa miał do powiedzenia Hegezyp?

Najpierw należy wyjaśnić pewne nieporozumienie, które odpowiada za utożsamieniem Janowej Marii, żony Kleofasa z Markową Marią, matką Jakuba Mniejszego i Jozesa (zob. ojciec Jacek Salij). Po śmierci Jakuba Sprawiedliwego – jak informuje nas Hegezyp – zwierzchnikiem gminy w Jerozolimie został niejaki Symeon. Symeon ten był synem Kleofasa (brata Józefa) i Marii (różnej od Maryi), a więc kuzynem Jezusa. Hegezyp opisuje ten fakt następująco:

„O Symeonie słusznie można przypuszczać, że należał do tych, którzy Pana widzieli i słyszeli. Dowodem na to jest długie życie jego i w Ewangelii zawarta wzmianka o Marii, żonie Klopasa, a matce jego, jak to się już wyżej zaznaczyło” (HE 3, 32, 4).

Na podstawie tego fragmentu niektórzy doszli do wniosku, iż ten Symeon, jest tożsamy z bratem Jezusa Szymonem, wzmiankowanym w Mk 6, 3. Skoro więc jeden z braci jest kuzynem – to i takimi mogli być i pozostali. Jednak takie utożsamienie nie jest możliwe. Po pierwsze: Hegezyp stwierdza, że dowodem na to, że Symeon widział Pana, jest jego długie życie; po drugie: nie twierdzi on, że Symeon jest wzmiankowany w Ewangelii, ale że wzmiankowana jest jego matka. Byłoby przecież czymś bardzo dziwnym, gdyby ktoś pisząc o Piotrze, powiedział, że dowodem tego, iż znał on Chrystusa, jest jego długie życie i wzmianka w Ewangelii o jego teściowej. Istotniejszą przecież informacją byłoby to, że sam Piotr jest wzmiankowany w Ewangelii. Kolejnym argumentem przeciwko takiej identyfikacji są Hegezypowe wspomnienia Jakuba Sprawiedliwego. Według niego był on bratem Pana (ἀδελφόν) i synem Józefa (zob. HE 2, 1, 2; 2, 23, 4), a Symeon był kuzynem Zbawiciela (ἀνεψιόν) i synem Kleofasa, który był bratem Józefa (ἀδελφὸν; zob. HE 3, 11, 2). Hegezyp precyzyjnie posługuje się greckimi odpowiednikami dla słów: „kuzyn”, „brat” i „wujek” (zob. HE 4, 22, 4) – pod tym względem jego świadectwo jest tym bardziej wymowne. Wspomina on również o Judzie, bracie Jezusa (ἀδελφοῦ ), „według ciała” (σάρκα; HE 3, 20, 1). Jeśli Hegezyp wierzył w dziewicze poczęcie – a wszystko na to wskazuje, że tak było – to Juda mógł być bratem przez ciało jedynie dzięki Maryi. Istnieje możliwość, że Hegezyp mógł mieć na myśli Józefa – skoro był on przybranym ojcem Jezusa – Meier jednak zalicza Hegezypa do zwolenników opinii Helwidiusza. Na sugestie Bauckhama, który opowiadał się za niejednoznacznością wzmianki o bracie Jezusa Judzie, Meier odpowiedział następująco:

„Bardzo istotne są dwa zwroty «Juda, tak zwany brat Zbawiciela według ciała» (Iouda touton d’ einai adelphon kata sarka tou soteros; HE 3,19, 1) oraz «Juda, tak zwany brat Pański według ciała» (Iouda tou kata sarka legomenou autou adelphou; HE 3, 20, 1). W 3, 19 Euzebiusz krótko podsumowuje wydarzenia w swoich własnych słowach, podczas gdy w 3, 20 cytuje Hegezypa, który właśnie tam wspomina Pana (ho kyrios). Ponieważ w kontekście wzmiankowanych «wnuków Judy», mówi się, że pochodzą «z rodu Dawida», «podobnie jak Chrystus» i «rodzina Pana», to arbitralną interpretacją frazy «brat według ciała», jest mówienie tylko o wyróżnieniu Judy jako duchowym bracie Jezusa. Najbardziej oczywistą interpretacją tou kata sarka … autou adelphou jest «Jego [Jezusa] brat fizyczny»”.

b) świadkowie niebezpośredni
Józef Flawiusz:

Józef Flawiusz jest historykiem żydowskim z okresu I wieku. Wspomniał on w Dawnych dziejach Izraela o okolicznościach śmierci Jakuba, brata Jezusa. Lewandowski w swoim artykule powołuje się na fakt, że Flawiusz jest przykładem człowieka, który używał na oznaczenie kuzyna słowo ἀδελφόν. W swych dywagacjach wskazał następujące fragmenty, które miałyby potwierdzić jego wniosek: Ant 1, 209 i 211; Bell 6, 6, 4 – 7, 1. W pierwszym przypadku (209) Flawiusz relacjonuje przygodę Abrahama, kiedy jego żona Sara miała udawać jego siostrę. Fragment 211 słowo brat odnosi się do Harana, który był rodzonym bratem Abrahama z tego samego ojca (brat przyrodni). W trzecim wypadku Flawiusz mówi o królu Izatesie i jego braciach oraz krewnych. Rozstrzygnąć jest to niezwykle łatwo sięgając po paralelny przykład z Dawnych dziejów Izraela 20, 35, 38. Lewandowski zapomniał wspomnieć o wielu bardziej istotnych faktach: otóż Flawiusz potrafi być bardziej precyzyjny niż LXX. W Rdz 29, 12 Jakub, określił się jako brat Racheli (hebr. ah). Septuaginta tłumacząc ten tekst umieściła tam słowo „adelphos” („brat”), pomimo iż wiadomo było, że Rebeka (matka Jakuba) była córką Betuela, a z kolei Laban (ojciec Racheli), to był wuj Jakuba (zob. Rdz 28, 2). Co na to Flawiusz?

Rebeka jest siostrą twojego ojca, z tego samego ojca i tej samej matki. A więc jesteśmy kuzynami ( ἀνεψιοὶ ) [Ant 1, 19, 4].

U Flawiusza ἀδελφόν oznacza zawsze brata rodzonego lub też przyrodniego. Flawiusz określając Jakuba, bratem Jezusa, powiedzmy to – nie owijając tego w bawełnę – uważał, że Nazarejczyk miał przynajmniej jednego brata.

„Greka używana – podsumowuje Meier – przez Flawiusza rozróżnia «brata» od «kuzyna», jest to widoczne szczególnie w sytuacjach, w których reinterpretuje on biblijną historię, albowiem zastępuje on wyrażenie «brat» dokładniejszym «kuzyn». Tak więc jest to szczególnie istotne, że Józef Flawiusz, niezależny pisarz żydowski, nazywa Jakuba w Jerozolimie, bez zbędnych ceregieli, «bratem Jezusa»”.

III. Dowód z II wieku

Wszystkie odniesienia do braci i sióstr Jezusa w II, a nawet w III wieku pozostają w zgodzie z perspektywą Helwidiusza lub Epifaniusza. Jedyne czym chrześcijanie broniący wieczystego dziewictwa byli siebie w stanie przekonać do tej koncepcji, to był podeszły wiek Józefa, a kwestię braci i sióstr rozwiązano poprzez przyjęcie – prawdziwego lub też wydumanego – pierwszego małżeństwa Józefa. Nie trzeba dodawać, że bracia przyrodni, nie są tym samym co kuzyni, ale bracia przyrodni, to było wszystko, co potrafili sobie oni wyobrazić.

Zwolennicy perspektywy Hieronima stoją przed nieprzekraczalnym historycznie problemem: Dlaczego, w trzech chrześcijańskich dziełach powstałych około połowy wieku drugiego (Protoewangelia Jakuba 9, 2; 17, 1 – 2; 18, 1; Ewangelia Piotra według Orygenesa Inn. Mt. 10, 17; Ewangelia Tomasza Dzieciństwa 16, 1 – 2), jest widoczny jedynie pogląd, iż bracia i siostry Jezusa są dziećmi Józefa, a nie kuzynami? Dla apologetów wieczystego dziewictwa był to przecież duży problem. Józef, aby oddalić podejrzenia, w tych opowieściach stawał się coraz starszy, by osiągnąć w końcu wiek 89 lat (Historia Józefa Cieśli).

Bauckham wprowadził jednak pewne zastrzeżenia: chociaż wyżej wymienione dokumenty przypominają Alicję w krainie czarów, to jest jednak możliwe, że „bracia i siostry Jezusa zostali zapamiętani jako dzieci nie Maryi i że właśnie ta tradycja umożliwiła dalszy rozwój idei wieczystego dziewictwa. W takim przypadku teza Epifaniusza mogłaby być oparta na właściwej tradycji historycznej, a fakt, że była później używana apologetycznie do obrony wieczystego dziewictwa, nie może być wykorzystany do zaszkodzenia i pomniejszania jej oceny wartości.

Dowód z drugiego wieku pozostawia kwestię otwartą, ale należy podkreślić raz jeszcze, że nic w pierwszym i drugim wieku, w literaturze chrześcijańskiej, nie przeczy tradycji Epifaniusza z rejonu Syrii (początek drugiego wieku). Literatura ta, co można wykazać, nie podejmuje perspektywy Hieronima, ale nie wskazuje też ona na Helwidiusza kosztem opinii Epifaniusza”.

IV. Matka Jakuba i Jozesa

Po rozstrzygnięciu pomyłki, która stała za utożsamieniem Marii, matki Jakuba Mniejszego i Jozesa z Mk 15, 40 z Marią, żoną Kleofasa (patrz wyżej sekcja II, św. Hegezyp), pozostało nam spróbować ustalić tożsamość tej kobiety.

Wśród biblistów panują rozbieżne opinie. Według jednych jest to osoba różna od Mk 6, 3, a bracia są tożsami z owym fragmentem. Hipoteza ta jest nieprawdopodobna: Dlaczego Maria z Mk 6, 3 miałaby być różna od synów Marii z Mk 15, 40? Nic przecież na taką interpretację w samym Marku nie wskazuje. Według innych jest to Maria różna od Marii z Mk 6, 3, a jej synowie też nie są braćmi Jezusa. Nie jest to też dobre rozwiązanie, ponieważ forma Jozes została użyta właściwie dwukrotnie: raz, kiedy tak nazwano brata Jezusa, i drugi raz, kiedy w dwóch miejscach nazwano tak Marię, patrzącą na krzyż (zob. Mk 15, 40; 15, 47). Czytelnik Marka musiałby mieć poważne problemy z poprawną identyfikacją kobiet.

Większość głosów przeciwnych identyfikacji Marii z Mk 15, 40 z Maryją z Mk 6, 3, jest spowodowana problemem związanym z „dziewiczym małżeństwem” Maryi i Józefa. Jeśli bowiem ta identyfikacja byłaby poprawna, to wtedy zwolennicy Epifaniusza i Helwidiusza, zdobyliby explicite potwierdzenie dla swoich opinii. Przeciwnicy tej identyfikacji wskazują, że jeśli Marek miałby w tym fragmencie na myśli Maryję, to na pewno nazwałby ją Matką Jezusa. Jednak Marek mógł zrezygnować z takiego nazewnictwa, ponieważ Jezus, w jednej z jego perykop, zrzekł się więzów krwi na rzecz więzów duchowych łączących Go z Jego zwolennikami: „Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką” (Mk 3, 35). Marek wskazałby, że słowa Pana stały się rzeczywistością i on je akceptuje. Inny zarzut mówiący o tym, że umieszczenie Maryi po Marii Magdalenie jest nieprawdopodobne – nie jest argumentem. Maria Magdalena była Jego najwierniejszą uczennicą, prawdziwą (duchową) matką – według Jego słów. Umieszczenie jej przed Maryją jest jak najbardziej zasadne. Nie należy przenosić czci dla Maryi na ewangelistów. W obecnym czasie Maryję umieszcza się przed apostołami, tymczasem dla Łukasza nie było problemu umieścić jej po apostołach (Dz 11, 12 – 14), a dla Marka nie było problemu z zestawieniem jej postawy z postawą uczonych w Piśmie (Mk 3, 20 – 35). Należy się zastanowić, co by było oznaką mniejszej czci: wymienienie Maryi jako patrzącej na krzyż, czy też zaliczenie jej do innych bezimiennych niewiast (por. Mt 27, 55 – 56).

Marię, matkę Jakuba i Jozesa z Marią, żoną Kleofasa zidentyfikował ze sobą Hieronim w dziele Przeciw Helwidiuszowi. Jednak po dwudziestu latach zmienił zdanie: Niektórzy jednak mylą matkę Jakuba i Józefa z ciotką Jezusa Chrystusa (List do Hedibii 120 http://www.tertullian.org/fathers/jerome_hedibia_2_trans.htm). Ci niektórzy to oczywiście Hieronim dwadzieścia lat wcześniej. Nie wnikając w istotę problemu Hieronima, w aktualnej sekcji, postaram się delikatnie przechylić szalę za poglądem mówiącym, iż Maryja z Mk 6, 3, to również Maria, matka Jakuba i Jozesa z Mk 15, 40.

a) Sprawa Jakuba Mniejszego

Jak wskazałem w sekcji dotyczącej dowodów z II wieku seria apokryfów, wśród których Protoewangelia Jakuba cieszyła się największą popularnością, wspierała tezę, że Józef był szczęśliwym wdowcem, który poślubił Maryję. Z poprzedniego związku posiadał sporo gromadkę dzieci, dla których Maryja stała się ich przybraną matką. Nie wnikając w historyczne szczegóły tego obrazu, należy stwierdzić, że perspektywa Epifaniusza nie przeszkadzała w odbiorze fragmentu Mk 15, 40 i kojarzeniu go z Maryją. Tym bardziej że Jakub Sprawiedliwy, określony – o czym jeszcze raz warto przypomnieć –  przez Hegezypa i Euzebiusza z Cezarei jako syn Józefa, był znany również jako Jakub Mniejszy. W Dekrecie Gelazego, co może zaskakiwać, Protoewangelia Jakuba jest zwana Ewangelią Jakuba Mniejszego (http://www.tertullian.org/decretum_eng.htm). Sama Protoewangelia była pisana jako swoistego rodzaju narracja Jakuba, brata Jezusa (por. Protoewangelia Jakuba 25, 1).

W Historii Józefa Cieśli, która rozwija motywy Protoewangelii Jakuba, brat Jezusa, jest nazwany Jakubem Mniejszym (Historia Józefa Cieśli 11; http://www.interfaith.org/christianity/apocrypha-joseph-the-carpenter/). Biorąc pod uwagę te świadectwa możemy – tym razem z pewną ostrożnością ze względu na charakter źródeł – stwierdzić, że perspektywa Epifaniusza, bez problemu może poddać się skojarzeniu Jakuba Sprawiedliwego z Jakubem Mniejszym (Helwidiusz jest z wiadomych względów poza dyskusją). Skoro ojczym Jezusa Józef, mógł być nazywany ojcem Jezusa przez Mateusza i Łukasza, to i Maryja, jako macocha, mogła być nazywana matką dzieci Józefa z poprzedniego związku.

b) Sprawa wpływu Hieronima na egzegezę Mk 15, 40

Wydaje się, że egzegeza Mk 15, 40 została na stałe zaburzona przez Hieronima. Jan Chryzostom, który przed Hieronimowym dziełem Przeciw Helwidiuszowi, podzielając pogląd Epifaniusza, identyfikował Maryję matkę Jezusa z Maryją matką Jakuba i Jozesa (zob. Homilie do Ewangelii Mateusza, Homilia 88, Matt 27, 45 – 48; Homilie do Dziejów Apostolskich Homilia 3, 1, 12), po opublikowaniu, wyżej wymienionego traktatu, zmienił zdanie (zob. Homilia na temat Listu do Galatów, Homilia 1, 19). W komentarzu do Galatów identyfikuje on już Jakuba Mniejszego jako syna Kleofasa i uważa go za apostoła. Sprawa wydaje się przesądzona: Hieronim jest odpowiedzialny za dzisiejsze problemy z interpretacją Mk 15, 40.

Reasumując: jeśli ktokolwiek po przeczytaniu mojego artykułu –  popularyzującego w sposób bardziej szczegółowy opinie Meiera i Bauckhama – stwierdzi, że konkluzja o 100% pewności ojca Jacka Salija, odnosząca się do braku rodzeństwa w przypadku Jezusa, jest daleka od prawdy – to będę mógł uważać, że odniosłem pewien sukces.


Cytaty:
J. P. Meier, A Marginal Jew: Rethinking the Historical Jesus, 1 ( AB Reference Library; New York: Doubleday, 1991 ); 316 – 32.

Tenże, The Brothers and Sisters of Jesus in Ecumenical Perspective, CBQ54 ( 1992 ); 1 – 28.

Tenże, On retrojecting later questions from later texts: A reply to Richard Bauckham,  CBQ (1997); 59 (3): 511-527.

R. J. Bauckham, The Brothers and Sisters of Jesus: An Epiphanian Response to John P. Meier, CBQ 56 (1994); 686–700.

 

Koza Carmignaca czyli jak ulatnia się sól

Trudno wyobrazić sobie życie bez soli. Jej właściwości doceniają smakosze i mistrzowie kuchni, którzy twierdzą, że szczypta soli potrafi znacząco poprawić smak potraw. Doceniają ją też dietetycy i propagatorzy zdrowego trybu życia, którzy z jednej strony przestrzegają przed nadmiernym jej spożyciem, z drugiej zalecają, aby po znacznym wysiłku fizycznym albo po długim przebywaniu w saunie czy po prostu na słońcu, gdy człowiek zlany jest potem, wyrównać poziom elektrolitów w organizmie i nie dopuścić do odwodnienia. Nie wystarczy wtedy wlać w siebie wodę, trzeba jeszcze zadbać, aby w tej wodzie była choć odrobina soli mineralnych, zwłaszcza sodu. Bo to chlorek sodu właśnie (NaCl) ma niebagatelny wpływ na gospodarkę wodno-elektrolitową, prawidłowe ciśnienie krwi i utrzymanie równowagi kwasowo-zasadowej w organizmie.

Relaksujące i upiększające działanie soli doskonale znane jest kobietom. Wystarczy wsypać garstkę soli do wanny, aby kąpiel przyniosła odprężenie, a skóra stała się bardziej nawilżona, jędrna i gładka, zwłaszcza gdy wcześniej zastosowano solny peeling. Można wymieniać jeszcze dziesiątki większych i mniejszych korzyści, jakie przynosi zastosowanie soli. Część z nich dostrzegli i opisali już starożytni; w ten sposób sól szybko zyskała znaczenie symboliczne, sakralne i kultyczne. Lecz żeby się nadmiernie nie rozwodzić nad tymi solnymi dobrodziejstwami, można wszystkie je podsumować tak, jak zrobił to ewangelista Marek. Stwierdzając lakonicznie: Sól jest dobra (Mk 9,50a), trafił w sedno.

Ta opinia na temat soli wydaje się centralnym punktem enigmatycznego i niejednoznacznego (przynajmniej na pierwszy rzut oka) fragmentu Mk 9,49-50: Każdy bowiem zostanie posolony ogniem. Sól jest dobra. A jeśli sól stanie się niesłona, to czym ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i nieście pokój/pozostawajcie w pokoju jedni z drugimi[1]. Najbardziej zastanawiającym i nienaturalnym elementem jest tu śmiała – wedle kryteriów Arystotelesa – metafora, którą nazwać można też metaforą aktualną lub żywą: posolić ogniem. Śmiałość tej metafory, wyrażająca się w relacji pomiędzy soleniem i ogniem, jest równocześnie jej wadą i zaletą, a mówiąc bardziej teologicznie – przekleństwem i błogosławieństwem. Dystans pomiędzy elementami nie jest tak wielki, jakby się tego oczekiwało od klasycznej śmiałej metafory. Przeciwnie, to właśnie tzw. „mała rozpiętość obrazu”, przynależność ognia i soli (czynności solenia) do tej samej sfery (spróbujemy gdzieś dalej ustalić, jaka jest to sfera), sprawia, że czytając o soleniu ogniem, czujemy się trochę niepewni i zdezorientowani i zaczynamy nawet podejrzewać, że mamy do czynienia z oxymoronem[2]. Doskonale bowiem potrafimy wyobrazić sobie i ogień, i solenie, ale nie bardzo wiemy, jak je sensownie ze sobą zestawić[3]. Ale może pierwszą przyczyną trudności w interpretacji tej metafory nie jest wcale deficyt wyobraźni, lecz po prostu zły przekład jakiegoś tekstu oryginalnego oraz błędy kopisty?

Byle nie przesolić

Każdy biblista, przystępując do analizy tekstu, musi przede wszystkim ustalić takie jego brzmienie, które byłoby najbliższe (przynajmniej w opinii biblisty) oryginałowi. Dokonuje tego na podstawie aparatu krytycznego umieszczonego w greckich wydaniach NT. W przypadku Mk 9,49-50 wariantów tekstu jest całkiem sporo. Np. pochodzący z V w. Kodeks Bezy, na który składają się niezależne od siebie teksty grecki i łaciński, zamiast powszechnie znanej frazy Każdy bowiem zostanie posolony ogniem, zawiera wersję Każda bowiem ofiara zostanie posolona solą. Nie ma tu żadnej metafory. Wszystko jest wyłożone zrozumiale i logicznie, może tylko trochę tautologicznie, co można wybaczyć, biorąc pod uwagę ogólną tendencję do zachowania lub nadania tekstowi cech semityzujących[4]. Hagiograf więc, unikając wieloznacznej metafory, mówiłby wyłącznie o soli i nawiązywał do starotestamentowego opisu i zaleceń odnośnie do składania ofiar posolonych solą (Kpł 2,13).

Sprawę komplikuje następna uwaga aparatu krytycznego. Pojawia się inny wariant tekstu, potwierdzony przez całkiem pokaźną grupę świadectw, wśród których znajduje się m.in. Kodeks Aleksandryjski z IV/V w. Jest trochę starszy niż Kodeks Bezy i cieszy się wśród biblistów uznaniem jako jeden z tzw. wielkich kodeksów, które przekazują najstarsze i najlepiej zachowane wersje greckiego NT. Liczba wszystkich wymienionych w tym miejscu kodeksów oraz ich wiek każą zastanowić się nad tym bardziej skomplikowanym i nieco hybrydowym wariantem: Każdy bowiem ogniem zostanie posolony i każda ofiara zostanie posolona solą. Posolenie ofiary solą nie traci atrakcyjności ze względu na swoją literalność. Ale po co w takim razie dołączono tę metaforyczną wzmiankę o posoleniu ogniem?

Jeszcze inną wersję przekazuje Kodeks Koridethi (Coridethianus) z VIII/IX w., w którym Ewangelia Marka szczególnie się wyróżnia. Reprezentuje ona bowiem inny typ tekstu (tzw. cezarejski) niż pozostałe Ewangelie (typ bizantyjski). Tutaj skryba zamiast metaforycznego posolenia ogniem wprowadził opcję: Każdy bowiem ogniem zostanie pozbawiony słoności, którą można powiązać z w. 50. Otrzymamy wtedy całkiem interesującą i dość spójną całość, mówiącą o zniszczeniu dobrych właściwości soli przez ogień: Każdy bowiem ogniem zostanie pozbawiony słoności. Sól jest dobra! A jeśli sól stanie się niesłona, to czym ją przyprawicie?Zazwyczaj to sól bywa używana do gaszenia ognia, natomiast odwrócenie tych oddziaływań potwierdza potęgę ognia, którego nie da się ugasić. To stwarza dodatkowe możliwości interpretacji, bo motyw niegasnącego ognia łączy ww. 49-50 z wierszami poprzednimi – 43-48. Pozbawienie soli jej właściwości może też być próbą harmonizacji tekstu Mk 9,49-50 z paralelami w pozostałych ewangeliach synoptycznych. Mt 5,13 i Łk 14,34 rzeczywiście mówią o pozbawieniu soli jej smaku, choć używają innego czasownika niż ten zasugerowany przez kopistę Coridethianus. Skryba harmonizowałby więc z pamięci, nie sprawdzał leksyki, lecz dbał o wrażenie ogólne i zgodność przesłania wszystkich trzech tekstów. W ten sposób z pozytywnego komunikatu, jakim był wcześniej Mk 9,49-50 (który – przypomnijmy – rozwija stwierdzenie Sól jest dobra), uczynił komunikat negatywny, wzorowany przede wszystkim na Mt (Sól straciła smak, nie da się jej dosolić ani przyprawić, trzeba ją zastąpić). Aż szkoda porzucać otwierające się możliwości dalszych wykładni i komentarzy. Niestety, jak już zaznaczono, taką potencję ma tylko Kodeks Koridethi, a to zbyt mało, aby ten wariant uznać za najbliższy oryginałowi NT. Zeznaniom jednego świadka nie dawano wiary już w starożytności i tak zostało do dziś.

To samo dotyczy Kodeksu Ławry Atoskiej (Codex Athous Lavrensis) z IX/X w., który jako jedyny przekazuje wariant następujący: Każdy bowiem ogniem zostanie posolony, a każda ofiara solą pozbawiona słoności. Do jednej, znanej już śmiałej, wręcz oksymoronicznej metafory kopista dołączył drugą – równie śmiałą, trudną i oksymoroniczną. Ale tym razem nie otwiera to nowych możliwości interpretacji. Nawet – trzeba się zdobyć na szczerość – zamyka niektóre wcześniejsze kierunki. Teraz z ulgą można się powołać na zasadę odrzucenia wersji jednego tylko świadectwa. A świadectwo to nie jest wiarygodne również dlatego, że reprezentuje bardzo eklektyczny typ tekstu.

Ten wybiórczy i pobieżny przegląd aparatu krytycznego NA28 pozwala twierdzić, że wariant: Każdy zostanie posolony ogniem, który zawierają cieszące się szczególnym uznaniem świadectwa – Kodeks Watykański (IV w.) oraz Kodeks Synajski (IV w.)[5], jest najbardziej wiarygodny, choć nie najłatwiejszy. Ale w porównaniu z tym, co zaproponował kopista z Atosu, nawet śmiała metafora solić ogniem wydaje się teraz bardziej przyjazna. Innymi słowy – jest lepiej niż przypuszczano na początku, choć sytuacja praktycznie się nie zmieniła. Uczciwość biblistyczna i wierność zasadom przeprowadzania krytyki tekstu nie pozwoliły pójść na łatwiznę i spośród kilku zaprezentowanych wariantów wybrać tego najłatwiejszego ani najciekawszego. Można śmiało zmierzyć się nawet z wariantywnością form rzeczownika sól w w. 50., którą odnotowuje aparat krytyczny. Mamy więc oto sytuację zupełnie jak w starej, żydowskiej anegdocie o malkontencie Abramie, który narzekał na ciasnotę w domu. A mieszkał w jednym pokoju z żoną, kilkorgiem dzieci, teściową, psem, kotem i papugą. Mądry rabin poradził mu wziąć jeszcze kozę[6]… Po pewnym czasie pozbycie się kozy pozwoliło Abramowi spojrzeć na sytuację z zupełnie innej perspektywy i bez strachu zmierzyć się z soleniem ogniem.

Zabezpieczyć się przed kozą

Analiza aparatu krytycznego, poza znaczną poprawą nastroju, nie przyniosła, niestety, rezultatów, które pozwoliłyby poczynić duży krok naprzód. W wariantach, które trudno uznać za najbliższe oryginałowi, pojawiła się jednak sugestia, żeby postać Markowej metafory skonfrontować ze starotestamentowymi przepisami ofiarniczymi z Księgi Kapłańskiej. Takie postępowanie jest metodologicznie jak najbardziej uzasadnione. Poszukiwanie źródeł motywów i obrazowania jest elementem i jednym z etapów co najmniej kilku metod nowotestamentowej egzegezy. Problem jednak w tym, czy szukanie genezy solenia ogniem nie pociągnie za sobą konieczności przygarnięcia drugiej kozy – czyli zbadania, skąd pochodzą motywy „towarzyszące”, pojawiające się w najbliższym kontekście – przede wszystkim robak, który nie umiera i ogień który nie gaśnie. I czy ogień, którym się soli, jest tym samym ogniem, co niegasnący? Wiadomo, że koza przyszłaby na pewno, gdyby przyjąć wariant proponowany przez Kodeks Koridethi. Ale ten przecież został odrzucony, a koza wyprowadzona! Czy jednak dość daleko?

Może się jednak jeszcze lepiej zabezpieczyć przed ewentualnym wdzieraniem się dodatkowych motywów do naszej coraz śmielszej metafory? Pomocna okazuje się tu podstawowa analiza literacka. Już na pierwszy rzut oka widać, że wiersze 49-50 różnią się od poprzednich (9,43-48) pod względem stylistycznym i tematycznym. W Mk 9,43-48 działające na wyobraźnię słowa kierowane są bezpośrednio do odbiorców, stąd użycie 2 osoby l. pojedynczej oraz trybu rozkazującego, jak w w. 43: jeśli gorszyłaby cię twoja ręka, odetnij ją; lepiej jest, abyś jako okaleczony wszedł do życia niż jako mający dwie ręce odszedł do Gehenny, w nieugaszony ogień. Wiersze te mają bardzo charakterystyczną budowę: zdanie warunkowe (jeśli A, to B) łączy się ze zdaniem porównawczym (lepiej B’ niż A’). Każda taka para tworzy paralelizm klimaktyczny (czyli taki, w którym drugi człon rozwija myśl członu pierwszego), będący dodatkowo chiazmem! Innymi słowy – kompozycja jest wyrafinowana, koherentna i spójna również pod względem formalnym[7]. Widać teraz, że wiersze 49-50 na tle poprzedników wypadają wyjątkowo skromnie i niewyszukanie. Zamiast płynności i spójności, mamy staccato. Właściwie jedynym elementem łączącym jest tu leksem sól obecny w każdym zdaniu.

Okazuje się jednak, że nic tu nie jest dziełem przypadku. Niewyszukana forma służy wyeksponowaniu śmiałej metafory solenie ogniem, a uporczywe, żeby nie powiedzieć – natrętne – powtarzanie sól, sól, sól nie pozostawia wątpliwości, że to NaCl jest w tej metaforze głównym elementem, pojęciem nadrzędnym[8]. Oba pojęcia, jak już powiedziano, należą do jednej sfery, którą obiecano dookreślić. Pomagają w tym świadectwa przytoczone w aparacie krytycznym. Wskazują one, że jest to sfera kultyczna i ofiarnicza. Nie należy do niej robak, który nie umiera ani nawet niegasnący ogień, ponieważ zupełnie różne konteksty „ogniowe” w ww. 43, (44.46), 48 oraz w w. 49 wywołują całkiem inne konotacje i nie pozwalają na utożsamienie tych obrazów i tych pojęć.

Czyżby to oznaczało, że pozbyliśmy się niebezpieczeństwa związanego z koniecznością analizy dodatkowych motywów? Na wszelki wypadek warto powstałe zabezpieczenie lingwistyczne wzmocnić metodologicznie, odwołując się do Formgeschichte i jeszcze dokładniej opisać sferę, do której należą elementy analizowanej metafory. Pokrywa się ro mniej więcej z określeniem tzw. Sitz im Leben ww. 49-50, a więc środowiska, w którym pierwotnie funkcjonowały.

Długo trwały wszystkie powyższe ustalenia, ale wreszcie, kierując się sugestiami aparatu krytycznego, możemy sięgnąć po Stary Testament i otworzyć Torę. Ale teraz pojawia się problem, która wersja Tory byłaby bardziej pomocna: hebrajska czy grecka? Naturalniejsza wydaje się konfrontacja tekstu Markowego z wersją grecką, choćby ze względu na możliwość porównania leksyki oraz wskazania kierunku interpretacji. Okazuje się, że harmonizacji dokonano już w Kodeksie Bezy, ponieważ LXX i Mk 9,49 brzmią tu niemal identycznie: Każdy wasz dar ofiarny będzie posolony solą – to LXX; Każda bowiem ofiara zostanie posolona solą – to Mk. Dalszy ciąg tej kultycznej regulacji w Księdze Kapłańskiej, gdzie rzeczownik sól występuje jeszcze dwa razy, nie pozostawia cienia wątpliwości, że każda praktyka ofiarnicza wymagała użycia NaCl: nie będziecie się obywać bez soli przymierza Pana przy ofiarach; na każdym waszym darze będziecie Panu, waszemu Bogu, przynosić sól. Pamiętali o tym kopiści Kodeku Aleksandryjskiego, Efrema, Cypryjskiego i wielu innych majuskuł oraz minuskuł, w których po tajemniczym posoleniu ogniem dodano wzmiankę o posoleniu ofiary (gr. thusia). A to jednoznacznie wskazuje na ofiarnicze Sitz im Leben.

Koza Carmignaca

I można by już było porzucić rozważania na temat tekstu źródłowego i kultycznego zakorzenienia Mk 9,49, gdyby nie wątpliwości wyrażone w latach sześćdziesiątych XX w. przez wybitnego francuskiego biblistę katolickiego ks. Jeana Carmignaca. To tak, jakby do posprzątanego już domu Abrama z anegdoty znowu została wprowadzona koza. Carmignac bowiem, sam zafascynowany językiem hebrajskim i jego oddziaływaniem, wysunął kontrowersyjną tezę, że Ewangelie Synoptyczne nie są utworami napisanymi po grecku, ale tłumaczeniami dokonanymi z hebrajskiego[9] (chodzi przy tym o hebrajski, jakiego używano w Qumran). I nie ma tu Carmignac na myśli przedliterackiego, oralnego etapu kształtowania się ewangelii – wtedy zresztą jego teza nie byłaby tak kontrowersyjna, a dyskusje dotyczyłyby tylko tego, czy rzeczywiście chodzi o język hebrajski, czy może o aramejski[10]? Carmignacowi chodzi mu o postać pisaną. Równie kontrowersyjna jak teza okazała się metoda, której biblista użył, by potwierdzić swoje przypuszczenia. Otóż, łatwość i niemal stuprocentowa ekwiwalencja zauważalne, gdy dokonuje się przekładu greckich ewangelii na język hebrajski, miałaby dowodzić że takiego samego przekładu – tylko z hebrajskiego na grekę – dokonali wcześniej hagiografowie[11]. Dodatkowych argumentów biblista dostarczył, dzieląc zauważone w tekstach synoptycznych niezhellenizowane semityzmy na różne kategorie, choć kryteria tego podziału nie są ani zbyt klarowne, ani ostre. Można więc mówić o zapożyczeniach, semityzmach naśladowczych, myślowych, słownikowych, składniowych, stylistycznych, kompozycyjnych, nawet przekazowych (związanych z błędami kopistów), wreszcie o semityzmach przekładowych i złożonych[12]. Wyrażenie posolić ogniem miałoby należeć do grupy semityzmów tłumaczeniowych. Z podobną kategorią stykają się jednak wszyscy tłumacze, nie tylko bibliści, wtedy gdy z kilku lub kilkunastu znaczeń danego leksemu, muszą wybrać jedno. Według Carmignaca grecki tłumacz stanął przed dylematem, czy hebrajski czasownik malah[13] tłumaczyć jako solić, czy może jako ulotnić się[14]? Decydując się ostatecznie na solenie, hagiograf i/lub późniejsi kopiści popełnili błąd.

Kodeks Koridethi i Kodeks Ławry Atoskiej pokazują, że przynajmniej w VIII/IX w. w niektórych środowiskach chrześcijańskich Mk 9,49 odczytywano tak, jak to sugeruje ks. Carmignac. Te wersje, oparte na pojedynczych świadectwach, zostały ostatecznie odrzucone, mimo że Coridethianus miał naprawdę spory potencjał interpretacyjny. Czyżby się teraz miało okazać, że to właśnie te wyeliminowane warianty są najbliższe oryginałowi? I to oryginałowi hebrajskiemu, który zostałby przez kogoś dobrze przetłumaczony?! Z wirtualnym hebrajskim oryginałem kłopot miał jednak sam Carmignac. Na podstawie analizy dokumentów qumrańskich doszedł do wniosku, że istnieją dwa homonimiczne czasowniki, których forma podstawowa to malah. Jeden oznacza: solić drugi: ulotnić się. Wskazanie przykładu użycia pierwszego malah to biblijna bułka z masłem (a nawet z odrobiną soli). Wystarczy sięgnąć do przywoływanej jako tekst źródłowy – Kpł 2,13, gdzie występuje i rzeczownik sól (maelah), i jego czasownikowy derywat – czyli solić (malah): I każdy dar ze swojej ofiary posolisz solą. Trudniej było francuskiemu bibliście wskazać biblijny przykład użycia czasownika numer dwa[15]. Można mu trochę podpowiedzieć. Wydaje się, że jedynym miejscem, w którym pojawia się czasownik malah w znaczeniu ulotnić się, rozwiać, będzie Iz 51,6: Niebiosa jak dym zostaną rozwiane (albo rozproszone)[16]. O ile pierwszy rdzeń mlh etymologicznie związany jest z solą (te same spółgłoski, ale inna wokalizacja), a tyle drugi mlh nawiązuje najprawdopodobniej do użycia jakiegoś ostrego przedmiotu, np. miecza, by coś rozdrobnić. Nie jest to jednak takie oczywiste, o czym świadczy zaskakujący przekład Izajasza 51,6 w LXX: Niebo jak dym zostanie umocnione. Kolejna śmiała metafora bliska oksymoronowi (jak bowiem inaczej wytłumaczyć umacnianie dymu)? Ta powstała ewidentnie w wyniku złego tłumaczenia, ale czy takie samo jest pochodzenie solenia ogniem w Mk 9,49? Wątpliwe.

Być może zdążyliśmy już trochę tę kozę ks. Jeana Carmignaca oswoić, może ciężko się będzie z nią rozstać. Ale trzeba się z tym zmierzyć i to o wiele bardziej stanowczo niż poprzednio. Nie ma bowiem przesłanek, aby dekonstruować śmiałą metaforę z Mk 9,49 i doszukiwać się tu jakichś pomyłek translatorskich. Analiza aparatu krytycznego skłania do przyjęcia wersji Każdy zostanie posolony ogniem jako najlepiej udokumentowanej i prawdopodobnie najbliższej jakiemuś oryginałowi NT. I dlatego tę „klasyczną” postać metafory, już bez dopowiedzeń wskazujących jej źródło, za to z uwzględnieniem ewangelicznego kontekstu, postarajmy się zinterpretować.

Koza na diecie synoptyków

Identyfikacja źródła metafory posolić ogniem jest przykładem zastosowania jednej z diachronicznych metod egzegezy – Formgeschichte. Kolejnym krokiem powinno być prześledzenie, w jaki sposób figura ta wykorzystywana jest przez poszczególnych ewangelistów, nie tylko przez Marka. Jednak tutaj pojawia się problem – ani Mateusz, ani Łukasz takiej postaci solnej metafory nie używają! Samej soli oczywiście sobie nie żałują, ale umieszczają ją w nieco innym kontekście niż Marek. Nie da się więc tak łatwo przenieść obrazowania oraz interpretacji Mt 5,13 i Łk 14,34 na wersję Marka, ale może analiza Mateuszowego i Łukaszowego zastosowania rzuci jakieś światło na „zasolenie” u Marka.

Wy jesteście solą ziemi. A jeśli sól utraci smak, to czym zostanie przyprawiona? Do niczego nie jest przydatna oprócz tego, żeby została wyrzucona na zewnątrz i podeptana przez ludzi (Mt 5,13) – jest niewątpliwie wypowiedzią negatywną na temat zwietrzałej soli. Ale Mateusz nie rozwodzi się nad właściwościami, które zostaną utracone, gdy sól zwietrzeje. Są one zresztą dość enigmatyczne w wyrażeniu sól ziemi i trudno jednoznacznie orzec, czy chodzi o smak, właściwości konserwujące, czy może – jak u Łk – o użyźnienie ziemi. Ważniejszy wydaje się czasownik moraino, który oznacza utratę smaku, ale oznacza również bycie głupim, opowiadanie głupstw. Podtekst Mateuszowy jest więc bardzo wymowny: jeśli staniecie się głupcami (jeśli sól utraci swój smak), to do niczego się nie nadajecie i trzeba będzie z was definitywnie i publicznie zrezygnować (do niczego nie jest przydatna oprócz tego, żeby została wyrzucona na zewnątrz i podeptana przez ludzi).

Tutaj można by nawet dokarmić kozę ks. Carmignaca. W przeciwieństwie do Mk, który użył tu przymiotnika analon (który trudno oddać w języku polskim, oznacza bowiem coś pozbawionego smaku, „bezsmakowego”, czyli: sól stanie się bez smaku/bezsmakowa), Mt świadomie nawiązuje do języka aramejskiego, w którym czasownik tapel również ma te znaczenia: być nieposolonym oraz mówić głupstwa, być głupim[17]. Biorąc pod uwagę fakt, że Ewangelia Mateusza skierowana jest przede wszystkim do judeochrześcijan, takie nawiązanie byłoby uzasadnione. Nie jest to jednak jeszcze żaden przekonujący dowód na to, że grecka wersja Mt jest tłumaczeniem z aramejskiego, a tym bardziej hebrajskiego, jak postuluje Carmignac.

Tego samego czasownika – moraino ­– używa Łk. Ale ostatnią rzeczą, o jaką należałoby go podejrzewać, to tak subtelne nawiązania do języków semickich, niezrozumiałe i niepotrzebne odbiorcom jego Ewangelii – drugiemu pokoleniu etnochrześcijan pochodzenia greckiego. Im wystarczyła polisemia czasownika greckiego (jeśli ją dostrzegli) i kierunek interpretacji zasugerowany przez hagiografa (ale o tym niżej). Tłumaczenie, dlaczego Mateusz i Łukasz używają tego samego czasownika, skazuje, niestety, kozę Carmnignaca na głodówkę. Tradycyjnym, najpopularniejszym wśród biblistów wyjaśnieniem jest pochodzenie materiału o soli ze wspólnego dla Mt i Łk greckiego źródła – tzw. Q, w którym zapisane miałyby być przede wszystkim logia – słowa Jezusa.

Aby mieć czyste sumienie i nie doprowadzić kozy do stanu skrajnego wyczerpania i odwodnienia, należy pomyśleć nad jakąś suplementacją jej skromnej diety. Odwodnieniu skutecznie zapobiegłaby słona lizawka, czyli wskazanie na semicką symbolikę soli implikowaną przez Mateusza. Czasownik moraino oznaczać może, jak powiedziano, bycie głupim. Nie jest to jednak „wrodzona głupota”. Przeciwnie, jest to „głupota nabyta”, związana z utratą wcześniejszej jakiejś „mądrości”. Oczywiście nie chodzi tu tylko o mądrość w znaczeniu erudycji czy umiejętności celnej riposty i trafiania w sedno, choć i tego aspektu nie można pominąć (por. Kol 4,5-6: Wykorzystując okazję, z mądrością podchodźcie do tych, którzy pozostają na zewnątrz. Niech wasze słowo zawsze będzie życzliwe, przyprawione solą, abyście wiedzieli, jak powinniście każdemu odpowiadać). Bardziej chodzi o mądrość, która prowadzi do pobożności, życia z Bogiem oraz wierności przymierzu. Na te aspekty zwraca uwagę deuterokanoniczna Księga Syracha 39,1nn. Wierność przymierzu z kolei oraz związane z tym ściśle przestrzeganie przepisów, jest tu niejako implikowana przez starotestamentowe konotacje związane z solą i soleniem, o czym już była mowa przy ustalaniu źródeł solnej metafory u Mk. Wydaje się jednak, że w przeciwieństwie do Marka, który z tekstów źródłowych wybiera i akcentuje elementy ofiarnicze, Mateusz zwraca uwagę przede wszystkim na sól przymierza (Kpł 2,13) oraz przymierze soli (Lb 18,19; 2 Krn 13,5), czyli niezniszczalność, trwałość oraz spełnienie wynikających z zawarcia przymierza obietnic (por. raz jeszcze 2 Krn 13,5). Pod warunkiem, że obie strony przestrzegają zasad określonych przy zawarciu przymierza.

Z Mt 5,1 wynika, że słowa na temat soli i utraty przez nią właściwości, skierowane są do tłumów, nie tylko do uczniów[18], którzy – owszem – zbliżyli się, ale nie rozpędzili przecież wszystkich słuchaczy. Tłumy więc obejmowały bliżej siedzących uczniów i tych, którzy do uczniów (jeszcze) się nie zaliczali, a przysiedli sobie dalej. Na pewno nie była to mowa skierowana tylko do dwunastu apostołów, ponieważ – wedle Mateusza – wybór dwunastu nastąpił później (Mt 10,1-4). A zatem – podsumowując już powoli ten wątek sprowokowany przez kozę, którą trzeba dokarmiać – można stwierdzić, że obecność implikacji semickich na różnych poziomach: od leksykalnego i związanego z nim translatorskiego (bez określania kierunku tłumaczenia, oczywiście), poprzez semantyczny, a na intertekstualnym kończąc, pozwala sądzić, że odbiorcami mowy Jezusa, w której pojawia się metafora soli, są wszyscy żydowscy słuchacze. Całą mowę można więc trawestować następująco: Jesteście wybrani, to z wami Bóg zawarł wieczne, trwałe przymierze (przymierze soli). Na mocy tego przymierza obiecał przyjście mesjasza. Ponieważ Bóg jest wierny, to spełnia swoje obietnice. Jeśli jednak nie dochowacie przymierza, to zachowacie się tak, jakbyście utracili wartości kojarzące się z solą – mądrość opartą na zaufaniu Bogu i praktykowaniu pobożności według Bożych przykazań. Skoro w przymierzu (soli) układają się dwie strony, od obu oczekuje się zachowania warunków przymierza. Jeśli jedna strona ich nie dochowa (Żydzi), to druga strona też jest zwolniona z spełniania wszystkich obietnic. To jest nie tylko nowa sytuacja, to jest nowa rzeczywistość i nie da się wykonać kroku wstecz (nie można przyprawić soli). Ten motyw jest stosunkowo częsty w Ewangelii Mateusza; wielokrotnie hagiograf mówi o odebraniu Żydom królestwa Bożego i przekazaniu go w innym (np. Mt 8,11-12; 21,28-32; 21,43). Towarzyszy temu czasem motyw wyrzucenia na zewnątrz, który można powiązać z wyrzuceniem zwietrzałej soli i podeptaniem jej. Z kolei implikacje dotyczące królestwa Bożego połączone z motywem odrzucenia, wyrzucenia na zewnątrz, można odczytywać w kategoriach eschatologicznych. I to będzie ewentualnie drugi – poza motywem soli – łącznik pomiędzy tekstem Marka i Mateusza, choć dużo mniej oczywisty i dużo bardziej ukryty.

Łukaszowe wyprowadzenie kozy

Równie egalitarne jest nauczanie Jezusa opisane przez Łukasza (Łk 14,25-35). W podsumowaniu pojawia się znana solna wypowiedź w wersji „mieszanej” – pierwsza część odpowiada tekstowi z Mk: Dobra jest więc sól; druga – powtarza tekst Mt, łącznie z czasownikiem moraino. Jak już wspomniano, aramejski czy hebrajski ekwiwalent tego czasownika mało Łukasza interesował, a jeszcze mniej zapewne jego odbiorców. Łukasz zatem mógł w ogóle nie brać pod uwagę semickich – kulturowych i religijnych – uwarunkowań. I nie brał. Podobnie jak nie używał leksemu sól w znaczeniu metaforycznym. W Łk 14,34-35 całe dowodzenie przeprowadzane jest na jednym poziomie. Tym samym Łukasz przyczynił się walnie do ponownego wyprowadzenia kozy z domu.

Po wzięciu głębokiego oddechu możemy zacząć przyglądać się tekstowi o soli bez szukania drugiego i trzeciego dna. Pełnowartościowa sól kojarzy się hagiografowi z nawozem, zwietrzała – nie nadaje się już ani do ziemi (najprawdopodobniej w znaczeniu gleby, ziemi uprawnej, a nie świata), ani na nawóz. W Starym Testamencie użyźniające działanie soli jest właściwie nieznane. Przeciwnie, mówi się o wyjałowieniu, zniszczeniu ziemi, na której celowo rozsypano sól; często zresztą była to Boża kara (np. Rzeki zamienia On w pustynie, oazy w ziemię spragnioną, ziemię żyzną na słony ugór… – Ps 107,33-34; por. Sdz 9,45, So 2,9; Ez 47,11). Łukasz więc zdaje się ignorować ten niszczący kontekst i nawiązywać raczej do zwyczajów rzymskich. A o dobroczynnym działaniu soli na ziemię uprawną pisali m.in. Wergiliusz czy Pliniusz[19]. Co ciekawe, współczesne badania permakulturowe potwierdziły, że roztwór soli o odpowiednim stężeniu rzeczywiście może pobudzać rośliny do życia[20]. W eksperymencie wykorzystano sól morską, podobną prawdopodobnie do tej, jakiej używano w Palestynie w I w., a więc pozyskiwaną z Morza Martwego i zmieszaną z rożnymi innymi minerałami, pierwiastkami i mikroelementami. O ile więc sól o maksymalnej „ilości NaCl w soli” niszczy ziemię, o tyle roztwór soli, a więc sól, której właściwości są osłabione, może mieć pozytywny wpływ na uprawy. W Łk 14,34-35 mówi się o utracie właściwości i wartości przez sól, a zatem o jej ewentualnym łagodnym, a nie o agresywnym, działaniu na ziemię uprawną. Właściwości tych jednak w wyniku wietrzenia pozostało tak niewiele, że nie da się zaobserwować żadnych skutków. W wersji Łukaszowej nie pojawia się też żaden element, który mógłby zostać zinterpretowany eschatologicznie lub sądowniczo. Jest to dość bezpośrednia, prosta konstatacja, która nawet trudno odnieść bezpośrednio do słuchaczy, jak to było u Mateusza: Wszyscy znacie dobroczynne działanie soli. Ale jeśli sól wywietrzeje, ulotnią się jej dobre właściwości, to już do niczego się nie będzie nadawać. Koza została wyprowadzona.

Rekontekstualizacja czyli przestawiamy kozę

Rozglądając się z uwagą, czy gdzieś w pobliżu nie czai się rogata głowa kozy Carmignaca, spróbujmy teraz przeanalizować użycie soli w tekście Markowym, zobaczyć, czy jest ono bliższe intertekstualnym ostrzegawczym implikacjom Mateusza, czy może prostocie tekstu Łukasza? Jeśli metafora Markowa miałaby przypominać bardziej ujęcie Łukasza, to może się jeszcze okazać, że dopatrując się wcześniej w Mk 9,49-50 ofiarniczych odniesień, zupełnie niepotrzebnie pozwoliliśmy wprowadzić do domu kozę i jeszcze ją karmiliśmy. Każda bowiem próba identyfikacji tekstów źródłowych i strategii intertekstualnych, właśnie poprzez te odniesienia wertykalne, zakłóca linearną (horyzontalną) lekturę[21], bardziej naturalną i bardziej przyjazną przeciętnemu czytelnikowi. Bywa też i tak, zwłaszcza w przypadku różnego rodzaju nawiązań i odniesień, które bardzo mocno zakorzeniły się w danej kulturze i języku, że wiedza o ich pochodzeniu i pierwotnym kontekście przestaje mieć znaczenie. Innymi słowy, bardziej dosadnie i brutalnie – mozolnie rekonstruując źródła, wykonaliśmy pracę, która nikomu nie jest potrzebna. Bo oto okazuje się, że największe znaczenie ma nasza zdolność „do odkrywania symbolicznych znaczeń i nowych sensów”[22] badanego wyrażenia, które pojawia się w nowym kontekście. Następuje więc rekontekstualizacja.

Aby zbadać, jakiego znaczenia nabiera solenie ogniem w nowym, stworzonym przez Marka kontekście, trzeba wziąć pod uwagę te elementy tekstowe, które „obudowują” metaforę. Powiedziano już na początku, że osią Mk 9,49-50 jest stwierdzenie: Sól jest dobra. Spośród wielu znaczeń, które składają się na pole semantyczne leksemu sól w Biblii, trzeba więc wybrać te kojarzone i wartościowane pozytywnie.

I choć są znakomici bibliści, którzy dopatrują się tu aluzji do niszczącego działania soli i/lub ognia, to nie ma żadnych bezpośrednich przesłanek tekstowych, aby zarejestrować w Mk 9,49-50 wszystkie te negatywy związane np. ze wspomnianym wcześniej wyjaławianiem ziemi solą, z obrazem zniszczenia Sodomy deszczem ognia i siarki, na który nakłada się obraz zamienionej w słup soli żony Lota ukaranej za nieposłuszeństwo. Tym bardziej, że żadnego z tych tragicznych skutków działania soli nie odnotowują też pozostali synoptycy. Być może ten defetystyczny kierunek interpretacji wynika z przeniesienia obrazowania i oddziaływania poprzednich wierszy – 43-48, które rzeczywiście brzmią bardzo złowrogo i apokaliptycznie. Wymieniają niegasnący ogień w Gehennie i nieumierającego robaka (też ciekawa stylistyka i obrazowanie) jako kary czekające gorszycieli. Ale – udało się to już wcześniej zauważyć – różnice stylistyczne i leksykalne nie pozwalają na tak jednoznaczną i mocną integrację ww. 49-50 i 43-48. Jeśli już wskazać fragment pod względem formalnym najbliższy tekstowi solnemu, to byłyby to ww. 39-42. Nie ma też płynnej kontynuacji tematycznej pomiędzy ww. 43-48 i 49-50, ponieważ, jak wcześniej ustalono, głównym elementem metafory posolić ogniem jest sól, a nie ogień, który dominuje w obrazach kary i apokaliptycznych wizjach.

Dobra sól i zły ogień

Cieszy, że można odłożyć na bok czarny scenariusz i spojrzeć na metaforę posolić ogniem bardziej optymistycznie. Zwłaszcza, że jednak sól jest dobra. Ma właściwości konserwujące, poprawiające smak, oczyszczające, inhalujące, odświeżające, upiększające nawet – wszystkie wyliczone na początku i jeszcze więcej niewymienionych działań dobroczynnych. Solenie to z kolei czynność, która ma na celu wykorzystanie tych właściwości soli, aby solony obiekt uczynić dłużej zdatnym do użytku (zakonserwować) i smaczniejszym, aby go oczyścić, odświeżyć, upiększyć, doprowadzić wreszcie do tego, by pozytywnie oddziaływał na otoczenie – jak np. solna lampka. Problem jednak w tym, że te wszystkie właściwości można na solony obiekt przenieść, ale tylko wtedy – jak podpowiada metafora – gdy ich nośnikiem będzie ogień. Można tu teraz wymieniać różne cechy ognia, ale zajęłoby to zbyt wiele czasu. Wiadomo, że postrzeganie ognia i skutków jego działania jest ambiwalentne. Wszyscy doskonale znają i umieją sobie wyobrazić zarówno kontrolowany ogień miło trzaskający w kominku czy ognisko, przy którym można się ogrzać, upiec kiełbaskę i kartofle albo cokolwiek innego. Ale wszyscy też wiedzą, że ogień, ten niekontrolowany i pojawiający się nagle, jest groźny. Pożar bezlitośnie niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze, pozostawiając po sobie tylko zgliszcza. Którą perspektywę wybrać? Wybór podpowiada sama metafora.

Zanim wprowadzona została koza Carmignaca, w tekście zawieszono strzelbę – czyli opis metafory jako zestawienie dwóch elementów, które przynależą do jednej sfery i pomiędzy którymi istnieje tak mała „rozpiętość obrazu”, że sprawiają wrażenie oksymoronu. Czas, aby ta strzelba – nomen omen – wypaliła (ale nie uśmierciła kozy). Zestawmy wobec tego podstawowe, wymienione wyżej pozytywne właściwości soli i negatywne działania ognia, aby otrzymać zarys oksymoronu:

sól konserwuje – ogień szybko niszczy (spala obiekt);

sól poprawia smak – spalone danie nikomu nie smakuje;

sól oczyszcza – ogień pozostawia brudny osad, popiół;

sól inhaluje – ogień i gryzący dym duszą;

sól odświeża i zatrzymuje wodę – ogień sprawia, że woda odparowuje, a obiekt wysycha;

sól upiększa – ogień może zostawiać „pamiątki” w postaci szpecących blizn.

Na szczęście elementem głównym tej metafory jest solenie. Można więc ją interpretować następująco: Aby właściwości soli zostały przeniesione na solony obiekt i w pełni tam ujawnione, potrzebne jest doświadczenie, które można przyrównać do niszczącego działania ognia. Pozostaje zatem ustalić, z jakim doświadczeniem skojarzyć ogień? Na pewno jest to doświadczenie trudne, związane z cierpieniem i niszczące. W tym miejscu zwykle przywołuje się argument introdukcyjny – a mianowicie fakt, że Ewangelia Marka kierowana jest do etnochrześcijan związanych ze środowiskiem rzymskim, narażonych na prześladowania za panowania Nerona (37-68). Być może ten ogień jest aluzją do represji, jakie spotykały wyznawców Chrystusa oskarżonych o podpalenie Rzymu w 64 r. Tacyt wspomina, że chrześcijanie byli skazywani na śmierć w płomieniach (Roczniki XV 44), nazywano ich „pochodniami Nerona”, ponieważ ich palące się ciała w nocy oświetlały Rzym.

W Mk 9,49 to niszczące działanie ognia jest jednak podporządkowane soleniu. A to oznacza, że jednak słusznie na początku ustalono źródło takiego obrazowania – starotestamentowe przepisy dotyczące składania ofiar (Kpł 2,13). Każda ofiara musiała zostać posolona. Stary Testament mówi też o ofiarach całopalnych. Nałożenie się tych obrazów prowadzi do konstatacji, że Bóg przyjmuje ofiary całopalne, wcześniej posolone, jako szczególnie Mu miłe i bliskie. Ogień, jak już kilka razy podkreślano, nie niszczy w tym przypadku, lecz wyzwala najcenniejsze właściwości soli. Do tego dochodzi jeszcze skojarzenie związane z solą przymierza i/lub przymierzem soli. Ta ofiara złożona Bogu jest wyrazem wierności tych, którzy ponieśli męczeńską śmierć. Spróbujmy to teraz przenieść na trochę inny poziom. Ustalenie źródła metafory solenie ogniem pozwala pocieszyć starożytnych odbiorców Ewangelii, że śmierć rzymskich chrześcijan w płomieniach nie jest śmiercią bezsensowną, lecz świadectwem wierności, której Bóg wymaga i która mu się podoba. To aspekt post eventum. Ale jest też aspekt ante eventum – przygotowanie odbiorców na prześladowania. Nie każda represja musi kończyć się śmiercią, ale każdą można metaforycznie uznać za ogień, który wzmacnia właściwości soli i solonego obiektu. Daje się to podsumować znanym powiedzeniem „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Każda więc opresja może chrześcijanina wzmocnić. Przy tej optyce, która odwołuje się do wydarzeń historycznych z 64 roku, należy się możliwie szybko pozbyć z domu kozy Carmignaca, która – jak wiadomo – wprowadza sporo zamieszania w datowanie ewangelii synoptycznych, przesuwa bowiem czas tłumaczenia ewangelii (nie tylko powstania!) z języków semickich na grekę o co najmniej kilkanaście lat wcześniej. Powstanie wersji semickiej Ewangelii Marka przypadłoby wtedy na 42-45 rok, a wersji greckiej na rok 50-63[23]. Wyklucza to całkiem możliwość uwzględnienia w którejkolwiek z wersji prześladowań chrześcijan po wielkim pożarze Rzymu. A zatem – powtórzmy to dobitniej, aby nawet koza usłyszała – kozę ks. Carmignaca należy wyprowadzić, trochę posprzątać i z satysfakcją przyglądać się, jak mozolnie wyszukane i komponowane elementy tej układanki, teraz ze sobą harmonizują.

Wyprowadziwszy kozę Carmignaca – już naprawdę daleko i z lizawką na drogę – można by było zakończyć te rozważania, gdyby nie dwie okoliczności. Po pierwsze, mimo całej teologicznej głębi, jaką wiąże się z ofiarniczym zakorzenieniem metafory posolić ogniem, mimo implikowanych zapewnień, że utrata życia jako świadectwo wiary jest miła Bogu, to dla adresatów Ewangelii Marka, a zwłaszcza dla adresatów konkretnych, w tym również dla dzisiejszych czytelników, to dość odległa perspektywa i raczej mało zachęcająca. Hagiograf jakby doskonale przewidział takie nastroje. Dlatego w w. 50 pojawia się dopowiedzenie z drugim, dużo bardziej zachęcającym wariantem ujawniania dobroczynnych właściwości soli.

Po zapewnieniu, że sól jest dobra, Marek stawia pytanie. Brzmi ono podobnie do tego , które postawił też Mateusz. Różnica dotyczy sposobu wyrażenia „utraty smaku”. Mateusz (i Łukasz, ale on, jak już wiemy, nie przywiązuje do tego nadmiernej wagi) posługuje się czasownikiem moraino i w subtelny sposób wydobywa jego drugie znaczenie (być głupim). Marek jest neutralny, mówi o staniu się niesłonym bez żadnych podtekstów i dwuznaczności. Zależy mu na wyeksponowaniu właściwości soli i braku tych właściwości. W świetle tego, co już wiemy, zgodnie ze wskazanym martyrologicznym kierunkiem interpretacji, gotowości na męczeństwo, prześladowanie itp., pytanie to można rozumieć następująco: A co jeśli nie jesteśmy gotowi, by te pozytywne właściwości soli zostały wyzwolone/wzmocnione za sprawą ognia – cierpień, prześladowań? Innymi słowy – co jeśli nie jesteśmy gotowi, by stać się ofiarami miłymi Bogu? Być może jest to echo napięć, jakie zaczęły pojawiać się wśród odbiorców Ewangelii Marka, we wspólnocie związanej z Rzymem? Może doszło do wzajemnych oskarżeń związanych z (nie)gotowością na męczeństwo?

Hormony i kozie mleko

Ewangelista Marek uchodzi za wyrozumiałego dla ludzkich słabości. Trudno się temu dziwić, skoro wiele lat spędził u boku Piotra i mógł się przekonać, że początkowa słabość bywa później źródłem heroizmu. Pełen zrozumienia, w irenicznym duchu udziela więc odpowiedzi, której nie spotka się u żadnego z pozostałych ewangelistów: Miejcie sól w sobie czyli jedni wobec drugich czyńcie pokój. Oznacza to, że nie tylko męczeństwo wyzwala dobroczynne właściwości soli. Wyrażeń mieć w sobie sól oraz czynić pokój nie można traktować rozłącznie. Czynienie pokoju jest konkretyzacją metaforycznego posiadania w sobie soli, o czym świadczy tzw. kai epexegeticum (objaśniające), przetłumaczone wyżej jako „czyli”. Dobroczynnych, pozytywnych właściwości soli należy szukać także w mniej spektakularnych okolicznościach, w codziennej miłości bliźniego, z którym zawiera się przymierze soli. Tutaj znów starotestamentowe konotacje – już nie ofiarnicze lecz sojusznicze – okazują się przydatne. Uczniowie Jezusa – bo słowa te skierowane są, przypomnijmy, do bezpośrednich uczniów Jezusa, do dwunastu wybranych, którzy reprezentują jednak wszystkie późniejsze pokolenia tych, którzy za najbliższych Jezusowi chcą się uznawać – muszą tworzyć wspólnotę opartą na przymierzu soli. Widocznym znakiem takiej wspólnoty jest czynienie pokoju, które przejawia się nie tylko w szeroko rozumianej miłości bliźniego, ale też w miłości bliźniego rozumianej bardzo wąsko, jako okazywanie sobie zwykłej ludzkiej sympatii, życzliwości i powstrzymywanie się od oskarżeń innych oraz autopromocji (por. Mk 10,33-35)[24].

Okazuje się, że Markowe wezwanie Miejcie sól w sobie czyli czyńcie pokój znajduje uzasadnienie we współczesnej endokrynologii. Sól bowiem wpływa na podwyższenie poziomu oksytocyny w organizmie. Oksytocyna zaś, zwana też hormonem miłości i zaufania, choć najczęściej kojarzona z więzią łączącą matkę i dziecko oraz partnerów seksualnych, ma zasadnicze znaczenie również w umacnianiu innych więzi, uczuć i relacji międzyludzkich. Pod wpływem oksytocyny zmniejsza się wydzielanie kortyzolu czyli hormonu stresu, co pozytywnie wpływa na łagodzenie napięć, ponieważ obniża poziom agresji. Zauważyli to już starożytni i słusznie przypisali to odstresowujące i relaksujące działanie soli. Nieprzypadkowo też właśnie Rzymianie lubili przed ważnymi spotkaniami napić się lekko solonego mleka[25]. Często było to mleko kozie.

[1] Wszystkie tłumaczenia tekstu greckiego są tłumaczeniami własnymi; na użytek egzegezy starano się znaleźć jak najlepszy ekwiwalent nie tylko znaczeniowy, ale również formalny, stąd np. pozorne nadużywanie strony biernej czy aspektu dokonanego.

[2] Por. H. Weinrich, Semantyka śmiałej metafory, w: Poetyka (wersyfikacja, stylistyka, wiersz i proza), t. 1, wybór A. Chojnacki, Warszawa 1997, s. 248.

[3] Klasyczna retoryka nazywa ten poszukiwany element tertium comparationis. W nowszych, choć jeszcze nie tych najnowszych ujęciach, np. przy interakcjonistycznej koncepcji metafory (I.A. Richardsa) poszukuje się sensu metafory, który jest rezultatem współdziałania dwóch pojęć: pojęcia głównego oraz pomocniczego.

[4] Zob. K. Wojciechowska, Opowiadam wam jak Piotr. Elementy stylu i stylizacji w Ewangelii Marka, Warszawa 2006, passim.

[5] W Kodeksie Synajskim pojawia się nieco inna, przyimkowa forma dativu instrumentalis (dosł. w ogniu a nie ogniem), ale nie niesie to za sobą zmiany znaczenia całego wyrażenia.

[6] Anegdota z kozą jako drugoplanową bohaterką nie jest przypadkowa w kontekście solnej metaforyki. Kozy odznaczają się bardzo dobrym węchem i rozwiniętym zmysłem smaku, preferują przy tym smaki zdecydowane: kwaśny, gorzki, słony. Zaleca się więc, aby przez cały rok podawać kozom solne lizawki.

[7] Ciekawe, że w wielu rękopisach greckich brakuje wiersza 44 i 46. Wiersz 48 jest z kolei dłuższym, nietypowym w tym kontekście uzupełnieniem sugestywnego opisu Gehenny z robakiem, który nie umiera i ogniem, który nie gaśnie.

[8] Por. H. Weinrich, art. cyt., s. 259.

[9] J. Carmignac, Problem semityzmów w ewangeliach synoptycznych, RBL 40 (1987) , s. 533.

[10] Por. M. Casey, Aramaic Sources of Mark’s Gospel, Cambridge 2004, s. 58.

[11] Por. tamże.

[12] J. Carmignac, art. cyt., passim.

[13] Aby nie zniechęcać potencjalnych Czytelników, stosuję uproszczoną transkrypcję i transliterację.

[14] J. Carmignac, art. cyt., s. 528.

[15] Tamże.

[16] W tekście hebrajskim występuje tu czasownik w stronie biernej, którą trudno oddać przy czasowniku ulotnić się.

[17] R.T. France, The Gospel of Mark, The New International Greek Testament Commentary, Carlisle 2002, s. 383.

[18] Por. J. Łach, Sól ziemi (Mt 5,13), Colectanea Theologica 52 (1982), z. IV, s. 48-56.

[19] R.T. France, dz. cyt., s. 383.

[20]http://permakultura.net/2009/12/30/permakultura-i-naturalne-nawozy-cz-5-jak-wykorzystac-sol-morska-jako-nawoz/ (25.07.2024).

[21] Z. Mitosek, Teorie badań literackich, Warszawa 1998, s. 338.

[22] Por. M. Głowiński, Mowa: cytaty i aluzje, w: M. Głowiński, Narracje literackie i nieliterackie, Kraków 1997, s. 283.

[23] J. Carmignac, Początki ewangelii synoptycznych, Kraków 2009, s. 107.

[24] Można się tu dodatkowo powołać na przykład apostoła Piotra. Jego początkowe deklaracje zachowania wierności i obrony Mistrza z Nazaretu, stoją w sprzeczności w postawą, jaką przyjął, stykając się z prawdziwym zagrożeniem (Mk 14,27-31.37.54.66-72).

[25] Por. B. Klukowska, Sól wzmaga orgazm i potencję, http://www.poradnikzdrowie.pl/seks/sztuka-kochania/sol-wzmaga-orgazm-i-potencje_38822.html (23.07.2014).

Maryja Dziewica. Problem historyczny braci Jezusa według ks. Johna Meiera

Autor niniejszego wpisu nie bierze żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki wynikłe z wykorzystania zawartych w nim materiałów, informacji i wniosków. Każdy zaznajamia się z tekstem na swoją własną odpowiedzialność. Autor referuje jedynie poglądy znanego badacza i tylko w niektórych momentach uzupełnia je o inne wiadomości.

KSIĄDZ JOHN MEIER

Ludzie, którzy za życia przechodzą do historii są czymś niezmiernie rzadkim. Ludzie, którzy potrafią być obiektywni i w swoich badaniach nie bronić stronnictwa, partii, czy też religii, którą reprezentują, praktycznie nie istnieją.

Benedykt XVI stwierdził:

J. P. Meier, „A marginal Jew. Rethinking the historical Jesus”, Doubleday 1991. To wielotomowe dzieło amerykańskiego jezuity jest pod wieloma względami modelowym przykładem egzegezy historyczno – krytycznej: ukazane zostały w nim zarówno jej znaczenie, jak i granice (Joseph Ratzinger, „Jezus z Nazaretu”, Kraków 2007, s. 293).

Ksiądz Meier oczywiście nie jest jezuitą, być może papież pomylił go z innym genialnym amerykańskim biblistą J. A. Fitzmyerem SJ, któremu także należałyby się słowa uznania. Ks. Meier chętnie wybaczył błąd Benedykta XVI, mówiąc:

Byłem głęboko wzruszony, gdy przeczytałem, że papież Benedykt łaskawie włączył „Marginalnego Żyda” do najważniejszych ostatnich książek o Jezusie. Jeszcze bardziej poruszający jest fakt, że wymienił mnie wśród egzegetów, którzy zawsze byli dla mnie przedstawicielami tego, czym katoliccy badacze Nowego Testamentu powinni być: ludźmi, którzy postrzegają życie wiary i życie intelektu, jako dwie spójne części większej całości, a nie jako dwie konkurujące ze sobą, wrogie siły (cyt. za: Michael O. Garvey,  „A papal mistake gladly forgiven”, University of Notre Dame [dostęp: maj 2007], http://lumen.nd.edu/2007_05/Apapalmistakegladlyforgiven.shtml).

Inny badacz Jezusa historycznego Hyam Maccoby – znany w Polsce z głośnych publikacji: Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza oraz Kowal mitu. Święty Paweł i wynalazek chrześcijaństwa – zdumiony, po pierwszym tomie pracy Jezus. Marginalny Żyd, napisał:

Najbardziej zaskakujące w książce Johna P. Meiera o Jezusie jest to, że została napisana z Imprimatur Kościoła katolickiego. Bo jest to książka napisana przez autora, który sam będąc księdzem katolickim, zastanawia się nad historyczną kwestią Maryi, jej wieczystym dziewictwem, narodzinami Jezusa w Betlejem w żłobie z udziałem Trzech Króli oraz wieloma innymi cenionymi przekonaniami Kościoła. Można się zastanawiać, jak wiele obrazoburczych rewelacji zobaczymy w drugim tomie tej pracy (H. Maccoby,  „A Marginal Jew: Rethinking the Historical Jesus, by John P. Meier”, Commentary [dostęp: kwiecień 1992], http://www.commentarymagazine.com/article/a-marginal-jew-rethinking-the-historical-jesus-by-john-p-meier/ ).

Ks. Meier chciał napisać obiektywną publikację o Jezusie, którą mógłby przeczytać katolik, protestant, Żyd czy też ateista, a w tym celu musiał zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi nie zgodnie z konfesyjną wizją Kościoła, którego jest przedstawicielem, lecz z pozycji chłodnego obiektywizmu historyka. Zdumienie badacza żydowskiego jest więc niejako potwierdzeniem tego, że zamiar napisania książki o Jezusie, którą mógłby zaakceptować ateista, Żyd i chrześcijanin udał się wyśmienicie.

Jaki więc obraz Jezusa wyłania się z pracy badacza? Po przedstawieniu schematu tego obrazu zaznajomimy się z najbardziej kontrowersyjną tezą księdza, albowiem – według niego – najbardziej prawdopodobna jest opinia, że bracia i siostry Jezusa byli Jego naturalnym rodzeństwem.

I) Problem braci Jezusa w pismach wczesnych ojców Kościoła i w Nowym Testamencie

a) Ogólna charakterystyka Jezusa w ujęciu ks. Meiera

W pierwszym tomie swojej monumentalnej pracy ks. Meier zajmuje się życiem Jezusa ze szczególnym uwzględnieniem problematyki Jego rodzeństwa. Uczony zdecydowanie stwierdza, że istnienie historycznej postaci Jezusa jest obecnie uważane za pewne. Wystarczającym do tego świadectwem jest wzmianka u historyka żydowskiego Józefa Flawiusza, która – choć zdradza rękę chrześcijańskiego interpolatora – daje nam ważną informację o Jego rzeczywistym istnieniu. Pomimo tak ubogiego zewnętrznego poświadczenia w źródłach, które – według badacza – jest cechą charakterystyczną nawet dla tak wielkich postaci, jak np. Aleksander Wielki, teorie o mityczności Nazarejczyka można odłożyć do lamusa.

Jezus nie był buntownikiem, ani też nie zamierzał w swoim świecie zmieniać nieznośnych warunków bytu poprzez zmiany społeczne. Choć dystrybucja dóbr materialnych daleka była od sprawiedliwości, to nie odznaczała się ona jakimś wyjątkowym bezprawiem na tle palestyńskich, rzymskich, czy też mezopotamskich standardów.

Nazarejczyk dorastał i żył w miarę spokojnych czasach. Mimo niepokojów politycznych i religijnych w Galilei nie stacjonowały legiony rzymskie, ponieważ prowincja była zarządzana przez marionetkowego władcę: Heroda Antypasa. Jak na ówczesne warunki Jezus nie był biedny; gdyby zechciał, mógłby kontynuować karierę cieśli i bogacić się. Prawdopodobnie nigdy nie był żonaty, a później został celibatariuszem. Jezus zgodził się z przesłaniem apokaliptycznego proroka Jana Chrzciciela i przyjął chrzest z jego rąk, a następnie został jego uczniem. Po pewnym czasie odłączył się od Jana i rozpoczął samodzielną działalność wędrownego kaznodziei – egzorcysty. Powołał dwunastu jako profetyczny znak dla Izraela, którego wezwał do nawrócenia i odnowy moralnej.

Kobiety odgrywały bardzo dużą rolę w Jego ruchu i traktowane były na równi z Jego uczniami. Ks. Meier twierdzi, że nie były one nazywane uczniami, ponieważ w języku hebrajskim i aramejskim nie ma odpowiednika dla „kobiety ucznia”. Jezus zabronił rozwodów, ale właściwie nie wiemy dlaczego; ksiądz wyraża przypuszczenie, iż Nazarejczyk mógł być wrażliwy na sytuacje kobiet w społeczeństwie żydowskim.

Nie było konfliktów pomiędzy Jezusem a faryzeuszami; antagonistyczne debaty z nimi zostały zmyślone przez chrześcijan drugiej generacji i nie są historyczne. Samego Jezusa bardzo interesowała interpretacja Tory, jednak dla pierwszego pokolenia chrześcijan nawróconych z pogaństwa, debaty te były mało interesujące i zrozumiałe, dlatego też nie zostały utrwalone i zapisane, a przez to przepadły dla historii. Jezus nie widział żadnego zła w etyce i prawie żydowskim. Głównym przesłaniem Jezusa była miłość, miłosierdzie, troska o ubogich, życzliwość oraz zakaz odwetu – co czyni Go wyjątkowym na tle konkurentów. Wielu ludzi mu współczesnych uważała Go za cudotwórcę.

Jezus nie głosił, iż jest Mesjaszem Dawidowym. Nie rozumiał swojej śmierci jako ofiary za grzechy ludzkości. Nie uważał siebie za Boga. Chciał zmienić judaizm, a nie tworzyć nowej religii pozostającej poza jego obrębem. Jezus uważał, że obecny porządek zmierza do apokaliptycznego końca. Jezus, który nie przewiduje, iż znalazł się w czasach ostatecznych, a świat znalazł się u progu Nowej Ery – nie jest Jezusem historycznym.

b) Bracia Jezusa. Świadectwa nieanonimowe

Ks. Meier odnotowuje, że kwestia dziewictwa Maryi na przestrzeni pierwszych czterech wieków nie była jednolita. Istniało wiele poglądów na ten temat, a nikt nie był ekskomunikowany za zajmowanie jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie. Ks. Meier podkreśla, że Hegezyp, Tertulian i św. Ireneusz uważali, że bracia Jezusa byli Jego braćmi rodzonymi. Odnosząc się do Hegezypa ks. Meier stwierdza:

Jego świadectwa, o nauczaniu biskupów w wielkich miastach Cesarstwa Rzymskiego, są wysoko cenione przez obrońców tradycyjnej eklezjologii katolickiej. Jednak jego obrońcy zwykle milczą, gdy chodzi o wzmianki o braciach Jezusa (s. 329).

Dlaczego tak ważne są ustalenia ks. Meiera, w których odnosi się do Hegezypa? Powodują one zupełnie inna perspektywę postrzegania późniejszego uzasadnienia i pomysłu św. Hieronima na to, że bracia Jezusa to tak naprawdę Jego kuzyni: argumenty te stały się niewiarygodne. Św. Hieronim uważał bowiem, że greckie adelphos (brat) może oznaczać kuzyna. Ks. Meier postanowił ustalić, co miał do powiedzenia, w tej sprawie ojciec Kościoła z II w. po Chr.

W „Historii Kościoła” Euzebiusza (2, 23, 4), Hegezyp odnosi się do „brata Pańskiego” [ho adelphos tou kyriou] Jakuba, który był nazywany przez wszystkich „Sprawiedliwym”. Podczas opisu męczeństwa tegoż „Jakuba Sprawiedliwego” (czyli Jakuba nazywa „bratem Pańskim” zarówno Paweł, jak i Hegezyp) Hegezyp wspomina również „wujka” i „kuzyna” (anepsion!) Jezusa (4, 22, 4). Hegezyp jest więc zdolny do precyzyjnego odróżniania pomiędzy bratem, wujkiem a kuzynem Jezusa (s. 329).

Św. Hieronim wskazał Septuagintę (LXX) jako przykład przekładu z języka hebrajskiego i aramejskiego, w którym nie ma odpowiednika słowa kuzyn. Hebrajskie `ah lub równoważne mu aramejskie `aha miałoby wskazywać na ten związek. Słabość argumentów św. Hieronima ks. Meier obnażył również (a może przede wszystkim!), gdy przeszedł do analiz Listów św. Pawła. W Liście do Galatów (1, 19) św. Paweł pisze o Jakubie bracie Pańskim (iakobon ton adelphon tuo kyriou), a w 1 Kor 9, 5 wzmiankuje o braciach Pańskich (hoi adelphoi tou kyrion). Ks. Meier stwierdza, że św. Paweł odnosi się do ludzi, których zna osobiście i którzy wciąż żyją i działają w Kościele w czasie, w którym on o nich pisze. Tworzy więc na własną rękę, bez presji ustalonej tradycji lub wzoru. Św. Paweł odnosi się do tych ludzi jak do braci – nie kuzynów. Ważną konkluzją ks. Meiera jest jego myśl, że nie było lepszego odpowiednika greckiego dla kuzyna w Nowym Testamencie, jak anepsios, które było znane w Kościołach Pawłowych, ponieważ występuje w Kol 4, 10 (s. 326). O ile można – z wielką trudnością! – utrzymywać tezę, że ewangeliści przekładając jakieś teksty aramejskie na język grecki (koine) mogli oddać słowo kuzyn jako brat, to przecież św. Paweł nie tłumaczył tekstów, lecz pisał je od razu w języku greckim. Ks. Meier rozważał wszystkie możliwości, włącznie z argumentem, że wyrażenie brat Pański było używane w przenośni, ale odrzucił również i tę możliwość:

Cała teoria wczesnego rozwoju chrześcijaństwa, która twierdzi, że język aramejski dopiero został zastąpiony na późniejszym etapie przez Grekę, ignoruje istnienie Żydów chrześcijan, którzy mówili tylko po grecku w Jerozolimie i współuczestniczyli w budowie Kościoła od samego początku (helleniści w Dz 6). Przypuszczalnie ci chrześcijańscy Żydzi w Jerozolimie, bez wątpienia znali Jakuba i innych „braci Pana” osobiście, a nazywali ich „hoi adelphoi tou kyriou” („bracia Pańscy”), a nie „hoi anepsioi tou kyriou” („kuzyni Pańscy”). Ich użycie nie powstało po pewnym czasie szanowanego aramejskiego sposobu wysławiania się, aby dopiero z czasem stać się czymś stałym i tradycyjnym (s. 326).

Wnioski te można potwierdzić, odwołując się do świadectwa historyka żydowskiego Józefa Flawiusza, który opisał Jakuba i Jezusa niezależnie od św. Pawła. W Starożytnościach żydowskich Józef pisze o Jakubie, bracie Jezusa, zwanego Chrystusem (Ant 20, 200). Przez fakt, że Flawiusz nazwał go bratem Jezusa, a nie Pana, wskazał kierunek księdzu do wysnucia ważnego i istotnego wniosku, że nie był to niezmienny tytuł, który wykluczałby jakieś dokładniejsze objaśnienie (s. 327).

Ks. Meier wspomniał również o teorii Epifaniusza, który utrzymywał, że bracia i siostry Jezusa, to Jego rodzeństwo przyrodnie. Hipotezę tę wydaje się wspierać napisana w II w. po Chr. Protoewangelia Jakuba. Ksiądz określił to Pismo jako szaloną i zarazem pomysłową opowieść ludową, która jest skandalicznie niedokładna w kwestii zwyczajów żydowskich… jest to rozwiązanie wymyślone po fakcie, aby wesprzeć nową ideę wieczystego dziewictwa Maryi, która nie była powszechnie nauczana, aż do drugiej połowy wieku IV (s. 324).

Ks. Meier postanowił również dokładnie przyjrzeć się przykładom św. Hieronima, by w końcu dojść do wniosku, że wiele fragmentów, w których w rzeczywistości `ah oznacza kuzyna, jest bardzo mało – być może tylko jeden (s. 325). Ten przykład można znaleźć w 1 Krn 23, 22. Wyrażenie przetłumaczone tutaj jako krewni jest odpowiednikiem hebrajskiego `aha; w LXX zostało to oddane jako adelphoi (dosł. bracia). Z poprzedniego wersetu wynika, że Eleazar i Kisz są synami Machliego, co właściwie oznacza, że córki Eleazara poślubiły kuzynów. To, że osoby te są kuzynami wynika bezpośrednio z tekstu! Ks. Meier konstatuje:

Nie ma takiego wyjaśnienia w tekstach Nowego Testamentu dotyczących braci Jezusa. Jest wręcz przeciwnie, regularność, z jaką bracia Jezusa są utożsamiani z Matką, sprawia dokładnie przeciwne wrażenie (s.325).

c) Świadectwa anonimowe

– Ewangelia według św. Marka

Tutaj po raz pierwszy spotykamy się z imieniem Matki Jezusa – Maryja. Nazwy tej nie przekazały najstarsze warstwy tradycji (Q, proto – Paweł). Sam fakt rodzeństwa mamy dobrze potwierdzony: Jakub jest wspomniany przez niezależnego historyka Flawiusza i Apostoła Pawła, który również nadmienia, że Jezus miał więcej braci, a św. Marek podaje nam ich imiona.

Czy Maryja z Nazaretu pojawia się w tej Ewangelii jedynie w towarzystwie braci Jezusa? Tak! Maryja w najstarszym przekazie synoptycznym zawsze występuje wraz z braćmi Jezusa. Postanawia ona wraz z nimi i siostrami Jezusa powstrzymać Go, albowiem Rodzina doszła do wniosku, iż Nazarejczyk odszedł od zmysłów (Mk 3, 21). Tradycyjna egzegeza tłumaczy, iż są to kuzyni, jednak możliwość taką można wykluczyć, gdyby bowiem Maryja chciała powstrzymać Jezusa za pomocą autorytetu dalszej rodziny, to po co trudziłaby na wyprawę z Nazaretu do Kafarnaum wszystkich kuzynów Jezusa, a nawet kuzynki (Mk 3, 32), pomijając wujostwo Jezusa, które w tej sytuacji, znając zwyczaje żydowskie, miałoby kluczowe znaczenie. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę, iż były to siostry Jezusa, to ich obecność jest jak najbardziej zrozumiała, albowiem Nazarejczyk jako pierworodny powinien zadbać o ich posag. Zaniepokojone o swoją przyszłość, pojawiają się wraz z Matką i braćmi, by wyjaśnić sytuację, ponieważ głowa Rodziny (pierworodny) opuścił ich, a w patriarchalnym społeczeństwie to właśnie On powinien przejąć obowiązki Józefa. Obecność sióstr Jezusa właściwie wyklucza możliwość, iż w tej perykopie mogło chodzić św. Markowi o kuzynostwo. O ile wydaje się już dziwna podróż wszystkich kuzynów Jezusa z Maryją do Kafarnaum, to dodatkowo jeszcze obecność kuzynek – bez ich rodziców –  uczyniłaby to opowiadanie całkowicie niezrozumiałym.

W Ewangelii św. Marka występuje kobieta Maria, określana jako matka Jakuba i Jozesa:

1. Czyż nie jest to ów cieśla, syn Marii, i brat Jakuba, i Jozesa, i Judy,i Szymona ( Mk 6, 3 ).

2. Były też niewiasty, które się przypatrywały z daleka, między nimi Maria Magdalena i Maria, Matka Jakuba Mniejszego, i Jozesa i Salome ( Mk 15, 40 ).

3. Ale Maria Magdalena i Maria, matka Jozesa, przyglądały się, gdzie go złożono ( Mk 15, 47 ).

4. A gdy minął sabat, Maria Magdalena i Maria Jakubowa, i Salome nakupiły wonności ( Mk 16, 1 ).

W części manuskryptów oraz rękopisach pochodzących z tradycji syryjskiej przed imieniem „Jozesa” umieszczony jest rodzajnik he, co mogłoby sugerować, że są tam wymienione nie trzy, a cztery kobiety. Świadectwa, wspierające lekcję z rodzajnikiem nie znajdują potwierdzenia w najważniejszych kodeksach, a lista niewiast z Mk 15, 40 pozostawiałaby wtedy jedną z nich bez imienia, dlatego tłumaczenie Biblii Warszawskiej należy uznać za poprawne.

Bracia Jezusa w trakcie odrzucenia w Nazarecie są wymienieni w następującej kolejności:
Maria – matka Jezusa; bracia: Jakub, Jozes, Juda, Szymon.

Następnie spotykamy kobietę określaną w trojaki sposób:
1) Maria – matka Jakuba i Jozesa
2) Maria – matka Jozesa
3) Maria Jakubowa.

W pierwszym wariancie dwaj pierwsi bracia są wymienieni w takiej samej kolejności jak w Mk 6, 3, a ewangelista stwierdza, że są to synowie Marii. Później ta osoba jest nazywana matką Jozesa albo Marią Jakubową. Kontekst, jak i opis zdarzeń jednoznacznie sugeruje, że Maria odpowiadająca każdemu z tych trzech wariantów, to ta sama osoba. Nie ma żadnych powodów, aby Mk 6, 3 oddzielać od kobiety określanej jako Maria, matka Jakuba i Jozesa. Świadczy o tym zachowana poprawna kolejność braci Jezusa, a także logika: przecież gdyby św. Marek miał tu kogokolwiek innego na myśli, musiałby to wskazać w jakiś wyraźny sposób ze względu na to, że Jakub, brat Jezusa, był znany całej wspólnocie i każdy czytający ten logion, skojarzyłby dwóch wymienionych braci z rodziną Jezusa i Jego Matką. Natomiast nie ma podstaw, by utożsamiać tego Jakuba, z Jakubem, synem Alfeusza (Mk 3, 18), ponieważ Marek prawdopodobnie po to dodał do Jakuba przydomek Mniejszy, by odróżnić go od innych osób, które w jego piśmie nosiły to samo imię. Określenie Jakuba mianem Mniejszego, nie jest próbą określenia wieku lub wzrostu, lecz wskazaniem na późniejsze otwarcie się brata Jezusa na Jego orędzie, w przeciwieństwie do Jakuba, syna Alfeusza, który według św. Marka został powołany już na samym początku. Św. Marek określił Maryję jako Jego Matkę, mając na myśli Jezusa, i istotne jest pytanie: dlaczego teraz zrezygnował z tego określenia i nazwał ją matką Jakuba i Jozesa? Jezus zmartwychwstały przechodzi do innej formy egzystencji, zatem za powodami, dla których św. Marek mógł zrezygnować z takiej formy określenia Maryi, mogły stać względy teologiczne: Jakub i Jozes należą do tego eonu wobec tego Maryja nadal pozostaje ich matką. Nie można też zapominać, że cały opis kobiet patrzących na Mękę Jezusa rozgrywa się już po perykopie, w której Jezus odrzucił więzy krwi na rzecz rodziny duchowej, a więc św. Marek – idąc tym torem rozumowania – mógł określić Maryję jako matkę Jakuba i Jozesa. Przecież w tym trzyczęściowym opisie, nadaje Jej miano matki Jozesa, a przecież nie oznacza to, że przestała ona być matką Jakuba. Próby wyjścia z tej sytuacji poprzez identyfikacje tej osoby z siostrą Maryi są nieprzekonujące, ponieważ nadanie imienia Maria, dwóm siostrom w jednej rodzinie, jest nieprawdopodobne. Nawet jeśli ktoś odrzuca wyżej wymieniona identyfikację, to fakt, że ona jest w ogóle możliwa, jest sam w sobie zastanawiający.

– Ewangelia według św. Mateusza

Ewangelia według św. Mateusza została poszerzona o relację z dzieciństwa Nazarejczyka. Izraelowi nie były obce mity dzieciństwa (Noe, Melchizedek, Mojżesz), które dotyczyły przeszłych bohaterów ich historii i religii, tym bardziej zasługiwał na nie chrześcijański bohater eschatologiczny królewskiego profetyzmu zbawienia – Jezus z Nazaretu. Jednak włączenie takiej relacji w tekst Ewangelii, musiało spowodować opuszczenie wzmianki zanotowanej przez św. Marka o tym, że Rodzina Jezusa myślała o Nim, jako o Osobie niespełna rozumu. Z pierwotnej relacji najstarszego synoptyka wynika, że Maryja nie miała żadnej szczególnej przed wiedzy dotyczącej Jezusa. Nic u św. Marka nie wskazuje, aby Rodzina Nazarejczyka była wcześniej odwiedzana przez rzesze anielskie, czy to w wizjach rzeczywistych, czy też sennych, ewentualnie akustycznych, albowiem wtedy raczej ucieszyłaby się ona z faktu, że Jej Syn wreszcie podjął prorockie przeznaczenie, a nie stawiałaby Mu kolejnych trudności i posądzała o utratę zmysłów.

Samo odrzucenie w Nazarecie jednak św. Mateusz zachował, nadając mu następującą formę:

Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż matce jego nie jest na imię Maria, a braciom jego Jakub, Józef, Szymon, i Juda? A siostry jego, czyż nie są wszystkie u nas? (Mt 13, 55 – 56).

Bracia i siostry Jezusa są tu zestawieni z Jego ojcem i Matką. Czytelnik nie odnosi wrażenia, aby chodziło w tym wypadku o kuzynów: dlaczego bowiem nie wymieniono ich rodziców, a tylko rodziców Jezusa? – nic nie uprawnia do takiego wniosku: ojciec, matka, bracia i siostry – to Rodzina Jezusa.

Św. Mateusz wyjaśnia, skąd mogli wziąć się liczni domownicy Nazarejczyka:

A gdy Józef obudził się ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pański i przyjął żonę swoją. Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus (Mt 1, 24 – 25).

 – Ewangelia według św. Łukasza

Św. Łukasz działa wg schematu pierwszego synoptyka. Ewangelia Dzieciństwa także na nim wymusza pominięcie wzmianki o oskarżeniu Jezusa o szaleństwo. Niemniej jednak św. Łukasz określa Jezusa jako pierworodnego Syna Maryi, co sugeruje, że Nazarejczyk miał rodzeństwo.

Przeciwko tej interpretacji bardzo często jest wysuwany argument, że jedna z inskrypcji nagrobnych, także zawiera takie określenie dziecka, pomimo iż kobieta ta zmarła przy jego połogu i już dzieci nie miała. Oto treść wzmiankowanej inskrypcji:

Ten grób to grób Arsinoe, przechodniu…Przeznaczenie przywiodło mnie w bólach porodowych przy powiciu mego pierwszego dziecka do kresu życia…Ten grobowiec kryje w swym wnętrzu moje ciało, ale dusza moja uleciała do świata sprawiedliwych. Epitafium Arsinoe. Rok 25, 2 miesiąca Mechir [28 stycznia 5 r. p. n. e. ?] (J. Meleze – Modrzejewski, „Żydzi nad Nilem”, przeł. Joanna Olkiewicz, Kraków 2000, s. 168).

Z niczym takim się u ewangelisty nie spotykamy: Maryja cieszy się dobrym zdrowiem, a sam św. Łukasz nadmienia, że znalazła się ona wraz z braćmi Jezusa w Jerozolimie i uczestniczyła w radosnych i ekstatycznych początkach chrześcijaństwa (Dz 1, 14). Wyżej wzmiankowane epitafium nie jest w stanie nam w niczym pomóc, albowiem mianem pierworodnego określano przede wszystkim dziecko przychodzące jako pierwsze w licznych rodzinach. Biorąc pod uwagę, że w trakcie redagowania Ewangelii św. Łukasza istniała tylko Ewangelia św. Marka, to takie określenie musiało być rozumiane jednoznacznie. Jeśli św. Łukasz chciałby w sposób bezsprzeczny zaprzeczyć tradycji Markowej, to wtedy mógłby użyć zamiast słowa prototokos (pierwszy urodzony), określenia znanego przecież w Nowym Testamencie, a zarazem bardzo precyzyjnego – monogenes ( jedyny urodzony; zob. J 3, 16 ).

Często apologeci dziewictwa Maryi powołują się na tekst Łk 2, 41 i argument nieobecność rodzeństwa Jezusa w trakcie opisywanej przez św. Łukasza pielgrzymki do Jerozolimy z okazji Pesach (Łk 2, 39 – 52). Należy jednak wziąć pod uwagę, że nie wiemy, czy przed braćmi Jezusa nie urodziły się Jego siostry, a nie miały one przecież obowiązku pielgrzymkowego. Rodzeństwo posiadali zarówno Józef, jak i Maryja, a biorąc pod uwagę ówczesne zwyczaje: to miałyby one godziwą opiekę podczas nieobecności rodziców. Poza tym bardziej jest prawdopodobne, że Rodzice stracili Jezusa „z oczu”, ponieważ zajmowali się innymi dziećmi (młodszymi). Większa gromadka dzieci mogłaby spowodować taką niefrasobliwość. Maryja właśnie w tej Ewangelii – pomijając wartość historyczną tej relacji! – odbywa podróż z Nazaretu do Betlejem, w końcowym stadium ciąży, a zaraz po porodzie udaje się do Jerozolimy, aby poddać się rytuałowi oczyszczenia. Jak wynika z narracji Łukasza, pomimo karmienia piersią kilkumiesięcznego Jezuska, Maryja w najlepsze pielgrzymuje na Święto Paschy (Łk 2, 41). Mówimy przecież o skończonej odległości pomiędzy Nazaretem a Jerozolimą, a jest ona podobna do tej, jaka istnieje pomiędzy Krakowem a Zakopanem. Pątników chętnie nocowano w okolicznych domostwach i jeśli omijano tereny Samarytan, to taka podróż nie była żadną uciążliwością, nawet dla licznej rodziny. Poza tym to nie rodzeństwo Jezusa jest w centrum uwagi tej perykopy, a budzenie się powołania młodego Nazarejczyka.

– Ewangelia według św. Jana

Ewangelia św. Jana w trzech miejscach odnosi się do rozważanej kwestii. Po raz pierwszy, w tej Ewangelii, spotykamy braci Jezusa wraz z Jego Matką na weselu w Kanie Galilejskiej (J 2, 1 – 12). Na uroczystości tej przebywa również Nazarejczyk wraz ze swoimi uczniami. Maryja prosi wtedy swojego Syna o cud, a On odpowiada jej słynnym: Quid mihi tibi est, mulier? (Czego chcesz ode Mnie, Niewiasto?).

Ben – Chorin czyni w związku z tym następującą uwagę: „ Jeśli któreś ze słów Jezusa są autentyczne, to zapewne te twarde i tak jawnie nieuzasadnione słowa karcące matkę, którą publicznie kompromituje, gdyż kto miałby takie słowa zmyślić?” (cyt. za: W. Fricke, „Ukrzyżowany w majestacie prawa: osoba i proces Jezusa z Galilei”, Uraeus 1996, s. 101).

Chociaż tradycja Janowa nie powołuje się na synoptyczne odrzucenie rodzinnych więzów krwi na rzecz duchowej rodziny słuchaczy z Kafarnaum, to jednak charakter zwrotów Jezusa do Matki, wydaje się być z tą tradycją zbieżny: Jezus nie nazywa Maryi Matką, a stosuje do niej określenie identyczne z tym, które używa u św. Jana na oznaczenie Samarytanki (J 4, 21), czy też w tradycji synoptycznej na rzecz obcej, uzdrawianej kobiety (Łk 13, 12). W dialogu tym czuć rezerwę i daleko posunięty dystans pomiędzy obiema postaciami: Maryja oddana ziemskim sprawom i Jezus oddany niebiańskiemu posłannictwu. Sytuacja zatem w rodzinnym domu Jezusa była pełna napięć – również pomiędzy rodzeństwem, zanim zaakceptowało ono posłannictwo swojego krewnego:

Rzekli więc do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz. Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu. Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego. Wtedy Jezus powiedział do nich: Czas mój jeszcze nie nadszedł, lecz dla was zawsze jest właściwa pora. Świat nie może was nienawidzić, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja świadczę o nim, że czyny jego są złe. Wy idźcie na to święto; Ja jeszcze nie pójdę na to święto, ponieważ mój czas jeszcze się nie wypełnił. To im powiedział i pozostał w Galilei. A gdy bracia poszli na święto, wtedy i On poszedł, nie jawnie, lecz jakby po kryjomu (J 7, 1 – 10).

Jezus pielgrzymuje zatem do Jerozolimy nie z własną rodziną (rodzeństwem), ale niejako na swoją rękę. Z tekstu wyraźnie wynika, że bracia Jezusa mieszkają wraz z Nim w jednym domu, a wcześniej wielokrotnie pielgrzymowali wspólnie do Świątyni.

Tradycja Janowa zna również niewiarę braci Jezusa w Jego misję, a Nazarejczyk właśnie z tą wiarą w siebie wiąże zbawienie.

A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym (J 6, 40).

Dlatego też na Krzyżu powierza swoją Matkę umiłowanemu uczniowi, a nie pozostawia Jej braciom nie wierzącym w Niego (J 19, 25 – 27). W tradycji żydowskiej apostaci – a takimi są bracia Jezusa w Jego oczach – nie mogli godnie wypełniać swoich obowiązków, zwłaszcza wobec Matki, o której zbawienie Syn miał obowiązek zadbać.

Ewangelia według św. Jana podaje nam zupełnie inną niż synoptyczna listę niewiast pod Krzyżem:

A stały pod krzyżem Jezusa matka jego i siostra matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena (J 19, 25).

Św. Jan jest pod tym względem zadziwiający, ponieważ ani razu w swojej Ewangelii nie nazywa Matki Jezusa Marią, a w tej sekwencji wręcz przeczy tradycji synoptycznej identyfikując to imię z Jej siostrą. Czy zatem w jednym domu dwie siostry, mogły zostać obdarzone jednakowym imieniem? Nie można wykluczyć, że taki przypadek nastąpił w jakiejś żydowskiej rodzinie: wśród ludów semickich, a zdarza się to często do tej pory w wielodzietnych rodzinach muzułmańskich, roi się od rodzeństwa noszącego to samo imię. Bliżej naszych czasów, w trakcie Wojny Sukcesyjnej Austriackiej (1741 – 1748), na przeciw siebie stanęły dwie siostry: Maria Józefa i Maria Amelia – przykłady takie można mnożyć.

Zredagowana około II wieku Ewangelia Filipa zdaje się wspierać zupełnie inną interpretację:

Trzy szły z Panem cały czas: Maryja, Jego matka, Jego siostra i Maria Magdalena – ta, którą nazywano Jego towarzyszką. Zatem były trzy Marie – Jego matka, Jego siostra i Jego towarzyszka (Ewangelia Filipa 32).

Według tej tradycji za Jezusem szła: Jego Matka, Jego siostra i ulubiona uczennica Maria Magdalena.

Biorąc pod uwagę przepaść czasu dzielącą relację św. Marka od relacji św. Jana, skłonni bylibyśmy uznać z góry, że narracja św. Jana nie ma żadnej wartości historycznej i poznawczej w porównaniu z najstarszym synoptykiem. Byłby to wszakże osąd nie do końca sprawiedliwy. Przypuszcza się bowiem, że św. Jan redagując swoją tajemniczą Ewangelię oparł się na bardzo wczesnym i zaginionym źródle, tj. Ewangelii Znaków, która była pismem niezależnym od tradycji synoptycznej. Nieoczekiwanie wsparł św. Jana Hegezyp, donosząc:

A po męczeństwie Jakuba Sprawiedliwego… został biskupem ustanowiony Szymon, syn stryja Chrystusowego, Kleofasa (HE 4, 22, 8).

Zatem mąż siostry Maryi, niejaki Kleofas, spłodził Szymona, kuzyna Jezusa, który został następcą Jakuba, brata Jezusa, po jego męczeńskiej śmierci.

Otóż pierwszy był Jakub, zwany bratem Pańskim, drugi po nim był Szymon (HE 4, 5, 3).

I teraz następuje kluczowy dla naszych rozważań fragment. Jak zapewne każdy zauważył, Hegezyp precyzyjnie określił pokrewieństwo Szymona i czy w takim razie nazywał on go kuzynem, czy też bratem Pańskim?

I oto wszyscy jednomyślnie oświadczyli, że Szymon, syn Kleofasa, o którym wspomina również Ewangelia, godzien jest otrzymać stolicę tamtejszego zgromadzenia; miał on być KUZYNEM ZBAWICIELA, Hegezyp bowiem opowiada, iż Kleofas, był bratem Józefa (HE 3, 11, 1).

Zagadka wydaje się być rozwiązana: Maria jest nazywana siostrą Matki Jezusa, ponieważ kobieta o tym imieniu została żoną brata Józefa, nazywanego przez św. Jana i Hegezypa – Kleofasem, dlatego też – prawdopodobnie – mogła nosić to samo imię, a Szymon w tym układzie jest kuzynem Jezusa ze strony Jego przybranego ojca Józefa.

Niektórzy apologeci Dziewictwa Maryi uważają, że Jakub Sprawiedliwy, zwany bratem Pańskim jest synem Marii i Alfeusza, który ma być identyczny z Kleofasem. Jak widać taka identyfikacja nie jest możliwa, nigdy Alfeusz nie jest nazywany Kleofasem i vice versa; Euzebiusz, za Hegezypem, nazywa Jakuba bratem Jezusa i synem Józefa, a Szymona nazywa kuzynem Jezusa i synem Kleofasa.

Dzięki Ewangelii św. Jana oraz relacji Hegezypa wzrosło prawdopodobieństwo, że synoptyczna kobieta – Maria matka Jakuba i Jozesa, to również Matka Jezusa.

d) Autentyczność perykop ewangelicznych

Nie wszystkie przekazane nam historie w Ewangeliach zdarzyły się naprawdę. Ks. Meier stosuje do ustalenia autentyczności opowiadań m.in. kryterium zażenowania oraz kryterium wielokrotnego poświadczenia w źródłach, pomiędzy którymi nie zachodziła filiacja. Dlatego też konflikt pomiędzy Nazarejczykiem a Jego Rodziną ksiądz zalicza do zdarzeń, które odzwierciedlają prawdziwe relacje pomiędzy Matką i rodzeństwem a historycznym Jezusem. Umieszczenie takiej tradycji przez ewangelistów na pewno nie poprawiało wizerunku ich Mistrza, a z kolei o konflikcie zgodnie donoszą synoptycy i św. Jan.

Ewangelista Jan wprowadza symboliczną scenę ofiarowania Matki Jezusa umiłowanemu uczniowi:

A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój! Potem rzekł do ucznia: Oto matka twoja! I od owej godziny wziął ją uczeń do siebie (J 19, 26 – 27).

Większość badaczy jest zgodna z tym, że nie jest to rzeczywista relacja z męki. Zupełnym nieprawdopodobieństwem jest przyjęcie założenia, że Rzymianie pozwoliliby buntownikowi rozmawiać ze swoim uczniem w trakcie egzekucji. Dowodzący żołnierz mógłby przecież założyć, że Jezus wydaje jakieś ostatnie polecenia, które mogą być wymierzone w Rzymian. Synoptycy postrzegają to wydarzenie zupełnie inaczej:

Były też niewiasty, które się przypatrywały z daleka, między nimi Maria Magdalena i Maria, matka Jakuba Mniejszego, i Jozesa, i Salome (Mk 15, 40).

Starsza warstwa trzyma zatem kobiety z daleka od miejsca egzekucji, i to jest najbardziej prawdopodobna relacja. Za stworzeniem przez św. Jana sceny pod Krzyżem, stały zapewne względy teologiczne, a nie historyczne.

Opowieść św. Łukasza, o zagubieniu się Jezusa w Świątyni, także wydaje się być częścią tworzenia zadziwiającej autobiografii Nazarejczyka. Takie opowieści odzwierciedlają prawdopodobnie jedynie wierzenia chrześcijan z końca I w. po Chr. i spotykamy je w większości biografii starożytnych ludzi; nawet sam historyk Józef Flawiusz przytacza podobny epizod ze swojego dzieciństwa, pozbawiony jednak boskiego elementu, który miał mu się przydarzyć w wieku czternastu lat.

Teolodzy utrzymują, że Maryja, nie posiadała już więcej dzieci po Jezusie, ponieważ złożyła śluby dziewictwa. Małżeństwo z Józefem było tylko formalne i nie miało na celu prokreacji. Należy od razu podkreślić, że posiadanie dzieci dla Żydówki w tamtym okresie było powodem do dumy, a ich brak był powodem hańby (Łk 1, 25). Nie znamy przypadku takiego ślubowania w Biblii hebrajskiej. Teza ta jest nie do obrony, co przyznaje również strona optująca za tradycyjnym ujęciem tego tematu:

Wprawdzie w Qumran spotykamy żyjących w stanie bezżennym, ale były to zawsze wspólnoty, a nie małżeństwa i nie można się powoływać na nie jako wzór dla Maryi i Józefa. Ich dziewicze małżeństwo to następstwo specjalnego powołania Bożego (ks. R. Bartnicki, ” Ewangelia Dziecięctwa Jezusa w aspekcie kerygmatycznym”, Śląskie Studia Historyczno – Teologiczne XIII, 1980, s. 216).

Przekładając to na język bardziej zrozumiały: duchowny chce powiedzieć, że złożenie takich ślubów byłoby po prostu cudem.

Historycy są oskarżani, że w swoich opracowaniach nie biorą pod uwagę możliwości zaistnienia cudu. Cud już z samej definicji jest najmniej prawdopodobnym zdarzeniem i historyk zawsze powinien starać się brać go pod uwagę, dopiero w sytuacji, w której nie jest w stanie w inny racjonalny sposób poradzić sobie z wytłumaczeniem jakiejś sytuacji. Dopuszczenie możliwości cudownych zdarzeń nie ułatwiłoby pracy historykom, ponieważ jak miałby pracować badacz dopuszczający ponad-naturalne zdarzenia, gdyby zetknął się z takim tekstem Tytusa Liwiusza (59 r. przed Chr. – 17 r. po Chr.):

W społeczeństwie pełnym podniecenia wskutek tak wielkiego napięcia wojennego… meldowano o wielu znakach wróżebnych. W Tarracynie piorun uderzył w Świątynię Jowisza, a w Satrykum w Świątynię Matki Matuty… Poza tym mówiono, że w Albie widziano dwa słońca, a we Fregellach jasny dzień powstał wśród nocy. Na terenie pól przynależnych do Rzymu przemówił wół. Ołtarz Neptuna w Cyrku Flaminiusza ociekał obficie krwią… We Fruzynonie przyszło na świat jagnię z głową świni, a w Syneusie wieprz z głową ludzką (Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta, red. O. Jurewicz, Ossolineum, s. 24 – 25).

To teolog jest w zupełnie innym położeniu, ponieważ treści, które promuje są nie tylko wyrazem prawdopodobieństwa, ale tworzą podstawy wiary i ją wyjaśniają. Dlatego ks. Meier nie został potępiony za poglądy, które wyraża, a Hans Kung, teolog, został upomniany przez Kongregację Nauki i Wiary:

Pomniejszanie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, znajdują się ponadto w innych książkach opublikowanych przez profesora H. Kunga, z niewątpliwym uszczerbkiem dla różnych istotnych prawd wiary katolickiej (na przykład dotyczących „współistotności” Chrystusa z Ojcem i Błogosławionej Dziewicy Maryi), ponieważ jest im nadawane inne znaczenie niż to, które przyjął i rozumie Kościół (Kongregacja Nauki i Wiary, Deklaracja o niektórych aspektach nauczania teologicznego profesora Hansa Kunga, Christi Ecclesia: Rzym – siedziba Świętej Kongregacji Nauki i Wiary, 15 grudnia 1975).

Za bardzo zbieżne twierdzenia ks. Meier dostaje imprimatur, a teolog, H. Kung ze swoimi poglądami musi pozostać poza Kościołem – to różnica pomiędzy twierdzeniami historycznymi a teologicznymi. Te pierwsze nie są wiążące dla teologii i dogmatyki Kościoła – warto o tym pamiętać!

II) Ks. Meier w ogniu krytyki

a) Polskie echo

W Polsce prace ks. Meiera są znane jedynie wąskiemu gronu specjalistów, do tej pory nie doczekaliśmy się polskiego wydania monografii księdza, która została opublikowana już w większości języków świata i wszędzie stała się bestsellerem. Niemniej jednak nawet w naszym kraju, ks. Meier już został zaatakowany przez Pawła Lisickiego, a zdecydowanie w jego obronie musiał  stanąć ks. Krzysztof Paczos (zob. Portal Płock, Awantura o Jezusa. Czy jest ich dwóch? [ dostęp: 19:04, 10. 02. 2014], http://www.portalplock.pl/pl/334_informacje/6230_awantura_o_jezusa_czy_jest_ich_dwoch.html). Mamy więc przedsmak tego, co może wydarzyć się, gdy poglądy ks. Meiera staną się znane szerszemu gronu czytelników.

Autor omawianego artykułu z przekąsem zauważył:

W kuluarowych komentarzach po zakończonym spotkaniu, dało się słyszeć zdumienie uczestników, ze to świecki publicysta musiał niejako bronić tradycyjnego nauczania Kościoła na temat boskości Jezusa oraz dogmatu o dziewictwie Maryi (Tamże).

Tak jakby autor artykułu nie wiedział, że ks. Meier swoje wnioski oparł na źródłach, a zatem nie mógł on kłamać tylko i wyłącznie dla dobra sprawy: jest on historykiem, ale i także chrześcijaninem. Jak mówi Katechizm kościoła katolickiego, artykuł 2486:

Kłamstwo (ponieważ jest wykroczeniem przeciw cnocie prawdomówności) jest prawdziwym wykroczeniem przeciw drugiemu człowiekowi. Dotyka jego zdolności poznawania, która jest warunkiem każdego sądu i każdej decyzji.

Jeśli zatem ks. Meier – podchodząc do tematu zapewne całkiem szczerze – doszedł do takich a nie innych wniosków, to nie można z tego powodu robić mu żadnych zarzutów, ponieważ ma on obowiązek mówić prawdę. Należy wykazać, iż myli się on w swoich wnioskach i przedstawić mu logiczną argumentację na to, że pisma Nowego Testamentu nauczają o dziewictwie Matki Bożej, a pierwsze generacje chrześcijan, których poglądy znamy z listów włączonych w skład Pisma Świętego, podkreślają ten fakt i czynią z niego ważną część ich przesłania.

b) Vittorio Messori kontra ks. Meier

Pod ogniem ostrej krytyki tezy ks. Meiera znalazły się w publikacji V. Messoriego Opinie o Maryi (Fronda 2007). Warto jednak zaznajomić się z tą krytyką, albowiem zachodzi poważna obawa, iż polemika ta osiągnęła bardzo niski poziom intelektualny, merytoryczny, a nawet zeszła – moim zdaniem – z granic dobrego smaku. Spójrzmy w jaki sposób próbuje polemizować nadworny apologeta „ortodoksów”:

`Wał ochronny jakby przełamał się. Każdy w łonie tego samego Kościoła myśli, że ma prawo do wypowiadania swego „według mnie”. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku (na tych, którzy są w moim wieku, robi wciąż wrażenie nazywać tak XX wiek), bodaj największym dziełem chrystologii historycznej, ogłoszonym natychmiast klasyką i przetłumaczonym na najważniejsze języki, była opasła praca w kilku tomach pod tytułem Jesus: a Marginal Jew, „Jezus: Żyd pospolity”. Uwaga, kim jest autor: można o nim powiedzieć wszystko, z wyjątkiem tego, że był „pospolity”. Przepisuje notę biograficzną umieszczoną na obwolucie: „John P. Meier, kapłan katolicki, wcześniej profesor Nowego Testamentu w Catholic University of America w Waszyngtonie, obecnie profesor Nowego Testamentu w Notre Dame University stanu Indiana. Były przewodniczący Catholic Biblical Association oraz redaktor naczelny przeglądu Catholic Biblical Quarterly. Prawdopodobnie najznakomitszy znawca Biblii swego pokolenia”.Może być ktoś lub coś bardziej „katolickie” i bardziej autorytatywne niż ów profesor, wielebny John P. Meier? Na tej samej obwolucie znajdują się krótkie opinie innych sław uniwersytetów oraz instytutów oficjalnie podległych Rzymowi, wyrażających swój entuzjazm. W miejscu podziękowań wyrażanych przez autora, w amerykańskim stylu, zamieszczona jest długa lista nazwisk, reprezentujących elitę znawców nauk biblijnych, nie tylko z USA. Wydanie włoskie zostało przygotowane przez wydawnictwo należące do pewnego zgromadzenia zakonnego, więc propozycja zdaje się, w sposób oczywisty, przekonująca.

Dlatego też przeraża – użyty czasownik nie wydaje mi się przesadzony – w jaki sposób ten słynny akademik Notre Dame University, ów czołowy ideolog Kościoła amerykańskiego, kończy dwadzieścia pełnych stronic, poświęconych zagadnieniu, na którym się teraz skupimy: „Jeśli – pomijając wiarę oraz sukcesywne nauczanie Kościoła – historyk czy egzegeta zostanie poproszony o wyrażenie swej opinii o Nowym Testamencie i tekstach patrystycznych, które przebadaliśmy, uznawanych zazwyczaj jako źródła historyczne, wówczas najbardziej prawdopodobną hipotezą będzie ta, że bracia i siostry Jezusa byli prawdziwymi braćmi”. A więc wewnątrz rozdziałów tego imponującego dzieła „najbardziej prawdopodobna hipoteza” przemienia się w pewność: Meier przewiduje, że w domu nazaretańskim wraz z rodzicami było przynajmniej siedmioro dzieci, jeśli nie więcej, jako owoc normalnych stosunków małżeńskich. Wisienką na owym przerażającym torcie jest kościelne imprimatur, przyznane 25 czerwca 1991 roku przez wielebnego Patricka Sheridana, wikariusza generalnego diecezji New York. Takie zdają się być przekonania klerykalnej inteligencji, która mimo wszystko, uważa się za katolicką (i uzyskuje od biskupów „sprawdzone, można drukować” lub przynajmniej pochlebne wprowadzenie), ustawiając się razem w szeregu z kolegami protestantami… Lecz co niepokoi i zaskakuje, to fakt, że bibliści i teologowie katoliccy zdają się nie pojmować prawdy oczywistej: zamiana rodziny z Nazaretu na jakąkolwiek inną, w której podejmuje się współżycie i płodzi dzieci, nie jest wcale czymś drugorzędnym i nieistotnym, jakby to była taki sobie głupotka, mogąca zainteresować jedynie jakiegoś dewota, przywiązanego do oleodruków Świętej Rodziny. Niepokoi, powtarzam, i zaskakuje, bowiem jeśli ci, o których mówi Nowy Testament, mieliby być naprawdę braćmi, zrodzonymi przez to samo łono, z którego wyszedł Jezus, nie tylko zaprzeczyłoby się całej Tradycji, lecz nadto usunęłoby się jeden z elementów fundamentu budowli, jaką jest wiara katolicka. Więcej nawet: chrześcijańska – biorąc pod uwagę, że prawosławni negowanie niepokalanej czystość Theotókos uznają za jedną z „aberracji Zachodu”, której nie są w stanie zrozumieć i która budzi w nich wstręt. A, jak powiedziałem, podobna negacja obudziłaby gniew ojców reformacji. Wreszcie sprowokowałaby, jak już gdzie nie gdzie widzieliśmy, irytację samych muzułmanów, którzy nic, tylko porwaliby za kamienie, by ukamienować bluźniercę zaprzeczającego wiecznej i całkowitej czystości Matki Jezusa, przedostatniego wielkiego Proroka, Błogosławionego, który przygotowuje drogę Mahometowi` (V. Messori, Opinie o Maryi, Apologetyka [dostęp: 13:17, 01. 06.2010], http://www.apologetyka.katolik.pl/odnowa-kosciola/forum-teologiczne/86/1327-opinie-o-maryi-rodzial-l )

V. Messori najpierw próbuje przeciwstawić wykształcenie ks. Meiera Jezusowi, który – według niego –  nie jest tak pospolity jak Żyd, którego opisuje. Następnie stara się sprowadzić problem podważania historyczności Dziewictwa Matki Jezusa jedynie do poglądu, który wyraża inteligencja katolicka, a która w przeciwieństwie do dewotów, czyli pobożnego ludu podziela pogląd protestantów. By nadać tym kalumniom jakiegoś dramatyzmu, wszyscy zostają przez niego ostrzeżeni możliwymi sankcjami (ukamienowanie) ze strony wyznawców islamu. Zapewne byłoby to rozwiązanie tej kwestii najszybsze i niewymagające jakichkolwiek argumentów merytorycznych, a zapewne w krótkim czasie doprowadziłoby to do momentu, w którym istnieliby tylko ludzie wyznający jedyny i słuszny pogląd. Na szczęście nie ma już powrotu do tych wymarzonych przez niektóre osoby czasów.

W jaki sposób V. Messori odnosi się do samych argumentów ks. Meiera?

Pierwsza wzmianka w chrześcijańskich tekstach, lecz nie apokryficznych, znajduje się ok. 160 roku u Egezypa, który dobrze znał palestyńską rzeczywistość (stamtąd pochodził i znał niektórych potomków rodziny Jezusa) i który wspomina, że przynajmniej jeden z „braci” był w rzeczywistości kuzynem. A zatem takimi mogli być i pozostali. Egezyp wyjaśnia to jednym zdaniem wtrąconym bez śladu dyskusji czy sprzeciwu, sprawiając wrażenie kogoś, kto powtarza coś, o czym wszyscy dobrze wiedzą. Przez kolejne dwa wieki, a nawet więcej, nie ma bowiem żadnych problemów, aż do ok. 380 roku, gdy pojawia się książeczka pewnego Elwidiusza, ciemnoskórego laika. Wdał on się w płomienną dysputę na temat wyższości celibatu zakonnego nad małżeństwem Wybuch fenomenu życia mniszego (niemalże jako czegoś w zastępstwie męczeństwa), po wprowadzeniu wolności przez Konstantyna, zaowocował przewartościowaniem dziewictwa i taką nieufnością wobec stosunków małżeńskich, iż wzbudziło to żywą reakcje. Pamflet Elwidiusza wpisywał się w tę polemikę i „opierał się nie na starej Tradycji, lecz na pewnej egzegezie Nowego Testamentu, całkiem pomylonej, uprawianej po dyletancku”. To słowa Blinzlera. To, do czego dążył ciemnoskóry polemista, to zbicie argumentów zwolenników wyższości dziewictwa poprzez wykazanie, że również Józef i Maryja założyli rodzinę, w której, poza Pierworodnym, mieli jeszcze wiele innych dzieci. Nie opierał się on zatem na pogłębionych tekstach wiary, ale na z góry ukierunkowanej tezie, przeznaczonej do obrony własnego stanowiska (Tamże).

Tutaj właśnie rozpoznajemy słabość argumentacji Messoriego, albowiem rzeczywiście Hegezyp odróżnia kuzyna od brata – o tym właśnie donosił ks. Meier – i Jakuba, właśnie nazwał „bratem”, a nie „kuzynem”. Przecież od Euzebiusza z Cezarei, bo to właśnie on cytuje Hegezypa, dowiadujemy się o dalszych kolejach losu rodziny brata Jezusa, Judy:

Z rodziny Pańskiej żyli jeszcze wnukowie Judy, tak zwanego brata Pańskiego według ciała (HE 3, 20, 1).

Problemu dziewictwa Matki Pana nie było w II w. po Chr., ponieważ najstarsi pisarze wczesnochrześcijańscy po prostu go nie znali. Ignacy Antiocheński i św. Justyn twierdzili jedynie, że Jezus narodził się z Dziewicy (por. Ignatius Antiochenus, Ad Ephesios 18, 2; 19, 1; Ad Smyrneos 1, 1; Justinus Martyr, Dialogus cum Tryphone 23, 3; 48, 2-3; 78, 3; 84, 1-2; 100, 3; 113, 4; 120,1). Poglądy Hegezypa na tę sprawę już znamy, a św. Ireneusz twierdził, że Jezus powstał z Maryi, która dotąd była Dziewicą (ex Maria quae adhuc erat Virgo), co wyraźnie sugeruje, iż Lyończyk zakładał jej Dziewictwo jedynie do czasu zrodzenia Zbawiciela (św. Ireneusz, Adversus hereses III 21, 10). Stanowisko to podzielał Orygenes (por. In Lucam hom. 14, 7; zob. M. Starowieyski, Mariologia Orygenesa , PSP 36, 5-29, spec. s. 13-20 [Bogurodzica Dziewica]; C. Vagaggini, Maria nelle opere di Origene, Roma 1942; H. Crouzel, La théologie mariale d’Origène, SCh 87, Paris 1962, s. 11-64). Klemens Aleksandryjski nieco rozszerzył to pojęcie, uznając dziewictwo Maryi za nie naruszone ante partum, ale też in partu, na co miała niewątpliwie wpływ literatura apokryficzna (por. Stromata VII 93, 7 – 94, 1, tłum. J. Niemirska-Pliszczyńska: Klemens Aleksandryjski, Kobierce II, Warszawa 1994, s. 295). Tymczasem – Messori – stara się wmówić czytelnikowi, że „ciemnoskóry” egzegeta Helwidiusz (kolor skóry Messori podkreślił dwukrotnie), wpadł na ten pomysł dopiero w IV wieku i polemikę z nim musiał podjąć – od niechcenia – „aryjczyk” św. Hieronim, który położył ciemnoskórego na łopatki.

Pierwszy historyk Kościoła Euzebiusz z Cezarei napisał:

Wówczas też Jakub, zwany bratem Pańskim, – bo i jego nazywano synem Józefa, Józef zaś uchodził za ojca Chrystusa, a zaślubiona mu Dziewica, zanim jeszcze zamieszkali ze sobą, znalazła się z Ducha Świętego…w stanie błogosławionym (HE 2, 1, 2).

Euzebiusz z Cezarei zatem podkreślił, że Maryja znalazła się w ciąży, zanim zamieszkała z Józefem – to właśnie odróżnia od siebie Jezusa i Jakuba: pierwszy narodził się w sposób dziewiczy, a drugi dopiero po ich wspólnym zamieszkaniu. Nic też nie wskazuje, żeby sama Maryja była stawiana przez wszystkich wczesnych ojców Kościoła za wzór postępowania dla chrześcijan. Św. Paweł w ogóle o Niej nie wspomina nadmieniając jedynie, że Jezus narodził się z Niewiasty – co nie jest zbyt odkrywcze, Tertulian wskazywał, że Jezus potępił niewierność Maryi (Tertulian, De Carne Christi VII), a Jan Chryzostom, komentując zdarzenie z Kafarnaum, stwierdził:

To co Maryja chciała uczynić, umotywowane było Jej wybujałą ambicją; pragnęła Ona pokazać zebranym ludziom swą władzę nad Synem. Nie miała jeszcze pojęcia o Jego wielkości (Jan Chryzostom, Homilia XLIV in Matt.)

Gdyby Messori poświęcił trochę swojego czasu to mógłby z łatwością odkryć, że droga Matki Jezusa z Nazaretu do Matki Boga z Efezu nie biegła w prostej linii, a czarny Helwidiusz nie był koszmarem, który pojawił się w IV wieku, a ks. Meier nie jest skandalistą, lecz wybitnym naukowcem, który w swoich dociekaniach nie kieruje się kolorem skóry, swoimi poglądami lub też swoim chciejstwem, lecz stosuje twardą metodologię historyka, która może – choć nie musi – prowadzić do wniosków, do których on sam – być może – nie chciałby dojść.

Messori wciąż podtrzymuje argumentację św. Hieronima, ale co to znaczy? Należy zaznajomić się z tokiem rozumowania starożytnego egzegety: Jakub, brat Pański jest zaliczany do Apostołów (Ga 1, 19), a jeśli słowo Apostoł odnosi się tylko do Dwunastu, to w tej grupie należy szukać Jakuba. Św. Hieronim nie próbuje go łączyć z Jakubem, synem Zebedeusza, ponieważ jak mówią Dzieje Apostolskie (12, 2), jego egzekucja nastąpiła przed wydarzeniami, o których mówi św. Paweł (Ga 1, 19). Co prowadzi go do wniosku, że Jakuba, brata Jezusa należy utożsamić z drugim Apostołem Jakubem, synem Alfeusza. Św. Hieronim łączy też dwa ważne wersety ze sobą: Czyż nie jest to ów cieśla, syn Marii, i brat Jakuba, i Jozesa (Mk 6, 3), z kobietą patrzącą na Mękę Jezusa: Marią matką Jakuba i Jozesa (Mk 15, 40). Wyprowadza z tych powiązań następujący wniosek: Jakub, brat Pański – Jakub, syn Alfeusza oraz Jakub Mniejszy to te same postacie. W końcu łączy to wszystko z kobietami wymienionymi w Ewangelii według św. Jana (19, 25), które występują tam w następującej kolejności: Matka Jezusa, siostra Matki Jezusa – Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena. Argumenty te przekonują go do tego, że Jakub jest synem siostry Matki Jezusa Marii, a więc jest Jego kuzynem, nie bratem. Św. Hieronim niezgodność pomiędzy synoptycznym Alfeuszem, a Janowym Kleofasem sztucznie harmonizuje twierdząc, że Kleofas to Alfeusz. Jakub jest nazywany bratem, ponieważ język hebrajski nie znał precyzyjnego określenia na oznaczenie „kuzyna” i za pomocą słowa „bracia” wyrażano różne koligacje rodzinne.

Skupmy się wstępnie na ostatnich akordach tej mętnej argumentacji. Odpowiedź jaką dał na nią polski badacz Jezusa historycznego, filolog Dariusz Kot, nie nastraja optymistycznie do takich zabiegów:

„Brak stabilności cechuje hebrajskie `ach, nie zaś greckie adelphos. Jak pisze bez owijania w bawełnę Kilmon, paleolog `posługiwanie się starotestamentalnym hebrajskim idiomem, aby interpretować kontekst nowotestamentalnej greki jest absurdem`…Powyższe analizy są imponujące: omawia się bardzo szczegółowo aż dziewięć różnych układów pokrewieństwa. I właśnie ta gruntowność w zakresie przedstawionego materiału obraca się przeciwko końcowym wnioskom – gdy tylko uświadomimy sobie, że temu bogactwu materiału ze Starego Testamentu nie towarzyszy…ani jeden przykład z Nowego…Czym można tłumaczyć, że słowa ADELPHOS zachowało swą stabilność w NT, pomimo jej utraty w tłumaczeniach ST z hebrajskiego? Zacznijmy od uświadomienia sobie, że Septuagintę i Nowy Testament rozdzielają trzy stulecia: trzy stulecia greckiego wpływu na kulturę semicką. Kilmon przede wszystkim podkreśla jednak fakt, że NT ` został napisany w grece jako swym ORYGINALNYM języku`. Greka – inaczej niż języki semickie – posiadała rozbudowane nazewnictwo na inne, niż brat relacje pokrewieństwa, w związku z czym pisząc od razu po grecku, autorzy NT mogli bez problemu używać dokładnych określeń stopnia pokrewieństwa. Gdy ktoś np. był kuzynem, nazywano go kuzynem, nie bratem (por. Kol 4, 10 gdzie w tłumaczeniu z języków semickich mielibyśmy zapewne ADELPHOS, natomiast w tekście pisanym od razu po grecku mamy dokładne ANEPSIOS, kuzyn). Podobnie ADELPHOS używany do opisu braci Jezusa, to bardzo precyzyjna greka i oznacza z tego samego łona… Podobnie jak w przypadku słów ADELPHOS i ANEPSIOS, piszący po grecku autorzy mieli klarowny wybór pomiędzy PROTOTOKOS (pierwszy urodzony) i MONOGENES (jedyny urodzony). Gdyby Jezus nie miał rodzonych braci, zostałaby użyta forma taka, jak w znanym fragmencie J 3, 16, gdzie mowa nie o Jezusie – synu Maryi, lecz o Jezusie Synu Boga: Ponieważ Bóg tak umiłował świat, że dał swego jednorodzonego (monogenh) Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. W moim przekonaniu, Jezus w pismach Nowego Testamentu to jedyny Syn Boga i pierwszy z synów Marii” (D. Kot, Bracia Jezusa, Kosciol.pl [dost. 27. 06. 2006, 22:07:19], http://www.kosciol.pl/article.php/20060616100719999 ).

Świadectwa pozabiblijne też nie potwierdzają tezy jakoby braćmi Pańskimi byli kuzyni Jezusa: wspomniany już historyk żydowski, Józef Flawiusz, nazywa Jakuba, bratem Jezusa, a pierwszy historyk Kościoła Euzebiusz z Cezarei pisze w swym dziele o Jakubie, zwanym bratem Pańskim – bo i jego nazywano synem Józefa (Ant 20, 200; HE 2, 1, 2). Założenie, że funkcja Apostoła odnosi się tylko do Dwunastu, jest nie do utrzymania, ponieważ tym mianem określano św. Pawła, Barnabę, Sylasa, Andronika i Junię (Dz 14, 4. 15, 22; Rz 1, 1. 16, 7; 1 Kor 1, 1. 9, 6; 2 Kor 1, 1; Ga 1, 1) – a jeśli tak, to cała wyjściowa argumentacja św. Hieronima upada. Tym bardziej, że w świetle najnowszych badań historyczno – krytycznych prowadzonych przez profesora egzegezy Nowego Testamentu Joachima Gnilkę, wynika, że w czasach św. Pawła, a także w tradycji wczesnochrześcijańskiej Dwunastu nie nazywano Apostołami!!!

Trzeba też zwrócić uwagę na to, że w najstarszych warstwach tradycji nazywa się ich nie „dwunastu Apostołów”, lecz po prostu „Dwunastu”… Mk zawsze mówi tylko o Dwunastu. Słowo „Apostoł” występuje jedynie w 6, 30, ale nie jest ono tam jeszcze terminus technicus. Dopiero „Dzieje” Łukasza konsekwentnie rozwijają koncepcję dwunastu Apostołów (J. Gnilka, Pierwsi chrześcijanie. Źródła i początki Kościoła, Kraków 2004, s. 240).

Głównym założeniem św. Hieronima była identyfikacja Jakuba jako Apostoła, a następnie powiązanie go z Jakubem z Dwunastu – jest to błąd. Jakub Apostoł powinien być poszukiwany poza Dwunastką: zatem Jakub, syn Alfeusza nie jest Jakubem, bratem Pańskim.

Przed 383 r. nikt nigdy w pismach ojców Kościoła nie wyjaśniał tego problemu aż w tak zawiły sposób. Wszystko to świadczy jedynie o tym, że wyżej wymieniona teoria została ukształtowana tylko po to, by uprawdopodobnić Dziewictwo Maryi. Właśnie ten materiał dowodowy, świadczący o tym, że Jezus miał rodzeństwo, jest na tyle przytłaczający, iż katolicki ksiądz John Meier uczciwie przyznał, że pisma wczesnochrześcijańskie czytane jako źródła historyczne, w zwykły sposób, pomijający późniejszą tradycję, prowadzą do twierdzenia, że bracia i siostry Jezusa byli prawdziwym rodzeństwem, i że gdyby św. Paweł miał na myśli kuzyna, a nie brata, użyłby zapewne słowa „anepsios” w Liście do Galacjan i w Liście do Koryntian, zamiast „adelphos” (s. 326).

Wyraźnie już widać, że apologeci Dziewictwa Maryi coraz bardziej gubią się pod naporem faktów w swoich coraz bardziej skomplikowanych i – nie bójmy się użyć tego słowa – niedorzecznych teoriach. Messori przywołuje nową hipotezę, która ma uratować Dziewictwo Maryi oraz rozwiązać wszelkie problemy, które nasuwają się przy tradycyjnym ujęciu tego tematu:

Obecny punkt widzenia uściśla Gianfranco Ravasi. Jego ranga jako biblisty zarazem otwartego i prawowiernego nie potrzebuje potwierdzenia: „W Nowym Testamencie «bracia» oznaczają grupę ściśle określoną. Są to uczniowie związani z nazaretańskim klanem Jezusa. Tworzyli oni rodzaj szczególnej wspólnoty, mającej pełnomocnictwa do zaproponowania własnego kandydata na pierwszego biskupa Jerozolimy. W wersecie Ewangelii św. Marka 3,33 («Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką») Jezus zdaje się ograniczyć ich przywileje i sprowadzić do poziomu wierności Słowu Boga. Nigdy nie są nazywani «synami Maryi», to określenie zarezerwowane dla Chrystusa. W tym świetle, bardziej niż na określenie «genealogiczne», zdanie «bracia i siostry Jezusa» wskazywałoby na grupę nacisku” (V. Messori, Tamże).

Zatem bracia Jezusa nie byliby już nawet Jego rodziną, lecz Jego uczniami, którzy w Niego nie wierzą! Cóż to za dziwni uczniowie? Hipoteza ta w świetle fragmentu Ewangelii według św. Jana jest nie do utrzymania:

Rzekli wiec do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby i uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz… Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego (J 7, 3. 5).

Uczniowie są tu wyraźnie oddzieleni od braci Jezusa, i ci drudzy w Niego nie wierzą – nie mogą być wobec tego Jego uczniami. W tym konkretnym przypadku może chodzić jedynie o braci cielesnych (według ciała, jak mówi Euzebiusz z Cezarei), ponieważ uczniami i duchowymi braćmi Jezusa (w myśl interpretacji synoptycznej) są wszyscy ci, którzy są posłuszni nauce Pana Jezusa. Niestety greka Nowego Testamentu jest na tyle precyzyjna, że zna ono słowo, którego użyliby ewangeliści, gdyby zdarzyli się „fałszywi bracia”, którzy udawaliby jedynie uczniów Pana – tym słowem jest określenie PSEUDADELPHOS (ψευδάδελφος).

Epilog

Protestanci określają Jakuba jako syna Maryi, i tak samo określali go starożytni ebionici. Ewangelie nic nie wspominają o poprzednim małżeństwie Józefa: jest to późniejsza legenda mająca pogodzić fakt istnienia braci Jezusa z dziewictwem Maryi. Nikt kto czytałby Nowy Testament bez uprzedniego założenia, że Maryja jest dziewicą, a Jego bracia kuzynami, nie doszedłby sam do takich wniosków.

W swojej pracy ks. Meier poddał to, oczywiście, bardziej dokładnym analizom niż można to zaprezentować w krótkim streszczeniu. W każdym bądź razie, każdy kto chciałby obecnie bronić tezy o dziewictwie Matki Jezusa, ma przed sobą bardzo trudne zadanie. Rozważania ks. Meiera są bardzo dokładne i drobiazgowe. Ksiądz wydaje się, że nie chciał pominąć w swoich dywagacjach jakiegokolwiek elementu, który mógłby przemawiać na rzecz historyczności dziewictwa Maryi.

W podsumowaniu swoich wywodów stwierdził:

W Nowym Testamencie nie ma ani jednego przykładu, gdzie w bezsprzeczny sposób „brat” oznaczałby „kuzyna”, podczas gdy istnieją liczne przypadki jego rozumienia jako „brata rodzonego” (pełnego lub przyrodniego). To jest naturalny sens adelphos u Pawła, Marka, Jana, Mateusza i Łukasza… Użycie Pawła jest szczególnie znaczące, bo… mówi o „bracie” i „braciach Pana”, jako ludziach, którzy są znanymi, cenionymi i wciąż żyjącymi w czasach, w których on o nich pisze. Jego określenie „brata” jest niezależne od szanowanej ewangelicznej kilkudziesięcioletniej tradycji… Skutkiem tego, z czysto filologicznego i historycznego punktu widzenia, najbardziej prawdopodobna jest opinia, że bracia i siostry Jezusa byli Jego rodzeństwem (s. 331 – 332).

Genealogy of the Family of Jesus

Meier, John P. A Marginal Jew: Rethinking the Historical Jesus – The Roots of the Problem and the Person. Tom I. New York: Doubleday, 1991.

Radość i nadzieja są naszą siłą: część druga

Mój poprzedni wpis  „Radość i nadzieja są naszą siłą” był już bardzo przeciążony i spowolniony z powodu długiej debaty – 176 komentarzy. Dlatego proponuję część drugą dyskusji pod tym samym tytułem. Mam nadzieję, że będzie to spokojna i życzliwa wymiana poglądów – bez zbędnego pośpiechu, aby dać szansę dojrzewaniu myśli w próbach ustosunkowania się do pojawiających się komentarzy. Dlatego ponownie zamieszczam mądrą radę Maxa Ehrmanna („Desiderata”): „Wypowiadaj swą prawdę spokojnie i jasno, i wysłuchaj innych…; oni też mają swoją opowieść”.

Na początek mój tekst:

Z ROZWAŻAŃ NAD IV KSIĘGĄ EZDRASZA

Tekst IV Księgi Ezdrasza napisany jest z godnym uwagi dramatyzmem i kunsztem pisarskim. Czyta się go z ogromnym przejęciem. Z mojej osobistej fascynacji powstały poniższe rozważania. Proszę o cierpliwość w lekturze, bo nie da się ważnych spraw wypowiedzieć w kilku zdaniach. Nic dziwnego, że ta Księga uważana jest za jedną z pereł żydowskiego piśmiennictwa apokaliptycznego. Warto wiedzieć, że w języku hebrajskim samo imię Esdrasz/Ezra znaczy „pomoc” (ang.: help).

W swoich rozważaniach często cytować będę charakterystyczne wypowiedzi i streszczać inne. Opieram się na przekładzie angielskim z Biblii „The Revised Standard Version” (RSV). Uwzględniam także „The King James Bible” i inne przekłady. Właściwa IV Księga Ezdrasza to rozdziały 3-14 (dwa pierwsze i dwa ostatnie to późniejsze dodatki, prawdopodobnie chrześcijańskie z III w. ).

Jak wykazują specjaliści, ta apokaliptyczna Księga powstała ok. lat 90-100 po Chrystusie (w samej Księdze [3,1] podano, że 30 lat po zburzeniu świątyni w Jerozolimie przez Rzymian). Przebija z niej wstrząsająca świadomość sytuacji Izraela. Stąd OBJAWIENIA I WIZJE (w liczbie 7), kiedy Ezdrasz spotyka anielskiego posłańca. Przepowiedziane zostają historyczne wydarzenia oraz zapowiedź boskiej interwencji, odbudowy Syjonu, zniszczenia imperium rzymskiego, przyjścia Mesjasza-człowieka, syna Boga [„my son the Messiah (7,28-29)] oraz sądu ostatecznego i losów pośmiertnych.

IV Księga Ezdrasza, zwana także APOKALIPSĄ EZDRASZA, jest adhortacją napisaną przez Żyda dla Żydów po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej (70 r.). Wstrząśnięty zniszczeniem Jerozolimy szuka on zrozumienia narodowej tragedii. W swoim lamencie jest podobny do dawnych proroków Jeremiasza i Habakuka. Skarży się, że obietnice Boga dane Izraelowi nie spełniają się. Z jego wizji przebija jednak w końcu przekonanie, że te obietnice zostaną mimo wszystko spełnione, jakkolwiek nie na tym świecie, ale dopiero w przyszłym, po przyjściu Mesjasza. Trzeba wszakże zachowywać Prawo, gdyż tylko ci, co są mu wierni zostaną zbawieni.

Ezdrasz pisze dla ludzi „mądrych ” (12,38; 14,46: „to the wise among your people”), zdolnych zrozumieć sens wizji i objawień (por. Dn 12,10) – objawień o charakterystycznej strukturze: skargi/lamenty, nawrócenie, pocieszenie. Padają pytania o PORAŻKĘ BOSKICH ZAMIARÓW w historii ludzkości, w wyborze Izraela i w dziele stworzenia. Archanioł Uriel/Gabriel strofuje, pociesza i poucza. Pomiędzy poszczególnymi wizjami Ezdrasz spędza kilka dni w samotności, poszcząc i modląc się.

Zacznę od modlitwy Ezdrasza, gdyż to ona stanowić będzie, wraz z szerokim kontekstem teologicznym, główny przedmiot moich dociekań. Podaję własny przekład tekstu tej modlitwy.

1. MODLITWA WSTAWIENNICZA EZDRASZA

„O Panie, który mieszkasz w wieczności (…), którego tron jest bezmierny i chwała nie do pojęcia, przed którym stoją z drżeniem zastępy aniołów (…), którego słowa są pewne, rozporządzenia pełne mocy, a rozkaz budzi strach; (…) którego oburzenie sprawia, że topnieją góry i którego prawda utwierdzona jest na wieczność.

Wysłuchaj, o Panie, modlitwy Twojego sługi i nakłoń ucha ku prośbie Twojego stworzenia; zważ na moje słowa. Bowiem póki żyję będę mówił, i dopóki mam zdolność pojmowania (understanding), będę odpowiadał.

O, nie patrz na grzechy Twego ludu, ale na tych, którzy służyli [i nadal służą] Ci w prawdzie. Nie zważaj na zamysły tych, którzy działają niegodziwie, lecz na wysiłki tych, którzy stale zachowują Twoje przymierza (covenants) pośród utrapień.

Nie myśl o tych, którzy dotąd żyją niegodziwie w Twych oczach, lecz pamiętaj o tych, którzy ochoczo uznali, że należy okazywać Ci bojaźń.

Niech wolą Twoją nie będzie zniszczyć tych, którzy postępują na sposób bydła (who have had the ways of cattle), lecz spoglądaj na tych, którzy chlubnie nauczali/ją Twojego Prawa.

Nie bądź zagniewany na tych, których uważa się za gorszych od zwierząt (who are deemed worse than beasts), ale miłuj tych, którzy zawsze ufność pokładali w Twej chwale.

My bowiem i nasi ojcowie wiedliśmy żywot w sposób, który wiedzie ku śmierci, lecz Ty, z powodu nas grzesznych, ZWAN JESTEŚ MIŁOSIERNYM. Bo gdybyś zapragnął zlitować się nad nami, którzy nie mamy uczynków pełnych prawości (no works of righteousness), WÓWCZAS BYŁBYŚ NAZWANY MIŁOSIERNYM. Bowiem sprawiedliwi, mający wiele uczynków zgromadzonych u Ciebie, otrzymają swą nagrodę wskutek swoich własnych uczynków.

Lecz czymże jest człowiek, na którego się gniewasz, albo czymże jest zepsuty ród [ludzki], któremu z taką goryczą się sprzeciwiasz? Albowiem nie ma zaiste nikogo pośród narodzonych, kto by nie postąpił niegodziwie, a wśród tych, którzy istnieli nie ma nikogo, kto by nie zgrzeszył.

W tym bowiem, o Panie, Twa sprawiedliwość i dobroć staną się jawne, kiedy jesteś/będziesz miłosierny względem tych, którzy nie mają żadnego zasobu dobrych uczynków” (8, 20-36).

2. CZY PROŚBA EZDRASZA O MIŁOSIERDZIE ZOSTAŁA WYSŁUCHANA?

P. Andrzej Nowicki (2 stycznia 2014, 21:30) podał przekład najbardziej charakterystycznych wersetów (4Ezd 8, 24-35) modlitwy Ezdrasza i napisał o sobie samym: „Czyż nie jest to nadzieja na powszechne zbawienie? Jestem w szoku jak wiele tego typu świadectw odkrywam w judaizmie czasów Jezusa. Wiele moich poglądów, które przyjąłem a priori ulega właśnie bezlitosnej weryfikacji. No cóż z faktami się nie dyskutuje”.

Owszem, taka jest serdeczna nadzieja człowieka modlącego się o ocalenie grzesznych ludzi. Ale czy Najwyższy wysłucha tej modlitwy? CZY RZECZYWIŚCIE SPEŁNI SIĘ NADZIEJA NA POWSZECHNOŚĆ ZBAWIENIA? JAKA JEST FAKTYCZNA ODPOWIEDŹ BOGA NA ŻARLIWE WSTAWIENNICTWO EZDRASZA? To jest moje główne pytanie. Szukam na nie odpowiedzi.

W reakcji na prośby Ezdrasza Bóg przyznaje, że wypowiedział on słusznie pewne rzeczy i stanie się tak według jego słów. Zapewnia go jednak, że nie będzie troszczyć się o przemianę tych, którzy zgrzeszyli (I will not concern myself about the fashioning of those who have sinned), ani o ich śmierć, sąd i zniszczenie (8,38). „Radować się będę z ukształtowania sprawiedliwych, także z ich pielgrzymowania, zbawienia i otrzymanej nagrody. Jak rzekłem, dlatego tak będzie. Bowiem jak rolnik zasiewa wiele nasion w glebę i zasadza mnóstwo sadzonek, ale nie wszystko, co zostało zasiane wykiełkuje o odpowiedniej porze, i nie wszystko, co zostało zasadzone zakorzeni się – tak również ci, co zostali zasiani w świecie NIE WSZYSCY BĘDĄ ZBAWIENI (so also those who have been sown in the world will not all be saved) (8,39-41).

Ezdrasz nie ustępuje. Nawiązuje do ostatniego porównania. „Jeżeli ziarno rolnika nie zakiełkuje, ponieważ nie otrzymało w porę deszczu, albo zostało zniszczone przez jego nadmiar, wtedy ginie. Ale człowiek ukształtowany przez Twoje ręce i NAZWANY TWOIM WŁASNYM OBRAZEM (and is called thy own image), gdyż został stworzony podobny do Ciebie i dla którego Ty ukształtowałeś wszystkie rzeczy – czy również uczyniłeś go podobnym do ziarna rolnika? (8,43-44).

3. NIE PYTAJ JUŻ WIĘCEJ O WIELOŚĆ TYCH, KTÓRZY GINĄ

Z przejęciem wsłuchuję się w tę wymianę myśli. Jakże ważne jest to odniesienie do obrazu i podobieństwa Bożego w człowieku (zob. Rdz 1,26). „Nie, o Panie, który jesteś nad nami! – kontynuuje Wizjoner. – Oszczędź swój lud i ZLITUJ SIĘ NAD DZIEDZICTWEM TWOIM, gdyż zmiłowanie okazujesz Twemu własnemu stworzeniu (But spare thy people and have mercy on thy inheritance, for thou hast mercy on thy own creation) (8,45).

Bóg wykazuje Apokaliptykowi, że on nie jest w stanie miłować bardziej Jego stworzenia niż On sam je miłuje. I niechże on nie porównuje samego siebie do ludzi nieprawych (Never do so!) (8,47), zasługuje bowiem nawet i w tym względzie na pochwałę przed obliczem Najwyższego; uniżył samego siebie jak przystoi stworzeniu i nie uważał siebie za sprawiedliwego po to, aby otrzymać jak największą chwałę. Wiele nieszczęść spadnie na mieszkańców ziemi w czasach ostatecznych z powodu wielkiej pychy.

Lepiej jednak rozważać przyszłą chwałę sprawiedliwych i twoją własną, Ezdraszu (8,50-54). Raj stoi otworem przed tobą, drzewo życia zostało zasadzone, przyszły wiek przygotowany w całej jego obfitości. Tam wszystko będzie wyrazem odpocznienia, dobroci i mądrości. Nie będzie już zła, choroby i śmierci. Skażenie zostanie zapomniane i zniknie piekło (hell has fled). Przeminą smutki i żale i objawi się nieśmiertelność (por. Ap 21,4).

Najwyższy zwraca się do Ezdrasza ze słowami: „Dlatego NIE PYTAJ JUŻ WIĘCEJ O WIELOŚĆ TYCH, KTÓRZY GINĄ” (Therefore do not ask any more questions about the multitude of those who perish), bowiem oni także otrzymali wolność, ale wzgardzili Najwyższym i Jego Prawem, i opuścili Jego drogi” (8,55-56). Co więcej, podeptali sprawiedliwych i mówili w swym sercu, iż nie ma Boga, dobrze wiedząc, że czeka ich przecież śmierć. Pragnienie i męka są im przygotowane (8,57-59). Najwyższy nie zamierzał, aby ludzie byli zniszczeni. Będąc stworzeniami, oni sami skalali imię Tego, który ich stworzył i okazali się niewdzięczni względem Tego, który przygotował im życie. Dlatego zbliża się sąd (8,59-61). „Nie ukazałem tego wszystkim ludziom, ale tylko tobie i kilku podobnym do ciebie” (8,62). A więc wiedza o przyszłych losach tylko dla wybranych!

Dialog trwa nadal. Odsłania znane nam już wątki eschatologiczne i wyjaśnia znaki zbliżającego się końca. Zbawieni zostaną ludzie dzięki dobrym uczynkom i wierze. Pośmiertna męka czeka tych, którzy opuścili Boże drogi i wzgardzili Prawem Boga, chociaż doznali Jego dobrodziejstw i mieli sposobność do nawrócenia.

Stąd ostrzeżenie dla Ezdrasza: „Dlatego NIE BĄDŹ NADAL CIEKAW, JAK BEZBOŻNI BĘDĄ UKARANI, lecz dopytuj się jak zbawieni będą sprawiedliwi – ci, do których świat i ten wiek (the age!) należy i dla których został stworzony” (9,13). Na koniec jeszcze obrazowe porównania: „Widziałem i oszczędziłem niektórych z wieką trudnością, i uratowałem dla siebie jedno grono spośród kiści i jedną roślinę z wielkiego lasu (and [I] saved for myself one grape out of a cluster, and one plant out of a great forest). Więc niech zginie wielość, która urodziła się na próżno, lecz niech moje grono i moja roślina będą zbawione, ponieważ z wielkim trudem je udoskonaliłem (So let the multitude perish which has been born in vain, but let my grape and my plant be saved, because with much labor I have perfected them) (9,21-22).

4. MODLITWA EZDRASZA W KONTEKŚCIE TEOLOGICZNEGO PRZESŁANIA KSIĘGI

Szczególną uwagę kieruję na szeroki kontekst teologiczny i następstwa modlitwy wstawienniczej. Ezdrasz wstawia się za grzesznikami tak, jak ongiś wstawiał się Abraham za Sodomą, Mojżesz za swoim grzesznym ludem (7,106) oraz inne starotestamentowe postacie (7,107-111). Jeśli ludzie prawi i sprawiedliwi modlili się za grzesznych wówczas, gdy mnożyła się nieprawość, dlaczego nie wstawiać się za tymi, co odeszli z tego świata i podlegają sądowi?

Dialog człowieka ze Stwórcą

Księga mówi o objawieniu się Mesjasza, jego śmierci oraz śmierci wszystkich ludzi, o siedmiu dniach milczenia świata, odpowiedniku początków stworzenia. Nastąpi zmartwychwstanie umarłych. Najwyższy ukaże się jako Sędzia. SKOŃCZY SIĘ CZAS WSPÓŁCZUCIA i cierpliwości (compassion shall pass away, and patience shall be withdrawn) (7,33). Pozostanie tylko sąd, objawi się prawda i moc wierności. To DZIEŃ ODPŁATY I NAGRODY – DZIEŃ SĄDU. Nagroda za służbę Bogu i zachowywanie przykazań, odpłata za wzgardę i nieposłuszeństwo. Dlatego i miejsca są dwa: czeluść męki wraz z ogniem piekielnym oraz miejsce odpocznienia i raj rozkoszy (7,36; por. 7,38). „Wszyscy zobaczą, co zostało im postanowione” (7,42).

Zatroskany Ezdrasz pyta: „Ale co z tymi, za których się modliłem? Czyż jest bowiem pośród żyjących ktoś bez grzechu, albo kto z ludzi, co nie przekroczył Twojego przymierza? A teraz widzę, że świat, który nadejdzie przyniesie RADOŚĆ DLA NIELICZNYCH, LECZ MĘKĘ DLA WIELU (And now I see that the world to come will bring delight to few, but torments to many.). Bowiem zło w sercu (an evil hart) w nas wyrosło, które oddaliło nas od Boga, doprowadziło do zepsucia i dróg śmierci; ukazało nam ścieżki zatraty i odsunęło daleko od życia – i to nie tylko niewielu z nas, lecz prawie wszystkich, którzy zostali stworzeni (almost all who have been created). Z tej racji Najwyższy stworzył nie jeden świat, ale dwa” (7,46-48.50).

Warto się wsłuchać w ten przedziwny dialog człowieka ze Stwórcą. On sam jest przecież Tym, który wyjaśnia tajemnicę ludzkich losów. Pyta Ezdrasza: „Jeśli masz kilka drogich kamieni, czy dodasz do nich ołów i glinę?” (7,52). – Oczywiście , że nie! – No to słuchaj ziemi, a ona ci wyjaśni. Jeden metal w ziemi szlachetniejszy od drugiego, ale mniej liczny. Co jest zatem cenniejsze i bardziej pożądane? To, co trudno otrzymać raduje bardziej niż to, co jest w obfitości.

Niewielu będzie zbawionych

Jak echo powtarzają się słowa: „WIELU ZOSTAŁO STWORZONYCH, LECZ NIEWIELU BĘDZIE ZBAWIONYCH/Many have been created, but few shall be saved” (8,3). „WIĘCEJ JEST TYCH, KTÓRZY GINĄ NIŻ TYCH, KTÓRZY BĘDĄ ZBAWIENI; jak fala jest większa niż kropla wody” (9,15-16). Wypowiedzi te przypominają jak żywo słowa Jezusa w Ewangelii Galilejskiej (Q 13,24) oraz w Mt 7,13-14.

Interpretatorzy zwracają uwagę na mocny akcent położony w IV Ezd na WOLNOŚCI I ODPOWIEDZIALNOŚCI CZŁOWIEKA. Ci, którzy giną również otrzymali dar wolności, ale wzgardzili Najwyższym i Jego Prawem, i zeszli z Jego dróg (8,56). Ezdrasz z uporem wykazywał, że od Adama zło zagnieździło się w ludzkim sercu (3,21). Anioł Uriel/Gabriel przyznaje mu rację (4,30). Obiecuje, że odmieni się serce mieszkańców ziemi i nawróci (6,26); korzeń zła i schorzenie zostaną w nowym świecie usunięte z wnętrza ludzi sprawiedliwych.

Życiodajna skrucha możliwa jest przed dniem sądu (7,82; 9,12; 13,54; 14,34). Potrzeba jednak wiary i posłuszeństwa. Sprawiedliwi zostaną zbawieni ze względu na swoje uczynki i wiarę w Najwyższego (13,23). To oni nagromadzili skarby wiary (6,5) i zaufali Jego przymierzom (7,83).

Drogi zbawienia: wiara i uczynk

Anioł oznajmia wizjonerowi, że jedynie ci, co zachowują Prawo mogą ostać się przy życiu (7,20). A przecież wszyscy ludzie mają jakieś zło w sercu. Tylko chyba nieliczni są godni zmartwychwstania. Czy zatem może urzeczywistnić się zamiar Boga ujawniony w dziele stworzenia i w przymierzu? Co uczyni On, aby zajaśniało  Jego boskie Imię? (4,25). Ezdrasz otrzymuje zapewnienie, że odpowiedź przyjdzie dopiero wraz z nastaniem nowego świata. Ten świat został stworzony dla wielu, zaś przyszły przez wzgląd na nielicznych (8,1).

Ci, co wzgardzili Prawem Najwyższego i nienawidzili bojących się Boga niezwłocznie pójdą na męki, na zawsze nieszczęśliwi i smutni (7,79); zżerać ich będzie wstyd i lęk przed chwałą Najwyższego, w obliczu którego grzeszyli za swojego życia i przed którym będą sądzeni w czasach ostatecznych (7,87).

Bezsilność Prawa i tęsknota za skuteczniejszymi środkami zbawienia

Niektórzy autorzy zwracają uwagę, że Apokalipsa Ezdrasza jest autentycznym dziełem judaizmu wcześniejszego typu niż ten, który znalazł wyraz w późniejszym piśmiennictwie rabinicznym. Rozdziały 3-10 mają duże znaczenie także dla zrozumienia pewnych wątków w Nowym Testamencie. Uprzedzają w pewnym sensie poczucie uniwersalizmu oraz niszczycielskich skutków grzechu (zob. zwł. 4,30 i 7,118) w nauce Pawła z Tarsu. Są wyrazem patetycznej TĘSKNOTY ZA BARDZIEJ SKUTECZNYMI ŚRODKAMI ZBAWIENIA: „O Panie, który [panujesz] nad nami, pozwól swemu słudze, abyśmy mogli modlić się przed Tobą; daj ziarno dla naszego serca i [umiejętność] doskonalenia naszego zrozumienia, aby wydały owoc, dzięki któremu każdy śmiertelnik noszący podobieństwo istoty ludzkiej będzie mógł żyć” (give us seed for our heart and cultivation of our understanding so that fruit may be produced, by which every mortal who bears the likeness of a human being may be able to live) (8,6).

Ezdrasz-apokaliptyk ceni Prawo i uczynki płynące z jego zachowania; utrzymuje nawet, że nieliczni, jakkolwiek nie bezgrzeszni, mogą zapewnić wystarczającą ilość zasług poprzez uczynki i wiarę, aby osiągnąć zbawienie. A jednak jest zarazem ŚWIADOM BEZSIŁY PRAWA JAKO ZBAWCZEJ MOCY (9,36; por. Rz 3,20). Głębokie uczucia towarzyszą jego refleksji nad stosunkiem Izraela do Prawa. Nie zadowala go ortodoksyjna odpowiedź na rolę Prawa w dziele zbawienia. Oczywiście, drogi Boga są niezbadane (4, 7-11; 5, 35-36; por. Rz 11,33-35), a ludzki umysł jest skończony i ograniczony (zob. 4, 12-32). Bieg i trwanie obecnego świata zostały zdeterminowane (4,33-43; por. Rz 9,14-21), a decydujący moment wkrótce nadejdzie (4,44-50). Wszystkie trudności zostaną rozwiązane wraz z przyjściem przyszłego wieku, który przyniesie całkowicie nowy porządek (por. Rz 8,18nn. 28nn.). Obecny skażony świat rozpadnie się, ustąpi światu nieśmiertelnemu i wolnemu od zepsucia (zob. 7,114).

Trudno pojąć Apokaliptykowi, dlaczego tylko niewielu będzie tych, którzy osiągną zbawienie. Anioł był w stanie wyjaśnić mu tylko, że to ci nieliczni są wartościowi, a wielu jest bezwartościowych. Ta wizja wywołuje jego SPRZECIW: lepiej więc byłoby, gdy człowiek nie został w ogóle stworzony (7,62-69), albo przynajmniej powstrzymany od popełnienia grzechu (7,116-126). Wbrew nieuchronnemu wnioskowi wynikającemu z czystego legalizmu, WIZJONER Z UFNOŚCIĄ APELUJE DO BOSKIEJ LITOŚCI I WSPÓŁCZUCIA DLA GRZESZNYCH LUDZI (7,132-140).

Jakże bliska jest ta myśl Ezdrasza przekonaniom apostoła Pawła! Obydwaj poruszają w gruncie rzeczy te same tematy: stosunek Izraela do Prawa, wiara i uczynki, łaska, grzech i skutki grzechu Adama, nadejście Dnia Pańskiego i różne losy ludzi. Na ten paralelizm myślenia zwracał już uwagę przed laty Cyril William Emmet („The Fourth Book of Esdras and St. Paul”, Expository Times, September 1910, s. 551-556), wskazując na wspólne tło problemowe.

Bóg nie będzie smucić się z powodu wielości zatraconych

Wróćmy jeszcze do myśli o zapowiedzianym sądzie: „Dlatego BĘDĘ RADOWAĆ SIĘ Z NIEWIELU, którzy zostaną zbawieni (for I will rejoice over the few who shall be saved), albowiem to oni sprawili, że teraz triumfuje moja chwała i przez nich imię moje zostało teraz uczczone. I NIE BĘDĘ SMUCIĆ SIĘ Z POWODU WIELOŚCI TYCH, KTÓRZY GINĄ (And I will not grieve over the multitude of those who perish), gdyż to oni są teraz jak mgła i podobni do płomienia i dymu – są w ogniu i płoną z gorąca, i podlegają zniszczeniu” (they are set on fire and burn hotly, and are extinguished” (7,60-61).

Rozlega się DRAMATYCZNE WOŁANIE EZDRASZA: „O ZIEMIO, COŚ TY WYDAŁA!” Jak inne stworzone rzeczy jesteśmy przecież, wraz z naszym umysłem, tylko prochem. Lepiej byłoby, gdyby ten proch w ogóle się nie narodził, tak iżby i umysł nie został z niego stworzony. A teraz podlegamy z tego powodu męce, „ponieważ giniemy i o tym wiemy” (because we perish and know it) (7,63-64). Niechże więc rodzaj ludzki podniesie LAMENT! Niech lamentują ci wszyscy, co się narodzili! Niech się radują zwierzęta polne i stada, bo lepiej dzieje się z nimi niż z nami. One nie oczekują sądu, nie znają żadnej męki ani zbawienia obiecanego im po śmierci. I cóż to dla nas za pożytek, że zostaniemy zachowani żywi, ale w okrutnej męczarni? Ciążą na nas nieprawości, jesteśmy pełni grzechów i obarczeni przestępstwami. Chyba byłoby lepiej dla nas, gdyby po śmierci nie czekał na nas sąd (7,65-69).

SĄD to koniec tego świata i początek nadchodzącego wieku nieśmiertelności, wolnego od skażenia, grzesznej pobłażliwości i niewiary, wieku sprawiedliwości i objawionej prawdy (7,113-114). „Dlatego wówczas NIKT JUŻ NIE BĘDZIE MÓGŁ LITOWAĆ SIĘ NAD TYM, KTO ZOSTAŁ POTĘPIONY NA SĄDZIE (no one will then be able to have mercy on him who has been condemned in the judgment), albo zaszkodzić temu, kto odniósł zwycięstwo” (7,115). TAKIE JEST „PIERWSZE I OSTATNIE SŁOWO” NAJWYŻSZEGO. Lepiej byłoby, gdyby na ziemi nie pojawił się Adam, lub gdyby ziemia powstrzymała go od grzechu (7,116).

Pocieszenie i przesłanie nadziei – zaczątkowy uniwersalizm?

Apokaliptyk z trudem przyjmował pouczenia anioła. Dlatego prosi Boga o MIŁOSIERDZIE DLA NARODU I ŚWIATA. Niektórzy badacze sugerowali, że jego słowa są WYRAZEM ZACZĄTKOWEGO UNIWERSALIZMU (an incipient universalism), który musi niestety pogodzić się z bezlitosną logiką dominującego, legalistycznego poglądu (wierność Prawu nade wszystko!), reprezentowanego przez anioła (zob. C. G. Montefiore, “IV Ezra: A Study in the Development of Universalism”, London 1929, s. 13).

W obliczu dylematu inni uczeni mówią raczej o kompilacji sprzecznych źródeł. Według E. P.Sandersa (“Paul and Palestinian Judaism: A Comparison of Patterns of Religion”, Minneapolis 1977, s. 418), głos anioła wyraża wprawdzie pogląd autora Księgi, ale rozdziały 6-7 stanowią prawdopodobny dodatek o zbawieniu (a ‘saving appendix’); rozdział czwarty odzwierciedlałby zatem legalistycznie pojmowaną sprawiedliwość/prawość, opartą na uczynkach – pogląd obecny w żydowskim piśmiennictwie tego okresu.

Inni autorzy uznają na ogół jedność tekstu całego dzieła (A.L. Thompson, „Responsibility for Evil in the Theodicy of 4 Ezra”, Missoula, Mont. 1977, s. 107). Ezdrasz doświadcza wewnętrznego konfliktu, co może wyrażać jego psychologiczne dojrzewanie i wewnętrzne przemiany. A może jest to tylko retoryczna strategia, której celem jest nakłonienie czytelników, aby odeszli od stanowiska Ezdrasza i przejęli pogląd anioła.

W stronę miłosierdzia: Mesjasz wyzwoli „resztę ludu”

Występujący w początkowych wizjach anioł jest ucieleśnieniem głosu samego Boga. Warto jednak zwrócić uwagę na ważny fakt, że głos anioła z czasem ustępuje głosowi samego Najwyższego (5,38–6,29, 7,26–9,25). Pytajmy więc: jacy ludzie, według autora Księgi, dostąpią łaski wejścia do nowego świata? Nazywani są sprawiedliwymi/prawymi  („righteous”: 5,35; 8,39), którzy trudząc się stają się dziedzicami obietnic (7,14; 9,21). Zobowiązani są do ścisłego zachowywania Bożych przykazań, ustanowień i Prawa (7,72.90.95; 13,42) oraz do wierności w służbie Bogu (7,89). Ich dobre i prawe uczynki, gromadzące się jak skarb, zostaną w nagrodę ujawnione na sądzie boskim (7,35.77) jako sprawiedliwa zapłata za wierność. Taki jest sens, jak wspomniałem wcześniej, akcentu położonego na posłuszeństwie jako warunku zbawienia. Ale chyba pojawia się tu również pewne złagodzenie poglądu.

Wstawiennicze PROŚBY O MIŁOSIERDZIE KIEROWANE PRZEZ EZDRASZA DO BOGA NIE ZOSTAJĄ OD RAZU WYSŁUCHANE. Dopiero w rozdziale dwunastym (12,34) padają zastanawiające słowa o MESJASZU, KTÓRY „WYZWOLI W [SWOIM] MIŁOSIERDZIU RESZTĘ MOJEGO LUDU” (But he will deliver in mercy the remnant of my people) – tych, którzy zostali ocaleni od początku do końca moich granic (those who have been saved throughout my borders); i On obdarzy ich  radością zanim nadejdzie koniec, dzień sądu (and he will make them joyful until the end comes, the day of judgment).

Zdanie niezbyt jasne, różnie przekładane, zwłaszcza w odniesieniu do owych „granic” [The King James Bible:  „those that have been pressed upon my borders”; George Herbert Box, 1917: “(even) them who have remained within my borders”; God’s Truth: „those that be preserved over mine ends”].

***

W sumie mamy w IV Ezd do czynienia z tekstem, który przypomina, jak stwierdziliśmy we wcześniejszej dyskusji, zagadkowe stwierdzenie w Księdze Henocha. Chyba jednak jest tu WIĘCEJ NADZIEI NA MIŁOSIERDZIE ZE STRONY BOGA, zwłaszcza ze względu na WZMIANKĘ O MESJASZU-CZŁOWIEKU I JEGO ROLI W WYZWOLENIU „RESZTY LUDU” BOŻEGO. Czy tym Ludem Bożym są jedynie Izraelici? Czy nie są nim wszyscy grzeszni ludzie tej ziemi? Czy nie mają racji ci badacze, którzy mówią o zaczątkach uniwersalizmu zbawienia w całościowym przesłaniu IV Księgi Ezdrasza?

Oto moje pytania.

Dziewicze poczęcie Jezusa z Nazaretu

Zbliżający się dzień 25 grudnia, kieruje nasze myśli do pewnego epokowego zdarzenia, którym jest przyjście na świat Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Św. Mateusz i św. Łukasz pozostawili opowiadania, które dotyczą tego faktu, są to tzw. Ewangelie Dzieciństwa dołączone przez tych ewangelistów do źródłowego materiału św. Marka, który w swojej Ewangelii nie pozostawił sprawozdania z tego zdarzenia. Jako, że temat ten był już niejednokrotnie poruszany przez historyków i teologów, postanowiłem podejść do tego zagadnienia odmiennie. Co mam tutaj na myśli? Należy zdać sobie sprawę z tego, co do nas chrześcijan dociera wyjątkowo opornie, że świat w swojej większości nie myśli po chrześcijańsku – 70% ludności ziemi wyznaje inne wartości religijne i teologiczne, i dla tej większości narodziny Jezusa z Dziewicy są mitem. W niektórych rodzinach np. we Francji już szóste pokolenie dorasta poza katolickim obszarem myśli religijnej. Wniosek jaki trzeba z tego wyciągnąć jest wydaje mi się jednoznaczny: żadna z tych osób nie sięgnie do Nowego Testamentu, aby przekonać się jak było naprawdę. Dlaczego? Drogi czytelniku, czy ty chcąc czegoś dowiedzieć się na temat założyciela buddyzmu – Buddy Siakjamuni ( ok. 563 – 483 r. przed Chr. ), sięgniesz do Świętych Ksiąg buddyzmu np. Tipitaki ( Trójkosz ), czy też najpierw postarasz się zdobyć jakąś ogólną wiedzę na jego temat z prac historyków, a dopiero w następnym etapie, zaczniesz konfrontować ich interpretacje z materiałem źródłowym, i to pod warunkiem, że twoja wiedza będzie na tyle szeroka, że będziesz mógł pokusić się o wykładnię tekstów buddyjskich? Nic więc nie da, przy próbie komunikacji z większością ludności ziemi, powoływanie się na Pismo Święte, ponieważ większość ludzi nie uważa go za Święte, a wiadomości o życiu Jezusa czerpią oni nie z Ewangelii, czy też od księdza lub pastora, lecz od historyków. Nie jesteśmy w centrum świata, ci na „zewnątrz” przyglądają nam się, próbują nas zrozumieć i wytłumaczyć, skąd wzięło się nasze wierzenie w cud „dziewiczych narodzin”? Nie możemy ich za to potępiać, ponieważ wtedy gdy my jesteśmy na „zewnątrz” i przyglądamy się cudom Buddy np. kiedy kroczy on po wzburzonych wodach Gangesu; nie szczędzimy uwag krytycznych i wyrażamy głośno pogląd, iż jest to mit, który pojawił się na późniejszym etapie i ma związek z coraz silniejszym trendem deifikacji samego Buddy. Skoro jesteśmy krytyczni wobec relacji pochodzących z innych Świętych Ksiąg, to i my musimy się liczyć z tym, że środowiska poza chrześcijańskie postępują w identyczny sposób. Należy więc, zapoznać się z argumentacją tych, którzy nie wierzą w cud „dziewiczych narodzin” i odpowiedzieć na ich wątpliwości, jednocześnie nie próbując oceniać i wartościować tychże wątpliwości. Ostatecznie tekstów apologetycznych nie pisze się po to, aby przekonać przekonanych, lecz po to, by przekonać nieprzekonanych.  Tekst ten jest pisany nie po to, aby „udowodnić” cud, lecz ma on wskazać, że wiara w „dziewicze narodziny” charakteryzowała judeochrześcijan, a dopiero na późniejszym etapie, po roku 70 po Chr., przeniknęła do gmin poganochrześcijańskich, gdzie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, skutkującym ułożeniem wielu midraszów hagadycznych, z których część weszła w skład Ewangelii św. Mateusza i św. Łukasza.

1. Dziewicze narodziny – judaizm.

Profesor Geza Vermes, także próbował zrozumieć skąd wzięło się przekonanie, że Jezus narodził się z Dziewicy. Sam Vermes stworzył teorię, która przyjęła się szeroko, i dlatego warto jej przyglądnąć się szczegółowo ( G. Vermes, Jezus Żyd. Ewangelia w oczach historyka, Kraków 2003, s. 291 – 296 ).

Badacz rozważania zaczął od wiele mówiącego cytatu ze Starego Testamentu:
A dziewczyna ta, bardzo piękna, była dziewicą, która z żadnym mężczyzną nie obcowała (Rdz 24, 16).
Trochę dziwne to stwierdzenie, czyż mogłyby być dziewice, które obcowały z mężczyzną? W zrozumieniu tego tekstu, historykowi, przyszedł z pomocą Rabbi Eliezer ben Hirkana ( I wiek po Chr. ):

Dziewicą nazywamy każdą, która nie widziała u siebie krwi, nawet jeśli jest zamężna i miała dzieci, aż do czasu, kiedy zobaczy swe pierwsze objawy ( tNid. 1, 6 ).

W czasach Jezusa kobiety najczęściej wychodziły za mąż w wieku około 12 lat. Nie wszystkie z nich miały widoczne objawy miesiączkowania i jeśli, pomimo niewidocznych objawów menstruacji, kobieta zachodziła w ciążę, to  była uważana za dziewicę [1]. W takim rozumieniu tego terminu – jak potwierdza to Rabbi Eliezer – dziewica mogła mieć dziecko. Ze względu na to, że ludzie tamtej epoki mieli ograniczoną wiedzę na temat biologii człowieka, takie zdarzenia było odbierane jako przejaw szczególnej interwencji Bożej.

Vermes przywołuje jeszcze jedno ważne świadectwo, a są nim pisma Filona Aleksandryjskiego ( 10 r. przed Chr. – 40 r. po Chr. ) – filozofa i teologa współczesnego Jezusowi z Galilei. Według Filona, niepłodność kobiety związana z jej wiekiem, w trakcie, którego następuje zanik menstruacji, powoduje przejście do stanu dziewictwa ( Filon Aleksandryjski, De posteritate Caini 134). Sara, żona Abrahama, rodząc dziecko w podeszłym wieku, również jest przykładem dziewicy z dzieckiem, a według Filona, pomimo iż Izaak jest dzieckiem Abrahama, mówi iż to Pan zrodził Izaaka. Mamy zatem syna bożego, zrodzonego z dziewicy, ale terminy te po prostu oznaczają, że Izaak przyszedł na świat w momencie gdy Sara była już w podeszłym wieku, a fakt ten przypisano Bogu ( Vermes 2003:s. 294 – 95 ). Profesor stawia tezę, że gdy w świecie pogańskim głoszono, że Jezus jest synem Bożym, zrodzonym z dziewicy, to nowo pozyskani wyznawcy Jezusa poszukali do tego analogii w mitologii helleńskiej oraz w rodzącym się kulcie cesarzy. Kwestie synostwa pojęli ontologicznie, natomiast termin dziewica zrozumieli dosłownie. Dopiero w następnym etapie, nastąpiło wyszukiwanie proroctw mających uzasadnić ten pogląd, oraz układanie midraszy na ten temat.

Euzebiusz z Cezarei wspomina ebionitów, których wierzenia są o tyle ciekawe, że wydają się najpierwotniejszą formą chrystianizmu. Oto jak charakteryzuje ich pogląd na osobę Jezusa:

Uważali Go bowiem za istotę prostą i pospolitą, tylko za człowieka, który dostąpił sprawiedliwości doskonałością życia swojego, a narodził się ze związku Marii z mężczyzną (  HE III, 27, 3 ).

Był dla nich człowiekiem, który miał ziemskich rodziców, był sprawiedliwy i wierny prawu żydowskiemu, a w zamian za to Bóg uczynił go swoim Synem w trakcie chrztu. Niejako można powiedzieć: Bóg adoptował Jezusa.  Ten najbardziej pierwotny pogląd, był zwalczany – według Vermesa –  przez zwolenników nowego wierzenia: Jezus jest bezpośrednim dzieckiem Boga oraz ziemskiej Matki Dziewicy i jest Synem Bożym z urodzenia, a nie z adopcji. Chrześcijanie ci, posługują się Ewangelią Marka, która nie zawierała tej ważnej dla nich kwestii. Niezależnie od siebie i w odległych zakątkach imperium powstały dwie Ewangelie, które miały uzupełnić i poprawić Ewangelię Marka. Do historii przejdą one jako Ewangelie Mateusza i Łukasza. Obydwaj redaktorzy postanowili do opisu Marka dołączyć tzw. Ewangelię Dzieciństwa. Nie są one historyczne, a jedynie mają w obrazowy sposób wyrazić teologiczną kwestię: narodziny Jezusa z Dziewicy w Betlejem ( historia religijna, midrasz ).

Odpowiedź:

Czy można jednak uznać za bezsporny fakt, że historię dziewiczego poczęcia wytworzyło środowisko pogan nawróconych na chrześcijaństwo? Uta Ranke – Heinemann stwierdza:

Maria – Dziewica nie jest wcale wyobrażeniem pierwotnego chrześcijaństwa; wkroczyła ona na teren chrześcijaństwa na drodze okrężnej, poprzez pogan i chrześcijan nawróconych z pogaństwa. (…) Judaizmowi, ale też pierwotnemu judeochrześcijaństwu, podobne wyobrażenia były obce. W judeochrześcijaństwie nie wierzono w narodzenie z dziewicy ( U. Ranke – Heinemann, Nie i amen, Gdynia 1994, s. 43 ).

Jak w takim razie wytłumaczyć wzmiankę Euzebiusza z Cezarei o istnieniu jednego z odłamów żydowskiej sekty ebionitów, którzy wierzyli w dziewicze pochodzenie Jezusa, natomiast nie uznawali Jego preegzystencji ( HE III, 27, 3 ) ? Wydaje się jednak, że relacja o dziewiczym pochodzeniu Jezusa, musiała powstać w środowisku żydowskim i została przejęta przez gminy po – Pawłowe na późniejszym etapie ( odwrotny proces jest raczej niemożliwy ).

Przede wszystkim Żydzi wierzyli, że narodziny dziecka mogą wiązać się ze szczególną interwencją Boga. Przecież już w Starym Testamencie, dzięki ingerencji Boga, w ciążę zaszła dziewięćdziesięcioletnia Sara oraz bezpłodna Rebeka ( Rdz 17, 17; 25, 21 ). Wierzono, że przed potopem to synowie boży – aniołowie, posiadali dzieci z kobietami i ze związków tych rodzili się giganci ( Rdz 6, 1 – 4; 4Q201 kol. 3, 16 – 19; HenEt 7, 2 – 4 ).

Qumrańczycy jeszcze przed narodzeniem Jezusa, wprzęgli w oczekiwania mesjańskie postać Melchizedeka. Był on królem Salemu, który wyszedł na spotkanie z Abrahamem, po jego zwycięstwie nad Kedorlaomerem i został przez autora Księgi Rodzaju nazwany kapłanem Boga Najwyższego. W trakcie spotkania, pobłogosławił on chleb i wino oraz Abrama ( Rdz 14, 18 – 20; 1QGenAp kol. 22, 13 – 17 ). Sekta z Qumran oczekiwała pomazańca kapłana, którego prawdopodobnie wyobrażała sobie na wzór Melchizedeka a dowodem tego jest peszer qumrański, napisany na sposób midraszu eschatologicznego rozważający rok jubileuszowy ( Kpł 25; 11Q13 ). Judeochrześcijanie oczekiwanie na pomazańca na podobieństwo Melchizedeka, odnieśli do Jezusa z Nazaretu:

Wiadomo przecież, że nasz Pan wyszedł z pokolenia Judy, a Mojżesz nic nie wspomniał o kapłanach z tego pokolenia. Jest to jeszcze bardziej oczywiste i wskutek tego, że na podobieństwo Melchizedeka występuje inny kapłan, który stał się takim nie według przepisu prawa cielesnego, ale według siły niezniszczalnego życia. Dane Mu jest bowiem takie świadectwo: Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka ( Hbr 7, 14 – 17 ).

W I w. przed Chr. ( R. H. Charles ), lub jak twierdzi polski judaista, dr hab. K. Pilarczyk, w I w. po Chr. powstaje Księga Henocha Słowiańska ( nie mylić z wersją etiopską ). Napisał ją prawdopodobnie aleksandryjski Żyd pozostający w orbicie wpływów helleńskich. Sama księga sięga, oczywiście, do znacznie starszych przekazów, w których dużą estymą darzono osobę Henocha. Pismo przetrwało w dwóch wersjach: krótszej i dłuższej. Apokryf rozwija historię opisaną w Rdz 5, 21 – 32, a całość można podzielić na trzy zasadnicze części: pierwsza opisuje wygląd siedmiu niebios widzianych przez Henocha w trakcie jego podróży ( 1 – 68 ), druga zawiera relację z życia spadkobierców Henocha – Matuzalema i Nera ( 69 ), a kończy się ona opisem okoliczności narodzin Melchizedeka ( 70 – 71 ).

Sofonim, niepłodna żona Nera, która nie dała Nerowi potomka, była w wieku staruszki i w dniu śmierci. I poczęła w swoim łonie. Otóż kapłan Ner nie spał z nią od dnia, kiedy Pan ustanowił go na czele ludu. Sofonim wstydziła się i ukrywała ciążę przez wszystkie dni, a nikt z ludu o tym nie wiedział.
Kiedy nastał dzień jej rozwiązania, Ner wspomniał na swą żonę i przywołał ją do siebie do domu, aby z nią porozmawiać. Sofonim udała się do swego męża i oto była ciężarna w czasie porodu. Ner ujrzawszy ją zawstydził się bardzo z jej powodu i powiedział do niej:
– Kobieto! Dlaczegoś to uczyniła i stałaś się powodem wstydu przed całym ludem? Teraz odejdź ode mnie. Idź tam, gdzie poczęłaś hańbę twego łona, abym nie zabrudził mych rąk od ciebie i abym nie zgrzeszył przed Panem!
Sofonim odpowiedziała swemu mężowi:
Oto, mój panie, czas mej starości i nie było we mnie żaru młodości i nie wiem, w jaki sposób została poczęta niestosowność mego łona.
Ner nie uwierzył jej. Ner zwrócił się do niej po raz wtóry:
– Odejdź ode mnie, abym cię nie uderzył i abym nie zgrzeszył przed Panem!
I stało się, gdy Ner przemawiał do swej żony, Sofonim upadła u stóp Nera i zmarła. (…)

Archanioł Gabriel ukazał się Nerowi i powiedział do niego:
– Nie sądź, że twa żona Sofonim zmarła z powodu winy. Ten chłopiec, który narodził się z niej, jest dobrym owocem, a ja uzyskałem, w raju to, żebyś nie był ojcem daru Boga. (…).

Położyli Sofonim na łóżku, ubrali ją w czarne szaty, zamknęli drzwi i wykopali potajemnie grób.
Kiedy wychodzili do jej grobu, dziecko wyszło ze zmarłej Sofonim i usiadło na łóżku. Noe i Ner wrócili żeby pochować Sofonim, i ujrzeli dziecię siedzące przy zmarłej i miało na sobie ubranie. Noe i Ner bardzo się przerazili, gdyż dziecko było już dojrzałe, mówiło swoimi ustami i błogosławiło Pana. Noe i Ner zbadali je i powiedzieli:
– Ten jest od Pana, mój bracie. (…).

Noe powiedział do swego brata:
– Chowaj dziecko w tajemnicy aż do dogodnego momentu, gdyż lud stał się zły na całej ziemi i jeśli go gdzieś zobaczą, zabiją go. (…) Ukazał mu ( Nerowi ) się ( Bóg ) nocą w widzeniu i powiedział do niego:
– Nerze! Oto teraz zatracenie stało się wielkie na ziemi. Nie cierpię go już więcej i nie znoszę. Oto wkrótce myślę sprowadzić na ziemię zniszczenie. Nie martw się jednak o dziecko, Nerze, ponieważ wkrótce przyślę mojego archistratega Michała. Zabierze on dziecko i umieści w raju Eden. Nie zginie on razem z tymi co mają zginąć. Ja go pokazałem i będzie on moim kapłanem kapłanów i zamienię go w wielki lud, który mnie uświęci. (…).

Michał wziął dziecko ( imieniem ) Melchizedech tej nocy na swe skrzydła i umieścił je w ogrodzie Eden. A Ner powstał rano i poszedł do domu, ale nie znalazł dziecka. Ucieszył się wielce Ner, ale i zasmucił, ponieważ dziecko zastępowało mu syna ( HenSłow 70, 1 – 71, 9 ).

Melchizedech w podaniach żydowskich przyszedł na świat bez udziału ziemskich rodziców. Co więcej, sama Sofonim nie była nawet rodzicielką Melchizedeka, ponieważ urodził się on po jej śmierci; Bóg stworzył go w jej łonie i tylko czasowo oddał go pod opiekę Nera. Podobieństwa do relacji z narodzin Jezusa są uderzające: nadnaturalna ciąża, nieufność przybranego ojca, interwencje Gabriela oraz zagrożenie życia dziecka. Społeczność żydowska mogła zatem samodzielnie wytworzyć opowiadanie o dziewiczym poczęciu Jezusa ( niekoniecznie wzorując się na dzieciństwie Melchizedeka ), a sam ten pogląd mógł być entuzjastycznie przyjęty przez poganochrześcijan. Teorię Vermesa można więc zakwestionować.

2. Parthenogeneza. Kultura helleńska.

Justyn Męczennik w swojej Pierwszej Apologii w której zwraca się do czytelnika pogańskiego napisał:

Gdy zaś mówimy, że Jezus narodził się z dziewicy, musicie przyznać, iż chodzi tu o to samo, co przypisujecie Perseuszowi ( Justyn Męczennik, Pierwsza Apologia ).

W połowie wieku II chrześcijański apologeta tłumacząc motyw dziewiczego poczęcia odwołał się do mitu Perseusza, który narodził się z dziewicy Danae. Gdy Agros, król Akrizjos, usłyszał przepowiednię w której powiedziano, że nie tylko nie będzie miał męskiego potomka, ale jego córka Danae urodzi wnuka, który pozbawi go życia, ten nie namyślając się długo uwięził córkę w podziemiach. Pod wpływem złotego deszczu padającego na łono Danae, przybył sam Zeus, i z tego związku z bogiem porodziła ona Perseusza ( J. Parandowski, Mitologia, Czytelnik, Warszawa 1979, s. 199 – 203; P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo we Wrocławiu, 2008, s. 289–290. M. Pietrzykowski, Mitologia starożytnej Grecji. Warszawa: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1983, s. 185–193 ). Justyn odwołał się do przekazu i porównania zrozumiałego dla jego czytelników. Chciał pokazać, że historia o dziewiczym poczęciu nie jest niczym dziwnym, ponieważ sami Grecy wierzą w boskie pochodzenie Perseusza. Nie był to jedyny przykład dziewiczego poczęcia: Hera żona Zeusa poczęła również Tyfona, bez udziału mężczyzny.

Aleksander Macedoński ( 356 – 323 r. przed Chr. ), wybitny strateg i jeden z największych zdobywców ,także miał przyjść na świat w niespotykanych okolicznościach. Podobno jego matce Olimpias, podczas snu towarzyszył wąż. Ojciec Aleksandra Filip postanowił zapytać się wyroczni delfickiej; co to może oznaczać? Tam ujawniono, że wąż to w rzeczywistości bóg, Jupiter Amon, a Aleksander jest owocem tego związku. Zupełnie inna tradycja mówiła, że przed ślubem z Filipem, Olimpias miała sen w którym piorun spowodował pożar w jej łonie. Anegdota ta miała potwierdzić boskie pochodzenia Aleksandra ( H. J. Schonfield, Ukrzyżowany?, Warszawa 1995, s. 242 ). W czasach Jezusa działał też słynny taumaturg Apolloniusz; jego matce ukazał się bóg Proteusz i zapytała się ona jakie dziecko urodzi:

Mnie – odpowiedział. A kim ty jesteś? – spytała. Ja jestem Proteusz, bóg Egiptu – rzekł ( Filostrates, Życie Apoloniusza z Tiany ).

Cesarz Oktawian August ( 31 r. przed Chr. – 14 r. po Chr. ), którego poddanym był Jezus; miał być synem boga Apolla i według podań został poczęty w łonie Atti. W inskrypcjach rozsianych po terenie Cesarstwa Rzymskiego jest on nazywany synem Boga, Panem i wybawicielem, który zaprowadził pokój. Po śmierci wstąpił do nieba i dołączył do panteonu bogów ( M. J. Borg, J. D. Crossan, The Last Week: A Day – by – Day Account of Jesus`s Final Week in Jerusalem, San Francisco 2006, s. 3 ).

On (…), którego uznajemy za równego Początkowi wszystkich rzeczy (…), kiedy wszystko upadało w chaos i obracało się wniwecz, On odnowił to raz jeszcze i dał całemu światu nową postać. (…) On, początek wszelkiego życia i szczęśliwości. (…) Ponieważ Opatrzność, która rządzi wszystkim, (…) spełniła nasze życie w doskonałości dając nam Go, którego napełniła mocą dobroczynności dla wszystkich ludzi i który będąc posłanym do nas i następnych pokoleń jako Zbawiciel (…) przywiódł wszystkie rzeczy do porządku; i ponieważ On, objawiając się nam jako bóg, wypełnił nadzieje wszystkich wcześniejszych dobrych nowin, przewyższając nie tylko dobroczyńców, którzy przyszli przed nim, ale i nie pozostawiając nadziei, by ktokolwiek w przyszłości przewyższył jego; i ponieważ narodziny tego boga są dla całego świata początkiem Dobrej Nowiny (ewangelii) o Nim, tak więc niech od jego narodzin rozpocznie się nowa era ( Orientis Graeci Inscriptiones Selectae, ed. W. Dittenberger, Leipzig 1905, t. II, nr 458, s. 48 i n. ) .

To tekst nie ku czci Jezusa, ale grecka inskrypcja z Prieny ( ok. 9 r. przed Chr. ), odnosząca się do cesarza Oktawiana Augusta. Radzę przeczytać ją kilkakrotnie, aby zrozumieć na jaki grunt trafi wkrótce przesłanie o Jezusie, Synu Bożym i Zbawicielu.
Z przytoczonych przykładów wynika, że kultura helleńska nie tylko łatwo mogła wytworzyć pojęcie „dziewiczego poczęcia”, ale i w niego uwierzyć, a zatem, można postawić – ostrożnie – tezę: kultura helleńska pomogła głosicielom dziewiczych narodzin Jezusa i nie mieli oni większych problemów z uzasadnianiem tej kwestii. Problemem niewątpliwym był rodzący się kult cesarzy, ponieważ głoszenie boskiego pochodzenia Jezusa w jakimś stopniu naruszało wyjątkowość cesarskiego majestatu.

3. Historyzacja proroctwa.

Niektórzy historycy uważają, że za mitem dziewiczego poczęcia stoi historyzacja proroctwa. Zanim jednak zajmę się tą kwestią, wyjaśnię czym jest wprowadzony w tym momencie termin. W tym wypadku oznacza to, że starożytne proroctwo, interpretowane mesjańsko, zostaje odniesione do Jezusa i pomimo iż nie spełniło się ono w rzeczywistości, ewangeliści wprowadzają je do swojej relacji jako fakt, który się wydarzył. Mateusz uważa, że dziewicze poczęcie, realizuje pewne proroctwo:

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami” (Mt 1, 22 – 23).

Mateusz przepowiednie wziął z Księgi Izajasza 7, 14 a korzystał w tym celu z tłumaczenia Biblii hebrajskiej na język grecki zwany Septuagintą gdzie hebrajskie słowo מה ל  ע ( młoda dziewczyna, panna ) zostało wyjątkowo przetłumaczone na greckie wyrażenie παρθενος (partenos) – dziewica. Ustalmy zatem jak powinno być przetłumaczone to proroctwo i kogo ono dotyczy:

לכן יתן אדני הוא לכם אות הנה העלמה הרה וילדת בן וקראת שמו עמנו אל

Dlatego Pan sam da wam znak: Oto młoda kobieta pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel ( Iz 7, 14).

Proto – Izajasz miał tu na myśli króla Achaza ( ok. 735 r. przed Chr. – 715 r. przed Chr. ), a narodzenie dziecka miało być znakiem dla monarchy, który w tym czasie był w trakcie wojny syro – efraimskiej ( 734 r. przed Chr. ). Dziecko na świat miała wydać młoda dziewczyna, która musiała być osobą znaną prorokowi, ponieważ użył on w tekście rodzajnika określonego. Proroctwo to zostało zrealizowane, ponieważ młoda małżonka króla Abijja porodziła syna Ezechiasza. Taki też zarzut formułowali Żydzi już w starożytności czego dowodem jest dzieło Justyna ( zm. ok. 165 r. po Chr. ).

A Tryfon odpowiedział: „W Piśmie nie jest napisane: «Oto dziewica pocznie i porodzi syna», ale: «Oto młoda kobieta pocznie i porodzi syna» i dalej tak, jak zacytowałeś. Ale całe to proroctwo odnosi się do Ezechiasza i zostało udowodnione, iż w nim się ono wypełniło, odpowiednio do słów tego proroctwa. A również w baśniach, na które powołują się Grecy, jest napisane, że Perseusz został poczęty z Danae, która była dziewicą, a ten, który wśród nich nazywany jest Zeusem zstąpił na nią w postaci złotego deszczu. Ty zaś powinieneś czuć się zawstydzony tym, że twoje poglądy podobne są do ich opinii i chyba lepiej byłoby gdybyś mówił, że ten Jezus jako człowiek narodził się z ludzi ( Justyn Męczennik, Dialog z Żydem Tryfonem, LXVII, 1 ).

Justyn nie przekonał Tryfona, ponieważ ten zna właściwe tłumaczenie, oraz poprawną wykładnie Proto – Izajaszowego proroctwa. Grecki tłumacz Septuaginty tylko dwukrotnie oddał hebrajskie słowo מה ל ע ( almah – młoda kobieta ) jako παρθενος ( parthenos – dziewica; Rdz 24, 43 – Iz 7, 14 ). W większości przypadków ( 55 ), tłumacz jako dziewica, przekłada precyzyjne hebrajskie słowo oznaczające dziewicę: betulah. Przekład LXX zastosowany w przypadku Iz 7, 14, jest zatem wyjątkowy! Mateusz zatem nie stworzył pod wpływem tej przepowiedni koncepcji dziewiczego poczęcia, a jedynie przystosował błędne tłumaczenie do koncepcji teologicznej, która już była obecna w jego gminie. Przede wszystkim Galilejczyk miał na imię Jezus, a nie Emmanuel ( tłum. Bóg z nami ), aby wyjść z tego problemu Mateusz musiał na końcu ewangelii włożyć w usta Jezusa następujące słowa: A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata ( Mt 28, 20 ). Dopiero wtedy ta przepowiednia nabiera jakiegoś sensu i analogii do życia Jezusa. Nie należy więc szukać genezy dziewiczego poczęcia w historyzacji proroctwa.

4. Kwestia biologiczna.

Problem ten jest od niedawna podkreślany, ale nie należy on do najłatwiejszych. Niewierzący pytają: A co w takim razie z biologią dziewiczego poczęcia? Światowej klasy genetyk Bryan Sykes pisze:

Zasadnicza różnica genetyczna pomiędzy mężczyznami i kobietami – została zawężona do jednego elementu: chromosomu Y. Jeśli go masz, będziesz mężczyzną. Jeśli go nie masz, zostaniesz kobietą – prosta sprawa ( B. Sykes, Przekleństwo Adama. Wyd. 1. Warszawa 2007, s. 54, 111 – 112 ).

Gen ten dziedziczy się po ojcu, jeśli Jezus by go nie posiadał nie mógłby być mężczyzną. Dzięki temu dziedziczeniu wyodrębniono w tym chromosomie wspólnego przodka wszystkich mężczyzn. Można było ustalić, że żył on ok. 59 tysięcy lat temu w Afryce. Czy w związku z tym chrześcijańska teologia, twierdząca że Jezus pomimo narodzin z matki jest potomkiem Adama i Dawida, nie rozmija się z prawdą?

5. Paweł z Tarsu.

Czy Paweł z Tarsu wie lub czy też ma jakiekolwiek pojęcie o dziewicy Marii rodzącej Jezusa? Jak wiemy Paweł niezbyt chętnie odwoływał się do ziemskiego życia Jezusa, jednak kilkakrotnie mimochodem porusza kwestie, które nas tak interesują. W Pierwszym Liście Pawła do Koryntian napisanym prawdopodobnie ok. roku 57 po Chr. porusza zagadnienie dziewictwa, wśród korynckich panien. Jako przykład podaje jednak nie Marię… ale samego siebie:

A mówię tym, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz wdowom: Dobrze zrobią, jeśli pozostaną w tym stanie, w jakim ja jestem ( 1 Kor 7, 8 ).

Następny interesujący fragment spotykamy w Liście do Galatów ( 55/56 r. po Chr. )

Gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty ( γυναικος; gunaikos ) i podlegał zakonowi ( Ga 4, 4 ).

Paweł w tym fragmencie miał najlepszą okazję, aby użyć określenia παρθενος (partenos), a jednak tego nie uczynił. Określił Matkę Jezusa słowem, które można przetłumaczyć jako kobieta/niewiasta.

W 58 roku w zimowych miesiącach w Koryncie Paweł dyktuje list Tercjuszowi. Znajdujemy w nim takie oto słowa:

[Jest to Ewangelia] o Jego Synu – pochodzącym według ciała ( σπερματος; spermatos) z rodu Dawida ( Rzym 1, 3 ).

Co oznacza ten werset? Apostoł wyraża w nim wiarę, że Jezus po swym ziemskim ojcu jest potomkiem Dawida. Nie chodzi tu o dziedziczenie prawne, gdyż Paweł wyraźnie mówi tu o dziedziczeniu według ciała ( dosł. tłum. z nasienia Dawida! ). Interpretacja ta ma bardzo mocne wsparcie, ponieważ w tym samym liście Paweł używa jeszcze raz tego określenia!!

λεγω ουν μη απωσατο ο θεος τον λαον αυτου μη γενοιτο και γαρ εγω ισραηλιτης ειμι εκ σπερματος αβρααμ φυλης βενιαμιν

Czy Bóg odtrącił swój lud? W żadnym razie. Przecież i ja jestem Izraelitą, z nasienia Abrahama, z plemienia Beniamina ( Rz 11, 1 ).

Oczywiście św. Paweł chce tu wyrazić przekonanie, że poprzez ojca pochodzi z pokolenia Beniamina i jest potomkiem Abrahama; tak jak w poprzednim wypadku wyraził pogląd, że Jezus poprzez swojego ojca jest potomkiem Dawida. Według Pawła, Jezus jest nie tylko dziedzicem prawnym tytułu syna Dawida, ale również pochodzi z jego nasienia. Inaczej mówiąc: Apostoł Paweł – prawdopodobnie –  wierzył, że Jezus miał ziemskiego ojca.

Odpowiedź. Niewiedzę św. Pawła można jednak wyjaśnić w sposób niekoniecznie eliminujący wierzenie w „dziewicze poczęcie” w początkach Kościoła. Przede wszystkim w teologii św. Pawła najważniejsze znaczenie przyznaje się śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu. Paweł z Tarsu nie miał kontaktu z Jezusem w trakcie swojego życia ( rzeczywistego, nie wizyjnego ), a samemu spotkaniu z Kefasem poświęcił zaledwie piętnaście dni. Następnie gdy obydwaj zetknęli się ze sobą w Antiochii, to doszło pomiędzy nimi do ostrej wymiany zdań. Choć św. Paweł uznawał pierwszeństwo gminy w Jerozolimie, to jej zwierzchnik Jakub Sprawiedliwy, zwany bratem Pańskim, niezbyt przychylnym okiem spoglądał na Dobrą Nowinę bez Tory, głoszoną przez byłego faryzeusza. W ten sposób można tłumaczyć pewną blokadę informacyjną w jakiej znalazł się Paweł z Tarsu, a więc nie można wykluczyć, że choć św. Paweł, prawdopodobnie nic nie wiedział o narodzeniu z Dziewicy, to tę wiedzę posiadała gmina judeochrześcijańska w Jerozolimie. Wiemy, że judeochrześcijanie posługiwali się Ewangelią Hebrajczyków. Kardynał Jean – Guinole – Marie Daniélou  uważał, że Ewangelia ta powstała w Jerozolimie przed 67 r. przed Chr. Używali jej właśnie judeochrześcijanie zwani ebionitami i została ona napisana po aramejsku. Prawdopodobnie istniał jej przekład grecki, jednak nie dotrwał on do naszych czasów. Ewangelia ta wydaje się, że znała „dziewicze poczęcie” Jezusa – przynajmniej wynika to z cytatu, który spotykamy u Cyryla Jerozolimskiego:

Stoi napisane w Ewangelii według Hebrajczyków , że gdy Chrystus chciał zejść na ziemię do ludzi, dobry Ojciec wezwał potężną moc niebieską, którą nazwał Michałem i polecił Chrystusa jego pieczy. Moc ta zeszła na świat i została nazwana Maryją, i Chrystus przebywał w jej łonie siedem miesięcy. Następnie ona sprawiła, że narodził się i wzrastał w kształtach i wybrał Apostołów… został ukrzyżowany i wzięty przez Ojca. Cyryl zapytał go: Gdzie w czterech ewangeliach zostało napisane, że Święta Dziewica, Matka Boga jest „mocą”? Mnich odpowiedział: W Ewangelii Hebrajczyków. Tak więc – rzekł Cyryl – mamy pięć ewangelii? To jest ewangelia spisana przez Hebrajczyków ( Homilia o Matce Boskiej w E. A. Budge, Miscellanous Coptic Text, London 1915, 59 [kopt.]637 ).

Prawdopodobnie również i Ewangelia według Nazarejczyków przechowała tradycję „dziewiczego poczęcia”:

W Ewangelii Nazarejczyków czytamy jak mówi Chryzostom, że Józef nie mógł spojrzeć na Maryję twarzą w twarz, bo od poczęcia Duch Święty wypełnił ją w sposób całkowity, i tak nie mógł on jej poznać z powodu blasku jej oblicza ( In Evang. secundum Mt, t. VI, Venezia 1732, 6a ).

Te świadectwa są o tyle istotne, ponieważ pochodzą ze środowiska judeochrześcijańskiego. Ebionici przechowywali tradycję Kościoła jerozolimskiego, w którym duża rolę odgrywała najbliższa rodzina Nazarejczyka i tam też znalazła swoje schronienie, Matka Jezusa ( Dz 1, 12 – 14 ). Należy pamiętać, że pierwszym zwierzchnikiem Kościoła był Jakub Sprawiedliwy, krewny Pana. Euzebiusz z Cezarei informuje:

Właśnie Jakub, którego starsi dla jego cnotliwości obdarzyli przydomkiem „Sprawiedliwego”, zasiadł jak pierwszy na stolicy biskupiej Kościoła jerozolimskiego. Klemens w VI księdze swych „Zarysów” stwierdza, że Piotr, Jakub i Jan po wniebowstąpieniu Zbawiciela o godności się nie ubiegali, chociaż Zbawiciel ich właśnie wyróżniał przed innymi, ale że Jakub „Sprawiedliwy” został wybrany biskupem jerozolimskim ( HE II, 1, 2 – 3 ).

Jakub bardzo długo przewodził Kościołowi w Jerozolimie, aż do swojej męczeńskiej śmierci w 62 r. po Chr ( Ant 20, 200 ). Po nim tron objął Symeon, syn Kleofasa ( J 19, 25 ), którego Euzebiusz nazywa „kuzynem Zbawiciela” ( HE III, 11, 1 ). W początkach chrześcijaństwa dochodzi do podobnego momentu jak w islamie, zawiązuje się coś na kształt kalifatu, a głównym czynnikiem, który pozwala zachować władzę są więzy krwi z Jezusem ( Kleofas był bratem ojca Jezusa ). Sam Symeon zginął męczeńsko dopiero za panowania cesarza Trajana dożywszy patriarchalnego wieku stu dwudziestu lat.

O Symeonie słusznie można przypuszczać, że należał do tych, którzy Pana widzieli i słyszeli. Dowodem na to jest długie życie jego i w ewangelii zawarta wzmianka o Marii, żonie Kleofasa, a matce jego ( HE III, 32, 4 ).

W Jerozolimie zatem, aż do wczesnych lat II w. po Chr. główne autorytety gminy to świadkowie życia Jezusa, a nawet Jego najbliższa rodzina. Wszak Maria, żona Kleofasa to siostra Matki Bożej. Jeśli w tych gminach w latach sześćdziesiątych ( Ewangelia Hebrajczyków ) i w pierwszej połowie wieku II po Chr. ( Ewangelia Nazarejczyków ) powstają midrasze i hagady odnoszące się do „dziewiczego poczęcia”, to można postawić hipotezę, że pogląd ten był obecny we wczesnym chrześcijaństwie cały czas, pomimo, iż Paweł z Tarsu najwyraźniej go nie znał.

6. Ewangelia Marka.

Prawie wszyscy egzegeci wskazują, że autor Ewangelii według św. Marka nie zna historii o „dziewiczym poczęciu” Jezusa, ponieważ nie umieszcza w swoim piśmie jakichkolwiek aluzji, czy też nawiązań do tego wydarzenia. Czy jednak można tej argumentacji przyznać rację. Jako przeciwwagę można przedstawić fakt, że Marek w ani jednym wypadku nie wspomina też o ziemskim ojcu Jezusa. Co więcej, wydaje się on starannie tego unikać:

Czy nie jest to cieśla, syn Maryi ( Mk 6, 3 );

Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam ( Mt 13, 55 ).

W Ewangelii św. Marka Jezus jest Synem Bożym i synem Marii – Marek nigdy nie wspomina ziemskiego ojca Jezusa!!! Droysen zajmujący się metodologia pracy historyka zwraca uwagę na jeden poważny aspekt badania dokumentu historycznego: Pewność badania jest zależna nie tyle od tego, co dają bezpośrednio źródła, ile od stopnia zdania sobie spraw z tego, czego nie mówią (  J. Topolski, Jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji historycznej, Poznań 2008, s. 25 ). Marek nic nam nie mówi o ojcu Jezusa, a więc prawdopodobnie robi to celowo. Nie chce wspominać przybranego ojca, ponieważ nie miał zamiaru układania do wydarzeń przeszłych „dziewiczego poczęcia” midraszu hagadycznego, jak uczynili to później Mateusz i Łukasz, a jednocześnie nie chce dopuścić do tego, aby czytelnik pomyślał, iż Jezus Chrystus miał ziemskiego ojca. W żadnym wypadku nie możemy mówić, iż Marek nie wiedział nic na temat tego wydarzenia. Wydaje się, że gdy Marek redagował swoją Ewangelię, to pogląd ten przeniknął już z gmin judeochrześcijańskich do gmin Pawłowych i zaczął zdobywać tam popularność. Synoptycy znają ten fakt i próbują go na różne choć sprzeczne sposoby wyrazić za pomocą środków literackich.

W niektórych gminach chrześcijańskich, które bardziej izolowały się na skutek różnych przyczyn, główną rolę w określeniu Synostwa Bożego Jezusa, odgrywa Jego przedwieczne stworzenie ( Kl 1, 15 ), lub też zrodzenie ( J 1, 1. 14 ). W tej teologii, którą reprezentuje tradycja Janowa Jezus jest odwiecznie zrodzony przez Boga Ojca, a na ziemi jest synem Józefa i kobiety ( J 1, 45 ) [2]. Kościół połączył wszystkie tradycje w jedną całość i należy tutaj z całą mocą podkreślić, iż wierzenie w „dziewicze narodziny”, nie zostało stworzone na jakimś późniejszym etapie przekazu, lecz wiara ta istniała już od samego początku. Oczywiście, jako historyk nie mogę „udowodnić cudu”, ponieważ  sam cud zawsze musi się wiązać z wiarą. Mogę jedynie udowodnić, na tyle na ile pozwalają na to starożytne teksty, że wiara w „dziewicze poczęcie”, nie powstała na etapie poganochrześcijańskim, lecz judeochrześcijańskim i jest obecna w najstarszych warstwach, a to może kogoś skłonić, lecz nie musi, do łatwiejszego przyjęcia wiary w rzeczywistość Wcielenia i podpisania się pod słowami ks. Wacława Hryniewicza:

W ślad za świadectwem Nowego Testamentu wyznajemy naszą wiarę, że wcielenie Syna Bożego dokonało się dzięki życiodajnej i stwórczej mocy Ducha Świętego ( zob. Łk 1, 3 ). To za Jego sprawą Syn Boży „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Dlatego chrześcijanie wyznają, że Maryja jest Matką Boga-Człowieka (Theotókos), co potwierdził swoim orzeczeniem Sobór Efeski ( W. Hryniewicz, Dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba – radość i pytania chrześcijan dzisiaj, Kleofas 05.12.2012 ).

[1] Przyczyny skąpych miesiączek: ~~niedostatecznie wykształcona błona śluzowa jajników i macicy ~~nadmiar stresu~~niedostatki żywieniowe~~zespół policystycznych jajników.

[2] Tradycja Janowa nie zna imienia Rodzicielki Jezusa. Według Jana to siostra Matki Nazarejczyka miała na imię Maria ( por. J 19, 25 ).

 

Ewangelie synoptyczne – część trzecia

VII) Nowe kierunki badań. Aramejskie tropy.

Pierre Perrier uważał, że Ewangelie poprzedzała Aramejska Ewangelia ustna ( Karozoutha. Annonce orale de la Bonne Nouvelle en arameen et Evangiles greco – latins, Paryż 1986 ). Badacz poprzez „skalkowany” oryginał grecki starał się dotrzeć do ustnego przekazu aramejskiego. Wyniki tych badań następująco podsumował ks. R. Bartnicki:

Autor stwierdza, że wiele błędów popełniono nie uwzględniając faktu, że orędzie Jezusa głoszone było najpierw ustnie w języku aramejskim.

Dobra Nowina – kontynuje Perrier – wielokrotnie głoszona przez Jezusa ustnie w języku aramejskim i potwierdzona przez Jego gesty, była katechezą nadzwyczaj piękną i dobrze ustrukturyzowaną.

Dzięki trwałej, solidnej strukturze katechezy Jezusa apostołowie i niewiasty z otoczenia Maryi wiernie ją zachowali, aby stworzyć z niej ustną katechezę dobrze skonstruowaną w języku aramejskim. Katechezy te były powtarzane w liturgii wczesnego Kościoła już miedzy rokiem 30 a 37.

Ze względu na potrzeby poszczególnych wspólnot cykle katechez liturgicznych dla judeochrześcijan i dla chrześcijan pochodzących z pogaństwa zostały utrwalone poprzez spisanie ich w okresie między 39 a 55 r. ( apostołowie opuszczają Palestynę ).

( ks. R. Bartnicki, Ewangelie synoptyczne, geneza i interpretacje, Warszawa 1996 s. 260 ).

Większość badaczy w pewnym momencie zrozumiała, że przed Ewangeliami Q i Mr na pewno oprócz ustnych przekazów musiały istnieć aramejskie teksty odnoszące się do Jezusa. Bardzo mało jednak było w XX wieku biblistów, którzy mogliby postarać się o wskazanie tekstów greckich, które zostały przetłumaczone z języka aramejskiego. Dlaczego? Do tej pory badacze NT zazwyczaj staranne studia poświęcali grece dopiero z chwilą sensacyjnego odkrycia manuskryptów qumrańskich palącą potrzebą stało się wykształcenie odpowiedniej kadry, która by mogła zmierzyć się z tym wyzwaniem. Tym bardziej, że dostrzeżono olbrzymie analogie i powiązania pomiędzy Pismami z Qumran a Pismami wchodzącymi w skład NT. Nie wchodząc teraz w olbrzymie masy szczegółów paraleli pomiędzy Qumran a NT, które są niezwykle ciekawe a odnaleźć je można w przełomowym dziele J. A. Fitzmyera, The Dead Sea Scrolls and Christian Origins, Wm. B. Eerdmans Publishing , 2000, które polecam właśnie w wydaniu z 2000 roku, ponieważ zostało ono zaktualizowane o kwestie, które obecnie są najczęściej dyskutowane. W każdym bądź razie dochodzimy do momentu, które wstrząsnęło światem naukowców, albowiem pojawił się badacz, który wskazał pierwsze teksty, które prawdopodobnie wchodziły w skład Aramejskiej Ewangelii. Jest to temat kompletnie w Polsce zaniedbany. Nie pojawiła się na ten temat w naszym kraju jakakolwiek publikacja a wszystkie serwisy quasi – biblijne pomijają olbrzymie znaczenie tego odkrycia. Jest to bardzo dziwne a zarazem niepokojące, ponieważ w USA trwają nad tą kwestią liczne debaty okazuje się bowiem, że pomiędzy 30 r. a 40 r. po Chr. być może istniały już teksty pisane o Jezusie.

Maurice Casey w pracy Aramaic Sources of Mark`s Gospel ( Cambridge University Press , 1998 )  stwierdza:

Nasze wczesne i pierwotne źródła jednomyślnie i jednoznacznie umieszczają Jezusa w kontekście judaizmu pierwszego stulecia. Wynika z tego, że nasz obraz Jezusa powinien być zrozumiały w ramach tej kultury, a ponadto, gdy, informacja o Jezusie lub obecne elementy w jego misji pasują tylko tam, to jest to silny argument na rzecz ich historyczności.

( M. Casey, Aramic Sources of Mark`s Gospel, Cambridge University Press 1998, s. 106 ).

Wydaje się, że są to słowa oczywiste ale dla Caseya są one o tyle ważne, że w swojej publikacji postarał on się wskazać fragmenty Ewangelii według św. Marka w których redaktor sięgnął po jakieś aramejskie prototeksty dotyczące Jezusa z Nazaretu. Autor uważa, że właśnie ślady aramejskie są najważniejszym kryterium autentyczności.  Casey stwierdza, że Marek korzystał z jakiegoś aramejskiego źródła i przez to w niektórych momentach niezręcznie posługuje się językiem greckim, ponieważ dosłownie tłumaczy aramejskie frazy. W jaki więc sposób Casey ustalił swoją metodologię? Badacz  skupił się na siedmiu punktach:

1. Wybierał tylko fragmenty zawierające dosłowne tłumaczenia.

2. Ustalał aramejskie podłoże, wykorzystując aramejski z I w. po Chr.

3. Upewniał się, że rekonstrukcja wykorzystuje idiom aramejski.

4. Zrekonstruowany tekst ponownie interpretował wykorzystując tło żydowskie z I w. po Chr.

5. Rekonstrukcje oceniał z punktu widzenia tłumacza.

6. Starał się wykluczyć możliwą celową prace redaktora.

7. Na końcu oceniał prawdopodobieństwo hipotetycznej rekonstrukcji.

Casey stosując tą „morderczą” i pracochłonną rekonstrukcję stwierdził, że w Ewangelii św. Marka następujące fragmenty pochodzą z aramejskich pierwowzorów:

Mr 9, 11 – 13, Jan Chrzciciel jako Eliasz;

Mr 2, 23 – 3, 6,  Łuskanie kłosów w szabat i uzdrowienie w szabat;

Mr 10, 35 – 45, Synowie Zebedeusza;

Mr 14, 12 – 26,  Przygotowanie Paschy i Pascha.

Na podstawie badań językowych Casey ustala datę powstania dokumentu aramejskiego z którego korzystał kompilator Ewangelii według św. Marka na okres pomiędzy 27 r. a 40 r. po Chr.  Jest to przełomowe odkrycie, ponieważ najwcześniejsze źródła pisane o jakich do tej pory mówiono to pierwszy zbiór logiów Q z datą około 40 r. po Chr. Datowanie Caseya powoduje, że obecnie należałoby uznać, że nauki Jezusa spisywano na bardzo wczesnym etapie i niewątpliwie musieli mieć na to wpływ jego najbliżsi uczniowie ( dwunastu ). Nie możemy jednak zapominać, że po odzyskaniu aramejskiego oryginału wyodrębnionego z greckiego przekładu należy jeszcze raz zinterpretować otrzymany przekaz. Logika Caseya jest tu nas miejscu, ponieważ o wiele lepiej interpretować „Pana Tadeusza” w języku polskim niż próbować tego samego w przekładzie angielskim. Różnice w interpretacji są znaczne; co zobrazuje na przykładzie pierwszym Caseya dotyczącym Jana Chrzciciela. W naszych przekładach z greckiego omawiany przypadek tłumaczy się następująco:

I pytali Go: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz? A On im rzekł: Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i wszystko naprawi. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele wycierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i postąpili z nim tak jak chcieli, jak o nim jest napisane  ( Mr 9, 11 – 13 ).

Fragment ten sprawia w przekładzie greckim istotną trudność, ponieważ Jezus mówi o Eliaszu, czyli Janie Chrzcicielu a następnie wspomina o cierpiącym „jak o nim jest napisane” Synu Człowieczym i stwierdza, że właśnie z Eliaszem uczyniono to co o nim jest napisane. Przez to, że aramejskie wyrażenie „bar nasha” Marek czasami odnosi jako tytuł zagubiło całkowity sens wypowiedzi. W obecnym kształcie zapanował chaos ale sens jest zrozumiały; jeśli odczytamy go zgodnie z jego pierwotnym aramejskim pierwowzorem.

I pytali Go: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz? A On im rzekł: Istotnie, Eliasz przychodzi pierwszy i wszystko naprawia. Ale jak jest napisane o człowieku, że bardzo cierpi i jest odrzucony. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i postąpili z nim tak, jak o nim jest napisane ( M. Casey, Aramic Sources of Mark`s Gospel, Cambridge University Press 1998, s. 121 – 122 ).

Jezus użył tu aramejskiego wyrażenia „syn człowieczy” w zwykłym sensie ogólnym ( człowiek/ludzkość ). Według Caseya wyraz błędnie przetłumaczono odnosząc do Chrystusa tym samym komplikując problem już w następnym zdaniu; kiedy spotykamy proroctwo o śmierci Jana Chrzciciela, którego nie odnajdujemy w tekstach biblijnych oraz literaturze poza biblijnej. Nigdzie nie spotykamy cierpiącego Eliasza według Pism a to oznacza, że Jezus użył wyrażenia „syn człowieczy” w sensie ogólnym odnosząc go do Jana Chrzciciela i innych cierpiących ludzi a nie tylko do siebie. Przyznam się, że gdy spotkałem to wytłumaczenie Caseya to dopiero stwierdziłem jak ono jest genialne – to prawdziwe dzieło egzegezy Pisma Świętego. Rzeczywiście ten fragment jest tylko wtedy zrozumiały jeśli weźmie się pod uwagę nietrafiony przekład Marka.

Nie chcę czytelnikowi odebrać przyjemności odczytania innych fragmentów Ewangelii Marka zgodnych z aramejskim podłożem dlatego też już powrócę do głównego tematu. Robert Rynkowski przedstawiając hipotezę J. Carmignaca zadał prowokacyjne pytanie czy nie jest ona czasem odrzucana, ponieważ przyjęcie jej oznaczałoby, że Piotr, Paweł albo Mateusz mieli wpływ na kształt niektórych perykop ewangelicznych. Otóż nie;  współczesne teorie nie tylko nie wykluczają wpływu najbliższych uczniów Jezusa na przekaz ale wręcz potwierdzają ich współudział. Pierwotna Ewangelia Aramejska ( 30 – 40 r. po Chr. ) i pierwsza warstwa logiów Q ( 40 r. po Chr. ) oraz materiał Q/Mk ( 30 – 40 r. po Chr. ) wraz z Ewangelią Krzyża ( ok 45 r. po Chr. ) musiał powstać w czasach gdy żyła cała dwunastka oraz świadkowie życia i nauki Jezusa. Hipoteza Carmignaca o istnieniu dwóch pierwotnych dokumentów w języku hebrajskim, które w dość skomplikowany sposób miały się rozwinąć w tradycje synoptyczną jest nie udokumentowanym niczym założeniem. Na dodatek istnienie hebrajskich prototypów Ewangelii jest mocno wątpliwe właśnie w świetle najnowszych badań nad językiem aramejskim. Właściwie obecnie w tej kwestii liczą się tylko trzy teorie:

W 1984 roku zorganizowano w Jerozolimie kolejne, trwające prawie dwa tygodnie, sympozjum poświęcone problemowi synoptycznemu. Kierowane było przez eksponentów trzech rozwiązań tej kwestii: M. E. Boismarda, W. R. Farmera i  F. Neiryncka. Materiały sympozjum zostały opublikowane w 1990 r. w obszernym tomie wydanym przez Uniwersytet w Leuven. W dziele tym Neirynek przedstawia hipotezę dwóch źródeł, Farmer hipotezę dwóch Ewangelii, Boismard hipotezę wielu źródeł. Prowadzone są także dyskusje, wysuwane kontrargumenty. Te trzy hipotezy można chyba uznać za najpoważniejsze w tej chwili próby rozwiązania problemu synoptycznego.

( ks. R. Bartnicki, Ewangelie synoptyczne,geneza i interpretacja, Warszawa 1996 s. 406 ).

.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza publikacja ani jej żadna część nie może być kopiowana, zwielokrotniana i rozpowszechniana w jakikolwiek sposób bez zgody Redakcji. Autor dołożył wszelkich starań, aby jej treść była zgodna z rzeczywistością, nie może jednak wziąć żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki wynikłe z wykorzystania zawartych w niej materiałów i informacji.

Ewangelie synoptyczne – część druga

V) Fundamentalizm – krytycyzm – mit naukowy.

Jak ma podejść katolik do współczesnej, częstokroć bardzo bezlitosnej dla pewnych faktów ewangelicznych krytycznej analizy czterech kanonicznych relacji o życiu Jezusa. Przede wszystkim należy pamiętać, że w przeciwieństwie do protestantów Kościół wielokrotnie podkreślał znaczenie Tradycji a ostatnio Papieska Komisja Biblijna zdecydowanie potępiła fundamentalizm:

Podstawowy problem lektury fundamentalistycznej polega na tym, że nie chcąc brać pod uwagę historyczny charakter objawienia biblijnego, czyni ona niezdolną do pełnego przyjęcia prawdy o samym Wcieleniu. Fundamentalizm unika ścisłej relacji tego, co Boże z tym, co ludzkie w odniesieniu do Boga. Nie chce przyjąć, że natchnione Słowo Boże zostało wyrażone w ludzkim języku i zostało zredagowane, pod natchnieniem Bożym, przez autorów ludzkich, których możliwości i środki były ograniczone. Z tej racji pragnie traktować tekst biblijny tak jakby był on dyktowany słowo w słowo przez Ducha Świętego i nie może dojść do uznania prawdy, że Słowo Boże zostało sformułowane w takim języku i według takiej frazeologii, jakie uwarunkowała dana epoka. Nie zwraca żadnej uwagi na występujące w Biblii formy literackie i ludzkie sposoby myślenia, wiele z których jest owocem opracowania trwającego przez długie okresy czasu i nosi znamię bardzo różnych sytuacji historycznych. (…).

Ujęcie fundamentalistyczne jest niebezpieczne, gdyż przyciąga ludzi, którzy szukają biblijnych odpowiedzi na swe problemy życiowe.

( Papieska Komisja Biblijna, Rzym, 15 kwietnia 1993 ).

Kościół zdaje więc sobie sprawę z potężnego zagrożenia jaki stanowi fundamentalizm w odczytywaniu tekstów Nowego Testamentu. Tymczasem w Polsce z reguły ci którzy dosłownie odczytują teksty ewangeliczne cieszą się największą popularnością. Ich pozycje są szeroko reklamowane i promowane a badacze katoliccy, którzy odczytują Pismo Święte w zgodzie z naukowymi dokonaniami są spychani na akademicki margines a ich pozycje są nietłumaczone (  J. Fitzmyer SJ, Ks. John Meier ). Odnosi się wrażenie, że niektórzy chcieliby, aby odczytywanie Biblii przypominało to, które proponuje zatwardziały fundamentalista – protestant Josh McDowell, którego liczne wydawane książki cieszą się niesłabnącą popularnością w katolickiej Polsce. Tymczasem nie ma już powrotu do czasów kiedy „kajaki miały trąby a słonie umiały pływać” pomimo, iż niektórym wydaje się, że jest to możliwe.

Z drugiej strony należy też przypomnieć o wielkich błędach naukowego podejścia do NT, które rozpoczęło się w Niemczech i właściwie trwa tam to do dzisiejszego dnia w różnych mutacjach. Dlaczego akurat w Niemczech? Vittorio Messori napisał o tym w „Umęczon pod Ponckim Piłatem?” bardzo mądre słowa:

Aby powrócić do naszego ekskursu historycznego, a w szczególności do Niemiec: to tutaj, w pierwszych dziesięcioleciach naszego wieku, egzegeci wierzący ( wielu z nich to protestanccy pastorzy ) sprecyzowali te zawiłe i trochę terrorystyczne Methoden, z których najbardziej znana jest Formgeschichte ( Historia form ), po której nastąpiła później Redaktionsgeschichte ( Historia redakcji ), podczas gdy obecnie wyłania się Wirkungsgeschichte ( Historia skuteczności, efektów ).

„Niewierzący”, aby zdyskredytować wiarę, skierowali swoje baterie na pierwotną wspólnotę, przypisując jej intensywne działania na rzecz stworzenia Ewangelii dla swojej korzyści i według swojego gustu; a więc mitycznej, a nie historycznej. Od początku XX wieku również niektórzy specjaliści chrześcijańscy przyłączają się do nich w osądzaniu tejże wspólnoty jako odpowiedzialnej za „Chrystusa wiary”, który niewiele ma wspólnego z nieosiągalnym „Chrystusem historii”. (…).

Dla obrony swoich katedr ( lub dla uzyskania jakiejś ), egzegeci „państwowi” są zobowiązani do ciągłego publikowania studiów i badań. Wynikają z tego nie tylko powtórzenia ( dla każdego wersetu, także drugorzędnego, Nowego Testamentu, istnieje wiele studiów „naukowych”, które je gruntownie badają ) i zalew bibliografii, które bardziej niż do jasności przyczyniają się do zamętu; ale dochodzi także – na podstawie prawa konkurencji, w tym wypadku z innymi profesorami lub z asystentami oczekującymi na nominację – do pogoni za oryginalnością za wszelką cenę. (…).

Uporczywa odmowa Rudolfa Bultmanna, wielbionego księcia demitologizatorów, udania się do Palestyny; jego powtarzanie, że „nic nie wiemy o Jezusie żydowskim i wiedza o Nim nie musi mieć żadnego znaczenia”; jego przypisywanie całego chrześcijaństwa greckiej wspólnocie etnicznej i kulturalnej ( a więc, utworzonego przez „Aryjczyków” ); zachowanie przez niego katedry na uniwersytecie w Marburgu przez wszystkie lata Trzeciej Rzeszy, przy czym nie był przez nikogo nękany; jego zależność filozoficzna od Martina Heideggera, który najpierw utrzymywał z nazistami związki kolaboracji, a potem zawsze przyjaźni… To wszystko jest tylko przykładem, lecz może skłonić do zastanowienia kogoś, kto nieco zna pewna egzegezę, która niekiedy wydaje się chcieć uwolnić się od zakłopotania cieniem Obrzezanego, od niepokoju o „zażydzenie” świata dokonywane za pośrednictwem tego Żyda. (…).

Niemcy są królestwem abstrakcji, konstrukcji teoretycznych, skomplikowanych systemów myślowych skonstruowanych przez intelektualistów, przez „moli” książkowych, często dalekich od życia, a zatem od prawdy.

W ten sposób w umysłach niemieckich Ewangelia stawała się niejednokrotnie jednym „izmem” między innymi „izmami”: już nie Osoba, lecz ideologia; nie życie, lecz to, co określa się – jakie to wymowne, terminem tylko niemieckim – jako Weltanschaung, ponieważ nikt nie studiuje w próżni, klimat kulturalny i charakter miejsca oprócz osobowego zawsze naznaczały dzieła biblistów, jakiekolwiek byłyby czasy i narodowość. Jednak „ślad” niemiecki stał się szczególnie silny i wpływowy, biorąc pod uwagę ilość i jakość studiów specjalistycznych w tym kraju, gdzie konkretność ewangeliczna często przemieniał się w konstrukcję intelektualną, w system budowany według metodologii filozoficznych i ideologicznych. (…).

Lecz poza tym te Niemcy ( które jednak – i niech to będzie bardzo jasne – miłujemy w tylu ich przejawach: i właśnie szacunek, sentyment, wdzięczność za to, co dały, a nie jest tego mało, skłaniają nas do tych „instrukcji dla użytkownika” w odniesieniu do niektórych ich profesorów ) są krajem Marcina Lutra.

Zniszczenie historyczności Ewangelii, wpierw nim faktem „naukowym”, jest potrzebą teologiczną. Luteranin chce wywyższać samą wiarę kosztem uczynków, które nie są potrzebne do zbawienia; są one nawet niebezpieczne, ponieważ dawałyby człowiekowi domniemanie możliwości współpracowania nad zbawieniem, które jest darem darmowym i niepojętym przez Boga. (…).

Mit ten miał szczególną żywotność w Niemczech – nie przez przypadek ojczyźnie wszelkich utopii „kolektywistycznych” – ponieważ na tych terenach potężnie działa ( instrumentalizowany z takim powodzeniem przez nazizm ) romantyczny ideał Volku, ludu, i jego domniemanego ducha twórczego.

( V. Messori, Umęczon pod Ponckim Piłatem? , Kraków 1996, s. 19 – 27 ).

Nie inaczej wygląda sprawa w Polsce, ponieważ Niemcy są naszym najbliższym sąsiadem a zatem mamy w kraju prawdziwy zalew literatury z tego rejonu. Liczne ukazujące się prace Joachima Gnilki czy też wydaną ostatnio ( 2012 ) pozycję Gerharda Lohfinka „Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był”.  Wydawało mi się, że ten niemiecki autor również chce podtrzymać mit powstały na uniwersytetach w Niemczech jakoby Jezus z Nazaretu utożsamiał się z „jakby synem człowieczym” z Księgi Daniela. Jednak w podsumowaniu autor zaskoczył mnie swoją konkluzją:

Istnieją zatem sytuacje, w których takt i wyczucie stylu wymagają, by przemawiać w trzeciej osobie. Właśnie taki takt, dyskrecję i wyczucie stylu zdradza także Jezus, gdy mówi o Synu Człowieczym, a tym samym o sobie samym, używając trzeciej osoby. Zakładanie tutaj, że mamy do czynienia z dwoma postaciami, jest całkowicie błędne. (…) pytanie o roszczenie godnościowe Jezusa nie musi być ostatecznie uzależnione od tego, czy Jezus używał tych tytułów.

( G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był. , Poznań 2012, s. 518 – 519 ).

Przynajmniej pod tym względem pozostawił sprawę otwartą. Natomiast badaczowi zarzuca się, że doświadczenia z Katolickiej Gminy Zintegrowanej ( jej członek ) osłabia jego krytyczne spojrzenie na NT, który rozumie on zbyt radykalnie co uniemożliwia jego realizację w normalnym życiu. Powróćmy jednak do początków bardzo radykalnego niemieckiego podejścia do NT, które zostanie całkowicie zarzucone w krajach anglojęzycznych ( Wielka Brytania, USA ) oraz skandynawskich.

Z początkiem wieku XX w środowiskach teologów protestanckich powstała nowa szkoła badań nad ewangeliami:Formgeschichte. Szkoła ta chciała zająć się historią form literackich zanim doszło do powstania Ewangelii. Od śmierci Jezusa do powstania pierwszej Ewangelii minęło ponad czterdzieści lat. Szkoła ta postanowiła odtworzyć formowanie się ustnego przekazu (30 – 50 n. e.). Główne założenia tej szkoły zostały zdefiniowane przez M. Dibeliusa oraz najsłynniejszego przedstawiciela tej szkoły Rudolfa Bultmanna.

Krytyka form zaczyna się od założenia, że tradycja będąca w Ewangeliach synoptycznych składała się najpierw z odrębnych jednostek, które połączyli ewangeliści – redaktorzy. Studia krytyczne zajmują się wyszczególnieniem tych jednostek tradycji i odkrywaniem ich najpierwotniejszych form i pochodzenia w życiu pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej. Widzi ona Ewangelie jako zbiór starszych materiałów.

( R. Bultmann, K. Kundsin, Form Criticism. Tłum.: F. C. Grant. Willett, Clarc and Co., 1934. Reprint, Harper and Brothers Torchbook Edition 1962, s. 3, 4 ).

Twórcy Formgeschichte po wyodrębnieniu perykop z Ewangelii rozpatrywali środowisko w
którym powstały te przypowieści i obserwowali przemiany jakie w niej zachodziły i starali się dojść do przypuszczalnej formy pierwotnej. Bultmann podzielił na dwie części ewangeliczną tradycję: parenezę czyli przekaz słów Jezusa oraz treść narracyjną. W parenezie Bultmann wyodrębnił aforyzmy prorockie i apokaliptyczne. Wśród tych słów Bultmann szukał autentycznych słów Jezusa. Bultmann postanowił nie tylko poszukać autentycznych słów Jezusa ale pragnął oczyścić je z naleciałości chrześcijaństwa palestyńskiego i hellenistycznego. Do powstania pierwszej Ewangelii od śmierci Jezusa minęło jedno pokolenie. Początkowo nauka Jezusa była przekazywana wśród uczniów z których większość była analfabetami oczekującymi bliskiego końca świata. Nie byli zainteresowani tworzeniem systematycznej biografii Jezusa. Dopiero później gdy chrześcijaństwo zaczęło przyciągać coraz większą grupę wyznawców pojawiła się potrzeba spisania tradycji ustnej.

Co jeszcze postulował Bultmann:

Zamknięcie oznacza, że „continuum” wydarzeń historycznych nie może być naruszone (…) nie istnieje zatem „cud” (…). W zgodzie z taką metodą historia jako nauka pracuje nad wszystkimi dokumentami historycznymi. I nie można zrobić wyjątku dla tekstów biblijnych, jeśli można je określić jako historyczne.

( R. Bultmann, Existence and Faith. Tłum.: Schubert M. Ogden. Meridian Books – The Work Publisching Co., New York 1960, s. 291 – 292 ).

Wskazywał, że pomiędzy Jezusem a historią istnieje przepaść, którą stanowi pierwotna wspólnota po – Jezusowa, ponieważ była ona nośnikiem kerygmy i nie interesowała się jego
rzeczywistym obrazem a jedynie Chrystusem wiary. W 1926 roku Bultmann wydał książkę Jezus. Odrzucił w niej historyczność wszystkich zdarzeń, które w jakimś sensie są podstawą wiary chrześcijańskiej: preegzystencję Jezusa, dziewicze poczęcie, zmartwychwstanie oraz
wniebowstąpienie. Celem życia Jezusa nie była jego męczeńska śmierć, która – według Bultmanna – nie została przepowiedziana przez niego. Wszelkie zapowiedzi śmierci to logia, które zostały włożone przez gminę chrześcijańską w usta Jezusa i są proroctwami post factum. Galilejczyka nie cechował mesjanizm i nie uważał on się za Chrystusa. To przeżycia popaschalne stoją za Chrystusem wiary a ich odbiciem jest działalność Pawła i osoby kompilującej Ewangelię Jana.

Co Bultmann uznał za autentyczną naukę Jezusa? Przede wszystkim stwierdził, że wszystkie nakazy dotyczące postów i szabatu nie pochodzą od Galilejczyka. Według niego słowa te zostały włożone w usta Jezusa w czasie gdy chrześcijaństwo weszło w konflikt z judaizmem. Bultmann wskazywał, że Jezus nie namawiał do zaprzestania święcenia szabatu a jedynie chciał, oczyścić go z interpretacji faryzejskiej. Tora ustna, która została spisana w Misznie zabraniała w szabat 39 rodzajów pracy; określano nawet liczbę kroków, które można było zrobić w ten dzień. Jezus uważał, że poprzez te tradycje zagubiony został sens szabatu. Wskazywał, że niektórzy w szabat ratują nawet owce, które wpadają do dołu a zatem czynienie dobra w szabat nie narusza go. O ileż cenniejszy jest człowiek od owcy! Dlatego też w szabbat wolno jest czynić dobrze ( Mt 12, 12 KżdNT ) – argumentował Jezus i ostrzegał, że jeśli nie uczynicie szabatu szabatem, nie zobaczycie Ojca ( ETom 27b ). Bultmann uważał, że w niektórych gminach chrześcijańskich zaprzestano święcenia szabatu i do oryginalnych słów takich jak np. Czy nie każdy z was odwiązuje w dzień szabatu swego wołu czy osła od żłobu i nie wyprowadza ich do wodopoju? (Łk 13,15), dodano opowieść o uzdrowieniu pochylonej kobiety – miało to ożywić ten logion w kontekście sporu z judaizmem ( ks. R. Bartnicki, Ewangelie Synoptyczne – geneza i interpretacja, ATK, Warszawa 1996, s. 101 ). Tak samo postąpiono ze słowami Jezusa, które skierował do swoich uczniów: Sprawię, że staniecie się rybakami ludzi ( Mk 1, 17 ). To zasugerowało i spowodowało powstanie perykopy o powołaniu Andrzeja i Piotra w trakcie połowu ryb ( Mk 1, 16 – 18 ). Odkrył, że wiele słów Nazarejczyka pochodzi z tradycji ustnej judaizmu np.

Rzekł Jezus: Widzisz drzazgę, która jest w oku twego brata, zaś belki, która jest w twoim oku nie dostrzegasz. Jeśli wyrzucisz belkę z twego oka, wtedy przejrzysz, aby wyciągnąć drzazgę z oka twego brata ( ETom26 ) → Jeśli ktoś ci powiada: usuń źdźbło z twoich oczu, odpowiedz: usuń belkę z twoich oczu ( Bawa Batra 15  ).

Niechajże tedy mowa wasza będzie tak – tak, nie – nie ( Mt 5, 37 ) → Tak – tak, nie – nie – to starczy za przysięgę ( Szewuot 36 ).

Wspólnota chrześcijańska również przypisywała swoje logia Jezusowi – chodzi tu o wypowiedzi mające charakter prawny ( Mt 19, 9 ). Stosunki, które panowały w gminach sankcjonowały w ten sposób słowa Jezusa. Bultmann wskazywał, że większość przypowieści wygłosił prawdopodobnie Galilejczyk. Uważał jednak, że gminy chrześcijańskie wciąż je modyfikowały, aby nagiąć je do swojej interpretacji.  Jeśli chodzi o kwestie cudów Jezusa, Bultmann w większości nie uznawał ich za historyczne. Według niego w gminach chrześcijańskich natrafiano przecież na opowiadania o takich uzdrowicielach jak Apoloniusz z Tiany. Głosiciele nowego Mesjasza, Jezusa musieli przeciwstawić się propagandzie pogańskiej. Według nich Jezus nie mógł być przecież gorszy od bohaterów greckich. O ile u Proto – Pawła nie spotykamy opisów cudownych uzdrowień to z czasem takowe zaczęły się pojawiać i coraz bardziej narastać. Konkurencja ze strony uzdrowicieli nie przychodziła przecież tylko od strony pogańskiej. Z początku głoszono ewangelię wśród Żydów. Musiano wykazać więc, że Jezus przewyższa nie tylko mu współczesnych żydowskich uzdrowicieli takich jak Chanina ben Dosa ale nawet Eliasza i Elizeusza. Bultmann uważał, że Jezus uzdrawiał gestami, nakładaniem rąk, śliną oraz słowami: effata, talita kum.
Warto zapamiętać słowa, które ten niestrudzony ale i dziwny badacz powiedział na temat historycznego Jezusa:

Jestem przekonany, że nie możemy w czasach obecnych wiedzieć prawie nic o życiu i postaci Jezusa, ponieważ najwcześniejsze źródła chrześcijańskie nie są tym zainteresowane, a ponadto mają one charakter fragmentaryczny i mitologiczny, innych zaś źródeł informacji o Jezusie nie ma.

( R. Bultmann, Jesus and the Word, Charles Scribners Sons, New York 1934, s. 8 ).

Nowy Testament przekazał życie Jezusa za pomocą obrazów legendarnych i nie są one do przyjęcia dla współczesnego człowieka.

Stąd Bultmann uważa, że takie tematy, jak preegzystencja Syna Bożego, Jego dziewicze poczęcie i narodzenie, tytuły wyrażające jego godność i posłannictwo, na przykład Syn Boży, Mesjasz, Syn Człowieczy, Pan, są tworami gminy, mającymi swoją genezę w apokaliptyce żydowskiej i w gnostyckim micie o zbawieniu ( ks. R. Bartnicki, Ewangelie Synoptyczne – geneza i interpretacja, ATK, Warszawa 1996 ).

W pozycji Offenbarung und Heilsgeschen (1941) uznał potrzebę demitologizacji Nowego Testamentu. Autorzy, którzy układali treść ewangelii opierali się na mitycznych wyobrażeniach świata ( niebo, ziemia, piekło ), w którym obecne są wpływy demoniczne. Należy zatem ten przekaz zreinterpretować, aby odpowiadał on wizji człowieka współczesnego.

Rudolf Bultmann przyznał zatem, że z ocalałych przekazów nie jest możliwe dotrzeć do historycznej postaci Jezusa. Według niego obraz tej osoby został już tak zamazany, że nie sposób już odtworzyć jego przesłania. Bultmann wprowadził bardzo dużo pesymizmu w kwestii dotarcia do Jezusa historycznego. Wydawało się, że Galilejczyk pozostanie mitem i nigdy nie zdołamy dowiedzieć się o nim czegoś pewnego. Za absolutnie pewny fakt Bultmann uznawał urodzenie się Jezusa w trakcie rządów cesarza Augusta i życie w czasach Heroda Antypasa. Natomiast za prawdziwe w jego działalności kaznodziejskiej Bultmann uznawał następujące wydarzenia: egzorcyzmy, naruszenie przepisów odnośnie szabatu i oczyszczeń a następnie dyskusję z uczonymi w Piśmie na ten temat; bratanie się z ludźmi pogardzanymi w środowisku żydowskim jak np. celnicy oraz sympatia dla dzieci; powołanie grupy uczniów spośród mężczyzn i kobiet. Uczony zgadzał się, że Jezus prowadził mniej ascetyczny tryb życia niż Jan Chrzciciel i że zginął ukrzyżowany w Jerozolimie z rozkazu Poncjusza Piłata. Natomiast Ewangelie Bultmann uważał za kerygmę i twierdził, że tylko niewielkie dane są możliwe do ustalenia.

Sceptycyzm Bultmanna został jednak przezwyciężony i to nie tylko przez środowiska chrześcijańskie ale i świeckie. Wszyscy autorzy prac na temat Jezusa są zgodni w tym, że posiadał jakąś grupę uczniów lub naśladowców. Jezus pozostawał dla nich autorytetem, a to powodowało, że jego słowa oraz naukę starano się, przynajmniej na początku przekazywać w nienaruszonej formie. Wspólnota popaschalna zapewne starała się kontynuować nauki przed paschalnego Jezusa. W tym celu zapewne powstały pierwsze zbiory nauk Jezusa takie jak Q czy też trzon Ewangelii Tomasza. Galilejczyk zwracał się do konkretnego audytorium, który zazwyczaj stanowili prości chłopi galilejscy. Mówił zatem do nich w przypowieściach, które odnosiły się do zrozumiałych dla nich sytuacji z codziennego życia. Można więc odtworzyć pierwotny sens przypowieści badając okoliczności w których zostały one wygłoszone. Badacze starają się dojść do autentycznych słów Jezusa badając tradycję ustną.

Przełomowe odkrycie Schweitzera wraz ze sceptycyzmem Bultmanna spowodowało, że przez długi okres nastąpił brak zainteresowania poszukiwaniem Jezusa historycznego. Nowy bodziec do ich wznowienia zawdzięczamy pracom Ernsta Kasemanna. 20.X.1953 wygłosił referat w którym odrzucił sceptycyzm Bultmanna i wskazał, że pewne dane są historyczne i niezaprzeczalne. W artykule Das Problem des historischen Jesus stwierdził, że dzięki Ewangeliom możemy poznać życie Jezusa. Wnioskował, że skoro pomiędzy nauczaniem Jezusa a nami stoi początkowa kerygma wspólnoty to należy zainteresować się kwestią ciągłości w nieciągłości ( H. Seweryniak, Tajemnica Jezusa, Warszawa 2001, s. 50 ). Bultmann utrzymywał, że dla Kościoła ważny był jedynie fakt zmartwychwstania i powtórnego przyjścia Chrystusa, Kasemann przytomnie jednak zauważył, że wspólnota nie ograniczyła się jedynie do przekazywania jedynie tego w kerygmie ale stworzyła Ewangelie, które jednak odnoszą się do historycznego Jezusa. Dostrzegł więc kontynuację orędzia Jezusa w przepowiadaniu pierwotnego kościoła. Szanse odnalezienia wśród przekazów ewangelicznych autentycznych słów Jezusa Kasemann związał z kryterium niepodobieństwa. Uznawał za prawdziwe tylko te logia, które nie można było wywieść z judaizmu i nie można było ich pochodzenia przypisać pierwotnej gminie chrześcijańskiej. Położył akcent na oryginalność parenezy Jezusa (antytezy, Abba, Królestwo Boże, krytyka Tory, wezwanie do wolności). Do tego drugiego etapu poszukiwania Jezusa można zaliczyć takich badaczy jak: E. Fuchs, G. Ebeling, G. Bornkamm, H. Conzelmann. Choć nie można odmówić temu nurtowi pewnych osiągnięć w ustaleniu ipsissima vox Jesu to za duże znaczenie przykładano do oryginalności Jezusa przez co jego postać została zbyt mocno odjudaizowana. Wyniki tego drugiego poszukiwania rozczarowały. Zastosowano jednak nowe metody, które okazały się przydatne w najnowszych badaniach na temat historycznego Jezusa w tzw. trzecim podejściu Third Quest. Część odkryć, które zawdzięczamy temu nurtowi nie podlega już właściwie żadnej dyskusji. Badacze tego nurtu odczytują Jezusa w zgodzie z jego środowiskiem żydowskim. Drugie podejście starało się wydobyć autentyczność Jezusa ze sprzeczności jego nauczania z judaizmem ( zasada kontrastu ). Teraz kryterium autentyczności uległo przesunięciu i za prawdziwe uznaje się słowa i czyny, które można wyjaśnić odwołując się do judaizmu, otoczenia środowiskowego a nawet do sytuacji socjalnej Galilei. Niektóre pozycje third quest są dziełami o niezaprzeczalnej wartości historycznej i będę z nich nieustannie korzystał. Natomiast nie należy zapominać, że obecnie third quest padł ofiarą swojego własnego sukcesu. Utopiono Jezusa w judaizmie do tego stopnia, że zatracił on już indywidualność jako człowiek. Może on wypowiadać słowa i czynić jedynie rzeczy, które mają wcześniej jakieś potwierdzenie w judaizmie. Tym samym staje się niezrozumiałymi wiele faktów, które już i tak są w jakimś sensie trudne w odbiorze przez teologiczną interpretacje życia Jezusa przez ewangelistów. Teraz otrzymaliśmy nowy rodzaj Ewangelii nazywa się ona third quest i tak jak Marek chciał wykazać, że Jezus jest Synem Bożym a Jan chciał wykazać jego boskość tak Ewangelia third quest” postanowiła wykazać, że Jezus był bardziej prawowiernym Żydem niż wszyscy Żydzi w okolicy. Czego się jednak Jezus obawiał skoro był taki sam jak wszyscy? Skoro nic nie chciał zmieniać to dlaczego tak szybko jego uczniowie i bracia postanowili jednak głosić jego przesłanie w Jerozolimie a nawet tam zginąć ( Jakub )? Dlaczego wyznawcy judaizmu mieli by zabijać tych, którzy nic nie chcą zmienić albo ewentualnie chcieli się przyglądać lilią i podróżować jako uzdrawiający żebracy? To, że Jezus był Żydem nie może w żadnym stopniu ograniczać jego indywidualności. W badaniach należy więc uważać, aby samemu nie wpaść w jakiś mit naukowy albo ewentualnie samemu go nie wytworzyć.

Przeglądając poszczególne warstwy chronologiczne Ewangelii spotykam się z czymś co historycy nazywają procesem deifikacji. Co przez to rozumie badacz najlepiej przedstawił nieżyjący już historyk – uczony o światowym rozgłosie Jerzy Topolski:

Poza codziennymi procesami wyróżniania osób ( takich jak na przykład uzdolnieni badacze, sportowcy czy artyści ), wskazać można trzy szczególne procesy dające w efekcie jeszcze wyższy stopień owego wyróżnienia. Są to procesy:

1) heroizacja,

2) sanktyfikacja

3) deifikacja.

 Sanktyfikacja i deifikacja są przejawami sakralizacji osób, czyli nadawania im cech pozaziemskich, podczas gdy heroizacja, czyli kreowanie społeczne i historiograficzne bohaterów, nie przekracza progu świeckości. (…).

Nie ma rzecz jasna, żadnej procedury w przypadku procesów deifikacji. Są one dwojakiego rodzaju. Deifikacja dotyczy albo twórców religii, szczególnie wielkich religii, jak Jezus Chrystus, Mahomet ( Muhammad ibn Allah ) czy Budda ( Sidhartha Guatama ). Deifikacja ta ma, ze względu na niezbędny konsens, charakter ograniczony. Wspomniani twórcy religii stali się bogami jedynie dla swoich wyznawców. Dla ludzi spoza kręgu tych wyznawców bogami oczywiście nie są, gdyby bowiem tak było, przestali by być wyznawcami „swego” boga. Ich uznanie nowych innych bogów nie może przekroczyć przyjęcia istnienia tych bogów w wierzeniach innych ludzi.

( J. Topolski, Jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji historycznej, Poznań 2008, s. 261, 263 – 264 ).

Historyk obserwując proces deifikacji Jezusa opisuje go w całkowicie naturalny sposób korzystając z szerokiej bazy porównawczej dla tego zjawiska. Natomiast nie może on w żaden sposób wskazywać, iż on sam postrzega to jako działanie Ducha Świętego, ponieważ przekroczyłby on tym samym swoje uprawnienia zawodowe. To wskazanie nie należy do części jego „pracy”. Takie same podejście stosuje on do Ewangelii; są one dla niego dokumentami historycznymi i historyk ma prawo zadać dwa proste ale jakże trudne pytania: czy redaktor Ewangelii znał prawdziwe zdarzenia i czy jeśliby je znał to co zrobiłby w przypadku gdyby przeczyły one jego poglądom? Inaczej mówiąc historyk jest zainteresowany skąd ewangelista „to wszystko wie” i czy czegoś przypadkiem nie ukrywa. Badacz jest więc niejako zmuszony czytać Ewangelię wbrew piszącemu, który przecież starał się nie w obiektywny sposób napisać biografii Jezusa, lecz nawrócić i przekonać innych do swoich założeń religijnych. Dochodzenie do prawdy historycznej w oparciu o źródła polega na mozolnym ograniczeniu niewiadomych i te częściowo ustalone fakty są potencjalnymi konfirmatorami. Musimy założyć, że w przekazie ewangelicznym istnieje pewien błąd konfirmacyjny. Jest on spowodowany tym, że autorzy tych przekazów poruszyli temat, który u nich wywołuje silne zaangażowanie emocjonalne. To prowadzi do pewnej tendencyjności i interpretacji nawet niewygodnych faktów w zgodzie z ich własnym wyobrażeniem. Nie pomylimy się jeśli stwierdzimy, że ten błąd był wpisany w początkowe przekazy ustne i już na tym etapie idealizowały postać Jezusa z Nazaretu. Nasi informatorzy chcą nas przekonać do swojej wizji Jezusa i nawrócić nas a nie w obiektywny sposób przedstawić jego historię. Zatem ich wiarygodność jako stosunek pomiędzy rzeczywistością a komunikatem zostaje w istotny sposób zachwiana. Sprawdzenie wiarygodności komunikatu ewangelicznego musi odbyć się na trzech poziomach i związanymi z tymi poziomami pytaniami: jakim materiałem dysponował ewangelista i w jaki sposób go pozyskał, jaki był cel zachowania właśnie tego faktu oraz analiza częstotliwości prawdziwych i nie prawdziwych informacji.

Zanim jednak zacznie się omawianie programu Jezusowych postulatów, zmian, przypowieści czy też logiów najpierw należy zapoznać się z całym tłem geograficznym, rodzinnym, religijnym i politycznym omawianej postaci. Jak też wielokrotnie dowodzono najbardziej zapamiętywanym motywem z działań, które człowiek dokonuje nie są słowa ale czyny. Na nich oparł swoją rekonstrukcję E. P. Sanders ale i tu spotykamy się z dużym problemem. Dlaczego czynów Jezusa jest tak mało, że nie ma w jego przypadku mowy o próbach sporządzenia jakiejkolwiek biografii? Dlaczego pierwsze dokumenty o Nazarejczyku były zbiorami logiów? Dlaczego w przypadku rabinów z I w. po Chr. posiadamy wiele ich sentencji a tylko garść faktów historycznych z ich życia? Dlaczego pierwsze dokumenty wczesnochrześcijańskie Ewangelia Q ( 40 – 60 r. po Chr. ), Listy Pawła z Tarsu ( 50 r. po Chr. – 62 r. po Chr. ) Didache ( 50 r. po Chr. – 120 r. po Chr. ) i List Klemensa do Kościoła w Koryncie ( 90 r. po Chr. ) nie zawierają praktycznie żadnych informacji biograficznych a cytują tylko i wyłącznie logia? Skoro najbardziej zapamiętywane w przekazie są czyny to dlaczego są one nieobecne w chrześcijańskim przekazie? Odpowiedź właściwie nasuwa się sama: pierwotne chrześcijaństwo pieczołowicie przekazywało naukę Jezusa i bardzo szybko, bo już około 40 r. po Chr. została ona spisana, świadczy o tym fakt powoływania się na nią przez Pawła z Tarsu w Liście do Koryntian oraz analiza Kloppenborga, która wyodrębniła warstwę podstawową z Q tzw Q1. Można więc założyć, że przekaz nauki w tych najstarszych zbiorach zawiera najwięcej autentycznych słów Jezusa i dwunastu. Odtwarzając i docierając do najstarszej warstwy chronologicznej spotykamy Nazarejczyka i jego najbliższych uczniów i nie ma jakichkolwiek powodów, aby odrzucać któryś logion pochodzący z tej tradycji. Czy wydawałoby się, że lepszym sposobem nie jest tzw. kryterium sprzeczności. Tymczasem i to kryterium może być zgubne, ponieważ charakter posiadanego przekazu składającego się z luźnych wypowiedzi Jezusa, które nie są osadzone w narracji nie odsłania nam okoliczności wypowiedzianej sentencji. Pozorna więc ich sprzeczność mogła być spowodowana innymi historycznymi realiami w których Jezus je wypowiedział. Profesor G. Vermes uważał, ze posługując się tym kryterium wymyślił sposób, który już bezdyskusyjnie wyodrębnia logia Galilejczyka. Poszukiwał najpierw wypowiedzi sprzecznych np.

Nie sądźcie, że przyszedłem, aby znieść Torę czy proroków ( Mt 5, 17 ).

Wtedy Jeszua znów przywołał lud do siebie i rzekł: Posłuchajcie mnie wszyscy i rozumiejcie to! Nie istnieje nic na zewnątrz człowieka, co wchodząc do niego, mogłoby go uczynić nieczystym… ( w ten sposób uczynił wszystkie pokarmy rytualnie czystymi ) ( Mr 7, 14 – 15. 19b ).

W pierwszym wypadku Jezus opowiada się za nieprzemijającymi walorami Tory a w drugim podważa jej przepisy pokarmowe. Tymczasem jak wiadomo spór o koszerność toczył się w czasach po – Jezusowych i znalazł swoje rozwiązanie na tzw. Soborze Jerozolimskim ( Dz 15, 22 – 35 ). Sprawami pokarmowymi zajmował się również św. Paweł z Tarsu i nigdy w swych zaleceniach nie powoływał się na nauczanie Jezusa. Argument ex silentio nie powinien być nadużywany, ale w kontekście rozważań Pawła jest zastanawiające dlaczego nie miałby on powołać się na te słowa, które idealnie pasują do jego koncepcji końca Tory w Chrystusie. Jeśli zaś bowiem były one powszechnie znane to po co miałby on udowadniać niebieskie niebo. Idąc taką drogą rozumowania Vermes przyjmuje, że pierwszy logion jest autentyczny a drugi został stworzony w gminach po – Pawłowych i wyraża jego ideę, że kresem Prawa jest Chrystus ( Rz 10, 4 ). Argumentacja wydawałoby się nie do podważenia ale istnieje jeszcze szereg innych możliwości; być może Jezus nie wypowiedział ani jednej z tych sentencji! To jest też najbardziej prawdopodobne, ponieważ dlaczego miałby On tłumaczyć ludziom, iż nie przyszedł On po to, aby znieść Prawo Mojżeszowe? Tora w ówczesnym żydowskim świecie była świętością i nikt kto był o zdrowych zmysłach nie mógł podejrzewać, że bogobojny Żyd z Galilei może próbować podważać słowa Mojżesza czy też proroków. Gdyby Jezus był o to podejrzewany nie zrobiłby wtedy jakiejkolwiek kariery prorockiej a z faryzeuszami czy też uczonymi w Piśmie nie miałby o czym rozmawiać. Zatem Vermes nie dotarł w ten sposób do Jezusa historycznego ale dotarł do warstwy, która była polemiczna wobec nauki św. Pawła. Ten logion z kolei włożyli mu w usta żydowscy wyznawcy Jezusa, którzy stali na straży nieprzemijalnej ważności Tory. Obydwa logiony zatem to popaschalne wstawki świadczące o początkowych konfliktach w rodzącej się doktrynie chrześcijańskiej. Oczywiście pierwszy fragment oddaje na pewno intencje Jezusa ale nie jest on Jego oryginalną wypowiedzią. Kryterium sprzeczności, które wydawałoby się, ze jest najlepszym rozwiązaniem – rozczarowuje. Obecnie uczeni nie przyznają dużego znaczenia kryteriom, akceptując logia pochodzące z najstarszych warstw chronologicznych.

Kiedy archeolog rozkopuje – mniej lub bardziej na chybił trafił – starożytny kurhan i porywa co najcenniejsze znaleziska do muzeum, które go wysłało, to wówczas mamy do czynienia nie z naukową archeologią, lecz z kulturalnym szabrownictwem. Bez przeprowadzenia naukowego rozwarstwienia, czyli precyzyjnego określenia miejsca każdego znaleziska we właściwej dla niego warstwie chronologicznej, można niemal z każdego odkrycia wyciągnąć całkowicie dowolne wnioski. Jeśli jednak współczesna archeologia uświadamia sobie absolutne podstawowe znaczenie stratygrafii, to badania nad postacią Jezusa w dalszym ciągu opierają się na szabrownictwie, polegającym na wyciąganiu tekstów i rozpatrywaniu ich bez uwzględnienia ich miejsca w stratygrafii problemu.

( J. D. Crossan, Historyczny Jezus: Kim był i czego nauczał? Warszawa 1997, s. 23 )

VI) Poszukiwania Pra – Ewangelii.

Po ustaleniu przez badaczy, że najstarszymi dokumentami, które posiadamy w całości są Q i Mr rozpoczęto intensywne prace nad nimi, aby ustalić czy przypadkiem przed nimi nie istniały inne pisma z których ewentualnie mogli korzystać kompilatorzy tych Ewangelii. Warto tutaj jeszcze raz wspomnieć, że w trakcie badań makrostruktury Q przez J. Kloppenborga okazało się, że Ewangelia ta jest trzy warstwowa a jej najpierwotniejsza część została utworzona prawdopodobnie już około 40 r. po Chr. Jesteśmy więc w jakieś 10 lat po śmierci Jezusa kiedy spisano jego pierwsze logia w języku greckim. Badaczom nigdy jednak nie dawał spokoju brak aramejskich dokumentów pisanych. Skoro było to środowisko językowe Jezusa i jego dwunastu najbliższych uczniów to aramejskie pisma powinny poprzedzać ich odpowiedniki greckie.

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza publikacja ani jej żadna część nie może być kopiowana, zwielokrotniana i rozpowszechniana w jakikolwiek sposób bez zgody Redakcji. Autor dołożył wszelkich starań, aby jej treść była zgodna z rzeczywistością, nie może jednak wziąć żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki wynikłe z wykorzystania zawartych w niej materiałów i informacji.

 

 

Ewangelie synoptyczne – część pierwsza

Problem, który poruszył Robert Rynkowski jest jednym z najistotniejszych –  jeśli nie najistotniejszy – w kwestii Jezusa historycznego, ponieważ Ewangelie synoptyczne są jedynymi dokumentami z których można czegokolwiek bliższego dowiedzieć się o Nim samym. Nie mogę jednak odnieść się w całości do tego zagadnienia, ponieważ obecnie ze względu na ogrom materiału w rozważaniach porusza się jedynie poszczególne kwestie. Badania są ogromnie szczegółowe w każdej z nich ( autorstwo, źródła, warstwy, tekst ) do tego stopnia, że właściwie w każdej takiej próbie muszą pojawić się niedomówienia i braki. Dlatego też postanowiłem odnosząc się do ciekawej próby Roberta Rynkowskiego reaktywacji kontrowersyjnej teorii  J. Carmignaca przedstawić jedynie trudności jakie stoją przed badaczem, który chciałby tę hipotezę przekształcić w tezę naukową – powinno to w jakiś sposób dać odpowiedź na pytanie: dlaczego  „przeszło dekadę po roku 2000 hipoteza J. Carmignaca nie stała się podstawą egzegezy ewangelii synoptycznych?” ( cyt. R. Rynkowski, Ewangelie synoptyczne – język, autorzy, data powstania, 26 – 11 – 2013 ).
I) Ewangelia Galilejska ( Q ).
Językiem oryginalnym Q był  grecki. Nie przetrwały do naszych czasów jakiekolwiek aramejskie teksty chrześcijańskie. Dość długo badacze myśleli, że Q jest tym pismem, które zostało przetłumaczone z aramejskiego na język grecki. Słownictwo i składnia Q została poddana gruntownej badaniom przez H. J. Holtzmana, który orzekł, że Q zostało napisane w języku greckim ( H. J. Holtzmann, Die synoptischen Evangelien. Ihr Ursprung und geschichtlicher Charakter, Wilhelm Enelmann, Lipsk 1863, s. 128 ). Najmocniejszych jednak dowodów dostarcza D. Luhrmann. Analizując bloki tematyczne dochodzi do wniosku, że źródło Q to coś więcej niż uporządkowany zbiór słów Jezusa – Q jest redakcją. Nie ma wobec tego mowy, aby Q było pismem aramejskim (  zob. D. Luhrmann, Die Redaktion der Logienquelle, Neukirchen – Vluyn 1969, s. 19 – 21, a zwłaszcza: s. 84 – 85 ). Ks. A. Paciorek, który dokładnie przeanalizował opinie biblistów na temat oryginalnego języka Q doszedł do następujących wniosków:

„Wypada stwierdzić, że hipoteza aramejskiego oryginału Q jest bardzo słaba. Odwoływanie się do Papiasza nie ma uzasadnienia, ponieważ biskup z Hierapolis pod nazwą „logia” rozumiał najprawdopodobniej Ewangelię Mateusza jako całość.(…) analiza syntaktyczna prowadzi do przekonania, że język grecki Q nie jest językiem przekładu. Q zostało napisane w języku greckim ( cyt.  A. Paciorek , Q – Ewangelia Galilejska, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2001 ).

Kloppenborg wyróżnił w Q trzy warstwy: warstwę podstawową, główną redakcję oraz dodatek w postaci perykopy o kuszeniu Jezusa na pustyni wraz z interpolacją w Q 11, 42c oraz 16, 17. Według badacza tendencja apokaliptyczna została nałożona na tematykę sapiencjalną w późniejszym etapie redakcji Q ( J. S. Kloppenborg Verbin, Excavating Q, Minneapolis: Fortress, 2000 ). Hoffmann wiąże utożsamienie Syna Człowieczego z Jezusem z końcowym okresem wojny żydowsko – rzymskiej. Według niego takie ustępy jak Q 3, 7 – 9, 16 – 17; 6, 47 – 49; 12, 39 – 40, 42 – 46; 19, 11 – 27 mogły powstać jedynie w końcowej fazie konfliktu ale obstaje przy tym, że większość materiału Q powstała przed rokiem 70. Tuckett uważa, że Q 11, 49 – 51 należy odczytać jako ostrzeżenie dla Izraela a więc nie łączy powstania pewnych fragmentów z okresem powojennym. Większość badaczy ustala redakcję tego dokumentu pomiędzy 50 rokiem po Chr. a początkiem lat sześćdziesiątych po Chr. ( Paciorek 2001: s. 172 – 173 ). Część badaczy datuje go znacznie wcześniej np. G. Theissen przyjmuje datę pierwotnej redakcji Q na lata czterdzieste. Według Udo Schnelle Łk 13, 34 – 35(Q) nie zawiera żadnych aluzji do wydarzeń wojennych a pozytywne odniesienia do misji wśród gojów wskazują (por. Łk 10, 13 – 15Q; Łk 11, 29 – 31Q; Mt 8, 5 – 13 Q; Mt 5, 47 Q;. Mt 22, 1 – 10 Q), że weszły one dopiero w początkową fazę w związku z czym datuje on powstanie Q na okres pomiędzy 40 r. po Chr. a 50 r. po Chr. ( por.Udo Schnelle, The History and Theology of the New Testament Writings, Fortress Press, Minneapolis 1998, s. 186 ).

Wniosek: bardzo szybko doszło do przejścia chrześcijaństwa posługującego się językiem aramejskim ( oryginalnym językiem Jezusa ) do środowiska żydowskiego posługującego się językiem greckim – Koine. To przejście było na tyle szybkie, że nie zachowały się jakiekolwiek teksty aramejskie o Jezusie ( co nie znaczy, że nie istniały ). Ta szybka transformacja była możliwa, ponieważ jak świadczą odkrycia z grot Murabba, Chewer, Celim i Miszmar charakterystyczną cechą Palestyny I w. po Chr. był trilingwizm. Używano wtedy zdaje się dość powszechnie trzech języków: hebrajskiego, aramejskiego ( w fazie średniej będącej w użyciu od ok. 200 r. przed Chr. do 300 r. po Chr. ) i greckiego. Popaschalne chrześcijaństwo w swojej większości myślało po grecku.

Q w najnowszej literaturze problemu:
John S. Kloppenborg, The Formation of Q: Trajectories in Ancient Wisdom Collections, Philadelphia, PA: Fortress Press 1987.
Burton L. Mack, The Lost Gospel: The Book of Q & Christian Originis, San Francisco, CA: HarperCollins 1993.
Christopher M. Tuckett, Q and the History of Early Christianity: Studies on Q , Edinburgh: T & T Clark 1996.
Marcus J. Borg,The Lost Gospel Q: The Original Sayings of Jesus, Publishers’ Group West 1999.
John S. Kloppenborg Verbin, Excaviting Q: The History and Setting of the Sayings Gospel, Minneapolis, MN: Fortress Press 2000.
Mark Goodacre, The Case Against Q: Studies in Markan Priority and Synoptic Problem, Harrisburg, PA: Trinity Pr Int 2002.                                                                                                                                                                                                                   
II) Ewangelia Marka ( Mk ).                                                                                                                                                                          Podstawowe informacje:                                                                                                                                                              
Justyn filozof i męczennik chrześcijański zmarły w 165 roku, pochodzący z rodziny pogańskiej nawrócił się na chrześcijaństwo nurtu po – Pawłowego w 130 roku ( L. Misiarczyk, Pierwsi apologeci greccy, Kraków 2004; Tenże, Justyn Męczennik 1 i 2 Apologia. Dialog z Żydem Tryfonem, Warszawa 2012 ). Napisał on osiem pism z których do naszych czasów dotrwały tylko dwa i to w rękopisie pochodzącym z 1364 roku. Jego jakość jest przez uznanych badaczy oceniana bardzo krytycznie. Na dodatek rękopis zawiera dziewięć pism, które nigdy nie wyszły spod pióra Justyna. Do pism, które autentycznie można przypisać Justynowi należą dwie apologie skierowane przeciwko poganom oraz Dialog z Żydem Tryfonem. W Apologii pierwszej w rozdziale 23 przytacza on obszerne fragmenty z Ewangelii przypisywanych Mateuszowi i Łukaszowi nie nazywając ich jednak w ten sposób. Jak zatem Justyn określa te Ewangelie? Według niego pochodzą one od nauczycieli, którzy zapisali wszystko co dotyczy naszego zbawcy Jezusa Chrystusa. W rozdziale 66, 3 ewangelie określa mianem pamiętników napisanych przez apostołów. Nie nazywa on żadnej znanej nam ewangelii w sposób nam znany czyli jako: Ewangelii Mateusza, Marka i Łukasza. Uśmiech znika z naszych twarzy albowiem w tekstach ewangelicznych nie przedstawia się żaden autor z imienia. Co więcej w zasadzie uważa się obecnie, że wszystkie te odniesienia są glossą kopisty włączoną do tekstu. Justyn prawdopodobnie nie cytował ewangelii a jedynie katechizm w którym znajdowała się jakaś harmonizacja dwóch Ewangelii Mateusza i Łukasza. Niektóre cytaty mocno różnią się od tych, które posiadają kanoniczne ewangelie co prowadzi do wniosku, że Justyn wykorzystywał również jakąś tradycję przedsynoptyczną albo korzystał z ewangelii apokryficznych ( np. Ewangelii Piotra ). W żadnym wypadku nie można twierdzić, że Justyn korzystając z Ewangelii kojarzył je z autorami z którymi skojarzono przekazy ewangeliczne wiele lat później ( por. A. Bellinzoni, The Sayings of Jesus in the Writings of Justin Martyr, Leiden 1967; a zwłaszcza: H. Köster, Septuaginta und Synoptischer Erzählungsstoff im Schriftbeweis Justins des Martyrers, Heidelberg 1956; tenże, The Text of the Synoptic Gospels in the Second Century, w: L. Petersen (red.), Gospel Traditions in the Second Century, Notre Dame 1990, s. 19-38 ). W okresie nauczania Justyna prowadził, także ożywione działania Marcjon. Starał się on  odnieść do problemów relacji pomiędzy nauczaniem Jezusa a Starym Testamentem. W gminach po- Pawłowych była to w tym czasie bardzo ważna kwestia. Między rokiem 100 a 116 powstał w tych gminach tzw. List Barnaby. Należy do tzw. pseudonimiów i został przypisany Barnabie, który towarzyszył Pawłowi w jego pierwszych podróżach misyjnych. List ten jest w swojej formie bardzo wrogo nastawiony do Żydów. Żydzi jak dowodzi autor tego listu zostali oszukani przez złego anioła i nie zrozumieli zarządzeń Boga. Bóg chciał, aby obrzezanie i system ofiarniczy judaizmu miał wyższy sens. Żydzi wypaczyli wolę Bożą i pod wpływem demona dosłownie wypełniali Torę. Pseudo – Barnaba korzysta ze Starego Testamentu w zasadzie tylko i wyłącznie alegorycznie. Alegoria ta jest bardzo daleko posunięta np. rozpatrując liczbę 318 sług, których kazał obrzezać Abraham, Pseudo – Barnaba za pomocą skomplikowanej numerologi starał się udowodnić, iż 318 to zaszyfrowana „chwała Jezusa”! Marcjon chciał uprościć tą sporną kwestię. W swoim dziele „Antytezy” zebrał liczne przeciwieństwa pomiędzy chrześcijaństwem a Starym Testamentem: Tora głosi zasadę oko za oko a Jezus kazał miłować swoich nieprzyjaciół, Tora zezwala na rozwód a Jezus tego zakazywał. Stwierdził, że Bóg Ojciec, którego głosił Galilejczyk jest nie do pogodzenia z okrutnym Bogiem Jahwe znanym ze Starego Testamentu. Nazwał go Demiurgiem i przeciwstawił go wizji Boga miłosiernego, którego objawił Jezus Chrystus. Według niego Jezus po to cierpiał w pozornym ciele, aby wyzwolić nas spod władzy Demiurga. Marcjon postulował odrzucenie całego Starego Testamentu. Z pism, które Marcjon uznawał za natchnione zaakceptował jedynie Ewangelię św. Łukasza oraz 10 Listów Apostoła Pawła. Jednakże nie bez zastrzeżeń. Ewangelia ta miała być pozbawiona wątków z dzieciństwa, ponieważ Jezus jako byt boski nie mógł mieć matki a Listy Pawła chciał oczyścić z naleciałości żydowskich. Tak skompilowany Nowy Testament Marcjon był gotowy zaakceptować i podzielił go na dwie części: Ewangelikon oraz Apostolikon. Poglądy Marcjona spotkały się ze sprzeciwem w dynamicznie rozwijającej się gminie po – Pawłowej w Rzymie. Jej zwierzchnik niejaki Pius I sprzeciwił się tej próbie zdyskredytowania żydowskiego dziedzictwa. Marcjon był człowiekiem bogatym i kiedyś zanim zaczął uczestniczyć w sporach teologicznych prowadził działalność przewozu towarów statkami. Dorobił się na tej działalności znacznej fortuny, której część podarował gminie rzymskiej. Pius I zwrócił zatem pieniądze Marcjonowi i wyrzucił go z kościoła w 144 roku. Marcjon nie zrażony tym niepowodzeniem zorganizował gminy, które podzielały jego poglądy. Tworzy tym samym nowy nurt obecny w chrześcijaństwie po – Pawłowym nazywany marcjonizmem, przetrwa on aż do VI wieku. Dla naszych rozważań najważniejszą sprawą w tej kwestii jest pytanie: jaką nazwą Marcjon określa pismo, które my dziś nazywamy Ewangelią św. Łukasza? Tertulian, który w 207 roku napisał rozprawę zatytułowaną” Adversus Marcionem” napisze: „Marcjon evangelio suo nullum adscribit autorem”.  Jak więc widać w połowie II wieku nie przypisywano tej Ewangelii żadnemu autorowi!

W 172 roku pogański pisarz Celsus w Słowie Prawdy stwierdzi, że niektórzy chrześcijanie niczym ludzie, którzy po pijanemu działają na własną zgubę, zmienili trzy, cztery, czy więcej razy oryginalny tekst Ewangelii i sfałszowali go, aby mieć odpowiedź na stawiane zarzuty ( Cont. Celsum 2, 27 ). Świadectwo poza – chrześcijańskie potwierdza, że pierwotnie był znany jeden tekst Ewangelii, który zaczął z czasem pojawiać się w różnych wersjach. Celsus również nie przypisuje autorstwa Ewangelii żadnym imionom. Nie wywodzi ich też od apostołów i zarzuca, że modyfikacje pierwotnej Ewangelii dokonywały się w gminach chrześcijańskich. Co jak pokazuje przykład Marcjona rzeczywiście miało miejsce. Zarzuty jakoby chrześcijanie posiadali cztery lub nawet więcej sprzecznych ze sobą Ewangelii doprowadziły do tego, że w gminach po – Pawłowych wybuchła panika. Starano zaradzić sobie z nią w różny sposób. Jednym z nich była próba połączenia wszystkich tekstów ewangelicznych w jedno zharmonizowane Pismo. Próby tej podjął się Tacjan. On również podobnie jak Marcjon zerwał łączność z gminą rzymską i wybrał się na wschód (Mezopotamia, Syria). Jest on autorem kompilacji czterech znanych nam oraz kilku apokryficznych ewangelii – dzieło to jest znane jako Diatessaron ale niestety nie dysponujemy oryginalnym tekstem Tacjana. Naukowcy postarali się odtworzyć go chociaż w przybliżeniu a pomogły im w tym pisma Efrema i Afrahata, którzy bardzo często cytowali z tej Ewangelii długie ustępy. Efrem napisał także komentarz do Diatessaronu odkryty w 1957 roku w języku syryjskim. Perskie i arabskie przekłady tego dzieła noszą na sobie znamiona licznych przeróbek i interpolacji i dlatego ustalając tekst nie za bardzo możemy im ufać. W słynnej z odkryć archeologicznych miejscowości Dura Europos w roku 1933 odkryto mały fragment zawierający zaledwie 14 wersetów tej Ewangelii w języku greckim. Ewangelia ta wywarła znaczny wpływ na kościół syryjski w którym wykorzystywano jej tekst w liturgii aż do V w. Diatessaron przysłużył się też Kodeksowi Fuldańskiemu gdy uzgadniano harmonię ewangeliczną. Jakie są cechy wyróżniające tą kompilację? Przede wszystkim relacje trzech pierwszych Ewangelii: Mateusza, Marka i Łukasza są ujęte w ramy chronologiczne Ewangelii św. Jana.

Wnioski jakie musimy wyciągnąć z tych wszystkich świadectw z II wieku są następujące: chrześcijanie Ewangeliom  nie przypisują żadnych imion. Celsus mówi, że pierwotnie chrześcijanie posiadali jedną ewangelię potem tworząc różne jej wersje – tezę tą wydaje się potwierdzać przykład Marcjona i Tacjana.

Kiedy i kto zatem po raz pierwszy nazwał Ewangelie tymi imionami, które my dziś mamy zanotowane w naszym Nowym Testamencie? Był to teolog pochodzący z Azji Mniejszej znany jako Ireneusz z Lyonu. W dziele „Adversus haereses” napisanym około 200 roku utrzymuje, że tak jak w świecie są cztery strony świata tak Bóg dał chrześcijanom cztery Ewangelie: św. Jana, św. Łukasza, św. Mateusza oraz św. Marka. Wyraża on pogląd, który już był podzielany przez większość część gmin po – Pawłowych. Na czym najprawdopodobniej oparł swoje tezy Ireneusz? Wydaje się, że uczynił to pod wpływem poglądów Papiasza, biskupa Hierapolis z pierwszej połowy wieku II. To z jego pism prawdopodobnie Ireneusz zidentyfikował Marka i Mateusza. Niestety jego utwory zaginęły ale na szczęście zacytował je Euzebiusz z Cezarei – możemy zatem posłuchać, co miał do powiedzenia w tej bardzo ważnej kwestii:

” To zaś powiedział prezbiter: Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co przechował w pamięci, ale nie w tym porządku, w jakim następowały po sobie słowa i czyny Pańskie. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do jego orszaku, i tylko później, jak się rzekło, był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki dla potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczegółach tak pisał, jak to się w jego przechowało pamięci. O jedno się tylko bowiem starał, o to, by nic nie opuścić z tego, co słyszał, oraz by nie napisać jakiej nieprawdy”. Oto co Papiasz powiada o Marku. O Mateuszu zaś mówi tak: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim, a każdy tłumaczył je sobie jak umiał”. (…) Prócz tego przytacza jeszcze opowieść o jakiejś niewieście, którą oskarżono przed Panem o wiele grzechów. To samo opowiadanie znajduje się również w Ewangelii Hebrajczyków” ( HE III, 39, 15 – 17).

Papiasz a Ewangelia Marka

Słowa Papiasza w końcu odnoszą się do kwestii na którą szukamy odpowiedzi dlatego warto przeanalizować to świadectwo bardziej dokładnie. Jak wynika z treści tych słów Papiasz odnosi się do jakiejś krytyki Ewangelii Marka: ktoś mianowicie zarzucił temu Pismu brak poprawnej chronologii zdarzeń z życia Jezusa. Papiasz usprawiedliwia autora twierdząc, iż jest to nie bezpośredni świadek wydarzeń z czasów Jezusa a jedynie słuchacz Piotra, który spisał jego nauki nie dbając o poprawną kolejność zdarzeń. Czy zatem możemy dać w tym aspekcie wiarę słowom Papiasza? Przede wszystkim musimy sprawdzić czy Marek, towarzysz Piotra mógł napisać Ewangelię znaną pod jego imieniem. Ustalmy fakty, które potwierdzają słowa Papiasza. Rzeczywiście Ewangelia Marka sprawia wrażenie zbioru różnych opowieści sztucznie łączonych za pomocą spójników takich jak: I zaraz, I znowu, I poszedł, A gdy itd. ( Mr 1, 29; 2, 1 por. 4, 1; 3, 20; 4, 10 ). Gdyby pozbyć się tych łączników można by otrzymać wiele różnych perykop, które wydają się być łączone bez jakiegoś wyraźnego porządku ( złudzenie ). Pomimo tego nie można zgodzić się z Papiaszem, że Marek pisząc nie tworzył jednego zamkniętego dzieła. Struktura Ewangelii oparta jest na geografii i ma pewne specyficzne Markowe cechy takie jak widoczna słabość tego autora do cyfry trzy: trzykrotne zaparcie się Piotra oraz trzykrotne podejście do uczniów w trakcie modlitwy w Ogrojcu. Argumentów, że jest to tekst dokładnie przemyślany dostarczę czytelnikowi w dalszej części znacznie więcej w tym momencie musimy przyznać rację tezie Papiasza, że ewangeliście nie zależało na poprawnym przekazie kolejności życia Jezusa – nie miał więc na celu Marek sporządzać biografii. Co przemawia przeciwko jego autorstwu? Wymieńmy tutaj tylko kilka podstawowych faktów. Ewangelista mylnie nazywa Heroda Antypasa królem, nie posiadał on tego tytułu: był on tetrarchą (Mk 6, 14 por. Mt 14, 1). Gdyby pozostał pod wpływem słów Piotra nie popełniłby tego błędu. Piotr jako Galilejczyk był poddanym Heroda nie ma więc możliwości, aby nie poprawił tego poważnego nadużycia. Autor Ewangelii kompletnie nie zna geografii Palestyny. Marek opisując podróż Jezusa z Tyru nad Jezioro Galilejskie każe mu iść przez Sydon i posiadłości Dekapolu (Mk 7, 31). To jak słusznie zauważył Bryan Bruce:

„To tak jak chcąc się dostać z Krakowa do Warszawy, przejechać przez Gdańsk i po drodze zahaczyć o Czechy”( B. Bruce, Jezus. Dowody zbrodni, Warszawa 2011, s. 86).

Niewiedza Marka rozciąga się nie tylko na geografię i politykę ale również na zwyczaje obowiązujące wśród Żydów. Wkłada on w usta Jezusa słowa z których wynika jakoby kobieta mogła sama się rozwieść ze swoim mężem (Mr 10, 12). Tymczasem nawet słabo zorientowany człowiek w regulacjach Tory wie, iż był to przywilej tylko i wyłącznie mężczyzny. Sam Piotr jest w Ewangelii przedstawiony w negatywnych barwach. Marek bardzo często tłumaczy wyrażenia aramejskie i stara się objaśniać nieznane rytuały żydowskie. Rzadko też przytacza w przeciwieństwie do ewangelisty Mateusza słowa Jezusa, które poganie mogliby źle zrozumieć. Trudno w tym wypadku nie zgodzić się z poglądem większości biblistów, iż jest to pismo skierowane do środowiska pogańskiego. Tymczasem jak informuje nas Paweł, Piotr głosił ewangelię obrzezanym czyli Żydom (Ga 2, 7). Musimy się pogodzić z tym, że autor Ewangelii pozostanie osobą nieznaną.

Interkalacje
Jednym z motywów kompozycyjnych Marka jest tzw. interkalacja, która polega na wprowadzeniu w dwie warstwy zupełnie innego motywu ( sandwich ). Typowym tego przykładem jest kontrowersja z Belzebubem zbudowana właśnie na zasadzie sandwicha:

1) Wydarzenie pierwsze – Rodzina Jezusa uważa, że Jezus zwariował i próbują go powstrzymać (Mr 3, 19 – 21).

2) Wydarzenie drugie – Uczeni w Piśmie zarzucają Jezusowi współpracę z Belzebubem (Mr 3, 22 – 30).

3) Wydarzenie pierwsze – Jezus odrzuca rodzinę z którą łączą go więzy krwi na rzecz rodziny duchowej (Mr 3, 31 – 35).

Wydarzenie pierwsze zostało przerwane inną relacją a po jej skończeniu następuje powrót do głównego wątku.Te same elementy napotykamy w relacji wskrzeszenia córki Jaira:

1) Wydarzenie pierwsze – Nadzorca synagogi prosi o wyleczenie swojej córki (Mr 5, 22 – 24).

2) Wydarzenie drugie – Jezus uzdrawia kobietę chorą na krwotok (Mr 5, 22 – 34).

3) Wydarzenie pierwsze – Jezus wyrusza w drogę i wybudza córkę przełożonego synagogi (Mr 5, 35 – 43).

Marek buduje więc paralelizm dwóch dramatycznych sytuacji. W zdarzeniu pierwszym ratuje dziewczynkę, która ze względu na wiek dwunastu lat jest jeszcze w wieku przedmenstruacyjnym a w wydarzeniu drugim relacjonuje uzdrowienie kobiety, która od dwunastu lat cierpi na menstruacyjny upływ krwi. Prawdopodobnie oba zdarzenia w ustnych lub pisemnych zbiorach istniały osobno a połączył je Marek, aby nadać tym uzdrowieniom symboliczną wymowę, którą najdosadniej określił Crossan:

„Pomyślmy o teologicznych implikacjach tej interkalacji, o kodeksie czystości, wedle którego menstruacja jest nieczysta, także – z punktu widzenia Marka – kobiety zaczynają umierać w wieku dwunastu lat i od tej pory są żywymi trupami” ( J. D. Crossan, Kto zabił Jezusa? Korzenie antysemityzmu w ewangelicznych relacjach o śmierci Jezusa, Książka i Wiedza, Warszawa 1998, s. 137).

Tak „kanapkowo” zbudowana jest cała Ewangelia – czyżby Piotr opowiadał o Jezusie w formie „sandwicha”?

Ewangelia Marka z „lotu ptaka”
Ewangelia Marka nie była chętnie czytana i z rzadka sięgali po nią Ojcowie Kościoła. Dopiero odkrycie, iż była ona źródłem dla Mt i Łk spowodowało wzrost zainteresowania tym pismem przede wszystkim ze strony egzegetów i historyków. Najwcześniejsze odpisy tej Ewangelii pochodzą z III wieku. Papirusy przekazują nam najstarsze zabytki piśmiennictwa chrześcijańskiego. Materiał do nich sporządzano z włókien trzciny papirusowej, którą suszono a następnie zszywano lub klejono w parometrową taśmę. Z papirusowych fragmentów jesteśmy w stanie zrekonstruować 40% Nowego Testamentu. Najwięcej fragmentów papirusowych dotyczy Ewangelii Jana (30 papirusów) oraz Ewangelii Mateusza ( 23 papirusy ). Tekst Mr jest obecny tylko na trzech fragmentach papirusowych!

B45 – Mk 6. Papirusowy kodeks zawierający Mk pochodzący z początku III wieku; przechowywany w Dublinie.

B88 – Mk 2, 1 – 26. Pochodzi z IV wieku; przechowywany w Milanie.

B84 – Mk 2, 2 – 5. 8 – 9; 6, 30 – 31. 33 – 34. 36 – 37. 39 – 41. Pochodzi z VI wieku; przechowywany w Louvain.

To pokazuje jak skuteczna była próba wyeliminowania Mr przez Mt i Łk. Q jako samodzielna jednostka została właśnie w ten sposób zneutralizowana, ponieważ zarówno Mt i Łk wchłonęli jej tekst do swoich ewangelii.
Mr powinien być jednym z podstawowych dokumentów w próbie dotarcia do Jezusa historycznego. Oczywiście cały czas trzeba pamiętać o tym, że nie jest to biografia lecz dzieło teologiczne a właściwie liturgiczne luźno nawiązujące do prawdziwych faktów historycznych. Ewangelia, bowiem nie jest biografią lecz Dobrą Nowiną, którą głosił Jezus. Mk powstał po roku 70 n. e. świadczą o tym teksty mówiące o zniszczeniu świątyni w Jerozolimie ( Mk 12, 9; 15, 38). Kompozycja jest adresowana do gojów, ponieważ autor stara się objaśniać czytelnikowi znaczenie zwyczajów żydowskich ( Mk 7, 3 – 4; 14, 12; 15, 42) i sporadycznie sięga do proroctw ST. W Mr Jezus posiada wiele cech podkreślających jego człowieczeństwo a których pozbawili go i Mt i Łk. To on i tylko on wspomina, iż rodzina Jezusa na początku jego działalności myślała, że ich krewny oszalał ( Mk 3, 21). Galilejczyk czasami nie może w Mr uczynić cudu i nie jest wszechwiedzący ( Mk 6, 5 – 6; 9, 16. 33; 13, 32). Jezus Mr jest człowiekiem posiadającym boską moc ujawniającą się w uzdrawianiu i egzorcyzmach. Porównując go pod względem literackim z Q zauważamy, że bardzo rzadko pojawiają się w Mr makaryzmy. Q posiada większą ilość prorockich gróźb a Mr tylko dwie (Mk 8, 38; 12, 38 – 40). Mr umieszcza w ewangelii częste kontrowersje z oponentami (12) a w Q odnajdujemy tylko jeden opis kontrowersji. Przypowieści, które wygłasza Jezus w Q dotyczą eschatologii i są wezwaniem do pokuty przed nadchodzącym sądem. Tradycja Q jest niezależna od Mr. Q widzi Jezusa w perspektywie deuteronomistycznej i jego śmierć nie jest tam wyjątkowa, lecz wpisuje się w ciąg proroków odrzucanych przez Izrael. U Mr widać Pawłową interpretacje śmierci, Jezusa i jest ona odkupieniem grzechów ludzkości. Q jest pismem na którym nie ciąży nauczanie Pawła a Jezus nie jest nazywany tam Chrystusem natomiast w Mr ani razu nie stosuje on sam wobec siebie tego określenia. Gdy Piotr nazwał go Chrystusem, to Jezus zabronił komukolwiek o tym mówić, a następnie wyjaśnił, że on identyfikuje się z cierpiącym Synem Człowieczym. Piotr sprzeciwił się temu a Jezus bardzo szorstko go odprawił nazywając go szatanem (Mr 8, 27 – 33). Sekret mesjański, którego autorem jest Mr został stworzony w celu wytłumaczenia faktu dlaczego w najstarszej tradycji Jezus nigdy nie ogłasza się Chrystusem ani też nigdy tak siebie nie nazywa. Wspólne dla Q i Mr tytuły Jezusa to Syn Boży i Pan. Mr negatywnie przedstawia rodzinę Jezusa oraz Piotra – Kefasa. Rodzina wraz z braćmi nie przyjmuje orędzia Jezusa i próbuje pochwycić go mając go za osobę niezrównoważoną psychicznie. Prawdopodobnie stała za tym chęć zdyskredytowania wspólnoty jerozolimskiej, która uważała się za spadkobiercę nauk Jakuba. Mr powstał w nurcie chrześcijaństwa po – Pawłowego a jej założyciel pozostawał w konflikcie z rodziną Jezusa. Czarna propaganda pomagała w sporach z judaizującymi. Oczywiście początkowy konflikt mógł być historyczny niemniej Marek ani razu nie nadmienił, że w końcu Jakub stał się uczniem swojego brata ( M. Goulder, The Loyalty Test I: Jesus Family and the Sons of Zebedee,w: idem, St. Paul vs. St. Peter. A Tale of Two Missions, London 1994, s. 8 – 16 ). Te same motywy stoją za próba zdyskredytowania Kefasa: zostaje on nazwany przez Jezusa szatanem, próbuje rozłożyć namioty dla Eliasza i Mojżesza, zasypia w trakcie czuwania w Getsemane i trzykrotnie zapiera się Jezusa w chwili jego pojmania ( Mk 8, 32 – 33; 9, 5; 14 , 37, 66 – 72). Piotr nie wzbudza sympatii czytelnika i trudno doprawdy zrozumieć, że istnieją jeszcze badacze, którzy uważają, że pismo to odzwierciedla naukę Piotra! Kompozycje Mr i występujące w nim bloki tematyczne można podzielić następująco:

I. Tajemnice Mesjasza (Mk 1, 14 – 8,30). 1. Jezus a lud (Mk 1, 14 – 3, 6). 2. Jezus a jego rodzina ( Mk 3, 7 – 6, 6). 3. Jezus a uczniowie (Mk 6,6 – 8, 30).

II. Tajemnica Syna Człowieczego ( Mk 8, 31 – 16,8). 1. Droga Syna Człowieczego (Mk 8, 31 – 10, 52). 2. Objawienie się Syna Człowieczego w Jerozolimie ( Mk 11, 1 – 13, 37).

III. Męka i zmartwychwstanie Syna Człowieczego (Mk 14, 1 – 16, 8).

Ideą przewodnią Mr jest wykazanie, że Jezus jest Synem Bożym (Mk 1, 1). W odróżnieniu od Q Mr zamieścił opis męki, który zajmuje jedną trzecią jego dzieła. Przyjęcie literackiej konstrukcji w której wszystko zmierza do męczeństwa w Jerozolimie sprawia wrażenie jakby Jezus tylko jednokrotnie odwiedził stolicę Judei. Nie można jednak zapominać, że jest to jedynie konstrukcja literacka i odstąpienie od niej – jak pokazuje przykład Ewangelii Jana – powoduje zupełnie inne wnioski, które są zgodne ze zwyczajami żydowskimi, a zakładały one przynajmniej trzykrotne pielgrzymowanie do świątyni w ciągu roku. Wszyscy badacze są zgodni w tym, że Jezus był pobożnym, wędrownym żydowskim kaznodzieją zatem wielokrotne pielgrzymowanie jego do Jerozolimy w zasadzie można uznać za pewne. Ewangelia zaczyna się od chrztu Jezusa a kończy się odkryciem pustego grobu.

Zależności ewangeliczne
Johann Griesbach (1774) dopatrzył się, że trzy ewangelie mianowicie Mateusza, Łukasza i Marka są tak do siebie podobne, że można porównywać ich teksty zestawiając je ze sobą tworząc tak zwaną synopsę.  Wszystkie te trzy ewangelie nazwano synoptycznymi, ponieważ prezentują mniej więcej jeden punkt widzenia w przeciwieństwie do Ewangelii św. Jana. U synoptyków po chrzcie udzielonym Jezusowi przez Jana Chrzciciela, opisana jest jego działalność na terenie Galilei, która kończy się przybyciem do Jerozolimy a następnie ukrzyżowaniem i jego zmartwychwstaniem. Okres nauczania Jezusa trwa około roku. Ewangelia Jana przekazuje nam zupełnie inną historię: wysłannik niebios Jezus naucza na przemian to w Jerozolimie to w Galilei a jego misja trwa około trzech lat. Według synoptyków Jezus został ukrzyżowany 15 dnia miesiąca nissan a według Jana 14 dnia tego miesiąca. Jezus Jana jest skoncentrowany na nauczaniu o samym sobie; u synoptyków Jezus naucza o Królestwie Boga i łączy to orędzie z egzorcyzmami, o których Jan nie wspomina żadnym słowem. Inny przebieg ma też u Jana Ostatnia Wieczerza, która według niego kończy się umyciem stóp swoim uczniom, a nie jak u synoptyków błogosławieństwem chleba i wina. Tych różnic pomiędzy Janem a synoptykami jest znacznie więcej; należy więc ją rozpatrywać niezależnie od pierwszych trzech ewangelii.

„Ewangelia  Jana opowiada nie dzieje charyzmatycznego galilejskiego proroka, ale Przybysza z Nieba, wiecznego twórczego Słowa (Logos) Bożego, które na krótko wcieliło się w człowieka, by odkupić ludzkość, zanim wróciło z ziemskiego wygnania do swego Ojca w niebiańskim domu” ( G. Vermes, Kto był kim w czasach Jezusa?, Warszawa 2006 ,s. 122 ).

Natomiast podobieństwo trzech ewangelii synoptycznych jest tak duże, że nie można tego tłumaczyć wspólna tradycją ustną. Synoptycy bardzo często korzystają nie tylko z identycznych słów ale i całych fraz co najlepiej uwidoczni porównanie tekstu oryginalnego:

ελευσονται δε ημεραι οταν απαρθη απ αυτων ο νυμφιος και τοτε νηστευσουσιν ( Mt  9, 15 b ).

ελευσονται δε ημεραι οταν απαρθη απ αυτων ο νυμφιος και τοτε νηστευσουσιν εν εκειναις ταις ημεραις ( Mr 2, 20 ).

ελευσονται δε ημεραι και οταν απαρθη απ αυτων ο νυμφιος τοτε νηστευσουσιν εν εκειναις ταις ημεραις  ( Łk 5, 35 ).

Pomimo istotnych podobieństw Ewangelie synoptyczne różnią się od siebie w wielu istotnych szczegółach. Ewangelia Marka nie posiada opisów dzieciństwa Jezusa, natomiast opisy te posiadają Ewangelie Mateusza i Łukasza, choć pochodzą one z różnych, sprzecznych źródeł. Marek nie zna Kazania na Górze, natomiast jego skróconą wersję zamieszcza Łukasz na Równinie (Mt 5, 1 por.: Łk 6, 17). Marek kończy swoją ewangelię opisem pustego grobu, natomiast dwaj pozostali ewangeliści zamieszczają opisy objawień zmartwychwstałego Jezusa przy czym Mateusz lokalizuje je w Galilei natomiast Łukasz w Jerozolimie. Bibliści postanowili zatem spróbować wyjaśnić fakt zależności literackiej synoptyków i odpowiedzieć na pytanie: skąd biorą się różnice i podobieństwa w relacji synoptyków? W wyniku wieloletnich prac różnych pokoleń badaczy została sformułowana teoria dwóch źródeł. Heinrich Julius Holtzmann w 1863 roku w dziele zatytułowanym: Die synoptischen Evangelien, ihr Ursprung und geschichtlicher Charakter przekonująco uzasadnił, że Ewangelia Marka powstała jako pierwsza i niezależnie od siebie korzystali z niej autorzy Ewangelii Mateusza i Łukasza. Przedstawmy zatem jeden z logiczniejszych dowodów: jeśli Mateusz i Łukasz korzystali z Marka jako źródła to powinni różnić się w relacjach, których nie posiada Marek. Łukasz i Mateusz różnią się w opisach dzieciństwa Jezusa a także w jego genealogii. Marek kończy relacje z życia Jezusa informacją o pustym grobie natomiast pozostali synoptycy kontynuują swoje ewangelie poszerzając je o opisy wizji zmartwychwstaniowych uczniów. Sprzeczności pomiędzy tymi relacjami są uderzające:
„A po sabacie,o świcie pierwszego dnia tygodnia,przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób” ( Mt 28, 1 ) „A pierwszego dnia tygodnia,wczesnym rankiem,przyszły do grobu, niosąc wonności, które przygotowały” ( Łk 24, 1 ).

„Poszli więc i zabezpieczyli grób, pieczętując kamień i zaciągając straż” ( Mt 27, 66 ) Brak strażników przy grobie w opisie Łukasza.

„I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba (…). Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast: Wy się nie bójcie” ( Mt 28, 2. 5 ). „ (…) oto dwaj mężowie przystąpili do nich w lśniących szatach. A gdy się zatrwożyły (…) oni rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?” ( Łk 24, 4. 5 )

„A idąc śpiesznie powiedzcie uczniom jego, że zmartwychwstał, i oto poprzedza was do Galilei,tam go ujrzycie;oto powiedziałem wam” ( Mt 28, 7 ). „Nie ma go tu, ale wstał z martwych. Wspomnijcie, jak mówił wam, będąc jeszcze w Galilei” ( Łk 24, 6 )

Brak opisu ukazania się zmartwychwstałego Jezusa uczniom zmierzającym do Emaus u Mt. „I oto tego samego dnia dwaj z nich szli do miasteczka zwanego Emaus, które było oddalone o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy” ( Łk 24, 13 )

„A jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, gdzie im Jezus przykazał. I gdy go ujrzeli, oddali mu pokłon, lecz niektórzy powątpiewali” ( Mt 28, 16, 17) „I wstawszy tejże godziny, powrócili do Jerozolimy i znaleźli zgromadzonych jedenastu (…). A gdy to mówili, On/Jezus/sam stanął wśród nich i rzekł im: Pokój wam” ( Łk 24, 33. 36 ).

Różnica w opisach wielkanocnych daje się jedynie tłumaczyć tym, że ewangeliści w momencie gdy przestali korzystać z tekstu źródłowego, którym był dla nich Marek skorzystali z relacji pochodzących z dwóch odmiennych tradycji istniejących w ich gminach. Najmocniejszy jednak dowód na to, że Marek był najstarszym ewangelistom przedstawił Karl Lachmann w 1835 roku. Najkrócej można go przedstawić w następujący sposób: gdy Mateusz nie zachowuje się zgodnie z kolejnością, która jest u Marka to nie zgadza się z tym Łukasz, a gdy Łukasz postanawia odejść od kolejności Marka wtedy Mateusz postępuje zgodnie z relacją Marka. Gdy relacja Mateusza i Łukasza postanawia zachować tą samą kolejność to nie przeczy ona relacji Marka. Podsumowanie tych zależności prowadzi nas do tezy, iż Marek był jednym ze źródeł dla pozostałych synoptyków a ich Ewangelie przede wszystkim wzorują się na nim. Co jeszcze przemawia za pierwszeństwem Ewangelii Marka? To, że Mateusz przejął prawie w całości materiał Marka. 170 wersów z Mateusza prawie w całości pokrywa się z Markiem a z 666 wierszy istniejących u Marka, Mateusz wykorzystał 600! Na 1072 wiersze, które posiada Ewangelia Mateusza tylko około 330 wierszy stanowi jej własność. Natomiast Łukasz około 350 wierszy zapożyczył od Marka a czasami po prostu inaczej opowiada paralelne perykopy jak np. wzgardzenie w Nazarecie, które u Łukasza o mało nie kończy się śmiercią Jezusa a w relacji Marka kończy się ona nie możnością dokonania przez Jezusa cudu ze względu na brak wiary ziomków Jezusa (Łk 4, 16 – 30; por. Mr 6, 1 – 5).
W jakim celu zostały napisane ewangelie Mt i Łk skoro, w zasadzie powielają one materiał Mk? Otóż Mk nie podobał im się z wielu względów i tym można wytłumaczyć istnienie niektórych minor agreements czyli pewnych zgodności Mt i Łk przeciwko Mr. Zarówno Mt jak i Łk opuszczają ustęp, który Mr błędnie przypisał Izajaszowi oraz wspólnie korygują Mr błąd historyczny:

„I usłyszał król Herod” ( Mr 6, 14 ); „W tym czasie usłyszał tetrarcha Herod” ( Mt 14, 1 ); „I usłyszał tetrarcha Herod” ( Łk 7, 1 ).

„Gniewny Jezus”

W Ewangelii Marka Jezus często się gniewa i jest to jego jakaś cecha charakteru. Przyjrzyjmy się jak Jezus patrzył na zebranych w synagodze zanim przystąpił do cudu uzdrowienia uschniętej ręki pewnego człowieka: „I spojrzał na nich z gniewem” ( Mk 3, 5 ). Ta cecha charakteru Jezusa przeszkadzała przede wszystkim Mt i Łk. Dlaczego? Gdy oni układali ewangelie istniała już wtedy mocno zarysowana koncepcja głosząca, że Jezus był bezgrzeszny. Tymczasem tradycja żydowska do grzechów zaliczała gniew: „Nie unoś się gniewem i nie grzesz” (Berachot 29). „Rzekł Rabbi Szemuel bar Nachman, rzekł Rabbi Jochanan: Człowieka gniewliwego biorą we władanie wszelkie moce piekielne, jako powiedziano: „I usuń gniew z twego serca i złość z twego ciała” (Nedarim 22).

Zobaczmy jak z tym problemem poradzili sobie synoptycy:
I spojrzał na nich z gniewem, zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca, i rzekł owemu człowiekowi: Wyciągnij rękę! I wyciągnął, i ręka jego wróciła do dawnego stanu” ( Mr 3, 5 );
„Wtedy rzekł temu człowiekowi: Wyciągnij swoją rękę, a on wyciągnął i stała się znów zdrowa jak druga” ( Mt 12, 13 )
„I spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do niego: Wyciągnij rękę swoją. A ten to zrobił, i ręka jego wróciła do dawnego stanu”( Łk 6, 10 ).

Obydwaj opuszczają kontrowersyjny tekst o gniewie Jezusa. Ich Mistrz musiał być doskonały w związku z czym muszą usunąć teksty mogące świadczyć o czynach, które mogły być uznane jako grzech:

„Gdy Jezus to spostrzegł, oburzył się i rzekł do nich: Pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie” ( Mr 10, 14 );
„Lecz Jezus rzekł: Zostawcie dzieci w spokoju i nie zabraniajcie im przychodzić do mnie” ( Mt 19, 14 )
„Jezus zaś przywołał je i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie nim” (  Łk 18, 16 ).

Identycznie postępują w tej perykopie o dzieciach i Mateusz i Łukasz opuszczają frazę z oburzeniem Jezusa.

Doskonały cudotwórca

Mt i Łk starają się tuszować nieudane uzdrowienia Jezusa:

„I nie mógł tam dokonać żadnego cudu” ( Mr 6, 5 );
„I nie uczynił tam wielu cudów” ( Mt 13, 58 );
Łukasz w 4, 16 – 30 woli nie wspominać nic na temat nieudanych uzdrowień.

„I uzdrowił wielu, których trapiły przeróżne choroby, i wypędzili wiele demonów” ( Mr 1, 34 ).
„On wypędzał duchy słowem i uzdrawiał wszystkich, którzy się źle mieli” ( Mt 8, 16 ).
„On zaś kładł na każdego z nich ręce i uzdrawiał ich” ( Łk 4, 40 ).

I Mt i Łk chcieli przedstawić Jezusa jako bardziej doskonałego uzdrowiciela niż prezentował to Mr:

„I przystąpiwszy ujął ją za rękę podniósł ją; i opuściła ją gorączka” ( Mr 1, 31 )
„I dotknął się ręki jej, i ustąpiła gorączka” ( Mt 8, 15 )
I stanąwszy nad nią, zgromił gorączkę, i ta opuściła ją ( Łk 4, 39 ).

Mt i Łk nie pisali po to, aby uzupełnić Mr, lecz po to, aby ich relacje go zastąpiły. Właściwie nie powinniśmy mówić o Mt i Łk, lecz raczej o Deutero i Trito – Marku.

III) Ewangelia Mateusza.

Tradycja chrześcijańska wiązała autora Ewangelii Mateusza z celnikiem z Kafarnaum i według niej napisał on jako pierwszy swój przekaz z życia Jezusa. Wiemy już jednak, że jest to pogląd błędny. Autor Mt posługiwał się Mr jako jednym ze swoich źródeł a gdyby Mateusz naprawdę napisał wspomnienia ze swojego życia to coś tak osobistego jak powołanie przez swojego ukochanego Mistrza z Nazaretu przepisałby prawie w słowo w słowo od kogoś kto nie uczestniczyłby w tym zdarzeniu? Niech każdy sam porówna oba wersety i niech odpowie sobie na to pytanie:

και παραγων ειδεν λευιν τον του αλφαιου καθημενον επι το τελωνιον και λεγει αυτω ακολουθει μοι και αναστας ηκολουθησεναυτω ( Mr 2,14 );

και παραγων ο ιησους εκειθεν ειδεν ανθρωπον καθημενον επι το τελωνιον ματθαιον λεγομενον και λεγει αυτω ακολουθει μοι και αναστας ηκολουθησεναυτω ( Mt 9, 9 ).

Ireneusz z Lyonu zatem nie miał racji mylnie identyfikując jedną z Ewangelii synoptycznych jako pochodzącą od Apostoła Mateusza. Gdyby pisał ją jeden z naocznych świadków nie potrzebowałby podpierać się czyimś świadectwem, który na dodatek nawet według tradycji nie był bezpośrednim świadkiem zdarzeń. Tymczasem jak pamiętamy Papiasz nadmienił jedynie, że Mateusz spisał słowa Jezusa w języku hebrajskim natomiast nic nie wspominał o pisaniu przez niego ewangelii. Ewangelia Mateusza nie jest żadnym tłumaczeniem z hebrajskiego lub aramejskiego na grecki. Została ona napisana, co już od dawna podejrzewano (Erazm z Rotterdamu), po grecku i to w miarę poprawnym stylem a na pewno lepszym niż ten, który prezentuje Mr. W tekście występują tzw. aliteracje, które są wyróżniającą cechą języka greckiego ( np. kakous, kakos apolosei – Mt 24, 41 ). Cytaty ze ST pochodzą z tłumaczenia greckiego zwanego Septuagintą i są wspólne z innymi synoptykami (Mt 15, 8 – 9; Mk 7, 6 – 9). U Mt spotykamy się z tzw. cytatami refleksyjnymi. Adaptuje on zastane teksty i przekształca je w zgodzie ze swoją wizją teologiczną (por. Mt 4, 14 – 17=Iz 8, 23; 9, 1). Badania nad treścią Mt doprowadziły badaczy do stwierdzenia, iż Ewangelia ta charakteryzuje się pewną dwuwarstwowością. Spotykamy w niej ustępy wyraźnie projudaistyczne jak i o zabarwieniu antyjudaistycznym żeby nie powiedzieć antysemickim. Czy można zatem wyciągnąć z tego wniosek, że redakcja Mt przebiegała dwuetapowo? Niewątpliwie można w Mt dostrzec warstwę judeochrześcijańską do której wykorzystano Q oraz inne logia Jezusa. Warstwa ta jest negatywnie ustosunkowana do misji wśród pogan i podkreśla nie przemijającą wartość Tory. Po zburzeniu świątyni w 70 r. po Chr. redaktor wykorzystuje tą pierwotną część nakładając na nią nowe źródła w postaci Mr i innych materiałów. Całość została zredagowana najprawdopodobniej w Antiochii w latach 75 – 85. Literacko część badaczy określa Mt jako Kleinliterature czyli literaturę ludową i w związku z tym nie przypisują temu dokumentowi żadnej wartości historycznej ( np. K. L. Schmidt, R. Bultmann, D. O. Via, R. H. Gundry ). Czy ta Ewangelia jest biografią Jezusa? Niestety i tu musimy się rozczarować. Nie znajdziemy tam żadnych wiadomości na temat młodości Jezusa. Mateusz nie wnosi nic więcej do obrazu Jezusa, który posiadamy już dzięki Markowi. Tak samo jak i Marek większość perykop łączy za pomocą przysłówka wtedy i stara się upodobnić życie Jezusa do postaci Mojżesza. Stąd wzięły się historie o rzezi niewiniątek oraz umiejscowienie kazania Jezusa na Górze, ponieważ chciał, aby jego Mistrz nadał prawo w ten sam sposób jak uczynił to Mojżesz na Górze Synaj. Dzieciństwo Jezusa jest nawiązaniem do historii Mojżesza. Tych podobieństw jest znacznie więcej. Oto niektóre z nich wymienione przez ks. A. Kowalczyka:

1) Żydzi nie rozumieli Jezusa ( Mt 13,13-15 ). Izraelici nie rozumieli znaków i cudów wyjścia ( Pwt 29,3 ).
2) Faryzeusze odrzucają Jezusa i „bluźnią przeciwko Duchowi Świętemu” (Mt 12,22-32). Korach z pokolenia Lewiego oraz ponad dwustu pięćdziesięciu przedstawicieli ludu zbuntowało się przeciw Mojżeszowi i „zbluźniło przeciwko Jahwe” ( Lb 16,1-35 ).
3) Jezus na górze przemienienia objawia się tylko trzem apostołom ( Mt 17, 1-8). Bóg na górze Synaj objawia się po zawarciu przymierza tylko Mojżeszowi i przywódcom ludu ( Wj 24,9-11 ).
4)Arcykapłani i starsi ludu kwestionują działalność Jezusa: „Jakim prawem to czynisz? I kto ci dał tę władzę?” ( Mt 21,23 ). Izraelici kwestionują autorytet Mojżesza: „Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą?” ( Wj 2,14 ).

                           ( ks. A. Kowalczyk  , Problem synoptyczny, Wyd. „Bernardinum”, 2009, s. 37 ).

Mt stara się przede wszystkim załagodzić negatywny obraz uczniów Jezusa, który powstał przez konwencję literacką Marka:

„I wszedł do nich do łodzi, i wiatr ustał; a oni byli wstrząśnięci do głębi. Nie rozumieli bowiem cudu z chlebami, gdyż serce ich było nieczułe” ( Mr 6, 51 – 52 ).

„A gdy weszli do łodzi, wiatr ustał. A ci, którzy byli w łodzi, złożyli mu pokłon, mówiąc: Zaprawdę ty jesteś Synem Bożym” ( Mt 14, 32 – 33 ).

W relacji Mr uczniowie nawet po uczynieniu cudu nic nie rozumieją, dla Mt było to nie do przyjęcia i wprowadza on zmiany, które mają pozwolić czytelnikowi na spojrzenie na apostołów bardziej przychylnym okiem. W tym celu we wszystkich tekstach w których Mr negatywnie przedstawił uczniów, Mt zmienia ich wymowę lub po prostu usuwa ( Mt 13, 16 = Mk 4, 13; Mt 14, 33 = Mk 6, 52; Mt 16, 9 = Mk 8, 17; Mt 17, 4 = Mk 9, 6; Mt 17, 9 = Mk 9, 10; Mt 17, 23 = Mk 9, 32; Mt 20, 17 = Mk 10, 32 ). Mt obdziera Jezusa z Markowego człowieczeństwa . Jezus nie gniewa się/ lituje się nad trędowatym ( Mk 1, 41 por. Mt 8,3; Mk 3, 5 por. Mt 12, 13), nie wyraża zdziwienia (Mk 6,6 por. Mt 10, 1). Mt opuszcza perykopę o krewnych, którzy próbują pochwycić Jezusa, ponieważ podejrzewają, że odszedł od zmysłów a nawet nie pozwala Jezusowi na wykonywanie jakichkolwiek czynności w celu uzdrowienia, skracając kontrowersyjny fragment (Mr 7, 31 – 37 por.: Mt 15, 29 – 31). Mt rozpoczyna też tendencje, która zostanie doprowadzona do perfekcji w Ewangelii Jana. Zmienia on wymowę nauczania Jezusa, który zamiast nauczać o Królestwie Bożym zaczyna nauczać o Królestwie Jezusa:

„Królestwo Boże nadchodzące w mocy” ( Mk 9, 1 ) = „Syn Człowieczy przychodzący w Królestwie swoim” ( Mt 16, 28 ).

Jezus jest dla Mt nowym Mojżeszem i prawodawcą w związku z czym Mt komponuje swoją ewangelię wzorując się na ST:

1) Genealogia Jezusa – Mt 1, 1 – 17 ( Nowa Księga Rodzaju )
2) Narodzenie Jezusa, Kazanie na Górze ( Nowa Księga Przymierza ) – Mt 1, 18 – 9, 34 ( Nowa Księga Wyjścia )
3) Jezus wybiera Apostołów ( organizuje nowy lud ) – Mt 9, 35 – 10, 42 ( Nowa Księga Kapłańska )
4) Izrael odrzuca posłannictwo Jezusa. Opis nowej Ziemi Obiecanej – Mt 11, 1 – 13, 53 ( Nowa Księga Liczb )
5) Dalsze kontrowersje znaki i pouczenia – Mt 13, 54 – 18, 35 ( Nowa Księga Powtórzonego Prawa )
6) Nowe przepisy etyczne, polemiki z przeciwnikami, ostrzeżenia i proroctwa, opowiadanie o męce i śmierci Jezusa – Mt 19, 1 – 27, 66 ( Nowa Księga Jozuego ).

Nie umniejszając odkryć badaczy w temacie zależności kompozycyjnej od Pięcioksięgu warto zwrócić uwagę na analizę strukturalną Mt, którą przeprowadził P. Jullien de Pomerol, który korzystając z analiz Proppa – badacza zajmującego się rosyjskimi bajkami – odkrył, że Ewangelia Mateusza wpisuje się w bajkową strukturę opowiadania. Zaproponował on, aby
czytać ją jako baśń korzystając za schematu Proppa. Po podzieleniu jej na czternaście fragmentów w każdym z nich syntagmatycznie zestawił działania a wszystko to spełniło trzydzieści jeden założeń Proppa. Autor podsumował te zabiegi następująco:

„1. Schemat Proppa można zastosować do opowiadania Mateusza. Pozwala on określić jego formę.

2. Chociaż narracyjna logika opowiadania Mateusza zgadza się z funkcjami wymienionymi przez Proppa, jego treść różni się od zawartości magicznych bajek.

3. Zastosowanie schematu Proppa pozwala na ukazanie struktury i planu Ewangelii, która – zdaniem Julliena de Pomerola – składa się z czternastu sekwencji”

(  ks. R. Bartnicki, Ewangelie Synoptyczne – geneza i interpretacja, ATK, Warszawa 1996, s. 280 – 281 ).

Ewangelia Mateusza spełnia wymagania literackie jakie stawia się bajce jednak jej treść powoduje, iż należy ją uznać za bajkę nietypową.

Redaktor Mt dokładnie przemyślał jak życie Jezusa zinterpretować i odnieść do rzeczywistości po – paschalnej Kościoła. Tylko on z synoptyków posługuje się terminem Kościół a nawet wkłada go w usta Jezusa (Mt 16, 18; 18, 17). Mt wielką wagę przykłada do proroctw ST, które mają odnosić się do Jezusa i potwierdzać jego godność Chrystusa. Często określa swojego Mistrza tytułem „Syn Dawidowy” co ma jednoznacznie prowadzić do wniosku, iż to Jezus jest obiecanym Mesjaszem ( „Syn Dawidowy”: u Mr – 4 razy, u Łk – 5 razy a u Mt 10 razy ). Zastępuje Markowe określenie Jezusa Nauczyciel na bardziej dostojne Pan:

„Budzą go więc i mówią do niego: Nauczycielu! Nic cię to nie obchodzi, że giniemy ?” ( Mr 4, 38 )=”I podszedłszy do niego zbudzili go słowami: Panie, ratuj, giniemy!” ( Mt 8, 25 ).

Mt ma również pewną zauważalną słabość do cyfry 2:

„A gdy wychodził z łodzi, oto wybiegł z grobów naprzeciw niego opętany przez ducha nieczystego człowiek” ( Mr 5, 2 )=”A gdy przybył na drugą stronę, do krainy Gadareńczyków, zabiegli mu drogę dwaj opętani” ( Mt 8, 28 ).

„Syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak siedział przy drodze” ( Mr 10, 46 )=”A oto dwaj ślepi, siedzący przy drodze” ( Mt 20, 30 ).

„A niektórzy wystąpili i fałszywie świadczyli przeciwko niemu” ( Mr 14, 57 )=”I nie znaleźli, chociaż przychodziło wielu fałszywych świadków. Na koniec zaś przyszli dwaj” ( Mt 26, 60 ).

Mt często stosuje dublety; czytając tę Ewangelię właściwie można dojść do wniosku, że wszyscy powtarzają wszystko w kółko:

Jan Chrzciciel: „Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios” ( Mt 3,2 ); „Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios” ( Mt 4, 17; por. Mt 3, 7=12, 34=23, 33 ).

Jezus często powtarza te same formuły ( Mt 8, 12; 22, 13; 25, 30 ). Mt łagodzi też Jezusowy zakaz rozwodów wprowadzając do niego jedną klauzulę, co niewątpliwe jest oznaką, że w Kościele Mt problem ten był szeroko dyskutowany.
Mt w bardzo ograniczonym zakresie może nam pomóc w dotarciu do obrazu Jezusa przedpaschalnego. Kompilator pracując nad źródłami zmienia je i segreguje po to, aby odpowiadało to wizji teologicznej kościoła, który reprezentuje Mateusz. Porównując go z Mr dostrzegamy, że portrety apostołów, które on pozostawił sprawiają dużo problemów kościołowi Mateusza. Jednym więc z celów dla których tworzy Mt jest naprawienie błędów Mr. Mt stara się też uwznioślić samego Jezusa pozbawiając go wielu jego człowieczy cech. Oddala zatem on czytelnika od prawdziwego a ściślej mówiąc historycznego Jezusa i prezentuje jego wizję w taki sposób, aby odpowiadała ona poglądom jego i gminy chrześcijańskiej, którą reprezentuje. Po roku 70 po Chr. została zburzona Świątynia Jerozolimska i przestała odgrywać jakąkolwiek rolę klasa kapłańska oraz saduceusze i esseńczycy. Religijną opiekę nad Izraelem przejęli faryzeusze i to przeciwko nim programowo wystąpili nazarejczycy. Ewangelia Mateusza jest pismem dogłębnie antyfaryzejskim co dodatkowo wzmacnia argumentację datującą powstanie jej na późne lata wieku I n. e. W tym celu Mateusz modyfikuje Marka: „Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy” ( Mk 3, 22) na: „Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12, 24). Aktualny zatem dla gminy Mateusza spór z faryzeuszami został przeniesiony przez niego w czasy Jezusa. W tym sensie jest to Ewangelia nie tylko spełniająca wymagania dla bajki nietypowej ale jest również anachroniczna i odzwierciedla tarcia o dominację w powstającym judaizmie bez Świątyni; luźno nawiązując do rzeczywistego nauczania Jezusa. Ks. John Meier w związku z tym apeluje, aby przypadkiem nie odnosić słów redaktora piszącego po grecku do aramejskich wypowiedzi samego Jezusa, ponieważ jego cele były zupełnie inne niż Nazarejczyka nie mówiąc już o sytuacji geopolitycznej. Ksiądz prosi też wszystkich, aby nie popadać w pewien powszechny stereotyp jakoby Jezus chciał zastąpić Torę jakimś „nowym przykazaniem miłości” ( zob. J. P. Meier, Law and Love, New Haven 2009 ).

I V) Ewangelia Łukasza.

Czy w takim razie Ewangelia Łukasza pochodzi od kogoś kto widział lub znał Jezusa? W prologu autor nie przypisuje sobie roli naocznego świadka oraz nie przedstawia się z imienia ! Pismo jest kierowane do dostojnika o imieniu Teofil, aby przekonać go, że nauka którą otrzymał opiera się na autentycznych zdarzeniach. Informuje nas, że już wiele osób przed nim podjęło się prób opisu wydarzeń z życia Jezusa. Posiada zatem autor Ewangelii Łukasza jakieś źródła pisane. Ewangelia ta według tradycji miała zostać napisana przez Łukasza współpracownika Pawła Apostoła. Najwcześniej jest ona przypisywana Łukaszowi w kanonie Muratoriego i we wspomnianym już przeze mnie świadectwie Ireneusza z Lyonu. Już na wstępie należy zauważyć, że nawet według tradycji chrześcijańskiej nie był to człowiek, który wiadomości o życiu Jezusa czerpał od świadka tych wydarzeń. Paweł przecież nie znał Jezusa a na dodatek nie interesował się on przedpaschalnym obrazem Galilejczyka.  Autor Ewangelii Łukasza napisał również Dzieje Apostolskie a przecież istnieją wyraźne sprzeczności pomiędzy tym co mówił Paweł o sobie i innych apostołach a tym co mówią Dzieje Apostolskie np.:

Dzieje Apostolskie 15,7 : „ A gdy to już długo rozpatrywano, wstał Piotr i rzekł do nich: Mężowie bracia, wy wiecie, że Bóg już dawno spośród was mnie wybrał, aby poganie przez usta moje usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli”; Ga 2,7: „Raczej przeciwnie, gdy zobaczyli, że została mi /Pawłowi/ powierzona ewangelia między nieobrzezanymi, jak Piotrowi między obrzezanymi

Starano się wykazać autorstwo Łukasza, badając jego związek z zawodem lekarza. Według Fragmentu Muratoriego ewangelista posiadał właśnie taki zawód. Oto jak komentuje takie próby katolicki, badacz Jezusa historycznego J. Gnilka: „Według Łk 14, 2 – 4 Jezus uzdrawia człowieka chorego na puchlinę wodną (hydrokipos). Ponieważ ten medyczny termin występuje w Nowym Testamencie tylko w trzeciej ewangelii, widziano w nim dawniej niekiedy dowód, że Łukasz był lekarzem. Ponieważ jednak posługuje się nim również Pliniusz, Hist. nat. 28, 232 (hydropicus), wolno sądzić, że mamy tu do czynienia z określeniem dość powszechnym w starożytności” ( Gnilka Joachim, Jezus z Nazaretu, Znak, Kraków 1997. 150 – 151 ).

Fakt, iż autor Ewangelii Łukasza nie miał nic wspólnego z zawodem lekarza był tematem pracy doktorskiej H. J. Cadbury ( The Style and Literary Method of Luke, London: Humphrey Milford, Oxford University Press 1919 ). Od czasu tej publikacji mówi się, że Cadbury uzyskał tytuł doktora pisząc pracę, która pozbawiła Łukasza tytułu lekarza. Obecnie garstka biblistów twierdzi, iż na podstawie Łk można wskazać, że jej redaktor miał coś wspólnego z tym zawodem.

Egzegeci wskazują również na brak typowej dla Pawła teologii w Ewangelii Łukasza. Istnieją jednak małe przesłanki mogące wskazywać, że rzeczywiście jakiś trzon tej ewangelii wyszedł spod pióra jakiegoś ucznia Pawła. Wskazuje na to użycie bardzo podobnych słów, których użył Jezus w trakcie Ostatniej Wieczerzy. Łukasz używa takiej samej formuły jak Paweł. Ewangelia jest wyraźnie adresowana do odbiorcy nieżydowskiego. Łk również korzysta z zapisków Mr, zatem i data powstania tego dokumentu powinna być zbliżona do okresu w którym tworzono Mt. Taki też jest pogląd większości badaczy. Jednak są mocne podstawy do twierdzenia, że ewangelia ta była w gminach chrześcijańskich i to zarówno pochodzenia po – Pawłowego jaki i gnostyckiego poddawana różnym interpolacją i przeróbką. Zobaczmy może o co w tym wszystkim chodzi? Czytelnik zapewne pamięta scenę w której Jezus na Górze Oliwnej, tuż przed pojmaniem modli się tak gorliwie, że zaczyna na jego ciele występować krwawy pot. Oto jaką mamy relację z tego zdarzenia w Ewangelii Łukasza:
„Wtedy ukazał mu się anioł z nieba i umacniał go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” ( Łk 22, 43 – 44 ).
Manuskrypty zawierające tekst aleksandryjski nie posiadają tego wiersza. Nie można tego zignorować, ponieważ są one najstarsze i przez badaczy uważane za wiarygodne. Ten tekst, który tak bardzo rozpalał ludzkość jest nie autentyczny. Został on włączony do oryginalnej ewangelii przez jakiegoś kopistę. Prawdopodobnie stało się to w okresie kiedy gminy po – Pawłowe zwalczały doketyzm. Był to pogląd, który mówił, że Jezus nie miał fizycznego ciała ludzkiego a jedynie ciało pozorne – niebiańskie. Kopista postanowił więc poprzez dodanie do opisu elementu krwawego potu podkreślić ludzką naturę Jezusa. Co mu z dodania tych wersetów wyszło? „Tylko one w całej Ewangelii Łukasza burzą tak czytelny portret Jezusa. Tylko w tych dwu zdaniach Jezus niepokoi się własnym losem, tylko tu wydaje się tracić spokój, jakby stał się niezdolny do zniesienia ciężaru przeznaczenia. Dlaczego Łukasz miałby tak dokładnie wymazać wszelkie napomknienia o agonii Jezusa w pozostałych miejscach, jeśli jeszcze dobitniej chciał ją podkreślić właśnie tutaj? Po co miałby – zarówno przed, jak i po owych spornych wersetach – usuwać ustępy o analogicznej wymowie ze swego źródła? To wszystko wskazuje, że opowieść o „krwawym pocie” Jezusa, której, o czym nie zaszkodzi raz jeszcze przypomnieć, brak w najstarszych i najlepszych manuskryptach, nie pochodzi od Łukasza, ale jest późniejszym dodatkiem kopisty” ( B. D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa. Kto i dlaczego zmieniał Biblię? Wyd. CiS, kwiecień 2009, s. 169).

Tekst ten nie występuje w Bodmer XIV – XV najstarszym papirusowy kodeksie z Ewangelią Łukasza ( 190 n. e.).

Niech drogi czytelnik rozstanie się z wizją krwawego potu. Jednak o jednej rzeczy chciałbym przypomnieć. Gdy pisałem o autorze Ewangelii Łukasza przedstawiłem dość poważne dowody mogące świadczyć, iż to nie Łukasz towarzysz Pawła jest twórcą tego dzieła. Wskazałem jednak, że słowa Jezusa, które przytacza ewangelista gdy opisuje mowę eucharystyczną są podobne do tych, które przywołuje Paweł w Liście do Koryntian. Może to sprawiać wrażenie, że księgę tą pisał jednak jakiś jego uczeń. Tymczasem jeden z najstarszych manuskryptów greckich za którym idą niektóre teksty łacińskie oddaje te słowa następująco: „Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: „Weźcie go i podzielcie między siebie, albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże”. Następnie wziął chleb i odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: „To jest ciało moje. Lecz oto ręka mojego zdrajcy jest ze mną na stole” ( Łk 22,17-21; Tamże, s. 193 ). W naszych przekładach wersja ta jest wzbogacona o słowa: „które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę” oraz : „ten kielich to Nowe Przymierze we krwi mojej, która za was będzie wylana”. Przesłanki wskazują, że również ten tekst został poddany interpolacji po to, aby uzgodnić wersję występującą u Pawła z Łukaszem. Fakt, że ustępy zostały dołączone na późniejszym etapie kształtowania się Ewangelii tym bardziej potwierdza tezę, że autorem jej nie jest Łukasz. Jedyny łącznik z teologią Pawła właśnie został w tym momencie przerwany.
Przyjrzyjmy się jeszcze jednej wstawce, która jak mi się wydaje jest dość istotna. Chodzi mianowicie o tekst z 24, 12 w którym znajdujemy stwierdzenie, że Piotr po informacji, którą przekazały mu kobiety, iż grób Jezusa jest pusty udał się tam sam i zobaczył, że leżą tam jedynie prześcieradła. Słowa te odnajdujemy jedynie w niektórych manuskryptach. Można by zadać pytanie dlaczego kopiści mieliby usuwać tą wzmiankę? Istnieją mocniejsze argumenty, które świadczą, że kiedyś tych zdań Ewangelia Łukasza nie posiadała. Wymieńmy najważniejsze: odmienna stylistyka, użycie słów które padają po raz pierwszy w tej Ewangelii takich jak; „nachylać się”, „prześcieradła” i argument najmocniejszy nie można przypisać tego błędu tak zwanemu przeoczeniu. Werset ten wprowadza, bowiem do świadectwa pustego grobu mężczyznę. Opowiadania kobiet, które jako pierwsze donoszą o pustym grobie są dla apostołów baśniami (Łk 24, 11). Wydaje się więc logicznym wnioskiem, że kopista dołączył do grona świadków Piotra po to, aby uprawdopodobnić to zdarzenie ( Tamże; s. 196). Czytelnik pamięta zapewne co z tą Ewangelią wyprawiał Marcjon. Musimy zatem podkreślić, że choć powstanie tej Ewangelii można z pewnymi zastrzeżeniami przyjąć na lata 80 – 95 r. po Chr. to jednak ostateczny jej kształt taki który znamy obecnie przyjęła ona prawdopodobnie dopiero po sporze z Marcjonem, a więc w pierwszej połowie wieku II ( por. J. B. Tyson, Marcion and Luce-Acts: A Defining Struggle, Uniwersity of South Carolina Press, Columbia 2006. Joseph B. Tyson emerytowany profesor religioznawstwa na Southern Methodist University w Dallas, uczył w latach 1958-98, autor wielu poczytnych prac naukowych ).

Co można powiedzieć o samej treści Ewangelii Łukasza i czy możemy to dzieło uważać za historyczne. Jeden z fanatyków – fundamentalistów napisał : „Łukasz to historyk pierwszej klasy” ( Ramsay Wiliam M.,The Bearing of Recent Discovery on the Trustworthinnes of the New Testament.,Hodder and Stoughton, London 1915, s. 222). Wykazano jednak, że autor Ewangelii chce tylko uchodzić za historyka – myli się on wiążąc narodzenie Jezusa ze spisem Kwiryniusza a pisząc o tym, że Annasz i Kajfasz wspólnie pełnili urząd arcykapłana wydaje się nie wiedzieć, że prawo żydowskie wyznaczało tylko jednego arcykapłana (Łk 3, 2). W 1954 roku ukazała się monumentalna praca Hansa Conzelmanna, Die Mitte der Zeit w której przekonujący sposób udowodniono, że Łukasz nie jest historykiem ale przede wszystkim teologiem. Conzelmann dokładnie przeanalizował intencję teologiczną Łukasza porównując go z Mr i Q. Doszedł do wniosku, że Łukasz dzieli historię zbawienia na trzy części: pierwsza z nich należała do Izraela i skończyła się wraz ze śmiercią Jana Chrzciciela, druga to czas Jezusa na ziemi a trzecia obejmuje Kościół aż do czasów ostatecznych ( tezę tą zanegował H. Flender; według niego historia zbawienia Łukasza dzieli się na dwa okresy: okres Izraela oraz okres Jezusa i jego Kościoła. por. ks. M. Bednarz, Ewangelie synoptyczne, Diecezja Tarnowska BIBLOS, Tarnów 1996, s. 265 ).

Ewangelia Łukasza musi być rozpatrywana w połączeniu z Dziejami Apostolskimi, ponieważ jeden autor napisał obydwa dzieła i choć występują one oddzielnie to jest to wynik późniejszej systematyki a nie zamierzeń redaktora. W kompozycji Łk Jezus zmierza do Jerozolimy z Galilei, a w Dziejach Apostolskich ewangelia zmierza z Jerozolimy do Rzymu. Dlatego też Łukasz usuwa wszelkiego rodzaju nazwy geograficzne, które mogłyby myśli czytelnika odciągnąć od Jerozolimy [ „I udali się do innego miasteczka” ( Łk 9, 56 ); „Przyszedł do innej wsi” ( Łk 10, 38 ) ]. Motywem przewodnim zatem jest geografia według, której ewangelia trafia od Żydów do pogan a zwieńczeniem tego jest podróż Pawła do Rzymu. Łukasz w pozytywnym świetle stara się przedstawić Rzymian: Piłat aż trzykrotnie stwierdza niewinność Jezusa. Łk pomija również fakt skazania na śmierć Pawła w Rzymie. Wszystko to ma na celu pewien efekt propagandowy: autor stara się przedstawić chrześcijaństwo w pozytywnym świetle; dlatego właśnie przemilcza każdy element, który mógłby wskazywać, że chrystianizm dla Rzymian był niebezpieczną sektą, którą zwalczali już od samego początku. „Sedno zainteresowania Ewangelii Łukasza stanowią nie uczniowie i Kościół w Jerozolimie, lecz Paweł i Kościół w Rzymie” ( J. D. Crossan, Kto zabił Jezusa? Korzenie antysemityzmu w ewangelicznych relacjach o śmierci Jezusa, Książka i Wiedza, Warszawa 1998, s. 36 ).

Wizerunek Jezusa jest przez Łk starannie dopracowany i stara się on usunąć wszystko cokolwiek mogłoby postawić Jezusa w negatywnym świetle. Eliminuje ludzkie odruchy Jezusa (oburzenie, gniew, strach – Mk 1, 43 = Łk 5, 13; Mk 3, 5 = Łk 6, 10; Mk 14, 33 = Łk 18, 6). Opuszcza fragment, który mógłby sugerować niewiedzę Jezusa (Mk 13, 32) i zmienia treść słów, które jego Mistrz wypowiedział na krzyżu, a które według niego były go niegodne: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mk 15, 34); na bardziej dostojne: „Ojcze w ręce twoje polecam ducha mego” (Łk 23, 46). Łukasz łagodzi pośpiech eschatologiczny Jezusa, który charakteryzuje Marka i Mateusza. Oddala nas zatem przez swoją teologiczną wizję od autentycznego Jezusa. Jednak przez to, że niekiedy odwołuje się do różnych tradycji i umieszcza je w tekście to z pewnymi zastrzeżeniami może Ewangelia Łukasza pomóc w odtworzeniu historycznego Jezusa.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza publikacja ani jej żadna część nie może być kopiowana, zwielokrotniana i rozpowszechniana w jakikolwiek sposób bez zgody Redakcji. Autor dołożył wszelkich starań, aby jej treść była zgodna z rzeczywistością, nie może jednak wziąć żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki wynikłe z wykorzystania zawartych w niej materiałów i informacji.